My Opera is closing 3rd of March

Dawno, dawno temu...

Było to dawno, dawno temu i jak to zwykle w bajkach bywa, za siedmioma górami, siedmioma dolinami i do tego jeszcze siedmioma lasami. W pewnym mieście żył człowiek, któremu na imię było Ferdynand. Pracował jako strażnik miejski. Oczywiście nie znaczy to, że chodził po mieście i zakładał blokady na kopyta źle zaparkowanych koni. Wtedy jeszcze nikt nie wpadł na taki dziwny pomysł. W tych czasach strażnicy miejscy pilnowali miasta, patrolując je w nocy, ale także pełniąc wartę na wieżach i murach otaczających miasto. To oni, jako pierwsi widzieli, kto zbliża się do miasta, wypytywali jakie ma zamiary. To oni decydowali o wpuszczeniu gościa przez miejską bramę.

W tym czasie młody Król wybrał się w odwiedziny do swego ojca – króla zza morza. Jego nieobecność dawała się już wszystkim we znaki, wiadomo: kota nie ma w domu to i myszy harcują. Na szczęście przybyli posłańcy, zapowiadający rychły powrót młodego Władcy. Zapowiadało się wielkie święto. Król wraca!
W mieście rozpoczęły się gorączkowe przygotowania: sprzątano ulice, gospodynie domowe myły okna, a ich mężowie przystrajali domy, sklepikarze zorganizowali nawet specjalny targ, by mieszkańcy mogli kupić wszystkie artykuły potrzebne na święto. Dzieci w szkołach przygotowywały ozdoby, którymi strojono ulice, a szkolny chór ćwiczył pieśni na powitanie Władcy. Ponieważ ćwiczył przy otwartych oknach, przechodzący ludzie zaczynali nucić pod nosem usłyszane melodie. Minęło zaledwie kilka dni, a powitalne pieśni śpiewało już całe miasto: śpiewały matki myjące okna i ojcowie strojący obejścia domów, śpiewali sklepikarze i przekupki na targu. Szybko pojawił się też ktoś, kto zauważył, że te powitalne pieśni doskonale nadają się do tańca. Miasto zaczęło się bawić – prawdziwa kilkudniowa fiesta.
Tego dnia strażnik Ferdynand (bo o nim przecież jest ta bajka) miał wartę na murach miasta. Ubrał więc swój mundur i wyruszył do pracy. Gdy szedł między rozbawionymi tłumami szalejącymi na ulicach, żal mu się zrobiło, że wszyscy się bawią, a on właśnie teraz ma nudną służbę. Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze sporo czasu – jeszcze zdąży. Zatrzymał się przy jednym i drugim straganie. Wtem sąsiadka porwała go do tańca, trudno było odmówić. Gdy skończyli tańczyć, był tak zasapany, że trzeba się było czegoś napić – z tym nie było problemu, kufel złocistego piwa już był obok niego. Jakiś straganiarz zaczął zachwalać sprzedawane smakołyki – trzeba więc było spróbować. A na straganie był taki wybór, że poszedł, a właściwie poczłapał dalej, najedzony jak bąk, z całą torbą świątecznych smakołyków.
Ferdynand nie dość, że spóźnił się na swoją służbę, to jeszcze był tak najedzony i do tego lekko wstawiony, że nie był w stanie normalnie wejść na mury miasta. Sapiąc powoli wdrapał się jakoś wąskimi schodami na mury, ale gdy już tam dotarł, to pierwsze co zrobił, to usiadł odsapnąć nieco na mały stołeczku. A gdy usiadł – zasnął!
Właśnie wtedy powrócił do miasta Król. Przechodził spokojnie między rozbawionymi ludźmi, a właściwie resztkami, które jeszcze miały siły do zabawy, bo znaczna część siedziała przy stołach rozstawionych na placach i rozmawiała zajęta swoimi sprawami. Byli też i tacy, którzy spali – zmęczeni długotrwałym świętowaniem. Nikt go nie zauważył, nikt nie powitał. Wrócił do swego zamku, usiadł na tronie i zapłakał…
Nietrudno się domyśleć, że w tej bajce wielu z nas może odnaleźć siebie. Chyba trochę zatraciliśmy sens Adwentu, który dziś rozpoczynamy. Adwent właściwie zniknął z naszej świadomości. Owszem są jeszcze roraty, lampiony, wieńce, ale coraz bardziej przygniata je wielka świąteczna fiesta trwającą w sklepach od połowy listopada, co chwilę podawane w telewizji informacje ile to w tym roku wydamy na święta, szalejące po ulicach i po szkołach krasnale mikołajowe, i śnieżynki rozdające gdzie popadnie sianko i opłatki.
Po miesiącu takiego „świętowania” bez powodu, „świętowania przed świętami” jesteśmy już tak zmęczeni, że gdy Król przychodzi, brak nam sił, by naprawdę ucieszyć się jego powrotem.
Może więc warto spróbować przeżyć tegoroczny adwent inaczej, rzeczywiście czekając cierpliwie ze świętowaniem, aż Król powróci? Warto spróbować.
Dlatego dziś słyszymy sześć zachęt Jezusa na ten czas oczekiwania: 1. Wyprostujcie się (tzn. porzućcie grzechy obciążające serce) 2. Podnieście głowy – szukajcie nowych ścieżek w waszym życiu; 3. Trzymajcie się – miejcie się na baczności – uważajcie by znowu nie popaść w te same słabości; 4. Nie obciążajcie waszego serca przez obżarstwo czy przez troski życiowe – a obżerać się można nie tylko jedzeniem; 5. Czuwajcie; 6. Módlcie się.
To wszystko po to, abyśmy byli gotowi na spotkanie z Synem Człowieczym, który nadchodzi. Czy posłuchamy tego orędzia?
Jezu, który powracasz – zmiłuj się nad nami!

Dostroić się do Chrystusa...Homeopatyczny ostry dyżur

Comments

Sylwestrius SzekspirSylwestrius Sunday, November 29, 2009 12:53:18 PM

Ładnie trafione. Gratuluję!

Unregistered user Monday, November 30, 2009 8:08:30 PM

Marta writes: Mam pytanie: dlaczego w okresie Adwentu, w niedziele nie śpiewa się "Chwała na wysokości", natomiast na roratach tak?

Marcin Cytryckimcytrus Wednesday, December 2, 2009 8:29:27 PM

hmmmm, szczerze mówiąc nie wiem - kiedyś o tym gdzieś czytałem. Jak znajdę to napewno napiszę bigsmile

Unregistered user Sunday, December 6, 2009 1:45:19 PM

Anonim writes: Ok, czekam z niecierpliwością.

Write a comment

New comments have been disabled for this post.