Friday, 22. June 2007, 07:05:48
Przy kupnie komputera zwykle na końcu okazuje się, że mamy tylko sprzęt bez oprogramowania. Czasami nawet uda nam się kupić komputer z okienkami typu Viśta lub XP. No ale co dalej? Przecież praca na komputerze nie opiera się na graniu, przeglądaniu stron i oglądaniu filmów ewentualnie muzyki. Czasami tzreba spłodzić jakiś dokument, zrobić prezentację lub w arkuszu kalkulacyjnym jakieś mniej lub bardziej skomplikowane obliczenia. Generalnie na rynku panuje pakiet MS Office ale coraz częściej można spotkać osoby działające z pakietem OOffice. Jakie są różnice? Po pierwsze cena, po drugie zawartość pakietów, a po trzecie format zapisu plików. Pierwsze dwa aspekty są kwestią marketingowo-ekonomiczną, niestety tzreci aspekt potrafi zdecydować o wyborze pakietu.
Zanim jeszcze przystąpię do porównania muszę wytłumaczyć kilka skrutów, jakie będą używane, a które często dla przeciętnego kowalskiego nie są zrozumiałe:
OEM - jest to rodzaj licencji przypisany do komputera lub do jakiegoś urządzenia (np. skanera, drukarki);
BOX - oprogramowanie na tej licencji można przenosić pomiędzy komputerami pod warunkiem, że zostanie wcześniej odinstalowane lub są inne zapiski w licencji (np. licencja na 3 komputery);
STUDENT - oprogramowanie mogą kupić uczniowie i pracownicy oświaty.
I tak licencje OEM są często dużo tańsze niż BOX ale mają oczywiste ograniczenia, podobnie jak licencje STUDENT.
Wracając do pakietów "ofisowych" to skupię się na pakiecie BOX datowanym na rok 2007 bez ograniczeń typu STUDENT.
Na początek cena: MSO - 1724 zł; OO - 253 zł. Można by sądzić że pakiet MSO daje więcej programów więc zobaczmuy składy obu pakietów:
MSO:
- Word 2007 - edytor tekstu;
- PowerPoint 2007 - prezentacje multimedialne;
- Outlook 2007 - klient poczty elektronicznej;
- Excel 2007 - arkusz kalkulacyjny.
OO:
- Writer - edytor tekstu;
- Base - program bazodanowy;
- Draw - program graficzmy;
- Impress - tworzenie prezentacji;
- Math - edytor formuł matematycznych;
- Calc - arkusz kalkulacyjny.
Pakiet MSO daje nam podstawowe trzy narzędzia i dodatkowo klienta poczty elektronicznej, za to OO daje nam do rąk dodatkowo program do tworzenia baz danych, formuł matematycznech i program graficzny. Czyli różnica w cenie nie wynika z zawartości, no więc z czego? Może funkcjonalność? No więc nie bardzo, bo oba pakiety wyglądają niemal identycznie i jest sprawą przyzwyczjenia się do jednego lub drugiego (cena może motywować do zmiany przyzwyczjeń na rzecz OO). Cena wynika niestety z formatu zapisu. Praktycznie przyjęło się, że dokumenty zapisywane są w formacie firmy z Redmond i przez to cena jest po prostu kwestią monopolu. Czyli chcesz być tańszy to kupujesz OO, a chcesz być "zgodny" to kupujesz MSO. Oczywiście pakiet OO potrafi odczytać pliki zapisane przez MSO ale bardzo często z błędami wynikającymi z zamkniętego standardu zapisu.
Jest jeszcze jedna alternatywa dla użytkowników okienek, a mianowicie darmowe oprogramowanie chłopaków z pod znaku czterech kolorowych kwardatów (dziwne no nie?). Można z ich stron pobrać programy pozwalające na poprawne odczytywanie (bez edycji) plików w formatach MSO, a jako pakiet zainstalować OO. Takie COMBO u mnie się sprawdza doskonale.
