Czuwanie, Nawrócenie, Radość, Służba...
Saturday, December 19, 2009 10:20:55 AM
Pierwsza niedziela Adwentu tradycyjnie była wezwaniem do czujności. Ale czujności, którą bardziej trzeba by nazwać wrażliwością. Chodziło bowiem o wrażliwe serce, które rozpozna Chrystusa który przychodzi i jednocześnie jest już obecny w każdym momencie mojego życia. Jak więc wygląda ta moja czujność, wrażliwość na obecność Boga w Eucharystii, w Słowie Bożym, w modlitwie, w drugim człowieku?
Do tej wrażliwości nie jest zdolne serce obwarowane, opancerzone, zamknięte w sobie, ale serce które jest otwarte na zewnątrz. Dlatego też potrzebne jest coś co rozwali to wszystko, czym się odgradzamy od Boga i człowieka. Potrzebne jest nawrócenie, czyli radykalna zmiana życia. Potrzebne jest wyprostowanie krętych ścieżek, które wciąż na nowo wydeptuję w życiu, uciekając przed ważnymi decyzjami, ważnymi rozmowami, czy też po prostu mijając się z prawdą.
To już druga niedziela Adwentu i wołanie Jana Chrzciciela aby przygotować drogę dla Pana, by wyprostować ścieżki dla Niego, zasypać doliny i wyrównać pagórki. Obraz którego używa św. Jan pokazuje, że nawrócenie to nie tylko pojedyncza decyzja człowieka, ale ciężka, mozolna praca. Nawrócenie to długi proces. Bóg wspomaga tę pracę swoją łaską, ale nikt jej za nas nie wykona. To w moim sercu jest jeszcze wiele przeszkód, które odgradzają mnie od Boga, ale także od drugiego człowieka. Ile z nich zostało już zrównanych z ziemią w tym adwencie, a ile jeszcze zostało nietkniętych, bo tak mi wygodniej, bezpieczniej, mniej wymagająco.
Dwukrotnie w drugim czytaniu pada dziś zdanie: Oto idę aby spełniać Twoją wolę. Nawrócenie więc, to także otwarcie się na Słowo Boże, na to czego Bóg ode mnie wymaga. To słuchanie i wypełnianie słowa Bożego w moim życiu.
Naturalną konsekwencją tych dwóch kroków – jest radość, o której słyszeliśmy w trzecią niedzielę Adwentu. Bo prawdziwa radość jest zawsze radością człowieka, który podjął wysiłek nawrócenia. Radość chrześcijańska jest radością z tego, że wykonało się kawał dobrej roboty duchowej, że udało się pozbyć niektórych złych przyzwyczajeń czy po prostu grzechów. To jest radość człowieka, który sprzątając w zawalonym różnymi rupieciami pokoju zaczyna widzieć efekty swojej pracy. Widzi, że oczekiwany gość będzie miał gdzie usiąść, będzie odpowiednio przyjęty. Święty Paweł pisze do Filipian: Radujcie się zawsze w Panu! … Pan jest blisko! To jest powodem prawdziwej radości.
I w końcu dzisiejsza niedziela, w której czytamy Ewangelię o spotkaniu dwóch przyszłych matek: Maryi i Elżbiety. Owocem tych trzech kroków, o których mówiliśmy w poszczególne niedziele Adwentu jest gotowość do służby, otwartość na drugiego człowieka. Maryja po zwiastowaniu udaje się do Elżbiety. Sama będąc w ciąży, z pośpiechem pielgrzymuje do swojej krewnej by jej po prostu pomóc.
W czasie rekolekcji słyszeliśmy o ogromnej potrzebie odkrycia na nowo tej radości, która rodzi się ze spotkania i ze służby drugiemu człowiekowi. Jest wśród nas wielu takich, którzy tej pomocy potrzebują i jeszcze więcej takich, którzy tej pomocy udzielić mogą, trzeba tylko chcieć. Tę gotowość oznacza właśnie to puste miejsce zostawiane przy wigilijnym stole. Oby nie było ono tylko pustą tradycją, ale rzeczywistą gotowością do przyjęcia samotnego sąsiada czy sąsiadki na wieczerzę wigilijną.
Niech tyle wystarczy. Może to i taka powtórka po rekolekcjach, ale chciałem przede wszystkim, żebyśmy zobaczyli, że ten święty czas Adwentu ma w sobie wielką siłę, wewnętrzną dynamikę, którą pokazują nam czytania poszczególnych niedziel. To są kolejne kroki człowieka, który rzeczywiście wychodzi na spotkanie przychodzącemu Chrystusowi. Oby na tej drodze nie zabrakło nikogo z nas.
