My Opera is closing 3rd of March

Zaplanowani...

,

Początek nowego roku szkolnego, w każdej szkole wiąże się z ułożeniem planu zajęć. Wymaga to sporo wysiłku, ze strony pewnych osób. Jednak bez tego planu szkoła nie może dobrze funkcjonować.
Także w życiu codziennym – każde wydarzenie trzeba w jakiś sposób zaplanować. Człowiek, choć bardzo tego nie lubi, potrzebuje w swoim życiu pewnego planu działania. W życiu na dłuższą metę nie da się improwizować.

Przed podjęciem decyzji, trzeba rozpatrzyć wszystkie za i przeciw. Tak jak mówi o tym Chrystus
w dzisiejszej Ewangelii.
Rodzi się w nas napięcie: z jednej strony potrzeba zaplanowania życia (to daje pewne poczucie stabilności), a z drugiej – pragnienie bycia niezależnym od nikogo i od niczego, tak bardzo lansowane w dzisiejszym świecie.
To napięcie jest często przyczyną wielu zmartwień. Między tymi dwoma biegunami bywamy czasem zawieszeni jak na krzyżu. Krzyżem, który mam nieść przez życie jestem najczęściej ja sam z całym splotem moich potrzeb i uczuć. Można się przeciw niemu buntować, ale w końcu trzeba go w pokorze przyjąć: nikt nie jest w stanie przeżyć za mnie mojego życia. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem! Właściwie rozumiane, pokorne przyjęcie tego krzyża własnego życia jest moją szansą na sukces, moja droga do świętości. Trzeba jednak dobrze zrozumieć to wyrażenie: pokornie przyjąć swój krzyż.
Dzisiejsza Liturgia słowa jest dopowiedzeniem do czytań poprzedniej niedzieli. Wskazuje na dwie strony medalu pokory, o której była mowa w zeszłym tygodniu, a która jest nieodzowną cechą każdego chrześcijanina.
Pierwsza strona medalu to pokora taka jak ją rozumiemy potocznie: jako swego rodzaju przyznanie się do swojej słabości, dostrzeżenie i uznanie zależności od kogoś innego. Dostrzeżenie tego, że nie jestem w stanie wszystkiego poznać
i zrozumieć. O takiej postawie pisze mędrzec w pierwszym czytaniu: Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo … ziemski przybytek obciąża lotny umysł. [Człowiek w natłoku wiedzy, często zapomina o tej stronie pokory i przekracza granice, których nie powinien przekraczać – np. bawiąc się w klonowanie]. Planując swoje życie trzeba wziąć pod uwagę to, że nie wszystko uda mi się zrobić, że nie wystarczy mi sił na wszystko – nie jestem żadnym supermanem, który jest w stanie udźwignąć wszystkie problemy rodziny, załatwić wszystko w pracy, wychować doskonale dziecko, a do tego jeszcze zajmować się malarstwem i rzeźbą współczesną itd. itd. Przykro to stwierdzić, ale muszę to zrobić – nie dam rady tego wszystkiego unieść.
Ale jest też i druga strona medalu pokory, o istnieniu, której bardzo często nie mamy pojęcia. Mówi o niej fragment
z Listu do Filemona. Stary św. Paweł, zamknięty w więzieniu, kieruje do Filemona szaloną prośbę – by ten przyjął z powrotem zbiegłego niewolnika Onezyma, który usługiwał Apostołowi. Niewolnik za ucieczkę był karany śmiercią, a Paweł odważa się prosić, by Filemon przyjął go jak brata. Do takiej prośby potrzeba było niezwykłej odwagi, dozy szaleństwa.
Prawdziwa pokora chrześcijańska, to nie uległość i bierność jak często ją postrzegamy. To owszem swego rodzaju cichość i łagodność w kontaktach z innymi, poszanowanie zdania bliźniego. Ale także, i nie można tego pominąć – zdolność i odwaga sprzeciwiania się złu. To siła, która otwiera na świat, daj pęd do działania, dawania świadectwa. Człowiek pokorny nie głosi jako tako siebie samego, ale głosi swoim życiem Chrystusa. Gdybyśmy bliżej przyjrzeli się świętemu Pawłowi, to dostrzeżemy jak jego cichość i łagodność przeplata się z jego zapałem w głoszeniu Ewangelii, w dyskusjach z poganami w Ikonium, Antiochii i Pizydii. Ten, który mówi o sobie, że jest ostatnim spośród Apostołów, dokonuje jednocześnie dzieł niezwykłych, przekraczających zdolności prostego człowieka nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwa.
Prawdziwa pokora, której potrzeba także i każdemu
z nas, nie jest zwykłą uległością wobec innych. Przeciwnie – zmusza ona do działania, do głoszenia Ewangelii całym swoim życiem. Człowiek pokorny, to ten, który wychodzi z Chrystusem do świata.
Zawsze jest ona darem i rodzi się z głębokiego spotkania z Chrystusem, z doświadczenia jego bliskości. O ten dar prośmy dla nas i dla naszych bliskich, byśmy umieli przyjmować nasze życie, to co nas spotyka z odwagą człowieka pokornego.
Chryste Zmartwychwstały, obdarz nas łaską pokory, która dodaje odwagi i uszlachetnia naszą służbę bliźnim. Jezu cichy, serca pokornego – uczyń nasze serca według serca Twego!

Chodźcie wstąpmy na górę Pana...Przychodzisz Panie... mimo drzwi zamkniętych

Write a comment

New comments have been disabled for this post.