Saturday, 16. June 2007, 17:06:57
Boimy się zmian i zwykle jest to strach nieuzasadniony. W świecie komputerowym jest podobnie ale z małym wyjątkiem. Ci co "boją" się zmian to albo informatycy albo ci co to niczego nowego nie lubią. Z nami informatykami jest tak ponieważ widzimy jak pewne zmiany mogą wpłynąć na działanie zarządzanego przez nas systemu.
KONIEC WYKŁADU.
O Viście już pisałem i nie były to słowa pochlebne, a ostatnia akcja mnie w tym utwierdziła. Otrzymałem telefon, że ktoś kupił laptopa i nie potrafi podłączyć się do internetu. No w zasadzie prostota. Na miejscu okazało się, że laptop ma Viśtę (no bo sprzedawca twierdził że innego Okienka już nie ma w sprzedaży) i ma się podłączyć do Internetu bezprzewodowo. Łącze to Netia podłączona do desktopa zwykłym modemem na USB. Do dyspozycji miałem na całe zamieszanie drugi modem zwyjściami Ethernet i jeszcze router, który posiadał WALN. Oczywiście można było kupić jedno urządzenie, ale sklepy na tym bo nie zarobiły. Niby wszystko proste tylko że ja pierwsze co włączam to konsola aby zrobć ping'a. Na XP nie ma problemu ale gdzie to jest na Viście. Krcze gdzie na Viście jest definiowanie adresu IP?? Oczywiście doszedłem w końcu do tego gdzie co jest (konsoli nie znalazłem), ale trwało to za długo.
Gdzie w takim razie Linux z tytułu? Chodzi generalnie o to, że kolejne rewolucje Okienek powodują konieczość uczenia się interfejsu od początku (i swoich przyzwyczajeń). W Linux'ie nie ma tego problemu bo i tak zawsze jest konsola gdzie konfig sieci zawsze jest (od kilkunastu lat lub i dłużej) taki sam. Generalnie cała konfiguracja Linuxa zwykle się sprowadza do konsoli i zwykłego edytowania plików tekstowych. Może dla zwykłego użytkownika nie jest to argument ale wydaje mi się, że chłopaki z Redmond czasami przesadzają ze zmianami.
Friday, 8. June 2007, 09:38:32
Pamiętnego roku 2002'ego udało się zorganizować LAN'a na wynajmowanym mieszkaniu.
Na początek skład osobowy wg lokalizacji (opis fotek od góry do dołu):

Kuchnię okupowali Greg i Phiona.W dużym pokoju stacjonowali Biacho, Harvester i Struś (ten doterł dnia drugiego). W pokoju małym byłam ja (czyt. Miggi) oraz Eriond , Low (nie ma na fotkach) i Valdez, który z racji braku kompa robił za sępa. W kolejnym pokoju byli iNtEnSe i Tygrys.
Całość rozgrywek zaczęła się z poślizgiem ponieważ na początku były kłopoty z konfigiem sieci, potem komputer, który miał robić za serwer do UT co chwila się wieszał, a na dodatek na jednym z kompów trzeba było od nowa stawiać Winde (ot taka LAN'owa tradycja). Po uporaniu się z większością kłopotów (Winda ciągle się stawiała) zaczęliśmy od partyjki UT w trybie DM (tłumaczę dla nie wtajemniczonych że UT to Unreal Tournament, a DM to Death Match). Gra odbywała się do 150 fragów, który to wynik najszybciej osiągnął Greg (co było do przewidzenia). Nie da się opisać emocji w słowach ale na szczęście mamy to udokumentowane w formie filmowej. Generalnie po rozgrywce wszyscy schodzili się do dużego pokoju aby się posilić i powymieniać uwagami (była przy tym kupa śmiechu). Po serji rozgrywek pojedynczych przyszedł czas na coś drużynowego, a wybór padł na UT CTF (tłumaczęże CTF znaczy Capture The Flag). Pierwsza rozgrywka była rozgrzewką skupiającą sięna umiejętnościach snajperskich niektórych uczestników (respect dla Grega). W drugiej rundzie było dużo więcej kombinowania (ze względu na planszę), a emocje sięgały zenitu gdy obie drużyny miały flagi przeciwnika i żadna nie chciała oddać po dobroci. Potem zaczęły się pomniejsze walki na pojedyncze kompy z czego długo obserwowałem jak Biacho, Harvester i Phiona grają w Rune okładając się mieczami i przyjacielskimi wyzwiskami. Nie wiem o której (ale było dobrze po 3 rano) ja padłem a na polu bitwy zostali najtwardsi grając w StarCrafta. Ze względu na porę i zmęczenie było to bardziej jak turówka bo co chwila ktoś zasypiał i budził się widząc swoje wojska nie w tym miejscu co pamięta że były. Jeśli do tego dodać że Biacho chciał wysłać piechotę po szpinak to możecie sobie wyobrazić jak ludzie grają na wpół śpiąc.
