My Opera is closing 3rd of March

Jak ogień...

, , ,

Jednym z milowych kroków w rozwoju kultury ludzkiej, był moment, w którym człowiek po raz pierwszy spotkał się z rzeczywistością ognia. Od tego momentu człowiek pozostaje zafascynowany tym czymś, co nazywamy ogniem. Jego widok przykuwa nasz wzrok, wręcz hipnotyzuje. Ma on w sobie coś z tajemnicy, którą człowiek pragnie zgłębić.
Z jednej strony ogień jest źródłem ciepła i światła, umożliwia gotowanie potraw (czyni je zdatnymi do spożycia). To ogień umożliwia obróbkę metali, pozwala na ich przetopienie, nadaje im postać umożliwiającą ich kształtowanie według najróżniejszych pomysłów. Jednocześnie ten sam ogień oczyszcza je z brudów, w ten sposób czyniąc je silniejszymi i bardziej szlachetnymi. Podróżnicy w ostępach leśnych do dziś używają ognia by odstraszyć dzikie zwierzęta.

Ale ogień jest także jednym z czterech żywiołów, których siła potrafi być dla człowieka niszczycielska. Nie potrafimy ognia dotknąć, objąć, do końca zbadać. Ogień potrafi niszczyć i zabijać, oślepiać i palić.
Jedną z przyczyn naszej fascynacji ogniem, jest być może to, że podobnie jak w nas samych – dostrzegamy także
i w nim niezwykły związek życia i śmierci. Jest w nas bowiem coś, co przemija i obraca się w popiół, ale jest także światło, które żyje, które nieustannie wznosi się ku niebu, które rodzi ciepło i pokój serca. Mówimy o ogniu miłości, który rozpala nasze serca i pobudza do działania, ale także mówimy o płomieniu pożądania, które potrafi wszystko zniszczyć.
Słyszymy dziś o językach jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym. Jak w wielu innych miejscach Biblii, ogień zwiastuje szczególną obecność Boga – tak i tutaj ogniste języki wskazują na szczególne działanie Osoby Ducha Świętego. Warto sobie zadać pytanie, jakie działanie Boże zwiastuje nam ogień Ducha Świętego.
Duch Święty rozpala na nowo żar wiary i nadziei
w sercach Apostołów. To on dodaje im odwagi i uzdalnia ich do wyjścia i głoszenia wielkich dzieł Bożych – Ewangelii, całemu światu. Płomień Ducha oczyszcza ich serca ze strachu i zwątpienia – rodzi w nich nowe siły i zdolności, których sami się po sobie nie spodziewali. Duch Święty budzi ich i uzdalnia do nowego życia.
Ten ogień Ducha Świętego z wieczernika jest jednak przede wszystkim płomieniem miłości – jest znakiem spełnionej obietnicy Chrystusa – w inny sposób jest On nadal obecny we wspólnocie Kościoła. To Chrystus, w Duchu Świętym sprawia, że nasza obecność tutaj ma w ogóle sens. Cała liturgia dokonuje się w przestrzeni Ducha – bez Niego byłaby tylko teatrem pustych gestów. Bo cud Pięćdziesiątnicy dokonuje się także i dziś. Duch wieje gdzie chce, i jak chce. On nie przestaje działać w sercach ludzi.
Czasami to jego działanie jest podobne do pożaru, który potrafi nagle przemienić całe dotychczasowe życie człowieka. Potrafi wypalić to wszystko, co może przytłaczało i zniewalało od długiego czasu.
Ale częściej jego działanie jest delikatnym językiem ognia, który ogrzewa nasze serce, uzdalnia je do czynienia dobra, pomaga mężnie znosić przeciwności dnia codziennego i właściwie wybierać. Światło tego płomienia rozświetla ciemności naszych serc i pozwala nam dostrzec samych siebie we właściwej mierze – nazwać dobro i zło po imieniu. Jest delikatnym światłem, które czasem po długim czasie pozwala uklęknąć u kratek konfesjonału.
Duch Święty nieustannie pobudza nas do działania, do życia. Bez Jego żaru serce człowieka pozostaje zimne i niedostępne. Potrzebujemy Ducha Świętego – Pana i Ożywiciela – bo bez Niego jesteśmy martwi.
Ale Duch Święty przychodzi tam, gdzie jest wzywany – on zastaje uczniów zgromadzonych na modlitwie w wieczerniku. Oni wyczekują wypełnienia obietnicy Chrystusa – Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy! To słowo „wreszcie” wskazuje na ich wyczekiwanie, jakąś niecierpliwość, wielkie pragnienie, które wreszcie zostaje zaspokojone.
O dar Ducha Świętego trzeba więc prosić, trzeba otworzyć mu serce – On nie wpycha się do naszego życia na siłę.
Wołajmy dziś o ten Święty Żar Ducha. Niech przyjdzie do naszych serc, niech rozpali w nas na nowo ogień prawdziwej miłości do Boga, siebie i drugiego człowieka. Niech przepali, oczyści i umocni to, co w nas wątłe i słabe. Niech będzie światłem naszej codzienności.
Przyjdź! Przyjdź Duchu Święty, i zmiłuj się nad nami!

Wobec ogromu żywiołu...Jak kineskop

Write a comment

New comments have been disabled for this post.