A po co to wszystko - czyli informatyka wywody luźne

GCS d-> s+:+ a- C+++ P L++$ W++$ N+ w t+ 5 X+ tv b+ DI D+ G e+++ h---- y+++

Subscribe to RSS feed

Walentynka dla komputerowego "geek'a"


Po prostu nie mogłem się oprzeć aby tego tu nie wstawić.
Źródło: gadzetomania.pl

Kochajmy nasze dyski twarde - tak szybko odchodzą

To jakaś plaga już jest. 8 na 10 ostatnich awarii to właśnie walnięty dysk. Rodzaje uszkodzeń bardzo różne, ale najczęściej elektronika i mechanika. Jeden brzmiał jakby tępym narzędziem ktoś próbował odczytać dane z talerzy jak z płyty winylowej. No i nie jest dobrze ponieważ przy obecnych cenach dysków ludzie łapią się za głowę dwa razy: raz gdy się dowiadują, że niestety to co tam było może i nadal tam jest, ale nie da się tego czegoś odczytać, a drugi raz jak się dowiadują ile kosztuje nowy dysk. Ceny faktycznie od kilku miesięcy zwariowały, dla tego część osób decyduje się na "używki", tak aby tylko mieć system i dostać się do Internetu. No i tu ostatnio złapałem się na tym, że w zasadzie sam przestaje potrzebować komputera z potężnym dyskiem, a to co potrzebuje to w miarę dobrą maszynę, z której dostęp do Internetu. Dane w postaci zdjęć, filmów i innego ustrojstwa trzymał bym na jakiejś malej, domowej macierzy. To chyba niezły pomysł?

Przyzwyczajenia w grach

Na jednej ze stron poświęconej grom komputerowym zobaczyłem ciekawy wpis dotyczący redaktorów. Mieli oni w kilku punktach określić swoje przyzwyczajenia w odniesieniu do gier. Zacząłem się zastanawiać też nad tym i rzeczywiście też mam kilka takich schematów jakie powtarzam w zależności od typu gry.
1. W FPS'ach preferuję bronie szybkostrzelne lub strzelby (to jeszcze z czasów DOOM'a i Duke3D),
2. Gram postaciami pozytywnymi, albo podejmuję pozytywne decyzje (jakoś nie umiem grać czarnym charakterem),
3. W grach MMO albo Diablo-pochodne gram postaciami posługującymi się łukami (od takie sportowe przyzwyczajenie),
4. Prawie nie używam granatów w jakiejkolwiek postaci,
To kilka takich co je pamiętam, a dawno nie grałem w nic poważnego. Jedno przyzwyczajenie mi zniknęło a mianowicie granie na "odwróconej" myszy. Po prostu kiedyś dużo grałem w symulatory lotnicze i kosmiczne i przez to "do siebie" to dla mnie naturalnie było "w górę/do tyłu". Grając jednak w pierwszego Mass Efect'a przestawiłem się.

Poniedziałek z (prawie) nagrodą Darwina

Na szczęście prawie.
Siedzę sobie w swoim pokoiku, aż nagle zaczynam słyszeć pipczenie charakterystyczne dla UPS'a gdy brakuje mu prądu. Idę korytarzem, ale jakoś przestało. Za chwilę jednak wołają mnie na koniec korytarza gdzie okazało się, że kaloryfer jest odpowietrzany przez "techników", którzy "jakoś" rozłączyli zasilanie UPS'a. Patrzę jednak co tam się dzieje i widzę że woda z kaloryfera leje się pod kable i ww. UPS. Klasyczny WTF? na twarz i pytam czy nie lepiej rozłączyć wszystko jak się wodą leje po podłodze ZANIM zacznie się pracę. W odpowiedzi dostałem stwierdzenie, że nie leje tylko trochę się ulało oraz że nic się nie stanie.
No bo 220V wie, że jak są technicy to ma ich omijać szerokim łukiem (najlepiej elektrycznym).

I po LAN_Wars 2012

No udało się. Trochę się bałem jak wyjdzie, bo kilka rzeczy zostało zmienionych względem poprzednich edycji, a do tego brakowało dwóch ORG'ów ze starej grupy, ale się udało. Jak coś nawaliło to były zapasowe sprzęty (RawSteel musiał przez to robić za serwer CS/UT), albo byli ludzie, którzy od razu znajdywali rozwiązania, albo nie przejmowaliśmy się awarią, która nie miała wpływu na przebieg turnieju. Ludzie też dopisali, bo licząc delikatnie, przez imprezę przewinęło się ponad 300 graczy. Były nawet media w postaci telewizji regionalnej oraz radia. No tu trochę dziwnie wyszło, ponieważ pytania schodziły na tematy związane nie tyle z samą imprezą co raczej z czymś bardziej szumnym, medialnym i na czasie. Redaktor zaczął wypytywać o szkodliwość gier, o marnowanie czasu przy tej formie rozrywki, o USTAWĘ ACTA (w tym momencie nie chciało mi się już nawet wtrącać, że to nie ustawa, a umowa) o piractwo. No cóż wydawało mi się, że może wyjść z tego ciekawy materiał. Niestety po raz kolejny się przeliczyłem, ponieważ udostępniony materiał nie zawierał zdania o tym czym jest LAN_Wars, kto go tworzy, jak to się zaczęło. No nic o samej imprezie. Poleciał za to mocno pocięty materiał właśnie o całej ciemnej i szarej stronie grania. Na profilu FB uczestnicy turnieju nie przebierali w komentarzach, a mi się zrobiło po prostu głupio. Głównie dla tego, że jeśli wszelkie informacje są właśnie tak przygotowywane to nie ma co liczyć na media publiczne w jakiejkolwiek formie. To z resztą nie pierwszy raz gdy ta impreza jest albo ignorowana lub opisywana w sposób ignorancki (bo jak nazwać publikację w gazecie na zasadzie Ctrl+C, Ctrl+V z tego bloga bez podania źródeł czy autora). Rozwiązaniem może być słynne zdanie Pana Młynarskiego "Róbmy swoje". No bo w sumie po co się denerwować? Walczyć nie ma po co, komplet informacji jest na oficjalnej stronie i jak ktoś będzie chciał poczytać to poczyta. I sam wyciągnie wnioski.

Przygotowania do LAN_Wars 2012 i inne rozważania

Zwykle to tutaj pisałem o tym co dzieje się z LAN_Wars przed, w trakcie i po wszystkim. Od kiedy jest jednak oficjalna strona turnieju, to tam zamieszczam wszelkie informacje. Tu natomiast chcę opisać jak się zmienia podejście do imprezy i jak teraz to jest organizowane.
Po pierwsze od kilku tygodni nie robię nic innego wieczorami jak wysyłam maile, tworzę rozpiski, konfiguruję sprzęt, tworze teksty na stronę, dyskutuję z osobami co mają się pojawić na LAN_Wars i wiele innych mniejszych lub większych spraw związanych z turniejem. Z jednej strony jestem zmęczony i zaspany, ale z drugiej strony czuję się po prostu dobrze. Nie chodzi o jakąś górnolotną satysfakcję czy dumę, a raczej o to uczucie, które człowiekowi towarzysz gdy robi to co lubi i wie, że wyjdzie z tego coś fajnego. No bo umówmy się, kto z uśmiechem na ustach i podgwizdując melodię z Skyrim'a przerzucał by 8 obrazów systemu i do tego konfigurował przełącznik? Takie rzeczy albo się lubi albo się za nie nie zabiera. Do tego fajnie, że reszta ekipy też chce przy tym pracować, bo "chcenie" jest ostatnio produktem mocno deficytowym.
Po drugie widać, że ludzie chcą takiej imprezy, chcą się spotkać, chcą wspólnie grać i wygrywać. Nie mam nic przeciwko graniu w domowym zaciszu, ale nie ma to jak finał oklaskiwany przez jakieś 100 osób, z czego połowę rozwaliło się osobiście w eliminacjach.
Po trzecie fajnie by było zrobić imprezę typowo LAN'ową. Mowa o tym ciągnie się chyba od 2007 roku czyli od imprezy, która klimatem najbardziej przypominała LAN'y jakie pamiętamy z czasów studiów. W zasadzie trzeba by było przygotować jakieś miejsc z prądem i siecią, a ludzie przybyli by z własnym sprzętem. Odpalone by były ze 3 serwery LAN'owe i można by grać w co się chce. Im bardziej myslę o tym tym bardziej sam bym chętnie uczestniczył w takiej imprezie. Bez dużych nagród, bez dzikiej rywalizacji, bez presji czasowej, czyste 4fun. Czy się uda? Nie wiem, ale fajnie by było.
Po czwarte. To już tylko tydzień.

200 miesięcy temu jechałem do Nysy...

... po pierwszy numer CD-Action. Tak, tak to już 200 numerów to pismo wydało, a ja pamiętam nadal zakup tego pierwszego. W lokalnych kioskach ciężko było dostać eSeS'a i o zupełnie nowym piśmie (w dodatku z płytą CD) nikt nie słyszał. Trzeba było wykupić bilet PKP i ruszyć na zakupy. Musiałem jednak zdreptać kawał Nysy bo i tam nie było wielu numerów, ale udało się. W porównaniu z wówczas kupowanym eSeS'em CD-A wydawał się za grzeczny ponieważ były tam opisy programów edukacyjnych, graficznych i użytkowych. Brak było jakiegoś działu z humorystycznymi rzeczami, a recenzje i ich ocena były jakieś takie ... no inne. W najnowszym numerze CD-Actiona najbardziej mi się podoba oś czasu pokazująca zmiany od 1996 roku. No łezka się w oku kręci jak sobie człowiek przypomni na czym pracował, a o czym mógł tylko pomarzyć. Ten numer zawiera też, chyba najmądrzejszą myśl odnoszącą się do starych gier, jaką ktoś na łapach prasy zamieścił: "... większość starych gier bardzo fajnie jest pamiętać, ale dość niefajnie do nich wracać...".

