Skip navigation.

Blog Mina

muzyka, film, informatyka

Are you ready to rock !!!


Nie ważne, jaka grasz muzykę albo jak wyglądasz. Nie zwracaj na to uwagi, zniszcz to co powszechne. Oświeć swoją własną drogę! [...] Nawet jeśli jesteś stłamszony, nawet jeśli jesteś odrzucony, możesz zakwitnąć jeszcze raz - po prostu w to uwierz. Nawet jeśli nie pada deszcz i nawet jeśli nie ma słońca, zachowaj spokój jakby Cię to nie obchodziło. Jeśli się zgubisz - spytaj kogoś o drogę. Jeśli stracisz swój sen - po prostu zamknij jeszcze raz oczy. Pewnego dnia zakwitniesz jeszcze raz. Rozłóz swoje ramiona...

Miyavi - Sakihokoru hana no you ni (tłumaczenie Mitsu)

Jak słucham tego utworu zawsze wraca mi uśmiech na twarzy. I to jest właśnie niesamowita siła i dusza Miyaviego, którego miałem szczęście zobaczyć w Berlinie - tradycyjnie w Columbia Club.

Mam taki zwyczaj, że przed wyjazdem na koncert sprawdzam w internecie ostatnie setlisty, jak i filmiki na youtube, po to aby mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać. Szczerze mówiąc byłem dość zawiedziony - zespół Miyaviego na koncertach w Europie jest bardzo okrojony, występuje jedynie razem z gitarzystą, basistą, perkusistą i dj-em-klawiszowcem. Pomyślałem, że koncert może nie mieć takiej dawki energii do jakiej przyzwyczaił mnie Miyavi na swoich nagraniach. Jak bardzo się myliłem...

Miyavi nie tylko jest niesamowitym artystą, ale nawiązuje też świetny kontakt z publiką - bardzo dużo mówił po angielsku, opowiadał swoje życiowe historie, martwił się o nasze zdrowie, uczył nas japońskiego - potrafił wzruszać, rozgrzewać i zabawiać publikę. Przede wszystkim jednak grał - i to jak!
Skorzystał ze wszystkich swoich atutów, a ma ich wiele - zróżnicowana muzyka (zagrał zarówno utwory ze starych punkowych płyt, jak i te nowe z bluesowym zacięciem), szaleńczy taniec, niesamowita gra na gitarze (ten rytm i wyczucie!), showmeństwo do potęgi. Był blisko z nami, to było bardziej jak spotkanie rodzinne niż koncert. Kazał nam się uśmiechać - i chociażby za to można go kochać, obcowanie z nim to potężny zastrzyk optymizmu i radości. Ale też i szaleństwa - wychodził do publiki, ba! miałem nawet okazję złapać go za ręcę i wykrzyczeć Are you ready to rock! do mikrofonu, wykonanie tego numeru było totalnie odjechane.

Zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów na jakich byłem. Szkoda, że Miyavi jest gwiazdą tylko na swoim podwórku, bo zasługuje na wiele więcej.

Setlista:

1. RocknRoll is NOT dead.
2. Coin Lockers Baby
3. Boom-Hah-Boom-Hah-Hah
4. 21st century Tokyo blues

-MC-

5. Singin' in the rain
5.5 guitar play
6 What's my name?
7. Please please please

-MC-

8. Kimi ni negai wo
~Super Hero SE~
9. Super Hero
10. Eccentric Song
11. V-ROCK
12. Are you ready to rock?

~Encore~
-MC-

13. What a wonderfull world
14. Like a flower in full bloom -neovisualizm-
15. As U R

Lawina wydarzeń

, , ,

W ostatnim leniwym miesiącu wakacji starałem się wykorzystać czas na spotkania ze znajomymi. Jednym z nich był wypad na koncert do Płocka, gdzie gwiazdą wieczoru byli bardowie z Blind Guardian. Cenię ten zespół od lat - imho jest to najlepszy zespół power metalowy jaki powstał. Jako jeden z niewielu polskich fanów miałem szczęście być parę lat temu na ich koncercie w Czechach, gdzie zagrali rewelacyjny koncert. Od tamtego wydarzenia zespół zdołał wydać jedną, całkiem udaną płytę - A Twist in a Myth. Wyjechaliśmy ekipą (to była swoją drogą dobra okazja do odświeżenia znajomości z podstawówki) pociągiem koło 7 rano, po dwóch przesiadkach i wielu godzinach podróży dojechaliśmy na miejsce w trakcie koncertu Huntera. Ludzi było sporo - podobno koło 9 tysięcy. Samo miejsce dość ładnie położone, była to miejska plaża z pięknymi widokami. I tak chciałbym tu pisać jak wspaniały koncert dał Blind Guardian i w jak świetnym humorze wróciłem do domu, ale niestety ciąg wydarzeń następujący po koncercie pozostawił straszny niesmak. Okazało się, że z Płocka... nie da się wyjechać. Sytuacja dość absurdalna: mnóstwo metali koczujących na dworcu (który był czynny dopiero od 5 rano!). Okazało się, że pierwszy autobus jest po 4 - myślimy: nie jest tak źle. Niestety przeliczyliśmy się, autobus nie przyjechał, a następny po nim wystraszył się nas i uciekał przed bandą biegających za nim fanów i fanek. Tylko podłożyć Benny'ego Hilla i na youtube'a wrzucić, biłoby to rekordy oglądalności. Wtedy jednak nie było nam do śmiechu bo trzeba było marznąć przez kilka godzin - zabraliśmy się z Płocka dopiero po 9. Następstwem tego wypadu była angina ropna, która uniemożliwiła zdanie egzaminu z algorytmów.

Kolejną niemiłą informacją jest odwołanie Baki Y2K9. Jest to konwent na który czekałem od dawna (miałem nawet na nim grać). Powodem jest nowa ustawa o imprezach masowych, która wymaga od organizatora zatrudnienia na każde 100 osób jednego ochroniarza z odpowiednimi uprawnieniami, na co Baki nie stać.

W najbliższym czasie jadę z rodzinką na koncert Miyaviego, który jak zwykle w Berlinie odbędzie się w Columbia Club. Trochę boję się potężnej zgrai fangirli, ale myślę, że warto jechać zważywszy głównie na oryginalność i przebojowość Myva.

Prawdopodobnie zagram koncert z NOFF w ramach otrzęsin studentów 8 października w Wytwórni Filmów Fabularnych przed popularną Irą. Nie wiem jak będzie z wejściówkami, ale wstępnie zapraszam!

Wiadomość z ostatniej chwili: dostałem się na studia uzupełniające na UWr. Ziściło się coś co wydawało mi się nierealne - nadal jestem w szoku.

PS. wybaczcie chaos panujący w tej notce

Zawirowań ciąg dalszy

, , ,

Aż trudno mi uwierzyć, że tak szybko minęły te trzy lata. Ciągle czuję się młody. Teraz uderzam w nowe wyzwanie na kolejne dwa lata, a czy się jego podejmę będę wiedział już wkrótce. Ciągle chcę się uczyć. Czuję, że jeszcze za mało wiem. To chyba dobrze.

Koniec wyjątkowej sesji (bo tylko tą zdałem w pierwszym terminie) pociągnął za sobą lawinę wydarzeń. Chciałem gdzieś wyjechać, odpocząć. Postanowiłem więc, że przy okazji koncertu D'espairsray w Gdyni zostanę trochę dłużej na północy. Tak też się stało. Opowiem jednak o najważniejszym.

Hikari, Light i ja - część ekipy z Wrocławia

Koncert popularnych Despów zwiastował świetne widowisko. Mogą to potwierdzić fani, którzy do Gdyni zjechali się z całej Polski (i nie tylko). W sumie było nas ponad 500, co okazało się w sam raz na klub Ucho - można było swobodnie się przemieszczać po sali, z czego skwapliwie korzystałem.

