My Opera is closing 3rd of March

Czarny czwartek młodego seminarzysty

Było to w pierwszych tygodniach mojego pobytu w seminarium w Opolu. Czwartek, wykład z łaciny z ks. Wacławem. Modlitwa, a potem: do odpowiedzi pan Cytrycki. Najpierw czytanie zadanego tekstu – jakoś poszło bez problemu, potem odmiana rzeczownika przez przypadki – no i tutaj porażka. Efekt mojego pierwszego seminaryjnego pojedynku między studentem, a profesorem: lufa! Z plusem za czytanie. Moja pierwszą oceną w seminarium był niedostateczny! Można się załamać. Czy ja tutaj w ogóle się nadaję?

No ale nic. Jakoś przebrnąłem kolejne wykłady. Czas na obiad. Markotny idę w kierunku seminaryjnej stołówki – refektarza, i spotykam o. Ludwika, znajomego benedyktyna z Biskupowa. Widząc moją minę, pyta co się stało. Opowiadam więc o tym moim pierwszym seminaryjnym wyczynie naukowym. Ojciec popatrzył i mówi tak: Dziś w naszym brewiarzu jest takie czytanie z ks. Mądrości:

„Mój synu, jeśli chcesz służyć Panu, przygotuj się na doświadczenia; abyś w końcu osiągnął doskonałość; znieś wszystko co ci się przydarzy, w poniżeniu i w nieszczęściu bądź wytrwały. (. . .) Zaufaj Mu, On cię podtrzyma, wyrównaj swe drogi, w Nim złóż nadzieję”. (Mdr 2 , 1-6)

Pamiętam jak dziś, że te słowa w tym momencie wydały mi się czczym pocieszeniem. Pokiwałem głową i odszedłem zasmucony.
W czasie wieczornej mszy św. ojciec Krzysztof Grzywocz mówił kazaniu, o nie poddawaniu się trudnościom.
W końcu po mszy św. postanowiłem otworzyć jeszcze brewiarz i pomodlić się nieszporami. Hymn, trzy psalmy i w końcu czytanie. I tutaj nastąpił szok. Czytam:

Radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa (1 P 1, 6-7)

.
Pierwszy raz w życiu przekonałem się na własnej skórze o tym, że

Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

(Hbr 4, 12). Dokładnie tak się poczułem; jakby ktoś mnie dźgnął takim mieczem.
I od razu muszę wyjaśnić, że przed seminarium nie należałem do grona najpobożniejszych, a o tym, że można czytać Pismo święte, nawet nie miałem pojęcia. Może dlatego Pan Bóg trzykrotnie musiał się w ciągu tego dnia dobijać do mojego serca, by w końcu dotarło, co miało dotrzeć. Tak sobie to tłumaczę po latach.
Pan Bóg pokazał mi wtedy wyraźnie, że gdy czytam lub słucham Biblii, to nie są to tylko puste słowa, które nie mogą nic wnieść do mojego życia. Wprost przeciwnie, to Bóg do mnie mówi, On sam chce wskazać drogę, którą mam iść. Czasem są to słowa pocieszenia, ale czasem też słowa napomnienia, które wręcz przymuszają do przemiany mojego postępowania. Zawsze natomiast jest to na pewno słowo Żywe i ożywiające jeśli przyjmuję je otwartym sercem Słowo, które prowadzi do pełni Życia (nawet jeśli jest trudne do przyjęcia).
Musimy być przygotowani na to, że w konfrontacji ze słowem Bożym, wiele spraw, które wydawały się nam dobre, nagle może się okazać po prostu przykrywką dla zła czającego się w naszym życiu. Tak jak w przypadku człowieka, z którym rozmawia dziś Jezus w Ewangelii. Słowo Boga wydaje się być nie do uniesienia i dlatego odchodzi od Jezusa zasmucony.
Z perspektywy lat widzę, że ten czarny czwartek, stał się jednym z fundamentów mojego życia duchowego, mojego sprawowania sakramentów, mojego słuchania i głoszenia słowa Bożego, mojej pracy w szkole. Bez tego dnia byłoby mi chyba o wiele trudniej przejść i zrozumieć wiele spraw.
Dzielę się dziś z wami tym wszystkim, by zachęcić do głębszego wsłuchiwania się w to słowo, które jest czytane w czasie Mszy św. To słowo naprawdę jest skierowane do mnie i potrafi uczynić cuda w naszym życiu. Jeśli mu tylko na to pozwolimy...

Odpowiedź ateiście...Jak kamień w wodę...

Comments

Unregistered user Sunday, October 11, 2009 6:48:28 PM

JoAchim :) writes: Pozwólcie na bardzo osobisty komentarz: Marcin, dzięki! Te same Słowa Pana usłyszałem na pierwszym roku trzy lata później, po pierwszym "oblanym" egzaminie. Dodałeś wtedy jeszcze dwa słowa: "Uśmiechnij się!" Do Twojego rozważania dorzucę słowa księdza Twardowskiego: "W życiu musi być dobrze i niedobrze, bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze!"

Write a comment

New comments have been disabled for this post.