My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Deszcz w Sri Lance, Sri Lanka w deszczu

, , , , ,

Mimo skrajnie nieprzyjaznych warunków pogodowych i odstręczającej wręcz jak na kraj tropikalny temperatury nie rezygnuję z dokładnego poznania wyspy. I mam już swojego faworyta, miejsce dla którego warto było tu przyjechać. To Dambulla, a raczej jej największa atrakcja - cave temples. Tak tu jest, że prawie każdy ważny zabytek umieszczony jest na górze, nigdy na dole. Więc, żeby się z nim zapoznać trzeba koniecznie się wspiąć. A to po schodach, a to po ścieżynce lub też drogą asfaltową. Dwie pierwsze drogi w deszczu bywają nieprzyjemne, wręcz czasami niebezpieczne. I nie nastrajają pozytywnie do kontemplowania oglądanego obiektu. Myśli się raczej tylko o tym, żeby już bezpiecznie zejść nie obtłukując przy tym końca plecków. Podobnie było w przypadku świątyń w jaskiniach w Dambulli. Siąpiący deszcz mnie nie przeraża, nie zwracam na niego uwagi, nie zakładam nawet kurtki. Deszcz lejący jest po prostu irytujący, deszcz ulewny doprowadza do szału. W takim deszczu dotarłam do jaskiń. Weszłam do pierwszej i... rozdziawiło mi buzię. Być może również dlatego, że było tam sucho. Ale nie. W każdej kolejnej jaskini czułam coraz bardziej, że po to właśnie należy do Sri Lanki przyjechać. Posągi Buddy stoją tu kilkanaście wieków pod przecudnymi freskami, którymi pokryta jest każda najmniejsza przestrzeń jaskiń. Magiczne i czarowne miejsce. Bardzo ciche. Tam chyba mieszka Święty Spokój. W drodze powrotnej nie zdenerwowali mnie nawet uliczni sprzedawcy pamiątek z uporem biorący mnie za Rosjankę.
Jeszcze tego dnia dotarłam do Kandy. Miało być to bardzo ładne miasteczko położone wokół jeziora i na okolicznych wzgórzach. Dzięki niesamowitej pogodzie okazało się dość przeciętne. Największą atrakcją jest tu The Temple of The Tooth, czyli świątynia Zęba Buddy. Relikwia musi mieć niemierzalną wartość dla wyznawców buddyzmu, sama jednak nie jest prezentowana gawiedzi zbyt często. Ja zobaczyłam tylko przeciętnej urody świątynię z złotym puzdrem w jej centralnym miejscu. Puzdro podobno zawiera ów słynny ząb. I to tyle. Tańce w stylu Kandy sobie odpuściłam.
Następnego dnia ustąpił deszcz. I życie stało się piękniejsze. Jezioro w centrum Kandy zyskało nagle urody, jak zresztą całe miasto. Ludzie się uśmiechali do mnie, ja do nich, targ warzywno-owocowy był interesujący, kupiłam los na loterię, żeby wygrać pieniądze i raz na zawsze przenieść się do Azji. Potem był jeszcze ogród botaniczny w Peradeniya, trochę śmieszny. Jak się okazało, jest to przede wszystkim miejsce schadzek młodych Kandyjczyków, którzy pod pretekstem nauki wymykają się z domów i uciekają do tej zielonej oazy, żeby w cieniu drzew poprzytulać się do swych miłości. Nie wiem, czego tam było więcej - par w czułych uściskach zaglądających sobie głęboko w oczy czy okazów dendrologicznych. A Asia spytała rozbrajająco: A mają tu dęby?
A potem były sonie. Mówiłam już, że gdybym nie była człowiekiem, to chciałabym być słoniem? Właśnie tak.
Słonie mieszkają tutaj albo u ludzi albo w dżungli albo w sierocińcach. I taki jeden sierociniec w Pinnewala odwiedziłam. Słonie mieszkają tam w stanie dosyć wolnym, co im dodaje urody. Ponadto każdego dnia wychodzą się wykąpać w rzece, ale najpierw przechodzą przez miasto. Bardzo fajnie to wygląda, jak słonie idą ulicą :)
A potem jechałam jedną z najładniejszych dróg świata... Z Kandy do Nuwara Eliya. Bliżej tego drugiego miasteczka na wzgórzach zaczęły wyrastać plantacje herbaty i wodospady. We mgle i chmurach wyglądały zjawiskowo. Cudownie. Bajkowo. Jeśli wygram pieniądze na jakiejkolwiek loterii kiedykolwiek to kupię sobie małą plantację herbaty tutaj. To przepiękne miejsce. Tylko, że akurat pada i jest jakieś 15 stopni.
Dzisiaj miałam zobaczyć World's End. Literalnie. Tak się nazywa tutaj jedno miejsce w górach, z którego roztacza się niesamowity widok. Ponoć. Bo przecież nie ma sensu iść przez 4,5 km, żeby zobaczyć nic, bo mgła pozwala rozwinąć wzrok na 2 metry góra. A tak chciałam zobaczyć Koniec Świata! Czy to nie fajne móc zadzwonić do kogoś znajomego i powiedzieć: hej, jestem na Końcu Świata, a co u ciebie? Pojechaliśmy za to do kolejnego ogrodu botanicznego, fabryki herbaty i Horton Plains, gdzie też zupełnie nic nie było widać. I co dalej? Miał być Adam's Peak, ale zupełnie stracił sens z powodu pogody.

Cienka nić porozumieniaA to mi się nie podoba...

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies