Skip navigation.

Nevereverland

Where fairy tales come true

Seks po poznańsku

,

Dwa ustępy z Thietmari merseburgensis episcopi chronicon:
"Albowiem lud jego wymaga pilnowania na podobieństwo bydła i bata na podobieństwo upartego osła. Jeżeli kto spośród tego ludu ośmieli się uwieść cudzą żonę lub uprawiać rozpustę, spotyka go natychmiast następująca kara: prowadzi go się na most targowy i przymocowuje się doń, wbijając gwóźdź przez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok nóż i pozostawia trudny wybór: albo tam umrzeć, albo obciąć ową część ciała."

"A jeśli znaleziono nierządnicę jakową, obcinano jej srom, by ją w ten szpetny i okrutny sposób pokarać, następnie zaś - jeśli godzi się o tym mówić - wieszano ów wstydliwy okrawek nad drzwiami domu, by uderzyć w oczy każdego wchodzącego, aby do opamiętania na przyszłość go przywiódł oraz ostrożności."

Tak oto opisywał biskup Thietmar w swej kronice przestępstwa seksualne w państwie Bolesława Chrobrego. Na takim gruncie wyrosłe prawodastwo poznańskie niewiele zmieniło przez wieki swój stosunek do grzechów cielesnych. Choć zaznaczyć trzeba, że i tak było jednym z najłagodniejszych w tej materii w Polsce.

Nasłynniejsze wyroki:
  • W 1560 roku "utopioną została w rzece Warcie Katarzyna, córka Wojciecha Chwała za dopuszczenie się sprawy cielesnej z Żydem".
  • W 1562 roku "Jan z Chorynowa za popełniony grzech cielesny z krową, spalony został żywcem." Ofiara gwałtu podzieliła los swego oprawcy.
  • W 1571 roku "Jakub Plichta ścięty został, za to, iż mając żonę cudzołożył. Wraz z nim ściętą została wspólnica grzechu jego Małgorzata Torlofowna."
  • 3 marca 1574 roku "Anna Ciślina utopiona została w Warcie za namawianie i wodzenie młdych dziewic do nierządu. Schwytano ją na gorącym uczynku, gdy pewnemu Francuzowi własną córkę Reginę, dziewicę 16-letnią do zaspokojnia chuci cielesnej zaprwadziła. Córkę Regnię osagano przed ratuszem rózgami i oddano na służbę z zagrożeniem jej losem matki, gdyby w ślady jej wstąpić miała."
  • W 1575 rymarz Jan Oczko doprowadził do spalenia kolejnej krowy, samemu jej przy tym towarzysząc.
  • W 1720 "ścięty został Michał Hakiewicz, piwowar poznański za popełnienie grzechu sodomskiego." Jego wspólnika w rozpuście potraktowano łagodniej - skazano na pół roku odosobnienia w Wieży Czerwonej, po czym obatożono na rynku i wyganano dożywotnio poza mury miejskie.

    Na obrazkach Thietmar z Magdeburga i małe auto da fe.

Jak koguty Poznań uratowały

,

Gdy w 360 roku p.n.e. galijskie wojska pod wodzą Brennusa zdobyły i spaliły Rzym resztki rzymskiej armii schroniły się za murami kapitolu. Gdy Galowie po nieprzynoszącym rezultatów oblężeniu odkryli sekretną drogę prowadzącą na kapitol Rzymianie byli sakazani na porażkę, zaskoczeni w środku nocy. Legedna głosi, że Rzym uratowały poświęcone Junonie gęsi, które podniosły wtedy wielką wrzawę i zaalarmowały obrońców o ataku.

Podobnie Poznań swój ratunek w legendzie zawdzięcza ptactwu.

