Trudy miłości...
Saturday, January 30, 2010 5:17:20 PM
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje…
Czy można lepiej i piękniej opisać pragnienia które towarzyszą nowożeńcom na ślubnym kobiercu?
W dzisiejszym drugim czytaniu, Kościół daje nam do rozważania jeden z najbardziej znanych tekstów św. Pawła: Hymn o miłości. Chyba co najmniej 90% nowożeńców życzy sobie właśnie ten tekst jako czytanie na swoim ślubie. I nie ma się w sumie co temu dziwić.
Apostoł opisuje Boży ideał miłości – miłość doskonałą, która jest w stanie zaspokoić najgłębsze pragnienia człowieka. Właśnie takiej miłości pragniemy, takiej miłości szukamy. Gdy dobrze się zastanowić to, zdecydowana większość problemów związanych z rozwojem osobowości człowieka sprowadza się tak naprawdę do tego jednego niezaspokojonego pragnienia kochania i bycia kochanym.
Większość piosenek jest o miłości lub jej stracie. Najskuteczniejsze reklamy, to te z kochającą się parą czy rodziną. Romansidła w postaci filmowej (Moda na sukces, M jak miłość…) czy książkowej to niewyczerpana góra złota. Za kilka dnia opanuje nas zaś szał walentynkowych serduszek. I w końcu najbardziej skrajna postać wykorzystania tego pragnienia czyli potężny przemysł związany z całą sferą ludzkiej płciowości.
Wszystko to opiera się na tym jednym pragnieniu. Dlatego też słowo Miłość odmieniane jest dziś na tysiące różnych sposobów, byle tylko na nim jak najlepiej można było zarobić.
To wszystko powoduje jednak, że w naszej głowie ten wzór prawdziwej miłości, o której pisze św. Paweł, zaczyna się coraz bardziej rozmywać. Czujemy gdzieś, że te słowa są niemożliwe do spełnienia w życiu. Sprowadzamy więc miłość do uczucia, a więc do czegoś przelotnego, co ciągle się zmienia, na czym nie sposób zbudować życia. Taka miłość kończy się bardzo szybko – na pierwszym życiowym zakręcie.
Lubimy słuchać „Hymnu o miłości”, ale chyba coraz częściej jako pięknego wiersza, a nie jako słowa Bożego, które miałoby być wzorcem naszego postępowania, punktem odniesienia dla naszego życia.
Dobrze więc, że dzisiejsza Liturgia Słowa nie kończy się tylko na Hymnie o miłości, ale dodaje fragment opisujący powołanie proroka Jeremiasza (z zapowiedzią czekających go trudności) i Ewangelię o odrzuceniu Jezusa przez jego ziomków z Nazaretu. Te trzy teksty zestawione razem chronią nas przed przesłodzeniem i zbyt płytką lekturą tekstu św. Pawła. Jeśli spojrzymy na Pawłowy Hymn przez pryzmat Ewangelii, to bardzo wyostrza się nam spojrzenie na miłość.
Okazuje się, że prawdziwa miłość nie zawsze jest miła i uśmiechnięta. Są takie sytuacje kiedy właśnie z miłości, ale i z miłością trzeba ostro zareagować, upomnieć, wykazać zło. A im zło większe, tym większej potrzeba miłości i stanowczości, tak jak robi to Jezus w dzisiejszej Ewangelii. On im nie słodzi, nie reaguje na ich początkowy zachwyt rumieńcem, ale upomina swoich ziomków by pokazać im zatwardziałość ich serc i wezwać do nawrócenia. Delikatnie, ale jednocześnie stanowczo pokazuje im prawdę o ich sercach, o ich życiu.
Właśnie dlatego miłość często naznaczona jest niezrozumieniem i łzami. Ona jest po prostu trudna i wymagająca, a najtrudniejsza wobec tych, którzy są najbliżej: wobec małżonka, wobec dzieci czy rodziców. Tutaj nie da się założyć maski, odegrać rolę zawsze uśmiechniętej osóbki. Tutaj stajemy wobec prawdy o nas samych i o naszych bliskich. Tutaj też najłatwiej tę miłość jest zranić, i najbardziej boli takie zranienie, które pochodzi ze strony kogoś bliskiego.
Ważne, żeby nawet wtedy, gdy trudno o uśmiech: w czasie kłótni małżeńskiej czy rodzicielskiego upomnienia, ważne żeby w sercu pozostała jednak miłość, czyli pragnienie autentycznego dobra nie dla mnie, ale dla drugiego człowieka. To pragnienie jest fundamentem miłości.
Chciałbym was zachęcić dziś do przyjrzenia się naszym codziennym rozmowom, tym radosnym, ale także tym smutnym. Do przyjrzenia się temu jak się kłócimy, jak zwracamy uwagę innym, jak ich upominamy? Co jest ważniejsze w tych naszych kłótniach: postawienie na swoim, czy też prawdzie dobro drugiego człowieka. Oby jak najwięcej było tych drugich odpowiedzi.