W chwili, gdy Zero, Tsukasa, Karyu i Hizumi pojawili się na scenie poczułem coś czego dawno nie doznałem. To było coś podobnego do tego, co czułem jedynie dwa lata temu na koncercie MUCC - "Ci kolesie naprawdę istnieją!". Ba, nie dość że istnieją, to jeszcze jakiego czadu dają! Pierwsze trzy utwory (Lizard, Redeemer, Trickstar) były epickie. Widać było, że chłopaki cieszyli się z tego koncertu. Hizumi miał świetny kontakt z publiką. To było coś czego brakowało na koncercie Dir en grey.

Nie zabrakło też starszych numerów z płyty Coll:set. Publika żywiołowo reagowała na swoisty show japończyków - do tradycyjnego skakania i piszczenia doszło pogo i latanie ludzi nad głowami. Pozytywne, upojne szaleństwo. Wady ? Nagłośnienie. Po prostu waliło po uszach. Można było ogłuchnąć. Problemem też była wentylacja, było bardzo duszno. Dużo gorzej niż w Stodole.

Mimo to koncert zapadnie mi na długo w pamięci (na pamiątkę mam złapaną kostkę basisty). Miałem nawet zamiar pojechać na następny koncert - do Berlina, pechowo jednak zabrakło biletów.

Setlista:
1. Lizard / 2. Redeemer / -MC- / 3. Trickster / 4. Grudge / 5. Desert / -break- / 6. Kouhaku / - bass x guitar battle- / 7. Sixty Nine / -MC- / 8. Damned / -guitar intro- / 9. Masquerade / 10. in vain / - break - / 11. Garnet / 12. Horizon / 13. Cocoon / -break- / 14. Screen / 15. Bullet (+ members introduction) / 16. Hollow / -MC- / 17. Kamikaze / ENCORE: / -Tsukasa flute solo- / -MC- / 18. Mirror.

Kocioł

, , , ...

Tak, ostatnio nie można narzekać na brak zajęć.

Zaczniemy od tych najbliższych dnia dzisiejszego - wczorajszy koncert Dir en grey w Stodole.
Chłopaki są w świetnej w formie co można było bez problemu odczuć będąc vis-à-vis z muzykami. Potężny emocjonalny kop z niebywałą dawką energii. Dziś ledwo żyję.

Ludzie - było ich dość sporo
Toshiya w biało-czerwonych podkolanówkach, polski akcent ? :wink:
Tak, woda była NIEZBĘDNA
Malownicze tatuaże Kyo robią wrażenie

Żeby trochę ponarzekać muszę nadmienić, że nagłośnienie pozostawiało dużo do życzenia i Deg mógł pozwolić sobie na zagranie trochę dłuższego koncertu.

Setlista: Sa Bir, Inconvenient ideal, Vinushka, Obscure, Stuck man, Grief, Audience killer loop, Dozing green, Toguro, Glass skin, Bugaboo, Reiketsu nariseba, Merciless cult, Agitated screams of maggots, Gaika chinmoku, The final, Saku, Clever sleazoid.

Zostając przy koncertach - niedawno też byłem na koncercie Girugamesha w Berlinie. Nieporównywalne koncerty. Co prawda Giru starało się jak mogło to imho publiczność w Niemczech nie dopisała.

Plany na najbliższe miesiące to koncerty
D'espairsray, Miyaviego, MUCC oraz Blind guardian.

Teraz a propos mojej muzycznej aktywności.
NOFF zagrał niedawno jako gość Muzycznej Bitwy 2009 w Radiu Wrocław. Utwierdziłem się w przekonaniu, że brakuje nam(mi?) bardzo kontaktu ze sceną. Zagraliśmy 3 numery - Morfinę, Blizny i 400V.

Całkiem spora scena w PRW
Olek i Kuba na tle organów :wink:

Kolejna sprawa to koncert konwentowy - z zespołem Shiro Room. Odbędzie się on 18 lipca na chorzowskim konwencie kultury japońskiej Balcon. Będzie sporo coverów (Dir en grey, The Gazette i inne), visualu i myślę, że dobrej zabawy.

Zostając jeszcze przy wydarzeniach związanych z muzyka, zbliża się kolejna edycja Merciless Cult. Tym razem organizujemy ją w klubie Liverpool.