Gdy w 966 r. książę Polan Mieszko I przyjął w Poznaniu chrzest* i założył biskupstwo prawdziwa wiara powoli zaczęła wypierać ze Słowiańszczyzny diabelskie praktyki i zabobony. Tak poważne ograniczenie jego wpływów na Ziemi rozeźliło Lucyfera, który opracował plan zemsty na Polanach. Miejscem uderzenia miał być poznański Ostrów Tumski. Aby wybrać najodpowiedniejsze do tego zadania sługi zwołał Lucyfer diabły ze wszystkich zakątków piekieł. Było wśród nich pięciu, których wpływy na atakowanych ziemiach były największe i to oni utworzyli grupę uderzeniową - Boruta, Rokita, Smółka, Węglik i Widoracki.
W godzinach wieczornych następnego dnia, piątka diabłów spotała się w okolicach Gniezna, gdzie opasali grubymi linami i porwali z ziemi górę Nii - niegdysiejsze miejsce pogańskich kultów. Pech chiał, że tego wieczora gęsta warstwa chmur zasnuwała niebo, więc lot w stronę Ponania był poważnie utrudniony. Gdy w końcu diabłom udało się przebić przez zasłonę chmur i ujrzeli zbliżający się gród Boruta, dla poprawy widoczności i skuteczności ataku, skrzesał kopytami błyskawice. Niezwykła jasność jaka wtedy nastąpiła rozbudziła jednak ostrowskie koguty, które jeden po drugim zaczęły piać na powitanie nowego dnia.
Jak powszechnie wiadomo pianie koguta stanowi dla diabłów odwieczny sygnał do odwrotu. Spanikowana grupa uderzeniowa upuściła tedy górę, która zmiast zgnieść młody gród uderzyła w niezamieszkały, lewy brzeg Warty.
Rankiem, gdy Poznańska ludność wyszła z chat ujrzała po drugiej stronie rzeki nieznane wzgórze, na którym 300 lat później Przemysł II zbudował swą królewską siedzibę, a które dzisiaj znane jest wzgórzem Przemysła. Co się stało z piątką diabłów, którzy nie wykonali powierzonego im zadania, nie wiadomo. Możemy się tylko cieszyć na myśl, że nic przyjemnego.


*Tak naprawdę miejsce chrztu Mieszka nie jest znane, spekuluje się jednak, że mogło to mieć miejsce w Poznaniu (na Ostrowie Tumskim), na Ostrowie Lednickim lub w Gnieźnie.
Na obrazku diabeł Boruta leczący kaca w podziemiach swej siedziby na Łęczckim zamku.

A diabłu ogarek

, ,

Dwa tygodnie temu, 26 marca, pewne grupy wyznaniowe obchodzić mogły rocznicowy dzień. Tego dnia, 1402 roku, a była to Wielka Niedziela, w poznańskim kościele Bożego Ciała po raz pierwszy w historii głowa państwa oddała publicznie cześć diabłu.
Bohaterem skandalu był goszczący w Pozaniu podczas świąt Wielkiej Nocy litewski neofita i Król Polski Władysław Jagiełło. Przebywawszy w kościele Bożego Ciała na nabożeństwie rezurekcyjnym najjaśniejszy pan ujrzawszy obraz Wniebowstąpienia poańskiego ciągniony dawnym zwyczajem w górę za pomocą sznurów, zapytał: "Czyjby był obraz?" gdy mu powiedziano, że Chrystusa Pana rzekł: "Dajcież mu świecę". Wkrótce potem spuszczono z góry obraz diabła, odmalowanego w postaci Smoka. Król znowu zapytał: "A to czyj wizerunek?" gdy mu powiedziano, że diabeł z nieba strącony: "Zapalcież mu - rzekł - dwie świece woskowe". Zapytany o przyczynę swych względów dla diabła miał wyrzec słowa, które w mowie naszej w przysłowie weszły: "Służ Bogu, a diabłu nie gniewaj".

