My Opera is closing 3rd of March

Puchar? na zachętę

W komedii „Miś” Stanisława Barei, jest scena, w której prezes klubu sportowego „Tęcza” - Ryszard Ochódzki, chcąc się przypodobać jednemu z ministrów przynosi mu puchar sportowy za zajęcie pierwszego miejsca. Puchar jest przeznaczony dla wnuczka, który tak naprawdę nie uprawia żadnego sportu, ale dziadek chce mu go dać „na zachętę”. Scena przekomiczna, tym bardziej, że rozgrywa się w windzie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Jeden z internautów (dzięki za pomysł do kazania smile, myślę, że bardzo trafnie skojarzył właśnie tę scenę z wiadomością, która w października zaskoczyła właściwie cały świat. Oto laureatem tegorocznej pokojowej nagrody Nobla, został prezydent USA – Barack Obama. W uzasadnieniu decyzji podano, że nagroda pokojowa została przyznana, za nadzieję, jaką Obama obudził w sercach wielu milionów ludzi. Ten sam prezydent został uznany w corocznych rankingach za najpotężniejszego polityka na świecie. Prowadzący dwie wojny prezydent, który zapowiedział zwiększenie kontyngentu wojskowego w Afganistanie – jest laureatem pokojowej nagrody Nobla, na zachętę.
Decyzja Komitetu noblowskiego jest w jakiś sposób symbolem naszych czasów, naszej kultury, dla której jedynym źródłem nadziei na przyszłość jest człowiek i to co on wytworzył. Dlatego właśnie trzeba robić rankingi na najpotężniejszego człowieka, bo im on potężniejszy, tym bardziej można mu zaufać. Co więcej politycy różnych maści i szczebli, z prawa i z lewa, trybunały tzw. praw człowieka i wszelkie różne instytucje same uwierzyły w to, że jednie one i nikt inny, potrafią człowiekowi dać nadzieję prawdziwie szczęśliwego życia.
Czy dotyczy to w jakiś sposób zwykłych ludzi? Chyba tak. Czy nie chlubimy się tym, że znamy kogoś ważnego, kogoś, kto może to lub owo nam załatwić, kto ma wpływy? A jeśli już nie znamy, no to chociaż mamy z nim zdjęcie.
Wystarczy jednak odrobina zdrowego rozsądku i popatrzenie wstecz na naszą historię. Zawsze gdy ludzie pokładali swoją nadzieję w sile jakiegoś „potężnego” człowieka skutkowało to morzem zła rozlewającym się po świecie. Czyż nie tak zrodziły się faszyzm i komunizm. Z nadziei pokładanej w człowieku.
Fragment Ewangelii, który dziś czytamy został zredagowany w ciekawy sposób. Najpierw św. Łukasz wymienia wszystkich wielkich ówczesnego świata, aby zaraz potem wskazać na kogoś, kto stoi jakby całkowicie na ostatnim szczeblu drabiny społecznej. Mówi o Janie Chrzcicielu, który nie w pałacach, ale na pustyni wzywa do nawrócenia. To właśnie on, ostatni ze wszystkich, ubrany w skóry zwierząt, żywiący się miodem, jagodami i szarańczą, a nie możni świata ubrani w jedwabie, wystawnie ucztujący i jednym skinieniem decydujący o losie wielu ludzi, jest tym, którego wybrał Bóg. To Jan Chrzciciel jest tym, który znękanym i zgnębionym przynosi nadzieję, zapowiada przyjście Zbawiciela. On jest lampą, która świeci w ciemności i zapowiada nadejście dnia.
Ten kontrast między możnymi tego świata, a postacią św. Jana ma nam przypomnieć jeszcze jedną ważną prawdę. Dzieje świata tylko pośrednio zależą od decyzji polityków, premierów i prezydentów. To Bóg jest Wszechmogący i to on jest tym, który nieustannie działa w świecie. Inicjatywa tak naprawdę spoczywa w ręku kochającego Boga.
Ten Bóg mimo, że jest Wszechmogący, to jednak zaprasza nas do współpracy. To my mamy przygotować drogi dla Pana, to my prostować ścieżki, wyrównywać góry i doliny. Wielka to praca, której Bóg od nas wymaga. Ale ma ona przede wszystkim wymiar duchowy.
Przemiana świata tak naprawdę zaczyna się w moim sercu. Może nie mam wielkiego wpływu na dzieje świata, nie mam władzy jak jeden czy drugi prezydent, ale mam władzę przemieniania swojego serca. Jakie góry egoizmu, pagórki lenistwa, kręte ścieżki kłamstwa i oszustwa są jeszcze do wyprostowania w moim sercu. Nie u męża czy żony, nie u sąsiada, czy sąsiadki, ale właśnie w moim sercu. Bez wątpienia mam co robić, i nikt mnie w tej pracy nie wyręczy.
I nie ma co odkładać tej pracy na jutro. Nie! Bóg działa dziś, tutaj i teraz i chce mojej współpracy od zaraz. Nie zmarnujmy więc tego świętego czasu Adwentu, który daje nam Bóg.
Bóg przybywa! Oby mógł przejść drogą przygotowaną – przeze mnie.