To Excel czy arkusz kalkulacyjny?

Popołudniu zostałem telefonicznie zaczepiony prośbą o przeniesienie danych z Worda do Excel'a. Do przeniesienia były wyniki ankiet z pytaniami i zliczonymi odpowiedziami a trzeba było obliczyć procent. No cóż zadanie proste, a jedynie z przenosinami trochę zabawy. Wieczorem kawa i ogień. Jedna ankieta składająca się z 3 części przeniesiona, procenty ładnie się liczą więc pomyślałem (o ja głupi), że podeślę wszystko jak jest zapisując oczywiście w formacie xls. Dzisiaj telefon z problemem, że to miało być w Excel'u a jej się wyświetla że to jest jakiś arkusz kalkulacyjny, a jak udało się otworzyć do podglądu to tam są tylko jakieś kratki i są pytania, odpowiedzi, wartości i procenty, ale nie w tabelach, a ona ma to mieć do Worda wklejone i jeszcze z podziałem na mężczyzn i kobiety.
No padłem normalnie.

Pracowity początek roku - jak co roku

Już się przyzwyczaiłem, że na początku roku jest po prostu zapierdziel. Nie inaczej jest tym razem. Jeszcze na koniec roku dostałem do naprawy/przeinstalowania/odwszawiania kilka maszyn z zaznaczeniem, że zaraz po nowym roku mają być gotowe. Jest to pierwszy objaw bycia za dobrym i robiącym wszystko od ręki. No ale człowiek pracuje sam na swój los. Trzeba się cieszyć, że się pracuje. Dzisiaj jednak jedna pani mnie rozwaliła.
Historia jest taka że kiedyś tam odwszawiałem jej komputer, a teraz się okazało, że po jakiejś akcji Windows XP przestał działać i dali komputer jakiemuś domorosłemu informatykowi do naprawy. Ten stwierdził, że nie ma po co instalować XP i na drugiej partycji postawił Win7, pomimo faktu posiadania na ten komputer licencji XP Home. Jednak podobno spieszyło mu się i powiedział, że okienka działają, a oni sami mają sobie coś tam doinstalować. Oczywiście od tego czasu komputer nie nadawał się do użytku i w takim stanie trafił do mnie w piątek przed sylwestrem. Oczywiście po szybkich oględzinach umówiłem się, że dam znać po nowym roku jak będzie gotowy. Wiadomym było, że skoro jest sylwester i dzień kaca po nim, potocznie zwany Nowym Rokiem to raczej nie ma szans na poniedziałek, ale oczywiście telefon zadzwonił zaraz po 8 rano. Już słyszałem w głosie, że osoby te są na "głodzie", dla tego w poniedziałek do północy instalowałem system, robiłem aktualizacje, doinstalowywałem wszelki potrzebny soft. Wtorek odbiór i wszystko ładnie, ale koło 14 telefon, że Internet nie chodzi. Okazało się, że mają Neostradę na modemie na USB, którego nie mogą zainstalować. Instalacji dokonywała jakaś osoba z rodziny co "się zna", a więc dla mnie informacja, że i tak tam pojadę. Wyszło że oczywiście instalowali sterowniki oryginalne z TP S.A. tylko szkoda, że nie od tego modemu. Instalacja, restart kontrolny, wszystko działa, do domu .... niestety nie.
- A nie mógł Pan zainstalować jeszcze MS Office?
- A ma Pani licencję albo płytkę instalacyjną?
- No nie mam, ale myślałam że ma Pan pirata.
- No nie mam ale mogę zainstalować Pani OpenOffice jak Pani chce. Jest darmowy i ma te same funkcje co Office z Microsoftu.
- OpenOffice? W tym się pracować nie da. To sama sobie załatwię tego pirackiego Office.
Taaa świadomość ludzka czasami mnie przytłacza.

No zawału mało nie dostałem - głośna serwerownia

Koniec roku. Ostatnie większe backupy, porządki, wywalanie niepotrzebnych rzeczy i generalnie przygotowywanie się na rok+1. No i wchodzę dzisiaj do serwerowni i słyszę jakiś ostry szum, prawie gwizd. No brakuje mi na koniec roku aby jakiś wentylator w serwerze wywaliło, albo co gorsze, że serwer się przegrzewa. Szybka kontrola na słuch nie dala rezultatu. Kolejne sprawdzanie programami i wszystkie wentylatory w normie. Już myślałem że klimatyzacja zaczyna wariować. Aż zamknąłem drzwi i brak dziwnego szumu. Co jest ?!? otwarte drzwi i znowu to samo. Zapomniałem jednak że blisko jest remont pomieszczenia i budowlańcy co jakiś czas odpalają dość sporą wiertarkę jako mieszalnik do kleju płytkowego. A ja już bylem skłonny rozbrajać serwery na czynniki pierwsze.
February 2012
M T W T F S S
January 2012March 2012
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29