Green side of my life...

Mike's diary...

Subscribe to RSS feed

Po Dolnym Śląsku część 2

Kolejny dzień to szybkie zakupy, kilka zdjęć budzącego się do życia Wrocławia w pięknej pogodzie oraz przejazd do Karpacza.
Postanowiłem pojechać dłuższą, wolniejszą jednak bardziej malowniczą trasą, drogą krajową 35 a potem krajową 5. Najprostsza droga to wjazd na autostradę i zjazd na krajową 5, ale w Świdnicy można taniej niż we Wrocławiu zatankować na Shell'u. Jak się potem okazało, po drodze każda stacja miała podobny poziom cen, około 20 groszy niższy niż stacje przy wyjeździe z Wrocławia.
Jadąc tą trasą, podróż trwa około 3 godzin. Trasa biegnie przez malownicze pola i lasy, a w oddali cały czas towarzyszą nam Sudety. Im bliżej Jeleniej Góry i Karpacza tym więcej serpentyn i ostrych podjazdów/zjazdów. Po około 2,5 - 3 godzinach dotarłem do Karpacza. W ciągu tych dwóch lat nie zmienił się on znacząco. Tego dnia, zdążyłem jeszcze udać się na ruiny zamku Chojnik, z którym to zamkiem jak z każdym innym wiąże się legenda. Jest to legenda o Kunegundzie, córce władcy zamku. Kunegunda nie chciała od razu wychodzić za mąż, dlatego wymyśliła dla ubiegających się o jej rękę rycerzy zadanie. Każdy kto chciał prosić o rękę Kunegundy miał objechać na koniu zamek, a że zamek leży nad przepaścią, i w trudnym terenie, śmiałkowie spadali w tą przepaść. Kunegunda w wieku 21 lat już jako stara panna zapragnęła wyjść za mąż, gotowa była znieść tą próbę. Na zamku pojawił się śmiały rycerz z Krakowa, piękny młodzieniec, o wielkich zasługach. Kunegunda zakochała się w nim, i powiedziała mu, iż w świetle jego zasług nie musi on przechodzić próby. Rycerz jednak uparł się spróbować. Jako jedyny objechał on zamek na koniu, a uradowana Kunegunda była gotowa na oświadczyny. Rycerz jednak zdjął rękawice i pokazał obrączkę, po czym wyśmiał Kunegundę i rzekł do niej, że nie przyjechał prosić o jej rękę, lecz zakończyć morderczy proceder przez który tylu śmiałków postradało życie. Rycerz odjechał do Krakowa, a Kunegunda nie mogąc znieść upokorzenia rzuciła się z wierzy w przepaść. Do dziś nocami błąka się po wierzy zamkowej razem z Rycerzami, którzy stracili życie w przepaści pod zamkiem.

Po dolnym Śląsku część 1

Wreszcie upragniony urlop i wypad na Dolny Śląsk. Już za Gliwicami krajobrazy widziane z autostrady zaczęły bardziej przypominać Niemcy niż Polskę, co nie dziwi, biorąc po uwagę, iż te teryny przez dobre kilka stuleci należały do Niemców.
I tak po 3 godzinach docieram do Wrocławia, w troszkę nieciekawej aczkolwiek niedeszczowej pogodzie, po raz czwarty zwiedzam to przepiękne miasto. Miasto które ma w sobie więcej uroku niż wiele innych razem wziętych. Po części jest to spowodowane historią tego miasta, rządzonego twardą ręką zorganizowania i porządku przez naszych zachodnich sąsiadów. Na ten urok wpływa też położenie nad Odrą, która w tym miejscu jest malowniczo rozlana po kanałach, tworząc wysepki, zatoczki, cyple itp. Trzecim powodem uroku miasta jest powódź z przed 13 lat, ten kataklizm zniszczył dużą część miasta, ale dzięki temu większość zabytkowych budynków w centrum została odrestaurowana, co dla przykładu w Krakowie jest bardziej powolnym procesem.
Budynki powstałe w okresie między wojennym są okazałe, majestatyczne, budzące respekt i ukazujące potęgę państwa. są to głównie budowle użyteczności publicznej.
Warto wspomnieć o legendzie związanej z jednym ze 117 mostów - mostem Tumskim, zwanym mostem zakochanych. Otóż wg legendy należy pogłaskać głowę lwa z katedry Wrocławskiej po czym przespacerować się mostem Tumskim aby na tym moście spotkać miłość swojego życia. Nie sprawdziłem tego, ale kto wie, być może kiedyś zawieszę na tym moście kłódkę mojej miłości jak to zrobiły setki Wrocławian.


Kolejny dzień to dzień jazdy do Karpacza i dalszego podboju dolnego śląska, ale o Tym później.

Pojutrze

Pojutrzem już tak niedługo, sądny dzień. Oby dotrwać, oby się udało, wysiłek ostatnich lat. Drugi stopień i, hmm i co. I koniec laby, a początek życia. Trzeba będzie zająć się czymś monotonnym np. bungee, wspinaczką, albo kartingiem.