Homeopatyczny ostry dyżur Tzw. "Zjednoczona Europa"

Comments

Sylwestrius SzekspirSylwestrius Saturday, December 5, 2009 12:21:42 PM

A ja właśnie wróciłem "z wiadomości" - informowano, że Bareja, gdyby żył (zmarł w 1987 r.) obchodziłby dziś 80-e urodziny. A tu ksiądz o Barei pisze - czy trzeba jeszcze coś dodać?

Artur „Jurgi” JurgawkaJurgi Sunday, December 6, 2009 9:55:56 PM

Ja bym podsumował całość inaczej.
Śledząc wiadomości i reportaże z Rosji ma się wrażenie, że ludzie tam tylko czekają, aż „władza” zrobi za nich wszystko. Prezydent Putin kazał przedsiębiorcy otworzyć zamkniętą fabrykę (prywatnemu przedsiębiorcy: wyobrażacie to sobie w prawdziwie demokratycznym kraju?), premier Putin kazał przydzielić mieszkanie ubogiej staruszce, prezydent Miedwiediew nakazał surowo ukarać winnego pożaru… Prezydent tam chyba musiałby być kimś w rodzaju supermesjasza, który chodzi po kraju i uzdrawia i rozwiązuje problemy i jest wszędzie na raz. Ale nie ma co się śmiać, bo i wokół widzę wielu ludzi, którzy czekają, aż im „władza” poda jedzenie do gęby.
Na czym innym swój dobrobyt zbudowały społeczeństwa zachodnie. W Anglii robotnicy sami, oddolnie, zakładali stowarzyszenie pomocy i wzajemnych ubezpieczeń, sami dbali o swoją edukację, żeby wyjść z ciemnoty, ludzie aktywnie działali w małych gminach - społecznościach na rzecz wspólnego dobra. Bo wiedzieli, że samo się nie zrobi, że nikt na nich nie zrobi. Tak samo tworzyła się potęga Stanów Zjednoczonych (dziś cokolwiek podupadająca, no właśnie: czemu?). Tak samo, oddolnie, organizowały się wspólnoty pierwszych chrześcijan. Ci ludzie działali sami, razem, bez czekania na cudowną interwencję z góry.
To działanie na niewielką skalę, ale tu i teraz, tworzy dobrobyt i demokrację. To z czekania na gotowe cuda bierze się akceptacja systemów totalitarnych, wszystko jedno, czy to faszyzm, czy komunizm.
Tyle w kwestii oglądania się na wszelkich „najpotężniejszych ludzi na ziemi”, czy to będzie prezydent USA, czy papież, czy pierwszy sekretarz partii.

A sama nagroda dla Obamy – co przytomnie zauważył komentujący pod moim wpisem Krasnov – wzięła się z tego, że Komitet Noblowski chce nie tyle podsumowywać politykę, co ją tworzyć.

Marcin Cytryckimcytrus Monday, December 7, 2009 4:25:47 PM

Originally posted by Jurgi:

...Tyle w kwestii oglądania się na wszelkich „najpotężniejszych ludzi na ziemi”, czy to będzie prezydent USA, czy papież, czy pierwszy sekretarz partii.

No co mam więcej dodać, może tyle, że komentarz Jurgiego przypomniał mi słowa św. Pawła z Listu do Tesaloniczan, którzy oczekując Paruzji nic nie robili: Kto nie chce pracować, niech też i nie je... W tym kontekście też widać, rolę chrześcijaństwa w budowaniu społeczeństwa zachodniego. Chrześcijaństwa, które naprawdę mobilizowało ludzi do pracy, do tworzenia oddolnej wspólnoty serca i ducha, do współtworzenia rzeczywistości, do tworzenia wielkiego piękna w różnych wymiarach, a z drugiej strony odmawianie chrześcijanom dziś prawa bytu i spychanie ich "do zakrystii".
No i jeszcze jedno dopowiedzenie - te moje blogowe wypocinki, to po prostu kazania, które głoszę w parafii, w której pracuję.
Nie roszczą sobie one bynajmniej prawa do prawdy absolutnej, acz są zawsze pisane z wielką nadzieją na działanie Ducha Świętego w sercach słuchaczy (czytaczy), których mają zmotywować do głębszego patrzenia na to co w nas i wokół nas...
To ma być taki duchowy kij w mrowisko i zawsze się cieszę, jeśli motywuje do dyskusji.
Dzięki Jurgiemu za komentarz bigsmile

Artur „Jurgi” JurgawkaJurgi Monday, December 7, 2009 8:45:27 PM

http://files.myopera.com/Tamil/Smilies/Cool2.gif -
Dodam, że z biegiem czasu wspólnota chrześcijan gdzieś zgubiła tę swoją zdolność. Co niestety dotyka z czasem wszystkich instytucji i zinstytucjonalizowanych ruchów. Ludzi trzeba motywować wciąż na nowo i chyba nowymi ideami…

Marcin Cytryckimcytrus Monday, December 7, 2009 10:10:29 PM

Jakoś nie przepadam osobiście za słowem "idea". Co do motywowania, to z pewnością trzeba to robić wciąż na nowo - kto się nie rozwija, ten się cofa. Natomiast myślę, i tak to również przeżywam jako człowiek, że dla mnie bardziej motywujące niż idee, są konkretne wartości zakorzenione w życiu i w Ewangelii.

Write a comment

New comments have been disabled for this post.