My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Subscribe to RSS feed

Bali

W ramach odpoczynku od prazacego slonca uzupelnie nieco informacje na temat dotychczasowych miejsc pobytu. Udalo mi sie odnalezc (czytaj: odejsc dalej niz dwiescie metrow od miejsc, w ktorym spie) kafejke internetowa, jedyna na wyspie, pisze zatem, choc cena zabojcza.
Bali - jak ja moglam przypusazczac, ze miejsce do ktorego wali co roku taka masa turystow z calej Europy, USA i Australii moze mi sie przez chwile chociaz podobac? Jak moglam pomyslec, ze wyspa, ktora ma wlasne miedzynarodowe lotnisko okaze sie byc cichym zakatkiem na Ziemi? Blad, blad niezbyt na szczescie kosztowny. Do Sanur (jeszcze nie najwieksza, ale rownie obrzydliwa jak Kuta miejscowosc) dotralismy wpol do drugiej w nocy. Znalezienie noclegu o takiej porze nawet w oblesnym kurorcie moze nastreczac trudnosci. Zwlaszcza, ze jedynymi ludzmi, ktorych spotkalismy po drodze byli pijani Europejczycy, w wiekszosci niestety kobiety.
Znalezlismy. Od nastepnego rana nastroj opadal. A to za sprawa McDonaldsa, ktory jest jednoznacznym znakiem konca lokalnego kolorytu, a to za sprawa setki sklepow firmowych czy tez drogiego jedzenia. Ostatecznie nastroj seignal bruku, gdy Klaudia zauwazyla brak miliona rupii po wymianie pieniedzy (milion rupii to ok. 100 USD). Mnie brakowalo 1 600 000. Moja reakcja? Prosze przypomniec sobie film Little Miss Sunshine, kiedy synek dowiedzial sie, ze nie bedzie mogl byc pilotem. Tak to lecialo...
Mlody (Emile jest 13 lat mlodszy od nas) wzial sprawy w swoje rece i pognal nas z powrotem do wymienialni pieniedzy i lagodnym, ale stanowczym glosem zazadal uzupelnienia brakow. Mlody jest duzy, pan byl mniejszy, wiec na propozycje Emila: Wiesz, jaki mamy problem, nie chcemy robic klopotow ani zamieszania, wiec jesli naprawisz to, co zepsules, wszystko bedzie dobrze i my stad spokojnie odejdziemy. Podzialalo. Ja bylam dalej wsciekla, bo do tej pory nikt mnie tak nie oszukal.
Do konca pobytu na Bali toczylismy z Emilem dlugie tyrrady o koncu Azji, jaka znamy. W sumie troche smieszne te rozmowy zwazywszy na wiek Emile'a.
Nie, nie szukam mitycznej plazy z powieści Garlanda. Nie po to latam do Azji. Ale wole miejsca cichsze.
Na Bali jednak wroce, i to juz za kilka dni. Stamtad sie leci na Flores. I wroce jeszcze raz - zeby zobaczyc Ubud i kilka innych atrakcji, mam nadzieje nie tak turystycznych jak to, co dotad widzialam.