My Opera is closing 3rd of March

Mierzejowy Blog

Jestem niepoczytalna w dziewięciu przypadkach na dziesięć... Teraz też!

Subscribe to RSS feed

Tak właściwie to miałam się pochwalić – sesja do przodu. Jak się okazuje niewiele studentowi potrzeba do szczęścia.

A w temacie jak zwykle nie o tym co w tytule smile

Wczoraj miałam biegać z Mirtle, ale oczywiście ja – sklerotyczka zapomniałam i pojechałam na wycieczkę rowerową z Jaczesem.
Cuda się na owej działy, pomijając narzekania mojego przewodnika, że jadę dla niego ewidentnie za wolno. Jakoś potrafił przemilczeć to, że przez większość trasy udawało mi się dotrzymać mu tempa, a wszak jechał on na lekkiej kolarzówce, a ja na moim składaku. Jedynie firma naszego osprzętu była identyczna – Romet.
Ewidentnie Jaczes jest sadystą – powiedział „przejedziemy się nad Wisłę”.
Trasa wyglądała tak:
Start – Rembertów Stary – Marsa – Przez las – Na skos przez Żołnierską – Las – Chełmżyńska – Marsa(wiadukt) – Ostrobramska – Trasa Siekierkowska – Do Łazienek jakimiś uliczkami, których nie znam – Łazienki (spacer) – Przez Agrykolę nad Wisłę – Postój (między mostem Gdańskim a Śląsko-Dąbrowskim – Most Poniatowskiego – Przy ZOO – Do Dworca Wschodniego – Opłotkami do Wiaduktu na Marsa – Marsa – Chruściela – Rembertów Ratusz - META.
Dowiedziałam się, że następnym razem Jaczes pojedzie ze mną gdy mu się popsują przerzutki i będzie cierpiał na ból przynajmniej jednej nogi.
Uprzedzałam go, że nie mam dobrego roweru i kondycji – zignorował to.

Podczas tej wyprawy ustalaliśmy co lubimy u przedstawicieli płci przeciwnej i co Jaczes rozumie pod pojęciem „lachon”. Niestety w dalszym ciągu nie rozumiem kryteriów jakimi on się kieruje…
Cóż.. To facet.
Uśmiał się, jak powiedziałam mu, że dla mnie facet musi mieć fajne włosy głos, a reszta wyglądu nie jest tak istotna jak to się niektórym wydaje.