Dzień drugi to powolne budzenie się i kilka pomniejszych rozgrywek w UT (dla obudzenia). Doszło tekże do rozgrywki w Delta Froce:Land Warior gdzie snajperem nr. 1 był Greg (of corz), ale niecodzienną taktykę obrał iNtEnSe biegając z M-16 i strzelając czołgającym się snajperom w plecy. Niestety doszło także do incydentu w postaci kłutni w co gramy. Część chciała koniecznie grać w CS'a (czyt. Counter Strike) a część chciała kontynuować grę w UT i rozgrywki zostały zawieszone na jakieś 2h. Za to był czas na zrobienie małego CopyParty. Tutaj niestety nie dał radę sprzęt bo NIE PODŁĄCZA SIĘ DO SWITCHA 10/100 HUBA 10. Efekt był taki, że jak ktoś kopiował za pośrednictwem obu urzędzeń to całą sieć klękała. Po rozluźnieniu zainstalowaliśmy nową na owe czasy grę Battlefield 1942. Do tej pory pamiętam przerażoną minę Biacha, gdy jako pilot mocno uszkodzonego już samolotu wysadził wszystkich spadochroniarzy, a następnie w piękny sposób rozbił maszynę razem ze sobą (dzielny pilot z niego był) i Gregiem, któremu nikt nie powiedział, że samolot spada (zobaczył trzy spadochrony i kawałek szybko zbliżającej się gleby). Graliśmy znowu do dnia następnego ale już nie tak długo jak poprzednio (zmędzienie dawało się we znaki wszystkim).
Trzeciego dnia nie było już mowy o konretnej rozgrywce bo wszyscy mieli włączony Zombie Mode.
Jak już wspomniałem fotki nie oddają klimatu rozgrywak, ale film już tak. No i właśnie klimat i ludzie to jest to co jest najfajniejsze w LAN Party. Po pewnym czasie nie pamięta się kto wygrał, a kto przegrał tylko kto grał i i jak było. I o to właśnie chyba chodzi aby zachowywać z takich imprez dobre wspomnienia.
Tuesday, 5. June 2007, 06:16:50
W obecnych czasach nową skrzynkę można mieć już nawet poniżej 1k zł. Ale co jeśli mamy trochę mniej gotówki? Zawsze można kupić używany komputer z Allegro lub od znajomego lub nawet czasami w sklepie komputerowym. Tutaj jednak rodzi się pewien dylemat, który często umyka kupującemu, a mianowicie jakość wykonania. Szukając komputera z przed kilku lat najprawdopodobniej trafimy na podstawowy zestaw z CPU AMD na taniej płycie w taniej obudowie. Niestety taniość może się szybko odbić czkawką poprzez konieczność wymiany zasilacza, naprawy płyty (o kondensatorach pisałem) i/lub wymiany wszelkich wentylatorów na układach chłodzenia.
Można do tematu podejść jednak trochę inaczej.
Istnieje coś takiego jak sprzęt po leasingowy, najczęściej firmowy (IBM, Siemens-Nixdorf, Compaq, itp.), który do nas napływa z zachodu. Odznacza się on duuuużo lepszym wykonaniem, zwykle bardszo atrakcyjną ceną,a co najważniejsze lepszą wydajnością niż porównywalny sprzęt składany z często przypadkowych (czyt. najtańszych) części. Jeśli ktoś miał do czynienia z takim sprzętem to wie co mówię, a jeśli nie to proponuję przy jakiejść okazji przysiąść siędo takiego sprzęciwa. Różnice są nie tylko w obudowie ale głównie w tym co jest w środku. Nie spotkamy tam standardowego rozmieszczenia części, znanego z formatu ATX, bo zwykle firmy miały swoje sprawdzone rozwiązania.
