My Opera is closing 3rd of March

Odrzuć płaszcz, woła Cię!

Ile mógłby powiedzieć nam dziś po latach płaszcz niewidomego żebraka Bartymeusza, spod Jerycha, którego uzdrowienie opisuje usłyszana przed chwilą Ewangelia.
Jego właściciel całe dnie spędzał, siedząc u bram Jerycha, żebrząc i prosząc o pomoc ludzi, którzy wchodzili i wychodzili z miasta. Z pewnością nie był to zbyt miły sposób zdobywania środków na życie, ale od biedy dało się z tego wyżyć. Wielokrotnie jego płaszcz okazywał się bardzo przydatny. Choć może już trochę potargany, jednak jeszcze dobrze chronił od zimna nocy, czy od ulewnego deszczu. Dawał ciepło, i chociaż namiastkę własnego domu. Wyznaczał on granice, w których Bartymeusz czuł się u siebie. Płaszcz dawał ten okruch poczucia bezpieczeństwa, którego każdy człowiek w głębi pragnie.
Do czasu! Do czasu, gdy Bartymeusz usłyszawszy przechodzącego Jezusa, postanawia coś zmienić w swoim życiu. Wie, że tutaj i teraz jest jedyna okazja na to, by jego życie uległo zmianie. Jeżeli nie wykorzysta tej chwili, to zaprzepaści swoje życie. Dlatego krzyczy:

Synu Dawida ulituj się nade mną!

, tak mocno, że Żydzi towarzyszący Nauczycielowi z Nazaretu strofują go. Przecież to nieprzyzwoite, przerywać, gdy Rabin naucza w drodze! Sprzeciwy nie zniechęcały go, ale jeszcze bardziej wzmagały jego wołanie: ulituj się nade mną!
I Chrystus zatrzymuje się – przerywa swoją opowieść, którą snuł słuchającym go tłumom, po to, by zaradzić potrzebie konkretnego człowieka. Jeden człowiek, niewidomy żebrak, które całym majątkiem jest stary płaszcz, zatrzymuje Boga – Chrystusa.
Chrystus wzywa Bartymeusza do siebie. Ten zrywa się na nogi, odrzuca płaszcz, który do tej pory dawała mu poczucie bezpieczeństwa, który okrywał jego ciało, chronił jego życie, był wszystkim, co tak naprawdę miał. Energicznie odrzuca go i idzie do Chrystusa.
Bartymeusz staje przed Chrystusem właściwie bezbronny. Wszystko to, co kryło się pod płaszczem wychodzi na światło dzienne. Staje ze swoim kalectwem twarzą w twarz. Pozbył się złudzeń – teraz umie nazwać swoją chorobę po imieniu.
Wielu z nas idzie przez życie opatulony płaszczem jak Bartymeusz. Otulamy się różnymi płaszczami: płaszczem marzeń, znajomości z ważnymi ludźmi, odnalezienia się w każdej sytuacji, drobnych kłamstewek, płaszczem alkoholu i innych nałogów. Często także naszą wiarę ukrywamy pod płaszczem obojętności, braku zaangażowania w życie.
Każdy z nas utkał sobie jakiś płaszcz. W trudnych sytuacjach jest on może dla nas schronieniem, ale są takie chwile, w których trzeba zaryzykować i go odrzucić. Jak Bartymeusz –płaszcz choć wcześniej dawał mu ciepło i bezpieczeństwo – teraz blokował jego ruchy, utrudniał mu spotkanie z Chrystusem. Dlatego ZRZUCIŁ GO Z SIEBIE i wolny ZERWAŁ SIĘ by przyjść do Jezusa.
Warto dzisiaj przyjrzeć się płaszczowi mojego serca. Może kiedyś mi dobrze służył – chronił mnie przed zranieniami ze strony moich bliskich, kolegów, dawał mi poczucie bezpieczeństwa wśród niebezpieczeństw świata. Dobrze spełnił swoją rolę.
Ale może być i tak, że czas już ten płaszcz zrzucić
i rozpocząć nowy etap życia. Może właśnie TUTAJ i TERAZ, koło ciebie przechodzi Chrystus. Czy wykorzystasz tę chwilę, czy będziesz umiał mimo trudności wołać do Chrystusa z prośbą o miłosierdzie. Czy wykorzystasz tę chwilę, którą daje ci Bóg, by zrzucić płaszcz krepujący twoje serce i przy Chrystusie zacząć żyć na nowo?
Nie bój się! Kroczący za Chrystusem nie potrzebuje już wtulać się gdzieś w kącie w poły swojego płaszcza. Może stanąć na nogi i otworzyć oczy na otaczający go świat. Jego serce ogrzewa i oświeca blask łaski Bożej.

„Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”.

On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa.

Lew JudyBiegnąc do celu...

Write a comment

New comments have been disabled for this post.