Gdy wybucha pożar...
Saturday, March 6, 2010 10:46:28 PM
Nie jestem znawcą języka hebrajskiego, ale co nieco zapamiętałem z różnych wykładów i książek. Intrygujące jest niezwykłe bogactwo znaczeń, które kryją w sobie poszczególne wyrazy, a nawet litery tego starożytnego języka. Rabini lubowali się w doszukiwaniu ukrytych sensów i znaczeń i w symbolicznej interpretacji tekstów biblijnych.
W języku hebrajskim mężczyzna to isz, a kobieta to iszah. Oba wyrazy mają wspólny rdzeń. Gdy zapiszemy je razem ze świętym imieniem Boga JHWH (o objawieniu którego słyszymy dziś w pierwszym czytaniu), możemy zauważyć pewną ciekawostkę...
W słowie oznaczającym mężczyznę jest tylko jedna literka wspólna z imieniem Bożym, i to ta najmniejsza litera alfabetu hebrajskiego czyli jota. Kobieta zaś ma literkę he, która w imieniu Boga występuje dwa razy. W ten troszkę żartobliwy sposób można wyjaśnić większą pobożność niewiast – mają w sobie więcej z Pana Boga. O wiele jednak ważniejsze jest to, że mężczyzna i kobieta razem są obrazem Bożej obecności w świecie.
Gdy jednak usuniemy z mężczyzny i kobiety, to co pochodzi od Boga, wtedy to, co zostanie daje nam esz czyli ogień. Gdy odchodzę od Boga i wpadam w grzech wzniecam w swoim życiu pożar. Gdy małżonkowie zapominają o tym, że żyją w sakramentalnym związku, że ich relacja jest darem i obrazem samego Boga, wtedy między nimi wybucha ogień. Wystarczy, że jeden z małżonków wpadnie w ogień jakiegoś grzechu czy nałogu, a zagrożone i narażone na spalenie jest całe małżeństwo. Gdy myślę o zdradzonych małżonkach, to część z nich widzę jako „małżeństwa spalone” w ogniu nieuporządkowanych pragnień. Kryzysy w małżeństwie, w rodzinie, kłótnie między sąsiadami – to wszystko są swego rodzaju ogniska.
Każdy mój grzech jest swego rodzaju ogniskiem zapalnym, które może wzniecić potężny pożar. Warto więc zapytać jak to wygląda w moim życiu – czy nie trawi mnie, mojej rodziny, wspólnoty sąsiedzkiej jakiś ogień, wywołany moimi grzechami, moim odejściem od Boga? Gdy pojawia się ogień, trzeba reagować…
Słuchamy dziś opisu powołania Mojżesza. Miał przed sobą świetlaną przyszłość na dworze faraona. Jednak gdy w gniewie zabił Egipcjanina, znęcającego się nad hebrajczykiem, jest zmuszony porzucić wszystkie te plany i ucieka na pustynię. Kompletna życiowa katastrofa – kryzys, rozpad wszystkich życiowych planów.
Na pustyni poznaje rodzinę Jetry, którego córkę w końcu poślubia. Jako pasterz wypasa owce teścia – nie robi więc nic szczególnego. I właśnie wtedy dostrzega krzak, który płonie, a jednak się nie spala. Podchodzi bliżej i okazuje się, że ten płonący krzak staje się dla niego miejscem spotkania z Bogiem. W tym momencie całe jego życie ulega radykalnej przemianie. Powołanie staje się jego nawróceniem. Spotkanie z Bogiem nadało nowy sens jego życiu.
I w tym momencie dochodzimy do sedna dzisiejszej Liturgii Słowa. Przeżywamy różnorakie kryzysy. Wiele razy przechodzimy próbę ognia. Czasem w najbardziej niespodziewanych momentach. Każda rodzina ma w swojej historii jakieś życiowe pożary, katastrofy. Są one chyba równie, a nawet bardziej bolesne jak te, o których słyszymy co rusz w mediach (Haiti, Chilie, Madera). Dotykają nas bowiem bezpośrednio, osobiście.
Często spowodowane są ludzką grzesznością. Ale są i takie, których przyczyn trudno dociec, trudno zrozumieć. Są okryte tajemnicą. Dlaczego Bóg na to pozwala? Dlaczego tak cierpimy? Czy nie mógł nas przed tym uchronić? Trudne pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi.
Każdy życiowy pożar (kryzys) jest niebezpieczny. Może zniszczyć wszystko co posiadamy. Ale może on być także okazją, a właściwie wezwaniem do przemiany życia. Bóg dopuszcza go na nas nie dlatego, że chce nas zniszczyć, ale dlatego, że chce nas przemienić. (Krzew, który Mojżesz ujrzał na pustyni płonął, ale się nie spalał!) Każdy kryzys jest wezwaniem do nawrócenia, czyli do powrotu do Boga, ponownego zaproszenia Go do swojego życia.
Nawrócenie to nie dziecinna zabawa. To próba ognia dla naszego serca. O tym mówi dzisiaj Jezus, wzywając do nawrócenia, a św. Paweł dodaje, byśmy żyli uważnie, starając się nie wzniecać naszymi grzechami niepotrzebnego ognia: Kto z was stoi, niech uważa, żeby nie upadł!
Módlmy się więc dziś o dobre przeżywanie trudnych momentów naszego życia. Prośmy, by nie zabiły one nadziei w naszych sercach, ale je oczyściły i przemieniły. Prośmy o odwagę podjęcia trudu nawrócenia w czasie wielkiego postu.
Prośmy o siły dla tych, którzy przechodzą właśnie swoją życiową próbę ognia.
Sylwestrius SzekspirSylwestrius # Sunday, March 7, 2010 7:20:05 PM
- sakramenty
- post
- modlitwa
- jałmużna
Wszystkie one przeszły badania i testy i mają atest KK.
Pozdrawiam
irczas # Thursday, March 11, 2010 7:09:37 PM