Dzięki temu nie ma problemów z kompatybilnością czy stabilością. Ten drugi czynnik przypadnie do gustu tym co to komputerów nie wyłączają prawie wcale.
Ale po co ja to piszę? Ponieważ byłem zmuszony do zakupu maszyny, która na jakiś czas zastąpi istniejący komputer robiący za serwer, a komputery dostępne na miejscu (wcale nie najgorsze) po prostu nie nadawały się do tego zadania. W tym momencie za niecałe 500 zł kupiłem komputer z CPU PIV i 768MB RAM firmy IBM co okazało się wydajniejsze od składaka (czyt. serwera) z roku 2004.
Oczywiście ktoś może zarzucić, że to nie ma gwarancji i że jest większe prawdopodobieństwo, że coś się zepsuje. Zgadzam się, ale tylko połowicznie, ponieważ kwestię gwarancji można dogadać ze sprzedawcą, a i dostęp do części jest dobry.
Reasumując wszystko zależy od świadomości kupującego bo można kupić bardzo dobrego składaka jak również felerną firmówkę.
Friday, 1. June 2007, 11:19:37
Tak to już jest, że boimy się nowości. Do tego jeśli ta nowość jest krytykowana przez zdecydowaną większość to ciężko zachować obiektywizm. Mowa oczywiście o promowanym na prawo i lewo systemie Vista. Do wczoraj jakoś nie miałem większej styczności z systemem ale stało się. Znajoma zamówiła laptopa niezły wypas (CPU Core2Duo 2GHz, 1GB RAM, HDD 160GB, grafa NVidia 7300) i już oczyma wyobraźni widziałem jak to będzie śmigać. No niestety na XP to może by i śmigało ale na Vista Home Premium już nie bardzo. Po pierwsze po włączeniu następuje rozruch zerowy, który trwał jakieś 15 min. Po drugie konfiguracja wstępna to kolejne 10 min. Po trzecie samo działanie na ustawieniach domyślnych mnie denerwowało (wiecznie rozwijane okienka, wszystko takie za okrągłe i za kolorowe), a wieczne tutoriale i samouczki potrafią wyprowadzić z równowagi. Co do samego wyglądu to chłopaki z Redmond dobrze pooglądali to co można zrobić w OS X, KDE i GNOME i po prostu powrzucali wszystko do jednego kosza. Dla mnie przerost formy nad treścią. Zakładając że ta sama konfiguracja na XP działałą by po prostu wyśmienicie to Vista udowadnia, że trzeba koniecznie co roku wymieniać sprzęt. Oczywiście można powyłączać wodotryski ale to będzie wyglądało jak WIN2000, a działało jak przeładowany XP. Do tego należy jeszcze dodać, że na dzień dzisiejszy dużo programów ma kłopoty z działaniem pod okienkami ze znakiem V i to co robiliśmy pod XP możemy nie zrobić pod V (nawet głupi słownik polsko-sngielski). Konkluzja? Notebook za 4k zł z Viśtą działa wolniej (i ma mniejszą przydatność) niż notebook za 2,6k zł z XP'kiem (sprawdzone oraganoleptycznie).
Na koniec cytat z telefonicznego serwisu komputerowego:
klient: na komputerze mam Windowsa;
serwisant: no i ?
klient: i mam pewien problem;
serwisant: to już Pan powiedział.
Thursday, 24. May 2007, 07:21:28
Tak to już bywa, że jak ktoś gra na kompie to rozgrywka w pojedynkę mu nie starcza. I tak powstał zamysł aby w sylwestra zrobić LAN Party (choć w tedy taka nazwa jeszcze nie była nam znana). Trzy komputery (czyli 486DX4 120MHz, 5x86 100MHz, Pentium 100MHz) zostały uzbrojone w karty sieciowe ze złączem koncentrycznym (dzięki uprzejmości jednego admina z jednego banku) i późnym popołudniem wszystkie zaczęliśmy rozkładać u mnie w domu.

