Kapsle AD 2007
Sunday, 9. December 2007, 23:15:15
Każdy starszy bywalec "gorszego miejsca do wychowania", zwanego też podwórkiem, pamięta pewnie grę w kapsle. Być może znajdą się i tacy, którym ta nazwa nic nie mówi, więc zapraszam dalej. (:
Gra wymaga(ła) trzech prostych elementów:
- Kawałka kredy (albo cegły), który to służył do wyrysowania trasy. Grało się gdzie popadnie, w moim przypadku był to zazwyczaj przyblokowy parking.
- Tytułowego kapsla - był to nasz pionek, najczęściej wypełniony plasteliną i, oczywiście, obowiązkowo z flagą-naklejką!
- Przeciwnika, im więcej tym lepiej, oby tylko flagi na kapslach się nie powtarzały. (;
Tym co myślą, że płyta CD istnieje od zawsze, wyjaśnię jeszcze w skrócie zasady, choć one często zależały od podwórka i ustaleń konkretnej gry. Cel - jak najszybsze dojechanie do mety. Każdy wylot kapsla za trasę lub wypchnięcie przeciwnika powodowało automatyczny powrót na miejsce z którego startowaliśmy. Zderzenia, które nie kończyły się poza trasą były akceptowane. Na tym kończą się główne zasady (lub moja pamięć...).
Na trasach pojawiały się też przeszkody, od najprostszych - zwężeń i zakrętów o 180 stopni, przez "kartofelki", po wyskocznie. Zostawmy jednak czasy kiedy zdarzało się zbierać w pośpiechu kapsle i wracać biegiem do domu, bo dinozaury akurat uciekały przed lodowcem... (;
Nadszedł piątek, kumpel wpadł na piwo i przyniósł ze sobą Pitchcara Mini. Napoje trafiły do lodówki, a na kocim styropianie - pozostałości po lodówce - powstała trasa. Zasady bardzo podobne, do tego lekko zmieszane z Formułą 1. Na początku walka o pole position, którą wygrałem, później pierwszy wyścig - 3 okrążenia - mój różowy bolid znów na pierwszym miejscu (co zresztą widać na zdjęciu poniżej ;).
Zabawa była wspaniała, skończyła się zresztą dość zaawansowaną nocą. Sama gra - genialna. Bandy dają zupełnie nowe możliwości - można pokonywać więcej zakrętów osiągając zawrotne prędkości. Zdarzały się efektowne wyloty z trasy - w tym miejscu chciałbym podziękować Piorunowi i Kulkowi, które szybko znajdywały latające "bolidy" (zdarzały się też próby ściągania bolidów bezpośrednio z trasy). Jedynym mankamentem był styropian, a właściwie brak odpowiednio dużej, płaskiej powierzchni. Zastępczy stół i kilka kawałków gazety zdało jednak egzamin całkiem nieźle. Zabawa, jak już wspomniałem, wspaniała. Polecam gorąco, a ja zaczynam się zastanawiać nad pełnoprawną wersją, czyli Pitchcarem, która jest wzbogacona o przeszkody!