Dawno, dawno temu...
Thursday, December 11, 2008 6:49:08 PM
No, może nie tak dawno, jakieś 4 i pół roku temu, z bliżej niewyjaśnionych powodów postanowiłem zrobić coś więcej, niż dotychczasowe hobbystyczne przekuwanie prętów kwadratowych na okrągłe i z powrotem. Mając w głowie wiedzę o zgrzewaniu, którą mógłbym teraz zawrzeć w jednym zdaniu wymyśliłem, że zrobię nożyk z damastu. W pierwszej próbie zgrzałem w kilkadziesiąt warstw, jakiś zwykły, miękki pręt. Jak się okazało, nie było to takie trudne. W drugiej próbie już o wiele bardziej „profesjonalnie” zgrzałem pakiecik 56 warstwowy z podobnego pręta jak za pierwszym razem i resora samochodowego. Wykułem z niego dwa małe nożyki, z niedogrzaniami, ale już z wyraźnymi słojami dziweru. W trzeciej próbie sprawdziłem się jeszcze bardziej – wykuwając kilka nożyków w tym 3 małe drobiazgi, ale za to 700 warstwowe. Co ciekawe, później, chyba przez 3 lata, nie miałem jakoś okazji zrobienia czegoś z większą ilością warstw.
Interesująco prezentował się mój warsztat - stara kuźnia polowa w szklarni (temperatury piekielne), radzieckie kowadło, wszystko zgrzewane na węglu kamiennym i piasku z plaży.
Z tego ostatniego kucia zachowałem dwa pamiątkowe okazy, choć ostały się raczej przypadkiem, bo nie przywiązuję wagi do przedmiotów, szczególnie zrobionych przez siebie.
Pierwszy to siedemset-warstwowy dziwerek, pakiet skręciłem przed wykuciem nożyka. Cóż, do tej pory mi się podoba i ciągle nie mogę uwierzyć, że mogłem go wtedy zrobić.


Drugi jeśli dobrze pamiętam ma około 112 warstw, pierwotnie miał inną formę ale przeszlifowałem go w kształt ostrza małego noża z cmentarzyska lednickiego. Niepozorna oprawka rogowa kryje w sobie trochę historii - parę lat temu byłem na Wolinie zobaczyć sławne Srebrne Wzgórze (nie prezentuje się specjalnie imponująco, głównie brzydkie domy i działki) i na zaoranym kawałku małego poletka znalazłem kawałek poroża ze śladami obróbki rogowniczej. Choć mocno zwietrzałe wystarczyło do zrobienia oprawki.


Interesująco prezentował się mój warsztat - stara kuźnia polowa w szklarni (temperatury piekielne), radzieckie kowadło, wszystko zgrzewane na węglu kamiennym i piasku z plaży.
Z tego ostatniego kucia zachowałem dwa pamiątkowe okazy, choć ostały się raczej przypadkiem, bo nie przywiązuję wagi do przedmiotów, szczególnie zrobionych przez siebie.
Pierwszy to siedemset-warstwowy dziwerek, pakiet skręciłem przed wykuciem nożyka. Cóż, do tej pory mi się podoba i ciągle nie mogę uwierzyć, że mogłem go wtedy zrobić.


Drugi jeśli dobrze pamiętam ma około 112 warstw, pierwotnie miał inną formę ale przeszlifowałem go w kształt ostrza małego noża z cmentarzyska lednickiego. Niepozorna oprawka rogowa kryje w sobie trochę historii - parę lat temu byłem na Wolinie zobaczyć sławne Srebrne Wzgórze (nie prezentuje się specjalnie imponująco, głównie brzydkie domy i działki) i na zaoranym kawałku małego poletka znalazłem kawałek poroża ze śladami obróbki rogowniczej. Choć mocno zwietrzałe wystarczyło do zrobienia oprawki.








