Wednesday, 20. February 2008, 23:08:18
Zajebiście. Nikt z was nie ma pojęcia jaką mam zajawe na te 21km. Czuje, że w momencie kiedy wyznaczyłem sobie ten cel, to reszta jest bardziej znośna. Ktoś by powiedział, że to oszukiwanie samego siebie. Ja mu przytakne. To gra. Moja gra. My own game. Ja jestem jej mistrzem, ja dyktuje warunki. Mam władze nad sobą. Nad swoim umysłem. mam 45 dni do biegu. Dziś zobaczyłem trase wyścigu. Jest poniżej:
Znam Poznań w miare dobrze. I przez to nie czuje tych 21km. Potrafie przejść o wiele więcej. Nie raz na spacerze z przyjaciółmi przeszedłem te miasto. Teraz jednak będę sam i trase będę musiał przebiec. Będę mieć 3h. tyle i ani sekundy więcej. Ja wyznaczam sobie cel ok 2h. To typowanie w ciemno bo dopiero w sobote pobiegne ten dystans. Czuje niesamowite podniecenie. Ktoś powie.. egoista. Znowu przytakne. Bo w najgorszych momentach mego życia zawsze jestem sam. Mój umysł i ciało.. zakładam dres i buty treningowe. Wychodze i biegne. Te uczucie kiedy wracam zlany potem, kiedy ledwo oddycham ze zmęczenia.. cholera ośmiele się powiedzieć, że sex jest dopiero ekstazą ale zaraz po biegu!
Dieta: Gotowane mięso drobiowe, ryż, warzywa, pieczywo pełnoziarniste, jogurty, ser biały półtłusty, zero słodyczy, owoce (moje ulubione banany), izotoniki.
Stoje na lini startu, serce bije mi rozszalałe, ręce pocą mi się jak zawsze, z podniecenia. Rozglądam się na sędziego, bo przeciwnicy dla mnie się nie liczą. Największym wrogiem jest umysł. Kiedy usłysze strzał pistoletu startowego złamie go. Zdepcze wroga, przebiegne po nim. Dotre do celu. Przed samą metą zrobie sprint. Prześcigne jeszcze 3 osoby. Pobiegne dalej niż tylko na Mete. Pobiegne do umysłu. podam ręke wrogowi. Mojemu umysłowi. Złoże mu honory bo dzielnie walczył.
Przez jakieś 10-30min. Będę tylko z moim umysłem. Tylko wtedy. Zaraz po tym czasie wróce do życia, tego szarego, lecz już nie tego samego, całkiem inaczej ukształtowanego, z jaśniejszym odcieniem szarości, z pozytywna myślą. Pisze w sposób egoistyczny. ten bieg będzie moim biegiem.