Pierwszy problem to był kabel koncentryczny, którego BNC'eki się rozlutowały. Normalnie człowiek szukał by zaciskarki i lutownicy, ale skoro takich profesjonalnych sprzętów nie mięliśmy to wystarczyły kombinerki i kuchenka gazowa. Po 2h walki kabel był podłączony ale to był początek kłopotów.
Około godziny 18 już prawie udało się nawiązać łączność pomiędzy trzema komputerami (dwa zawsze się widziały) ale potem nagle coś się popsuło i żaden komp już się nie widział. Powodem był znowu koncentryk, który miał zwarcie przy jednym z BeNCków. Znowu kombinerki+kuchenka i znowu 1h w plecy.
Jak ktoś nie był nigdy na LAN'ie to nie wie, że NIGDY (niezależnie od technologii) nie ma tak że wszystko działa od razu.
Po godzinie 19 komputery się widziały i można było przystąpić do rozgrywek. Niestety tym razem "coś" było nie tak z konfiguracją w grach i albo nie dało się postawić serwera albo nie można było się do niego podłączyć (kolejne 1,5h stracone).
Po rozwiązaniu tego problemu zaczęła się rozgrywka. Na początek poszedł Duke Nukem, a potem Quake I. Qrcze ale było zabawy. Pierwszy raz grałem z żywym przeciwnikiem i wrażenia były po prostu nie do opisania. W sumie pograliśmy 1,5h bo trzeba było się zmywać na rynek. Tam zabawiliśmy około 2h i po powrocie do domu (z baaardzo dobrym humorem i lekko rozstrojonymi celownikami) zaczeliśmy drugi cykl rozgrywek. Niestety stan dwóch kolegów nie pozwalał na granie dłużej niż 15min. Jeden pobijał rekordy prędkości wymiany danych jednokierunkowej z ubikacją ([broadcast storm, flush] loop), a drugi nawet siedział ale przy rozpoczęciu rozgrywli widziałem tylko
Adi LogIn, Adi LogOut i tak w kółko. Okazało się że zasnął ale ręka ciągle naciskałą Enter. W sumie zostałem tylko ja i qzyn, z którym graliśmy chyba to 3:30.
Niestety tylko tyle fotek się uchowało z tego okresu.
Jak ktoś ma foty z LAN'ów na których byłem to chętnie umieszcze i opisze.
Friday, 18. May 2007, 12:09:43
Rzeczy "pierwsze" zawsze zapadają w pamięć najbardziej. Nie ważne czy to samochód, dziewczyna, instalacja "okienek" czy tytułowy komputer. W moim przypadku "ten pierwszy" otrzymałem od rodziców dopiero po dostaniu się do szkoły średniej. Nie zapomnę tego dnia jak rozpakowywałem pudełka, podłączałem wszystkie kabelki i po raz pierwszy włączyłem "potwora".
To teraz w kwestji konfiguracji:
- Procesor: Cyrix 486DX2 50MHz;
- Pamięć RAM: 4 MB EDO RAM;
- Dysk twardy: 540 MB;
- Stacja dyskietek: 5,25'' i 3,5'';
- Karta graficzna: Advanced Logic (PCI) 512 kB;
- Monitor: Samtron 15'' (mam go do dziś).
W komplecie, który kosztował blisko 2300 zł (teraz dokładnie nie pamiętam) NIE było ani karty muzycznej (drogi luksus jak na owe czasy) ani napędu CD-ROM (bardzo drogi luksus jak na owe czasy).
Pierwsze dni zleciały na frywolnej instalacji gier (qpa dyskietek) ale już dnia trzeciego komputer wylądował w serwisie bo "się zepsuł". Okazało się, że nie "zepsuł" tylko miał wirusa i oczywiście nie "się" tylko ja go tak załatwiłem. Od serwisu dostałem jedynie słowa uznania co do czasu jaki potrzebowałem na "załatwienie" kompa.
