Kulturalny trójkat
Saturday, December 4, 2010 12:51:18 PM
Kulturalny trójkąt to takie miejsce, gdzie mieszkają najstarsze i najważniejsze zabytki Sri Lanki. Mieszkają w różnych miastach, których nazw nijak nie potrafię zapamiętać. Ale zaraz je przepiszę z przewodnika, żeby było do kompletu.
W pierwszej z nich, Anuradhapurze, która była kiedyś stolicą królestwa i dlatego są tam pamiątki i pozostałości, rośnie drzewo. Jest to bardzo ważne drzewo, chociaż wcale na takie nie wygląda. Drzewo nazywa się Sri Maha Bodhi i uosło z gałązki ściętej z prawdziwego drzewa z Bodhgaya, pod którym Budda osiągnął Oświecenie. Tamto drzewo z Bodhgaya już nie żyje, więc to jest jakby najświętsze. Ale nie widać, żeby bardzo dużo ludzi przejmowało się tym faktem. To znaczy nie ma tam za wielu turystów, ani też pielgrzymów. Może dlatego, że przez cały dzień padał deszcz i ludziom nie chciało się chodzić w strugach i na bosaka, bo do drzewa się idzie na bosaka. Ponadto w Anuradhapurze jest dużo dagób. Tak to się chyba odmienia. Coś, co we wszystkich dotychczas odwiedzanych przeze mnie krajach Azji Płd-Wsch nazywało się stupą, tutaj nazywa się dagoba. I wszystkie one są duże i ładne, ale bardzo podobne. A muzeum archeologiczne było do bani, tam nie idźcie.
A potem dalej padał deszcz, więc poszłyśmy na słonia. Jechałam na słoniowej szyi. Słoń, a raczej słonina, była bardzo sympatyczna i miała włoski na głowie i ciepłą skórkę i majtała mnie po nogach uszami. I na karku miała takie wklęśnięcie, gdzie jej się zbierała woda deszczowa i ja tam taplałam ręką. Ale jeżdżenie na słoniu jednak nie ma zbyt wiele sensu, jeśli robi się to tylko dla samego jeżdżenia.
A na kolację było rice and curry, takie tutejsze danie narodowe. Ale mniam! Na stół wjechało 9 miseczek z 9 smakołykami, które wedle własnego uznania ciapka się z ryżem i wsuwa. A ja powiedziałam, że jest mało ostre, więc przynieśli mi jeszcze curry z ryby z jeziora i ono w końcu było bardzo ostre.
A dziś na przykład byłam w Polonnaruwie (tę nazwę akurat pamiętam, bo mi się kojarzy parówą na polanie albo poranną lurą i jeszcze z polaną rurą). Tam było bardzo dużo ruin, bardzo starych i pewnie całkiem ładnych.Te ruiny były trochę podobne do tych w Angkor, tylko spiłowane od góry. To znaczy widać, że zamysł budowania mieli podobny, świątynie powstały zresztą w podobnym czasie, tylko te w Angkor przetrwały, a tutaj zostały tylko fundamenty z półpiętrem. Niewiele budynków zachowało dach. Gdzieniegdzie są jeszcze olbrzymie ceglaste stupy, te są całkiem fajne, bo prawie kompletne. Ale jak się widziało Angkor, to chyba trudno się jakąkolwiek budowlą zachwycić. (Wniosek z tego taki, że Angkor trzeba zwiedzać koniecznie dopiero pod koniec życia - trzeba sobie zaplanować, kiedy się ma zamiar umrzeć i tak z miesiąc wcześniej pojechać.) Poza tym tradycyjnie padał deszcz, lał deszcz, siąpił deszcz, i robił jeszcze to wszystko, co może zrobić deszcz, żeby uprzykrzyć życie człowiekowi. Dziś byłam dwa razy kompletnie przemoczona do ostatniej suchej nitki w sandałku, tiszercie, spodniach a nawet i spodniejszych czesciach garderoby. I deszcz moczył schody, więc Asia się wywróciła zawierając bliski kontakt z XI wieczną cegłą. Najcięższe straty poniósł tyłek, bo z kościosłoniowego zrobił się zielony. I mówię tu o kolorze spodni, o niczym innym. Rany szarpane na ręce opatrzył nasz cudowny driver Shantha. Ten ostatni widząc upadek Asi, mało nie dostał zawału serca, bo on bardzo o nas dba. Aha. Asia kazała napisać, nie rany szarpane, tylko draśnięcia, bo by jej na zawał się w domu powywracali. Faktycznie, lekkie draśnięcia, ale chciałam dodać trochę dramatyzmu do opowieści.