Artur „Jurgi” JurgawkaJurgi # Saturday, December 19, 2009 11:24:29 AM
Ale nie byłbym sobą, gdybym nie rzucił kamyczka pod prześcieradło: o ile pamiętam, to dodatkowe puste miejsce przy wigilijny, stole oryginalnie było przeznaczone po prostu dla duchów (przodków). Zbłąkany wędrowiec to późniejsza reinterpretacja, mająca na celu zastąpić tę niewygodną (bądź co bądź gołe obyczaje świąteczne mają pogańskie źródła).
Marcin Cytryckimcytrus # Saturday, December 19, 2009 1:50:34 PM
W tym m.in. tkwi dla mnie całe piękno chrześcijaństwa, że potrafiło przeinterpretować - "ochrzcić" wiele pogańskich zwyczajów i ukazać także w nich działanie Pana Boga (zob. Mdr 13,5).
Samo święto Narodzenia Pańskiego zostało przecież ustalone na dzień przesilenia zimowego, kiedy dzień zaczyna być dłuższy - aby pokazać że Chrystus jest prawdziwym Słońcem - które zwycięża.
Mówiłem o tym rok temu kazanie (niestety wtedy jeszcze nie wrzucałem ich na bloga), a świetnie ten temat rozpracowuje Benedykt XVI w pierwszych rozdziałach Ducha Liturgii. W skrócie: Liturgia (a do jej porządku należą przecież także święta Narodzenia Pańskiego) jest ściśle związana z całą rzeczywistością kosmosu ona dotyka całego stworzenia (Rz 8) i nie można o tym zapominać.
Podsumowując - dla mnie ta prawda o pogańskich źródłach niektórych obyczajów chrześcijan naprawdę nie jest jakoś niewygodna ;p
Pozdrowienia Jurgi i dzięki za komentarz.
Artur „Jurgi” JurgawkaJurgi # Saturday, December 19, 2009 1:57:17 PM
Marcin Cytryckimcytrus # Saturday, December 19, 2009 5:23:55 PM
długo by nad tym dyskutować
Artur „Jurgi” JurgawkaJurgi # Sunday, December 20, 2009 10:05:41 PM
Marcin Cytryckimcytrus # Sunday, December 20, 2009 10:37:45 PM
2. Lektura Nowego testamentu - szczególnie Dziejów Apostolskich wyraźnie pokazuje proces kształtowania się wspólnoty kościelenej, a także jej zmagania z różnymi wierzeniami tamtych czasów - np. z poglądami gnostyckimi itp.
Te zmagania powodowały jednak konieczność krystalizacji ortodoksyjnej nauki i Bogu dzięki. Nawet sobie nie zdajemy sprawy z tego, że gdy odmawiamy Credo... w czasie Mszy świętej, to za każdym jego zdaniem, a nawet słowem, stoją długie lata dyskusji wielu, wielu ludzi. Świetnie o tym pisze J. Ratzinger (B XVI) we "Wprowadzeniu w chrześcijaństwo", myślę, że warto sięgnąć i troszkę przemęczyć tę książkę.
3. "Dzieje się na naszych oczach"? nie do końca rozumiem.
Artur „Jurgi” JurgawkaJurgi # Sunday, December 20, 2009 11:11:59 PM
O tym w Dziejach Apostolskich nie przeczytasz.
Marcin Cytryckimcytrus # Monday, December 21, 2009 9:47:25 AM
- Dzieje Apostolskie opisują kształtowanie pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej (podobnie jak pozostałe Pisma NT)
- proces o którym piszesz dotyczy znacznie późniejszego czasu (szczególnie jeśli mówimy o chrześcijaństwie u słowian, bo chrześijaństwo do Celtów dotarło znacznie wcześniej)
Świadectwa śmierci męczenników chrześcijańskich z tamtych czasów pokazują też bardzo wyraźnie - że to nie było tak, że ci ludzie jak głupie owieczki szli za tym co misjonarz powiedział. Ci ludzie byli świadomi tego, w co wierzą i jakim "zagrożeniem" dla nich jest nowa religia z Rzymu, że przewraca ona ich cały dotychczasowy świat do góry nogami.
Byli tacy, którzy sięgali po broń w obronie swoich guseł, ale byli i tacy, którzy po prostu je przyjmowali - dostrzegając w nich naprawdę dobrą nowinę i wyzwolenie.
Błędem byłoby jednych nazywać mądrymi i oświeconymi, a drugich głupimi i ciemnogrodem - to zbytnie uproszczenie. Zresztą myślę, że obaj nieco upraszczamy sprawę - bo ja osobiście nie czuję się specjalistą z historii religii pierwotnych, a gdybym opierał się w swoim życiu na tym co serwuje np. National Geographic to daleko bym nie zaszedł. Przykładowy ich reportaż o egzorcyzmach wydany swego czasu na DVD, jest sztandarowym przykładem steku bzdur powyciąganych z kontekstu i skleconych by uzasadnić z góry zadaną tezę.