Było zielono

Od ostatniego wpisu trochę wody upłynęło w Wiśle, może nawet trochę za dużo, zwłaszcza ostatnio. Niestety praca i pisanie pracy mnie pochłania. W mojej pracy są wady i zalety, zaletą jest to, iż jest, jest dobrym początkiem, choć brak jej perspektyw. A wady hmm.. no cóż nie podoba mi się, że muszę chodzić na szkolenia i spotkania integracyjne poza godzinami pracy(powinno być nieobowiązkowe), nie podoba mi się brak możliwości awansu, ograniczony rozwój w nowe technologie w nowe rozwiązania, i chyba na pewno trzeba się tym zająć. Informatyk bez perspektyw rozwoju, jest jak drzewo z podciętymi korzeniami, zamiast owocować i dawać zyski, plony, całe siły skupia na swojej egzystencji, wyjaławiając tylko ziemie, resztkami korzeni.
Ale dosyć smutnych porównań. Łatwo i szybko można zaspokoić podstawowe fizjologiczne potrzeby informatyka, od tego są pieniądze, ale później należy zaspokoić nieokiełznany pęd do wiedzy, do rozwoju.

A w życiu, już nie jest tak zielono jak bywało kiedyś, wszystko się zmienia, tylko że te zmiany to takie stanie w zawisie, pomiędzy nicością a ucieczką w pracę i naukę. Brakuje mi miłości, brakuje mi dawnej pasji, choć dalej mam ogromne pokłady chęci do zdobywania świata, to jednak coś w tym wszystkim się zmieniło. Brak mi odpowiedniej kobiety, która byłaby wsparciem, kompanem i zapalnikiem tej beczki prochu jaką jest moje życie.

Mam nadzieje, że chociaż wakacje coś przyniosą a jak nie przyniosą, to że nabiorę sił obowiazkowo nad Odrą a może i nad Sekwaną, i znów się zazieleni.

Koniec i początek...

Coś się zaczyna, coś się kończy, takie jest już to życie. Choć rzadko myślę przemijaniu, tak w dni takie jak dziś zdaje sobie sprawę, że życie jest ulotne a śmierć sama wybiera porę, w tym przypadku za wcześnie o dobre 20 lat za wcześnie.

Zaczyna się nowy etap, praca, praca, praca, kończy się na dobre 'dzieciństwo', nie wiem czy z tego czy z innych powodów, tęskno mi za beztroską moich nawet tych krótkich wypadów do Wrocławia, zupełnie jakby tam był inny świat pomimo, iż jest taki sam. No i liczę na tą pizze wink

Sesja

Nie znoszę okresu sesji, latania za zaliczeniami, bałaganu, egzaminów, szybkiej nauki i tego wszystkiego :|

Patetycznie

Te święta były żałosne, bez wyrazu, bez sentymentu, bez uczucia. Od kilku lat jest tak samo. Poza tym, czekam na wpis do rejestru, na regon, pieczątka już zaprojektowana i daj Boże 15.01 ruszamy z działalnością.

Zwykły świat niezwykłej muzyki

Kiedy siedzę tak sobie zmęczony już, po całym dniu, czując aromat dobrej herbaty i słuchając fortepianowych solówek, zapominam o całym świecie i całym sercem, całą duszą wsłuchuje się w ten takt muzyki. Nie wiem jak to się dzieje, dlaczego są utwory, które zdają się przemawiać do duszy a nie do nas, takie które samą muzyką niosą wiadomość, niosą jakieś swoje życie.

Warto żyć dla takich chwil zapomnienia w muzyce...

http://www.youtube.com/watch?v=Bhu4ny4pADI
http://www.youtube.com/watch?v=v77-568FuHs
http://www.youtube.com/watch?v=-ZJDNSp1QJA

demot komunikacyjny

Internet, telefon, radio, transmisje danych, wszystkie te media stworzono, aby ułatwić ludziom wymianę danych, komunikacje, coraz więcej ludzi w tym ja zauważyło, że poprawiając komunikacje w ten sposób troszkę ubiliśmy komunikacje interpersonalną. W autobusach, tramwajach ludzie są zamknięci w swoich 'bańkach', jak w skafandrach przeciwwirusowych, każdy w swojej mp3, swoim sms'ie. Kiedyś łatwiej było porozmawiać z kimś nawet obcym w MPK niż teraz, teraz każdy nawet znajomy jest obcy. Ludzi z ciekawą niesamowitą osobowością jest ogrom, możemy śmiać się, żartować bawić, ale o dziwo, przez net. W rzeczywistym świecie, zamienia się parę słów lub wygłasza monolog. A czasami nawet cześć się nie usłyszy. Ironią jest to, że zwiększając możliwości komunikacji, doprowadzamy do stanu, wymiany krótkich zwięzłych porcji informacji. Cóż kiedyś zatęsknimy za spotkaniami na żywo.

heh

Zaczyna mnie brać jakaś choroba, choć bronię się rękami i nogami. Kolejny krok w wypromowaniu siebie na ścieżce zawodowej, czas kupić domenę i stworzyć jakąś stronę najlepiej w JavaFX lub OpenLaszlo, tak aby pierwszą stroną w google na mój temat nie był ten blog.
To jeden z kilku projektów, nad którymi teraz pracuje, im bardziej poznaje JavaFX tym większy widze w tej technologii potencjał.