Ale najładniejsza dzisiaj była Sigiriya. To taka wystająca z ziemi duża skała, na której królowie lankańscy wybudowali sobie pałac. Też jest ucięty do fundamentów, ale bardzo ładnie się go zdobywa, bo trzeba przejść bardzo dużo schodków, a na dodatek one są śliskie, bo ciągle pada deszcz. Oporócz tego, że na czubku góry jest pałac, po drodze można zobaczyć malowidła z VI wieku, Ogrody Wodne oraz Mirror Wall, tylko że ja tego efektu lustra w niej nie zauważyłam. Może deszcz zalał wszystko, łącznie z efektem lustra.
A na koniec pan mi wróżył z ręki. I powiedział, że jestem bardzo inteligentna i bardzo szczęśliwa oraz że będę mieć dwóch mężów i troje dzieci i będę żyć 75 lat plus. Phi.
A jakby kto chciał zadzwonić, na przykład z życzeniami urodzinowymi, to mój nowy Sri Lankański numer jest taki: +94728904706.
Zupełnie na poważnie, to mam tego deszczu serdecznie dosyć. Jeszcze mi się tak w Azji nie zdarzyło, żeby padało przez cały dzień. Ale prawie trzy dni z rzędu? Coś jest nie tak. Oni tu na miejscu mówią, że to jest pora deszczowa, a przecież sprawdzałam, że od grudnia nie powinno jej tu być wcale. Nie musi być od razu upał i słońce przez 12 godzin, ale niceh chociaz przez dwie godziny nie pada!
W pierwszej z nich, Anuradhapurze, która była kiedyś stolicą królestwa i dlatego są tam pamiątki i pozostałości, rośnie drzewo. Jest to bardzo ważne drzewo, chociaż wcale na takie nie wygląda. Drzewo nazywa się Sri Maha Bodhi i uosło z gałązki ściętej z prawdziwego drzewa z Bodhgaya, pod którym Budda osiągnął Oświecenie. Tamto drzewo z Bodhgaya już nie żyje, więc to jest jakby najświętsze. Ale nie widać, żeby bardzo dużo ludzi przejmowało się tym faktem. To znaczy nie ma tam za wielu turystów, ani też pielgrzymów. Może dlatego, że przez cały dzień padał deszcz i ludziom nie chciało się chodzić w strugach i na bosaka, bo do drzewa się idzie na bosaka. Ponadto w Anuradhapurze jest dużo dagób. Tak to się chyba odmienia. Coś, co we wszystkich dotychczas odwiedzanych przeze mnie krajach Azji Płd-Wsch nazywało się stupą, tutaj nazywa się dagoba. I wszystkie one są duże i ładne, ale bardzo podobne. A muzeum archeologiczne było do bani, tam nie idźcie.
A potem dalej padał deszcz, więc poszłyśmy na słonia. Jechałam na słoniowej szyi. Słoń, a raczej słonina, była bardzo sympatyczna i miała włoski na głowie i ciepłą skórkę i majtała mnie po nogach uszami. I na karku miała takie wklęśnięcie, gdzie jej się zbierała woda deszczowa i ja tam taplałam ręką. Ale jeżdżenie na słoniu jednak nie ma zbyt wiele sensu, jeśli robi się to tylko dla samego jeżdżenia.
A na kolację było rice and curry, takie tutejsze danie narodowe. Ale mniam! Na stół wjechało 9 miseczek z 9 smakołykami, które wedle własnego uznania ciapka się z ryżem i wsuwa. A ja powiedziałam, że jest mało ostre, więc przynieśli mi jeszcze curry z ryby z jeziora i ono w końcu było bardzo ostre.