Brzeżany

,

"Owóż między gośćmi zjawił się także major Strzyżewski. Z kampanii w roku 1809 pozostało mu jedno wspomnienie, jak jedynie za pomocą odwagi i przytomności umysłu dokonał rzeczy w wojennej historyi dość rzadkiej. Był on podówczas kapitanem i z podjazdem złożonym z czterech ułanów zapędził się pod miasto Brzeżany. Tam stał na kwaterach oddział austryacki częścią z wojska, a częścią z rekrutów złożony i do 4000 ludzi liczący. Strzyżewski, nie spotkawszy żadnych placówek, wjechał do miasta i tu dopiero spostrzegł, że sam wlazł w garść nieprzyjacielowi. Udaje więc parlamentarza, pyta o kwaterę jenerała i wszedłszy zastaje go jeszcze w łóżku. Nie tracąc więc chwili, mówi do niego: "Jesteś w Brzeżanach otoczony, my panami miasta, poddaj się ze swoją komendą albo ci w łeb wypalę". Spisano kapitulacyą i tak w pięć osób wzięto do niewoli cztery tysiące ludzi bez wystrzału. Strzyżewski, posunięty na majora i ozdobiony dwoma krzyżami za waleczność, miał za sobą urok bohaterstwa..."
Tekst pochodzi z pamiętników Leona Dembowskiego i opisuje wydarzenie, które miało miejsce w czasie wojny polsko-austriackiej roku 1809. Na zdjęciu średnio powiązany z tematem książę Poniatowski.

Tak, tym wpisem staram się wskrzesić swojego bloga. Formy raczej nie zmieniam, wpisy wciąż będą o niczym.

Post jak lokata - bez sensu

,

Nosi mnie żeby coś napisać, ae jak to zwykle bywa nie mam za bardzo pomysłu na temat. Wrzciłem więc pocięte gazety do młynka do kawy i z tego co wypadło odczytałem, że napiszę mikro-recenzje openingów seriali. A właściwie "sekwencji tytułowych", trzymajmy się fachowej nomeklatury.

Openingi to jedno z moich licznych małych zboczeń. Lubię je oglądać, nie lubię przewijać. Jeśli przez całą długość sezonu ani razu nie mam ochoty go przewinąć, to znaczy, że jest dobry, jeśli zdarza mi się przewijać, to jest średni, jeśli oglądam go raz, dwa razy to jest słaby. Nie przeprowadzałem co prawda odpowiednich rozważań, ale nie zdziwiłbym się, jakby opening miał dla mnie spore znaczenie przy podejmowaniu decyzji co oglądać, czy w ogóle.

---

Openingi dobre.

The Tudors / Tudorowie
To intro należy do gatunku, którego generalnie nie lubię - pokazujących popiersia aktorów, z podpisami i całym dobrodziestwem sztucznego uśmiechu. Jednak jest to chyba najlepiej zrealiowana tego typu sekwencja jaką widziałem. Nie skupia się bowiem na pokazaniu "o, patrzcie, a tak wygląda Henry Czerny", tylko raczej "A o to Sam "Wyrachowany-drań-kardynał" Neill, od razu widzicie czego się po nim spodziewać, nie?". I faktycznie, widać. Dodatkowy plus za hipnotyzujące spojrzenia, jakie rzuca Jonathan Meyers, zazdroszczę mu ich :wink:.
Op: 5-/6
Muzyka: 4/6

Rome / Rzym
Deadwood
Te dwa intra z histryczych seriali HBO łączy "dominanta kompozycyjna" - pokazują główne miejsce akcji z trochę innej perspektywy niż ma to miejsce w serialu. Jednocześnie świetnie wprowadzają w "klimat" tytułowych miast. Opening Deadwood jest znacznie realistyczniejszy niż ten z Rzymu, który z drugiej strony urzeka swą senną, oniryczną wręcz estetyką.
Rzym:
Op: 5/6
Muzyka: 4/6
Deadwood:
Op: 5-/6
Muzyka 4/6

Carnivale
I znowu HBO, tym razem inaczej, bo mniej historycznie. Sekwencję tworzą archiwalne ujęcia z lat trzydziestych niby poprzeplatane nimi, a właściwie animujące kablistyczne sceny z tarota. Całość bardzo fajnie wyreżyserowana i znów świetnie wprowadzająca w klimat serialu.
Op: 4+/6
Muzyka: 5/6

The Sopranos / Rodzina Soprano
Instant klasyk. Chyba nie znam osoby, która by bezbłędnie nie kojarzyła tego utworu z tą sceną. Najmniej widowiskowy z wymienionych póki co openingów, ale niczym nie ustępujący klimatem i adekwatnością. Bezbłędne potwierdzenie słów "pomysł jest wszystkim".
Op: 5
Muzyka: 6/6

Dexter
Wielokrotnie słyszałem, że to jeden z najlepszych openingów wszechczasów. Aż tak hurraoptymistyczny to ja nie jestem, ale nie mogę odmówić mu "czegoś". Niby zwykła scena, jaką każdy z nas co rano przeżywa, ale jednocześnie jest odpychająca szczegółowością i nie pozwalająca oderwać oka.
Op: 5/6
Muzyka: Brak oceny, pierwsze skrzypce grają tutaj dźwięki, nie muzyka.

