W ciemno...
Saturday, August 7, 2010 7:04:20 PM
W tym roku TVN ponownie zaserwował nam trylogię J.R. Tolkiena „Władca Pierścieni”. Ministrant w zakrystii sprytnie wykombinował, że w kazaniu pojawi się coś z tym faktem związane. Dokładnie w tym samym czasie w zeszłym roku mówiłem o jednej z głównych postaci powieści: Smigolu (Golumie) opanowanym przez rządzę odzyskania pierścienia Władzy.
Dziś chciałbym nasz wzrok skierować na chwilkę na postacie dwóch Hobbitów (Niziołków): Froda Bagginsa i jego służącego, a zarazem wiernego druha i przyjaciela – Sama Gamgee.
Dziś chciałbym nasz wzrok skierować na chwilkę na postacie dwóch Hobbitów (Niziołków): Froda Bagginsa i jego służącego, a zarazem wiernego druha i przyjaciela – Sama Gamgee.
W czasie narady u Elronda z Rivendell, Frodo podejmuje się karkołomnego zadania. Ma wyruszyć do krainy Mordor, by tam w szczelinach zagłady góry Orodruiny zniszczyć wykuty przed wiekami przez złego Saurona pierścień władzy. Frodo musi dotrzeć do samego jądra ciemności. Na górze tej swoją twierdzę zbudował Sauron, a z Czarnej Wieży spogląda jego wszystkowidzące oko. Od początku wyprawa wydaje się być beznadziejną.
Początkowo hobbitowi towarzyszy „drużyna pierścienia”. Szybko jednak zostaje rozbita i ostatecznie przy Frodzie pozostaje tylko Sam.
W tym samym czasie Sauron coraz bardziej rośnie w siłę, atakując coraz to nowe krainy Śródziemia. Znakiem jego panowania jest pustynia i pogłębiająca się ciemność zalegająca nad kolejnymi krainami. Frodo i Sam, aby wykonać swoje zadanie muszą wejść w samo jądro tej ciemności, wciąż uważając by nie dać się złapać wojskom złego władcy.
Frodo niesie Pierścień Władzy zawieszony na łańcuszku na szyi. Zbliżając się do swego władcy Saurona, pierścień coraz bardziej ciąży hobbitowi, a jednocześnie coraz bardziej opanowuje jego serce. Gasi resztki tlącej się w ich sercach nadziei. Zwątpienie zaczyna pojawiać się również w sercach wojowników broniących ludzkich siedzib walczących na wielu frontach z wojskami Saurona.
Ostatecznie hobbitom udaje się jednak dotrzeć do szczelin zagłady i zniszczyć pierścień. Nadzieja, której nikłe światełko przetrwało w czasie wędrówki przez mroczną krainę, a u kresu wędrówki niemal zgasła, rodzi jednak zwycięstwo. Potęga Saurona zostaje zniszczona w samym jej centrum. Po długiej nocy panowania złego władcy nastaje wyczekiwany nowy dzień.
Historia Froda przypomniała mi się ponownie, gdy czytałem dzisiejszą Liturgię Słowa. Tu także słyszymy o wędrówce wśród nocy, o czujności, wytrwałości, gotowości do podjęcia wyzwania. Najpierw autor księgi Mądrości wspomina noc paschy – noc wyjścia z Egiptu. Noc, w której Mojżesz wyprowadził Izraelitów w ciemność pustyni.
Autor Listu do Hebrajczyków mówi o małżeństwie Abrahama i Sary. Tych dwoje potrafiło dosłownie ruszyć w ciemno, tam gdzie Bóg ich poprowadził. Abraham wychodzi z ziemi rodzinnej i idzie, sam nie wiedząc dokąd. Stara Sara zdaje się na okryte mrokiem tajemnicy działanie Boże i w jej łonie poczyna się dziecko. I największa próba, na którą wystawia Abrahama Bóg, każąc mu zabić jedynego syna.
Jak Frodo i Sam musieli wejść w samo jądro ciemności aby ją pokonać, tak Abraham i Sara, a po latach Mojżesz musieli zdobyć się na odwagę wkroczenia w ciemność tajemniczej drogi, na którą wzywał ich Bóg. To było szaleństwo, ogromne wyzwanie rzucone człowiekowi przez Boga. Przyjęcie tego wyzwania oznaczało podjęcie wielkiego ryzyka, które mogło zakończyć się sromotną klęską.
Co więc pozwoliło przetrwać bohaterom, których wspominają dzisiejsze czytania. Tym światłem w ciemności i źródłem siły była wiara. Ale wiara rozumiana nie jako zbiór wyuczonych regułek i prawideł, które nic dla mnie nie znaczą i są pustymi słowami. Taka „wiara” w ciemnościach wątpliwości i przeciwności życia rozbija się na pierwszym zakręcie.
Wiara Abrahama, Sary i Mojżesza jest żywą relacją, więzią, spotkaniem z żywą osobą Boga. To ta żywa więź pełna zaufania i miłości karze słudze z Ewangelii czekać na powracającego w nocy Pana. Ta żywa relacja zrodziła ufność, że On ma lepszy, co nie znaczy, że łatwiejszy i bezpieczniejszy, plan dla ich życia.
Prośmy więc dziś o żywą wiarę, która nie będzie kombinować po swojemu ale która będzie ufać, że to czego Bóg od nas wymaga i gdzie nas prowadzi – ma sens.
Myślę też o tych wielu młodych i starszych ludziach, którzy w swoim życiu kroczą w ciemności, nie widzą sensu swojego życia. Są zgorszeni i przygnieceni złem i grzechem.
Prośmy by i dla nich ta noc, dzięki łasce wiary, stała się czasem spotkania z przychodzącym i działającym w ich życiu Bogiem.
Serce Jezusa, niewyczerpane źródło wiary i miłości – zmiłuj się nad nami!