My Opera is closing 3rd of March

Ciszowyborczo smile

, , , ,

Przez ostatnie tygodnie w telewizji królowały wyniki i analizy przedwyborczych sondaży. Publicyści i ankieterzy pytali jednak nie tylko na kogo zagłosujemy, ale czy w ogóle do wyborów pójdziemy. Frekwencja wyborcza jest bowiem sprawdzianem demokracji w danym państwie. Nie potrzeba zbyt wielkich obliczeń by zobaczyć, że zwycięski kandydat z 50 – 60% poparciem, jeśli frekwencja wyborcza jest poniżej 50%, tak naprawdę został wybrany przez zdecydowaną mniejszość obywateli.

Gdy w Polsce frekwencja przekroczy 50% - mówi się o wielkim sukcesie demokracji. Dla porównania w Wielkiej Brytanii w czasie ostatnich wyborów frekwencja wyniosła ponad 70%, a komentatorzy mówili o prawdziwym kryzysie społeczeństwa demokratycznego. Można powiedzieć więc, że nie widzimy większego sensu udziału w wyborach. Najczęściej mówimy, że jeden głos nic nie zmieni. Później zaś psioczymy na tych, których wybrano także w naszym imieniu. Brak wyboru jest także jakimś wyborem.
Jest też znaczna ilość osób, które biorą udział w wyborach, ale robią to bezmyślnie – wybierają w myśl zasady, który z kandydatów jest przystojniejszy, „fajniejszy”.
Tymczasem każdy życiowy wybór wymaga poważnego zastanowienia się. Za tym wyborem idą bowiem konsekwencje, które będzie ponosić całe państwo, a wraz z nim wszyscy obywatele – czy tego chcą, czy nie.
To nasze uciekanie przed wyborami prezydenckimi, parlamentarnymi czy samorządowymi myślę, że może być znakiem jakiegoś głębszego zniechęcenia do dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji. Tę ucieczkę widzimy także wśród ludzi, którzy decydują się na wieloletnie życie bez ślubu (bez decyzji i bez jej konsekwencji). Podobnie jest z kryzysem powołań. Wybierając życie małżeńskie czy kapłańskie trzeba przecież jedno wybrać, a z czegoś innego zrezygnować. Ważny wybór drogi życiowej zawsze pociąga za sobą też pewne konsekwencje. Dlatego konieczne jest przygotowanie i dokładne rozeznanie zanim tego wyboru się dokona.
Właśnie taki sposób rozumowania podpowiada mi dzisiejsza Ewangelia.
Tłem całej sceny jest modlitwa Chrystusa z uczniami. To ważna wskazówka – poważne życiowe wybory wymagają najpierw przemodlenia.
Po modlitwie Chrystus pyta za kogo jest uważany przez ludzi. Odpowiedzi są różne. Następne pytanie jest skierowane już bezpośrednio do uczniów:

„A wy za kogo mnie uważacie?”

. Piotr wyznaje w imieniu swoim i Apostołów, że Jezus jest oczekiwanym i zapowiedzianym przez proroków „Mesjaszem Bożym”. Tym wyznaniem stwierdza również, że Jezus jest dla niego kimś najważniejszym. Piotr dokonał fundamentalnego wyboru, którego konsekwencje zaprowadzą go aż do męczeńskiej śmierci.
Nie był to wybór pochopny – wprost przeciwnie. Piotr przygotowywał się do niego od pierwszego momentu gdy nad Jeziorem Genezaret spotkał Jezusa i zdecydował się pójść za Nim. Jeśli mam dobrze wybrać to muszę się do tego wyboru przygotować, muszę sprawę dokładnie przemodlić i przemyśleć, jak najwięcej się o niej dowiedzieć, muszę w końcu poznać tego, kto proponuje mi możliwość wyboru. To wszystko po to, aby mój wybór był po prostu dobry.
Dalsze słowa Jezusa pokazują że, wybór Piotra, a z nim całego Kościoła, jest tak naprawdę wzięciem na siebie krzyża – jest wejściem na drogę krzyżową. Nie obiecuje nikomu „gruszek na wierzbie”:

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje.


Chrystus na nowo nam dziś przypomina, że życie chrześcijańskie to nie przysłowiowa „bułka z masłem” ale ciężkie zmaganie się z przeciwnościami, konieczność nieustannego wybierania między dobrem i złem, i ponoszenia ich konsekwencji, to wybieranie prawdziwego dobra, nawet wtedy gdy wszyscy wokół namawiają do wybrania zła, bo tak jest łatwiej i przyjemniej. Nie możemy przed tymi wyborami uciekać – w przeciwnym wypadku ktoś inny wybierze za nas.
To jest trudna sprawa. Jednocześnie jest to jedyny sposób by tak naprawdę zacząć żyć w pełni, by być po prostu człowiekiem szczęśliwym już tutaj na ziemi.
I jeszcze jedna myśl, którą podpowiada nam drugie czytanie. W tych wyborach, od momentu Chrztu świętego – nigdy nie jesteśmy sami. Wspomaga nas swoją modlitwą i radą cała wspólnota Kościoła. Nauczanie Kościoła podpowiada jak konkretnie, dzisiaj wybierać drogę Jezusa w różnych wątpliwych moralnie sytuacjach. Ale trzeba tej rady posłuchać i ją przemyśleć. Modlitwa wspólnoty ma dodać otuchy, pomóc dokonać właściwego wyboru i wziąć za ten wybór odpowiedzialność.
Na dzisiejsze wybory może i wielu z nas nie pójdzie. Są jednak życiowe wybory, przed którymi nie da się uciec. Jeśli w moim życiu, nie potrafię, a może lepiej nie staram się wybierać Jezusa i Jego woli, wtedy tak naprawdę tylko się łudzę, że jestem jeszcze Jego uczniem.
Czas więc wybrać i dać odpowiedź: Kim dla mnie jest Jezus…?
O odwagę dokonywania mądrych wyborów w naszym życiu – prośmy dziś w tej Eucharystii.
Serce Jezusa – życie i zmartwychwstanie nasze – zmiłuj się nad nami!

"Zbieg okoliczności?"Koniec roku szkolnego...

Write a comment

New comments have been disabled for this post.