---

Openingi średnie.

Stephen King's Kingdom Hospital
Jest to kolejny element wrzucony przez S. Kinga do miksera, który kiepsko na tym wyszedł. Sam w sobie op jest fajny, ale totalnie, moim zdaniem, nie pasujący do reszty "dzieła". W oderwaniu od reszty widziałem go ze 30 razy, ale przed kolejnymi odcinkami zwykle przewijałem. Nic nie zmieniał w odbieraniu serialu (a może nawet pogarszał obraz swym niepzystawaniem).
Op: 3/6
Muzyka: 5/6

Skins
W sumie to nie opening, tylko krótki przerywnik między pierwszą sceną, a resztą odcinka. Stanowczo za krótki. Nic nie wnosi, nic nie pokazuje. Najfaniejsze w tej sekwencji jest podobieństwo niektórych teł do mojej tapety :wink:.
Op: 2+/6
Muzyka: 3/6

---

Openingi słabe.

Weeds / Trawka
Eureka
O ile zrozumiałbym jeszcze jakby się komuś podobał op Eureki, to ten z Weeds mnie rozbraja. Nawet nie wiem jak je skomentować.

To by było na tyle.
Do widzenia, dobranoc.

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

Firma, którą niegdyś okradałem odpłaciła mi się pięknym za nadobne.

Zawsze lubiłem Microsoft (oczywiście miałem swój okres buntu, kiedy byłem anty i używałem FireFoxa, albo próbowałem zainstaloawać Linuxa). Cokolwiek by nie mówić o ich monopolistycznych praktykach i wadliwości softu, Win 98 (w swoim czasie), XP, Office, IE7, WMP 11, to dobre oprogramowanie, którego używam wyłącznie, lub naprzemiennie z paroma alterntywami. Ale ostatnio mi podpadli :wink:.

MSDN Academic Allianceto inicjatywa Microsoftu, dzięki której studenci partnerskich uczeni technicznych mogą otrzymywać, całkowicie za darmo pełne wersje większości ich programów.
Potrzebowałem ostatnio polską wersję Windwsa XP, więc postanowiłem skorzystać z należnych mi beneficjów. Złożyłem odpowiedni wniosek, odestałem swoje w kolejce, zarejestrowałem się tu i ówdzie. I w końcu zdobyłem w pełni sprawne konto na MSDN AA. Czym prędzej zabrałem się za ściąganie (Ze strasznie powolnych serwerów. Jakaż to była katorga!). W końcu, po kilku godzinach czekania, wypaliłem plik ISO i wysłałem prośbę o nadanie mi klucza (Wszystko zgodnie z instrukcją). Mail przyszedł całkiem szybko.

Jakież było moje zdziwienie, gdy przysłany mi klucz nie pasował? Ogromne. A zdenerwowanie? Niewiele mniejze. Ciekaw jestem, czy Bill Gates czuł się podobnie za każdym razem gdy instalowałem piracką kopię Windy. No cóż, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Mam za swoje :D.

PS: Na szczęście się okazało, że reinstalka systemu nie była niezbędna i dalej śmigam na swoim nie mniej legalnym, ale za to angielskim, Media Center Edition.

Miasto ogarnął chaos

Policja wyległa tłumnie na ulice, kilometrowe korki, wyłączona sygnalizacja świetlna, ogólne podenerwowanie i atmosfera, którą można ciąć nożem. Miasto ogarnął chaos z okazji 8. Poznań maraton.

