My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Subscribe to RSS feed

Grzegorz (?), rok ur. 1972, zam. Opole, ul. Chabrów, który był w Malezji we wrześniu 2002 roku.

Czasami dobrze jest nie spotkać rodaka przez cały pobyt w zamorskim kraju. Bardziej się człowiek otwiera na to, co jest dookoła, nawet na innych ‘białasów’. Oderwać się zupełnie, nie gadać po polsku, nie zawężać się z powrotem do własnego polskiego sosiku. Chociaż…
Żadnego Polaka nie spotkałam w Malezji. Prawie. Ostatniego dnia przed wylotem zeszłam do recepcji hostelu Pudu, żeby się wymeldować. Przeglądam księgę meldunkową. Uwagę mą przykuł jeden z ostatnich wpisów. To nie możliwe, myślę. Ten hostel nie jest wymieniany w przewodnikach. A jednak trafił tu Polak! To jeszcze nic – urodził się w tym samym roku, co ja! Mało tego, jest z Opola i mieszka ledwie rzut beretem ode mnie! Niezwykle miła obsługa dołożyła wszelkich starań, żeby go odnaleźć, ale wyszedł podziwiać wieczorne uroki Kuala Lumpur.
Zawsze chciałam go odnaleźć. Jeśli więc znasz kogoś pasującego do opisu, kogoś kto we wrześniu 2002 roku był w Malezji, daj znać.
Na odchodnym, mile żegnana przez obsługę, która zwlokła się z nami 4 piętra w dół, żeby eskortować nas do taksówki pytam, czy często zjawiają się tu Polacy. A tak, pamiętają jednego, mieszkał u nich przez 3 miesiące. Z całym szacunkiem dla Kuala Lumpur, nie rozumiem jak można tyle czasu spędzić w tym mieście. Pytam więc, co porabiał ten ich gość? Odpowiedź: Nam mówił, że łowi ryby… Aha. KL to dość betonowe miasto, więc wszyscy zaczęliśmy się śmiać.