Przeciągam to i przeciągam (prokrastynacja) ale i tak muszę w końcu się zająć sesją.
A w niej:

- jutro egzamin z francuskiego
- w poniedziałek egzamin z AiSD
- 3 lipca egzamin licencjacki
- zaliczenie ITIL
- 15 lipca obrona pracy licencjackiej

I tak jak pierwsze cztery podpunkty są zupełnie mało interesujące, tak piąty jak najbardziej. Pracę nad tetrisem multiplayer o kodowej nazwie iiTris z różnym skutkiem trwały od początku semestru. Myślę, że mamy (wojtek i ja) konkretne podstawy do stworzenia najbardziej grywalnej gry tego typu. Zapraszam do odwiedzenia oficjalnego bloga gry.

Rok 2009 przełomowy dla J-Rocka w Polsce!!!

, , ,

Niesamowity wysyp koncertowy japońskich zespołów w Polsce, tego jeszcze nie było!

Z początku planowany był koncert zespołu D w Poznaniu - organizatorzy nalegali na frekwencje bo jak sami twierdzą, jeśli przyjdzie mało osób to nie mamy co liczyć na gwiazdy w naszym pięknym kraju.

Nie minęło kilka chwil i co? Metalmind zorganizował koncert Dir En Grey 24.06 w Warszawie w ramach trasy Feast of V Senses. Zainteresowanie koncertem od początku jest ogromne, mnóstwo biletów zostało sprzedanych przez pierwsze dni, a shoutbox na last.fm pęka w szwach. Świetnie!
(tylko szkoda, że akurat w czasie mojej sesji, ale co zrobić, trzeba być - zwłaszcza, że Uroboros to bardzo udana płyta)

Ale to nie wszystko bo nie minęło wiele czasu a kolejna informacja zaskoczyła rodzimy fandom.

D'espairsray 22.07 w Polsce!
Miejsce nietypowe, bo Gdynia, ale grzechem byłoby się tam nie zjawić. Niesamowity rok dla Polski!

Jeśli wypali koncert D i jeszcze dodamy do tego Kokię i GPKISM w Poznaniu to problemem staję się przesyt - skąd wziąć tyle kasy ?

Polska w końcu przestała być nieopłacalnym zaściankiem i japońskie zespoły coraz chętniej u nas grają - koncerty Dega i Despów świetnie prosperują na przyszłość. Może przy okazji następnej trasy będziemy gościć u siebie Mucc i The Gazette ?

Tradycyjnie o muzyce i kilka innych spraw

, , , ...

Marzec jest bardzo dobrym miesiącem dla muzyki jrockowej - wyszło na jaw kilka długo oczekiwanych wydawnictw. Dla mnie najważniejsze z nich (poza opisanym już Kyuutai) to Redeemer D'espairsray i drugi longplay Sadie - Master of romance. Jak dorzucimy do tego nowy singiel The Gazette i płytę 12012 to nagle zamiast niedosytu problemem staje się przesyt.
Obu płyt - zarówno Sadie jak i D'espairsray bardzo dobrze się słucha - to kawał dobrej muzyki rockowej. Weźmy wpierw na tapetę Sadie.

Sadie

Sadie jest zespołem, który od początku zyskał złą(dobrą?) sławę "tych, którzy kopiują Dir en grey". Po obejrzeniu ich DVD The suicidal applicants ciężko się z tym nie zgodzić - ich prezencja była bardzo podobna. Na szczęście ich styl ewoluował i teraz słuchając ich muzyki można od razu stwierdzić - to Sadie.


Playlista Sadie - Master of romance

01 imaginary creature
02 Ice Romancer
03 Shingai 心眼
04 VIRTUAL FAKEMAN
05 Scarlet
06 Ageha no nakigara アゲハの亡骸
07 Crimson Tear
08 Kagerou 陽炎
09 Parasite scene
10 Grieving the dead soul
11 Swallow Rain

Płytę Master of romance poprzedziły single Ice romancer, Crimson tear oraz Grieving the dead soul.
Pierwszy z nich jest wspaniały - proste ale przemyślane melodie, dobry aranż i do kompletu miły dla oka teledysk. To wszystko powoduje, że Ice romancer uzależnia i zapewne stanie się hitem.