Mimo, że te kilkugodzinne utrudnienia nie dotknęły mnie osobiście, uświadomiły mi coś. Nie lubię dużego miasta. Nie ciepię mieszkać w bloku, 2m od kogoś, kogo nawet nie widziałem i z kim nigdy nie zamienię słowa. Nie lubię stać na światłach razem z kilkunastoma-kilkudziesięcioma innymi osobami, zapatrzonymi w czerwone światełko po drugiej stronie, nie rozglądającymi się wokół, odgrodzonymi od świata słuchawkami odtwarzaczy i/lub ciemnymi okularami. Stałem dziś w tramwaju metr od kogoś, kogo znam. Ten ktoś mnie nie zauważył.

Mam nadzieję, że za rok, dwa, pięć będę wciąż dostrzegał ludzi wokół siebie, nie będę stał z pustymi oczami i mechanicznie, odruchowo wysiadał na właściwym przystanku.

A skoro już jestem przy tramwaju, to zmienię trochę ton wypowiedzi...

MPK Poznań pluje mi w twarz. Przez ostatnie 2 i pół tygodnia byłem zadowolony z komunikacji miejskiej, ale to czego świadkiem byłem wczoraj sprawiło, że zweryfikowałem swe poglądy. 2 tramwaje tej samej linii jadące jeden za drugim (i żaden nie był o odpowiednim czasie). 20-minutowe spóźnienia. Sprinty przez pół starołęckiego ronda, żeby zdążyć na "mój" tramwaj, który nadjechał z niewłaściwej strony. Tramwaje zmieniające trasy bez najmniejszego ostrzeżenia, przejeżdżające trasami, którymi nie powinny. Chaos (nie)kontrolowany po prostu. Z prawdziwą obawą wychodziłem dziś o 7 rano z mieszkania, żeby zdążyć na zajęcia na drugi koniec Poznania. Na szczęście udało mi się dotrzeć na czas. Miałem tylko 3 przesiadki (w zeszłym tygodniu miałem jedną).

Przy okazji - przeżyłem wczoraj najdziwniejszą kontrolę biletową w historii komunikacji publicznej. Na cały tramwaj (ok 40-50 osób) przypadła cała jedna kontrolerka. Tak, jedna! Złapała na braku, lub nieważnym bilecie kilka osób. I co? I nic. Dała im słowne upomnienie. Wyszedłem z tramwaju pod głębokim wrażeniem.

Poznań University of Technology

,

Dawno nic nie pisałem. Przez ten miesiąc wydarzyły się dwie ważne rzeczy, o których wypada wspomnieć, bo rozpoczynają nowe tagi na tym blogu.

Po pierwsze - rozpocząłem pierwszy rok studiów na Politechnice Poznańskiej, na wydziale Elektroniki i Telekomunikacji, na kierunku (jakże oryginalnie) Elektroniki i Telekomunikacji.Na załączonym obrazku widać budynek mojego wydziału, który widzę dosłownie 2 razy w tygodniu. Mam na roku 220 osób, z czego (zgodnie z hasłem "Politechnika - pedalska praktyka") jakieś 10 dziewczyn. W mojej grupie nie ma ani jednej :/.

Po drugie, co wynika z pierwszego - przeprowadziłem się do 200 razy większego miasta, niż moja rodzinna dziura.

Zawsze, gdy czytałem na bashu o tym, że studenci ciągle głodni chodzą myślałem, że to ściema. Nieprawda. Przechodząc dziś obok działu wędlin w Carrefourze poczułem sie jak student.

Za 8 godzin wykład z algebry. Idę spać.

Krótka rzecz o zabijaniu

,

Jak zapewne wszyscy wiedzą Filip II Agreada, król Macedonii, ojciec Aleksandra Wielkiego został zamordowany w 336 r.p.n.e. Nie uczą jednak w szkole jak do tego zamachu doszło. A jest to... ciekawe ;-).

Pewien człowiek niezwykłej urody, imieniem Pauzaniasz z Orestis był kochankiem króla. Król jednak szybko go porzucił, łamiąc serce młodzieńcowi. Nowym obiektem zainteresowań Filipa był inny Pauzaniasz - bratanek niejakiego Attalosa (który to Attalos był ojcem siódmej żony Filipa - Kleopatry). Zdradzony młodzieniec zrobił publiczną awanturę swej byłej miłości. Na Macedońskim dworze wybuchł niemały skandal. Nie mogąc znieść takiej hańby bratanek Attalosa popełnił samobójstwo rzucając się w największy ogień bitwy. Zdruzgotany stryj postanowił się zemścić...

