Kiedy "marność" staje się "świętością"
Saturday, July 31, 2010 10:05:19 PM
Po całym moście Karola, jak i po całej Pradze spacerują tłumy ludzi z każdego zakątka świata. Wielu turystów podchodzi do figury Świętego i według zwyczaju głaszcze „na szczęście” najpierw psa znajdującego się na pierwszej płaskorzeźbie, by za chwilę przejść obok i dotknąć drugiej płaskorzeźby ze sceną śmierci św. Jana. Na pierwszym planie płaskorzeźby jest postać kobiety z dzieckiem, która z oddali patrzy na śmierć kapłana.
Zaskakujące okazało się porównanie zdjęcia tej płaskorzeźby, które zrobiłem przed kilkoma dniami, ze zdjęciem sprzed kilku lat, zamieszczonym w przewodniku turystycznym. Na zdjęciu w przewodniku wyraźnie widać, że najczęściej „głaskaną” postacią był kiedyś św. Jan. Właściwie tylko on błyszczy wypolerowany tysiącami dotykających go rąk. Zdjęcie aktualne jest nieco inne. Najbardziej wypolerowanym miejscem płaskorzeźby nie jest już postać św. Jana, ale plecy kobiety znajdującej się na pierwszym planie.
Można powiedzieć, że to tylko przypadek, ale można to porównanie potraktować jako symbol naszych czasów. Coś się zmieniło przez te lata. Gest, który przed kilku laty miał może jeszcze jakiś wyraz czci względem świętego, był może prośbą o wstawiennictwo, dziś stał się pustym, wręcz zabobonnym gestem. To wrażenie potęguje nawiedzenie pobliskiej katedry św. Wita. Zwiedzają ją tysiące ludzi: jedząc, pijąc, śmiejąc się, czy rozmawiając przez telefon.
W tej świątyni, jak w szkle powiększającym można zobaczyć, że dziś dla wielu świętość całkowicie utraciła swoją wartość, a nawiązując do dzisiejszego pierwszego czytania: świętość stała się marnością. To co inspirowało i ożywiało jeszcze nie tak dawno wielu ludzi, dziś dla większości nie znaczy już absolutnie nic.
Ten proces jest jednak tylko pierwszym krokiem. Bo gdy świętość staje się dla człowieka marnością, wtedy pozostawia puste miejsce w sercu i głód, który trzeba zaspokoić. A natura ludzka nie znosi pustki. Szuka więc i kombinuje czym ten głód zaspokoić?
Dzisiejsze czytania podpowiadają nam czym próbujemy zapchać sobie tę pustkę. Kohelet pisze o chciwości i karierowiczostwie, które na krótko zaspokajają głód duszy, by potem jeszcze mocniej go podsycić. Do tej myśli nawiązuje również Pan Jezus w Ewangelii, opowiadając przypowieść o bogatym i chciwym gospodarzu. A św. Paweł dokłada do nich jeszcze rozpustę, nieczystość, złe żądze i lubieżność, a także kłamstwo i niezgodę. A życie dopowiada jeszcze do tej listy alkohol, narkotyki, uzależnienia od telefonu czy internetu.
Niestety dla wielu ludzi te rzeczy stały się mniej lub bardziej sposobem na życie. Wystarczy włączyć telewizor, posłuchać jaki model życia jest nam proponowany, jakie wartości są promowane, i jakie często bezkrytycznie przyjmujemy. Żyjemy w świecie, w którym próbuje nam się wbić do głowy, że właśnie ta marność jest dającą szczęście „świętością”.
Jeśli więc dziś czytamy tak poważne i trudne fragmenty Biblii, to nie po to, byśmy przestali zabiegać i starać się o dobra materialne dla nas i dla naszych bliskich. Nie taki jest wyraz dzisiejszych czytań.
W księdze Rodzaju czytamy wyraźnie, że „wszystko co Bóg stworzył było bardzo dobre”. Świat materialny jest dobry. Nie chodzi więc o odrzucenie go, ale o postawienie we właściwej relacji do życia duchowego. Pan Bóg ponownie chce nas uczulić i uwrażliwić, byśmy w codziennym zabieganiu nie stracili sprzed oczu tego, co najważniejsze i najświętsze: Jego samego.
Bo jeśli świętość stanie się i dla mnie marnością, wtedy prędko marność stanie się „świętością”. Zawsze tak jest!
Może więc warto dziś wieczorem zadać sobie to ważne pytanie: Co dla mnie jest świętością?