Komputer przeszedł kilka zmian, a mianowicie po kilku tygodniach dokupiłem od kumpla (osobistego GURU komputerowego) używaną kartę zgodną z SoundBlasterem 2.0 wraz z głośnikami pasywnymi (60 zł pamiętam jak dziś). Ten dźwięk w 22kHz to było coś!! Następnie dokupiłem kolejne 4 MB RAM (sprowadzane z Opola przez chyba 7 pośredników). Na samym końcu kupiłem CD-ROM x8 (w sklepie za jakieś chore 250 zł).
To były czasy jeszcze MS-DOS'a, Norton Commandera i tony dyskietek, oraz dokładnego poznawania plikó autoexec.bat i config.sys. Czasami aby uruchomić jakąś gre trzeba było "szukać" wolnych 60 kB pamięci podręcznej, uruchamiać programy "powiększające" RAM i kompresujące dyski twarde. O oglądaniu filmów na kompie nik nawet nie marzył, muzyka w formacie MP3 nie istaniała, a gry miały grafikę w rozdzielczoćci 320x240. I teraz to się może wydawać śmieszne lub nawet niemożliwe, ale za parę lat będą też tak oceniać nasze sprzęty.
Podsumowując: do tej pory w warsztacie mam komputer tej klasy (tylko z lepszymi podzespołami) i czasami uda mi się go odpalić żeby posłuchać MOD'a na Gravisie (dla niewiedzących: k.muzyczna konkurencyjna w "tych" czasach dla SoundBlastera) lub aby zagrać w X-Winga.
Thursday, 17. May 2007, 07:45:14
Na serio to nie wiem od czego się zaczęło. Chyba pierwszy w kolekcji był Unipolbrit TIMEX 8048 od znajomego co nie wiedzał co z nim zrobić. Kolejne maszyny po prostu "jakoś" do mnie trafiały i chyba tylko jednego odkupiłem (Atari 800XL ze stacją dysków). Niektórym może się wydawać, że to jest chore, bo jak można kolekcjonować "złom". Właśnie że można i z mojego punktu widzenia trzeba.

Ile osób z obecnych informatyków z łęzką w oku wspomina swoje pierwsze maszyny 8-bitowe, gdy programy/gry ładowały się koło 30min a na koniec dostawali ekran z napisem
SYNTAX ERROR. Ileż radości dawało słuchanie wprowadzanie setek linii kodu aby na końcu zobaczyć tęczę (w 8 kolorach!!). Teraz komputery juz nie mają tego "czaru". To tak jak ze starymi autami, gdzie nowe są super ale stare wywołują u znawców westchnienia.
To tyle rozwodzenia się, a teraz spróbuje wypisać to co mam w kolekcji:
1. Maszyna typu
"kręciołek" do mnożenia i dzielenia (widoczna na fotce góra-lewo) - to może nie komputer ale maszyna licząca więc zaliczam jako pra-pra-pra-dziadka;
2.
ZX81 - otrzymany od jednego profesora z Politechniki Opolskiej (jeden z cenniejszych egzemplarzy);
3.
Unipolbrit TIMEX 8048 - odpowiednik ZX Spectruma (emulator w kardridżu);
4.
ZX Spectrum +2 - najmłodszy w kolekcji, zalegał u kumpla w piwnicy;
5.
Atari 65XE - klasyka na rynku polskim bo wiele osób od tego startowało;
6.
Atari 800XL - to już mocniejsza ATARYNKA (do kompletu ze stacją dyskietek 5,25'');
7.
Commodore C-64 - pierwsza wersja zwana "mydelnicą" (niestety z uszkodzonym CPU);
8.
Commodore C-64 II - kolejny klasyk jeśli chodzi o domowe użytkowanie;
9.
Commodore Amiga 1200 - wersja z HDD, do tej pory podłączona do TV.
10.
Elwro 800 Junior - dostałem po likwidacji pracowni komputerowej w jednej szkole;
Z komputerów nie typu PC to na razie wszystko choć ciągle mam nadzieję rozbudowywać kolekcję. Moze za kilka lat moje zbiory też doczekają się tego, że ktoś je doceni. Moim zdaniem uczenie informatyki bez pokazania "takich" sprzętów ustawia osoby na klasyfikowanie (z resztą bardzo nieprewidłowe), że informatyka to tylko komputery klasy PC.