Wyprawił ucztę, na którą zaprosił Pauzaniasza z Orestis. Szybko upiwszy młodzieńca... zgwałcił go. Następnie zrobiło to większość z około 200 zaproszonych gości. A dalej słudzy stajenni Attalosa (też kilkadzisiąt osób), którzy dodatkowo go pobili.

Zhańbiony chłopak zwrócił się do Filipa o sprawiedliwość, której król niestety nie mógł mu udzielić (Attalos był w tym czasie drugą osobą w państwie). Na pocieszenie uczynił go jednak somatophylaxem, na miejsce "tego drugiego Pauzaniasza". Chłopak przyjął zaszczyt i pewnie przełknąłby upokorzenie, gdyby nie zadziałała Olimpia (poprzednia żona Filipa), która podsyciła gniew chłopaka i doprowadziła tym samym do morderstwa Filipa w czasie igrzysk w Ajgaj (odbywających się na cześć ślubu córki Filipa i Kleopatry).

Jaki z tego morał? Uważajcie na swoich byłych kochanków :-).
Wpis z dedykacją dla Maćka ;-).

Fracture / Słaby punkt

,

Widzimy jakiś hangar, a w nim ścierwo samolotu i kręcących się dokoła niego ludzi. Wychodzi Anty Hopkins, wyciąga blueprint samolotu i pokazuje palcem jakieś losowe miejsce mówiąc coś w stylu "To tu". Następnie ignorując niedowierzania (współ?)pracowników odjeżdża w siną dal swym Porszem Karerą GT.

To była pierwsza i zarazem najsłabsza scena filmu. Gdyby ją wyciać to obraz nic by nie stracił (informację, że Ted Crawford był inżynierem lotniczym (jeśli naprawdę nim był) można by nam przekazać w jakiś sensowniejszy sposób). Dalej na szczęście jest lepiej. Ted próbuje zamordować swą żonę, która dała innemu (co nie jest dziwne, dzieli ich chyba z 25 lat), a następnie oddaje się w ręce policji. Z pozoru sprawa jest oczywista. Tylko z pozoru. Nie będę pisał dlaczego, bo dowiedzenie się tego jest kluczowym momentem filmu*.

Słaby punkt nie porywa wartką akcją, a jednak nie nudzi, wręcz przeciwnie. Przypomina partię szachów, w której młody, pewny siebie zawodnik próbuje sforsować obronę starego mistrza. Pomysł na tę partię jest udany, więc ogląda się to ze sporym zaciekawieniem. Sporym plusem filmu jest muzyka, która w większości przypadków świetnie podkreśla to co dzieje się na ekranie (mimo, że niektóre kawałki wydają się bardziej pasować do technitrillera, niż filmu prawniczego).

Nie obeszło się jednak bez wpadek, które sprawiają że Fracture nie dorasta do pięt Lękowi pierwotnemu - utrzymanemu w podobnej konwencji filmowi Hoblita sprzed 10 lat.
Po pierwsze, Antony Hopkins (dla którego głównie poszedłem na film) jest mocno średni. Wydaje się znudzony kreowaniem kolejnego geniusza zbrodni (w przeciwieństwie do Ryana Goslinga, który jako młody prokurator jest świetny).
Po drugie, cały wątek miłosny wydaje się być wciśnięty na siłę, bo "musi być jakaś laska". Między Willym, a Nikkim kompetnie nic nie iskrzy i nie mam pojęcia, czemu się spotykali (chyba tylko, żeby poznać Willy'ego z ojcem Nikki).
Po trzecie, zakończenie nie powala. Zamiast wywoływać myśl w stylu "Łał! Tego się nie spodziewałem", dostałem ledwie smutne "Ach więc to tak".

Dlatego też ocena tylko:
4/6

* Jeśli w tym momencie jesteś w stanie się domyślić na czym polega sztuczka Teda możesz wyjść z kina, film już Cię nie zaskoczy i nie zabawi. Z drugiej strony gratuluję przebiegłości. 99% społeczeństwa zostanie w kinie (ja zostałem) :wink:.