Hanoi po raz kolejny
Monday, November 19, 2007 5:32:38 AM
Wlasnie wrocilam z Sapa, nocny pociag dotarl nad ranem do Hanoi. Bylo na tyle wczesnie, ze chyba pierwszy i ostatni raz widzialam puste ulice Old Quarter. Ani jednej motorynki! I ta niesamowita cisza... Przed moim hotelem spotkalam Aline (nie, Alina nie jest z Polski, Alina jest rodowita Wloszka ;-) i razem debatowalysmy na schodach o sytuacji w Centralnym Wietnamie. Otoz sytuacja tam jest taka, ze nie bardzo wiadomo jaka. Jesli po informacje udac sie do biura podrozy specjalizujacego sie glownie w sprzedazy biletow lotniczych to powiedza, ze autobusy i pociagi nie jezdza ani do Hue, ani do Hoi An, ze trzeba samolotem do Nha Trang (jedyne 100 USD), a potem w dol do HCMC. Jesli z tym samym problemem zwrocic sie do biura od tzw. open ticket bus - informacja bedzie zgola inna, ze slonce swieci od kilku dni, ze wody juz nie ma na ulicach, itd... Szukamy zatem info na lonelyplanet thorn tree. Decyzja zatem jeszcze nie podjeta, co robic dalej. Jutro na pewno zaczynam 2 dniowy rejs po Halong Bay z noclegiem na lodzi. A dzisiaj jeszcze ostatnia kolacja z Marie i Mathieu, na szczescie juz bez wina ryzowego ;-)
Jadac do i wracajac z Sapa skusilam sie na tansza klase tzw. hard sleeper. I jest to nauczka, zeby doswiadczen z jednego kraju nie przenosic na drugi. Majac w pamieci fantastyczne warunki panujace w chinskiej hard sleeper ekstrapolowalam te wrazenia na wietnamskich pobratymcow. Blad podwojny, bo jeszze na dodatek wybralam najgorsza prycze - gorna. Mam chyba 20 guzow na glowie ;-), gleboki niesmak po rzucie okiem na wielokrotnie uzyte przescieradlo i ponacagane miesnie d wspinania sie na "trzecie" pietro. Dobrze, ze uczynny chlopak made in Vietnam powrzucal mi pleaki na gore, a nad ranem sam ez proszenia je posciagal.
Ostatni dzien w Sapa uplynal na wycieczce do Bac Ha, gdzie co niedziele mozna zobaczyc lokalny targ, na ktorym mieszkancy okolicznych gor, najczesciej Flower Hmong, sprzedaja bawoly wodne, swinki wietnamskie, kury, kaczki, konie, chodza do fryzjera, wymieniaja sie jedzeniem, gotuja. A wszystko to w swoich tradycyjnych strojach, bajecznie kolorowych. Brzmi pieknie, prawda? Niestety... Wokol targu powstaly stoiska z badziewiem turystycznym do ktorych jak do miodu ciagna cale tlumy wycieczkowiczow z Europy, pragnacych moc poszczycic sie faktem zobaczenia tylu mniejszosci etnicznych, ile to tylko mozliwe. Jedna wioska, jedna mniejszosc, 10 USD. Bardzo prosty rachunek. Szkoda, ze sami nie zauwazaja, jak smiesznie to wyglada, gdy wokol grupki 5 kobiet Kwiecistych Hmongow (Flower Hmong) zbiera sie 15 fotografow fleszujacych kobietom po oczach. Musze przyznac, ze niezbyt dobrze sie czulam, widzialam tez duzo ciekawsze i naturalniej wygladajace targi w tej czesci swiata. Zdjecia wkrotce.
Cholera dalej trzyma sie w ukryciu, stwierdzono 2 przypadki w Hanoi, ale przywleczone spoza miasta. WHO na razie milczy o epidemii.
A teraz maly konkurs. Poniewaz moja Mamunia DALEJ nie potrafi sie dodzwonic na moj wietnamski numer (to musi byc mozliwe, skoro wczoraj Mathieu sie dodzwonil ze swojego francuskiego numeru) podaje moj telefon 84 (to kierunkowy do Wietamu)949801860. Kto pierwszy ze znajomyh sie do mnie dodzwoni i poda przepis, jak to zrobic z polskiego telefonu otrzyma zwrot kosztow rozmowy po powrocie i prezent niespodzianke.