Wednesday, 16. May 2007, 09:48:04
Kilkukrotnie przyszło mi naprawiać komputery z uszkodzonymi kondensatorami. Uszkodzenie widać na pierwszy rzut oka o płytę główną, a zostsało zobrazowane fotką.

Niestety nie jest tak jakby się mogło wydawać niektórym użytkownikom że jak zapłacili za markową płytę dużo kasy to mogą spać spokojnie. Nawet ci najwięksi mięli serie z elementami w wersji oszczędnościowej.
Na szczęście takie uszkodzenie w większości przypadków jest naprawialne pod warunkiem, że dość szybko zareagujemy na dziwne zachowania komputera. Ponieważ awarię widać zaraz po otworzeniu obudowy więc z diagnozą nikt nie powinien mieć problemu. Napisałem "w większości przypadków" bo miałem już naprawy gdzie płyta odeszła do krainy wiecznie stabilnych napięć i temperatur. Czemu? Nie jestem elektronikiem ale zgaduje, że inne elementy płyty zostały uszkodzone wraz z kondensatorami (dostawały nieprawidłowe napięcie).
Jak naprawiać?Po pierwszae kondensatory powinny być typu LowESR z temperaturą 105 St.C i ZAWSZE nowe.
Po drugie parametr napięcia kondensatorów powinien być taki same jak tych wymienianych (pojemność moze być troszkę większa).
Po trzecie wymianie podlegają WSZYSTKIE kondensatory w grupie (szeregu).
Po czwarte niech naprawę robi ktoś kto zna się na lutowaniu i ma "kolbę", a nie "transformersa".
Skuteczność napraw szacuję na poziomie 90% przy spuchniętych kondensatorach i 50% przy wylanych, także im szybsza diagnoza tym większe prawdopodobieństwo sukcesu.
Jaki jest koszt naprawy?Różnie, zależnie od naprawiającego i jego źródła części. W sklepie jeden kondensator może kosztować nawet kilka złotych, w hurtowni i np. ALLEGRO kilkadziesiąt groszy. Zwykle elektronik taką naprawę robi prawie od ręki (jak ma części) za max 30 zł, gdzie słyszałem o sklepach komputerowych, które za taką usługę chcą ponad 100zł (koszt nowej płyty to około 150zł).
Przepraszam, że tym razem tekst tak poważny ale moze te kilka uwag się komuś przyda.
Tuesday, 15. May 2007, 08:08:48
Problem znany wszystkim, którzy zajmują się infrestrukturą komputerową w biurach, urzędach i innych pracach grupowych. Tym razem problem mnie zaskoczył.
Dzień zaczął się od wymiany oświetlenia w jednym z pomieszczeń, gdzie są dwa komputery i drukarka laserowa z USB (podłączona do jednego kompa) z wbudowanym print serwerem. Po tym jak grupa elektryko-monterów opuściłą pomieszczenie zadzwonił telefon, a w słuchawce klasyczne: "drukarka nie działa". Na początek sprawdziłem u siebie czy wszystko jest OK (drukarka podmapowana) ale niestety wydruk nie zszedł. Wybrałem się do pokoju i widzę, że drukarka stoi jak stała, kontrolki świecą, kable są (niestety nie popatrzyłem czy są na miejscu). Siadam do kompa i daje sprawdzenie łączności: BRAK. Kabel USB w kompie jest w dobrym porcie i ide po kablu w stronę drukarki. Moim oczom ukazał się widok wtyczki USB (typ A kwadratowy) wetkniętej do gniazda RJ-45. Szkoda, że nie miałem jak zrobić fotki.
Panowie technicy potrzebowali stolik, na którym stała drukarka, więc sobie ją odłączyli tylko potem kabelek USB podpasował im w RJ-45.
Morał: nie zostawiajcie wolnych gniazd na widoku bo nie wiecie co kto będzie chciał tam wetknąć.
« Prev 1 ... 9 10 11 12 13 14 15 Next »
Showing posts 131 -
140 of 143.