A dziś na przykład byłam w Polonnaruwie (tę nazwę akurat pamiętam, bo mi się kojarzy parówą na polanie albo poranną lurą i jeszcze z polaną rurą). Tam było bardzo dużo ruin, bardzo starych i pewnie całkiem ładnych.Te ruiny były trochę podobne do tych w Angkor, tylko spiłowane od góry. To znaczy widać, że zamysł budowania mieli podobny, świątynie powstały zresztą w podobnym czasie, tylko te w Angkor przetrwały, a tutaj zostały tylko fundamenty z półpiętrem. Niewiele budynków zachowało dach. Gdzieniegdzie są jeszcze olbrzymie ceglaste stupy, te są całkiem fajne, bo prawie kompletne. Ale jak się widziało Angkor, to chyba trudno się jakąkolwiek budowlą zachwycić. (Wniosek z tego taki, że Angkor trzeba zwiedzać koniecznie dopiero pod koniec życia - trzeba sobie zaplanować, kiedy się ma zamiar umrzeć i tak z miesiąc wcześniej pojechać.) Poza tym tradycyjnie padał deszcz, lał deszcz, siąpił deszcz, i robił jeszcze to wszystko, co może zrobić deszcz, żeby uprzykrzyć życie człowiekowi. Dziś byłam dwa razy kompletnie przemoczona do ostatniej suchej nitki w sandałku, tiszercie, spodniach a nawet i spodniejszych czesciach garderoby. I deszcz moczył schody, więc Asia się wywróciła zawierając bliski kontakt z XI wieczną cegłą. Najcięższe straty poniósł tyłek, bo z kościosłoniowego zrobił się zielony. I mówię tu o kolorze spodni, o niczym innym. Rany szarpane na ręce opatrzył nasz cudowny driver Shantha. Ten ostatni widząc upadek Asi, mało nie dostał zawału serca, bo on bardzo o nas dba. Aha. Asia kazała napisać, nie rany szarpane, tylko draśnięcia, bo by jej na zawał się w domu powywracali. Faktycznie, lekkie draśnięcia, ale chciałam dodać trochę dramatyzmu do opowieści.
Ale najładniejsza dzisiaj była Sigiriya. To taka wystająca z ziemi duża skała, na której królowie lankańscy wybudowali sobie pałac. Też jest ucięty do fundamentów, ale bardzo ładnie się go zdobywa, bo trzeba przejść bardzo dużo schodków, a na dodatek one są śliskie, bo ciągle pada deszcz. Oporócz tego, że na czubku góry jest pałac, po drodze można zobaczyć malowidła z VI wieku, Ogrody Wodne oraz Mirror Wall, tylko że ja tego efektu lustra w niej nie zauważyłam. Może deszcz zalał wszystko, łącznie z efektem lustra.
A na koniec pan mi wróżył z ręki. I powiedział, że jestem bardzo inteligentna i bardzo szczęśliwa oraz że będę mieć dwóch mężów i troje dzieci i będę żyć 75 lat plus. Phi.
A jakby kto chciał zadzwonić, na przykład z życzeniami urodzinowymi, to mój nowy Sri Lankański numer jest taki: +94728904706.
Zupełnie na poważnie, to mam tego deszczu serdecznie dosyć. Jeszcze mi się tak w Azji nie zdarzyło, żeby padało przez cały dzień. Ale prawie trzy dni z rzędu? Coś jest nie tak. Oni tu na miejscu mówią, że to jest pora deszczowa, a przecież sprawdzałam, że od grudnia nie powinno jej tu być wcale. Nie musi być od razu upał i słońce przez 12 godzin, ale niceh chociaz przez dwie godziny nie pada!













DreamingElf # Saturday, December 4, 2010 1:42:13 PM
Z tym, ze to wlasnie na zachodzie, gdzie nie ma teraz monsumu. Wniosek z tego, ze na polnocy i wschodzie jest teraz monsum, a na poludniu i zachodzie po prostu pada :-)
Kasiakania514 # Sunday, December 5, 2010 1:05:06 PM
Ja Ci dziekuje pieknie.
A ponadto to ja jestem we srodku, i co teraz? Co BBC mowi o srodku?
DreamingElf # Sunday, December 5, 2010 1:32:34 PM
Unregistered user # Monday, December 6, 2010 10:16:01 AM
Kasiakania514 # Tuesday, December 7, 2010 1:07:11 PM
Do Elfa: Rozwaliłeś mnie :)
DreamingElf # Tuesday, December 7, 2010 8:07:19 PM
A na BBC weather pisze, iz w niedziele bedzie slonce. Czyli juz za piec dni.
Kasiakania514 # Wednesday, December 8, 2010 12:49:45 PM
DreamingElf # Wednesday, December 8, 2010 8:43:36 PM
Unregistered user # Wednesday, December 8, 2010 10:45:31 PM
Unregistered user # Wednesday, December 8, 2010 10:46:28 PM
Kasiakania514 # Thursday, December 9, 2010 1:29:30 PM
Oraz pragnę oświadczyć, iż ta kania nie potrzebuje dżdżu. Ani kropli.