Jadac do i wracajac z Sapa skusilam sie na tansza klase tzw. hard sleeper. I jest to nauczka, zeby doswiadczen z jednego kraju nie przenosic na drugi. Majac w pamieci fantastyczne warunki panujace w chinskiej hard sleeper ekstrapolowalam te wrazenia na wietnamskich pobratymcow. Blad podwojny, bo jeszze na dodatek wybralam najgorsza prycze - gorna. Mam chyba 20 guzow na glowie ;-), gleboki niesmak po rzucie okiem na wielokrotnie uzyte przescieradlo i ponacagane miesnie d wspinania sie na "trzecie" pietro. Dobrze, ze uczynny chlopak made in Vietnam powrzucal mi pleaki na gore, a nad ranem sam ez proszenia je posciagal.
Ostatni dzien w Sapa uplynal na wycieczce do Bac Ha, gdzie co niedziele mozna zobaczyc lokalny targ, na ktorym mieszkancy okolicznych gor, najczesciej Flower Hmong, sprzedaja bawoly wodne, swinki wietnamskie, kury, kaczki, konie, chodza do fryzjera, wymieniaja sie jedzeniem, gotuja. A wszystko to w swoich tradycyjnych strojach, bajecznie kolorowych. Brzmi pieknie, prawda? Niestety... Wokol targu powstaly stoiska z badziewiem turystycznym do ktorych jak do miodu ciagna cale tlumy wycieczkowiczow z Europy, pragnacych moc poszczycic sie faktem zobaczenia tylu mniejszosci etnicznych, ile to tylko mozliwe. Jedna wioska, jedna mniejszosc, 10 USD. Bardzo prosty rachunek. Szkoda, ze sami nie zauwazaja, jak smiesznie to wyglada, gdy wokol grupki 5 kobiet Kwiecistych Hmongow (Flower Hmong) zbiera sie 15 fotografow fleszujacych kobietom po oczach. Musze przyznac, ze niezbyt dobrze sie czulam, widzialam tez duzo ciekawsze i naturalniej wygladajace targi w tej czesci swiata. Zdjecia wkrotce.
Cholera dalej trzyma sie w ukryciu, stwierdzono 2 przypadki w Hanoi, ale przywleczone spoza miasta. WHO na razie milczy o epidemii.
A teraz maly konkurs. Poniewaz moja Mamunia DALEJ nie potrafi sie dodzwonic na moj wietnamski numer (to musi byc mozliwe, skoro wczoraj Mathieu sie dodzwonil ze swojego francuskiego numeru) podaje moj telefon 84 (to kierunkowy do Wietamu)949801860. Kto pierwszy ze znajomyh sie do mnie dodzwoni i poda przepis, jak to zrobic z polskiego telefonu otrzyma zwrot kosztow rozmowy po powrocie i prezent niespodzianke.













Unregistered user # Tuesday, November 20, 2007 9:06:53 AM
Unregistered user # Tuesday, November 20, 2007 2:54:45 PM
Kasiakania514 # Wednesday, November 21, 2007 9:31:37 AM
Ewa i Maciek, dziekuje bardzo, macie u mnie nagrody. Ale to niemozliwe, zebym miala zajety telefon, rozmawialam moze 3 razy przez caly pobyt. Buziaki
Unregistered user # Sunday, November 25, 2007 8:19:07 PM
Kasiakania514 # Tuesday, November 27, 2007 2:58:36 AM
present daylusciousapparatus # Saturday, December 8, 2007 3:50:40 AM
Kasiakania514 # Saturday, December 8, 2007 11:22:06 AM
Unregistered user # Monday, December 10, 2007 4:35:03 PM
Kasiakania514 # Wednesday, December 12, 2007 6:27:39 PM
Posiadlam juz wiedze na temat komorkowych uposledzen Polakow w Annamie. Niestety to juz nie moj problem... Wrocilam do kraju, wakacje sie skonczyly. A zaluje bardzo, bo Wietnam podobal mi sie z kazdym dniem bardziej. Mieszkasz czy podrozujesz? Pozdrawiam goraco z wyziebionej Polski