Crimson tear to szybki, metalowy ale bardzo melodyjny utwór. Dużo tu emocji, wrzasków. Sporo też podwójnej stopy i szybkiego bicia werbla na raz. Ciężko ocenić ten utwór - z jednej strony instrumentalnie jest co najmniej poprawnie, linie melodyczne wokalu są niezłe, emocji jest dużo, ale wokal Mao średnio mi przypadł do gustu - momentami męczy uszy.

Ostatni (a właściwie pierwszy - jeśli chodzi o kolejność wydania) singiel to Grieving the dead soul. Ten utwór to kwintesencja muzyki Sadie - ostre gitary, ciężka zwrotka, bardzo melodyjny refren w stylu Girugamesha i łagodny bridge. Właściwie jest to typowa kompozycja dla jrocka jako takiego.

Nie rozpisując się za bardzo - reszta utworów na płycie to wypadkowa tych trzech singli. Jest mocno i melodyjnie. Na szczególną uwagę zasługuje Swallow rain - metalowa balladka ze świetnym refrenem.


D'espairsray
Specyfika D'espairsray polega na umiejętnym wykorzystaniu elektroniki w muzyce rockowej. Do tego mamy rozpoznawalny wokal Hizumiego i przemyślane, dobre aranże.

Mam wrażenie że standardem powoli staje się wydawanie trzech singli przed płytą - tutaj są nimi Kamikaze, Horizon i Redeemer.

D'espairsray - Redeemer

01 Lizard
02 BRILLIANT
03 REDEEMER
04 Kouhaku 琥珀
05 KAMIKAZE
06 Lost in re:birth
07 R.E.M -fuyu no genchou- R.E.M-冬の幻聴-
08 HORIZON
09 MASQUERADE
10 Yozora 夜空
11 PARADOX 5
12 HEAVEN'S COLOR

Najlepszymi utworami na płycie są totalnie odjechany Redeemer i Horizon znany również jako 'ten utwór, gdzie Hizumi rapuje'. Generalnie cała płyta jest bardzo despowa - niewiele nas tu zaskakuję. No może poza Yozora i HEAVEN'S COLOR, które brzmią jak wyciągnięte z dyskografii L'arc~en~ciel. Słucha się tego dobrze, ale bez rewelacji.

Z innych wydarzeń:

Wczoraj mój zespół został teledyskowo-rozdziewiczony. Okazało się, że nagranie videoclipu to nie taki pikuś - wszyscy byliśmy wycieńczeni a to dopiero połowa drogi. Ufam, że efekt będzie zadowalający.
Dodatkowo wysoce prawdopodobny jest nasz występ na eliminacjach festiwalu Łódźstock, gdzie zagralilibyśmy w końcu live - brakuje mi strasznie tych występów, które są doskonałą motywacją do pracy - w końcu po to się gra!

Trzeba by się w końcu wziąć za projekt licencjacki i inne programistyczne rzeczy - roboty jest sporo, a funkcja zależności między ilością roboty a opierdalaniem się jest liniowa.



A na koniec xxxHolic - zaczynam drugą serię tego wspaniałego anime.

Pomimo, że kreska jest średniawa, a fabuła dość nierówna, bardzo wciągnęło mnie to anime - prawdopodobnie za sprawą postaci Yuuko i najlepszego stworzenia na świecie - Mokony.
Najbardziej irytuję mnie główny bohater i jego zachowanie w pobliżu Himawari-chan.
Druga seria zaczyna się lepiej od pierwszej i od początku trzyma równy poziom.


Nowa płyta MUCC - Kyuutai

, , , ...

Wreszcie! Już w dniu wydania płyty w godzinach wieczornych ściągnęłem płytę i emocjonowałem się każdą chwilą aż do umieszczenia utworów na playliście.

Płyta została wypuszczona na rynek 4-ego marca w trzech wersjach: Regular, Limited A oraz Limited B. Wersje limitowane mają dodatkową płytę DVD (każda zawiera co innego).




Z tracklistą jest problem bo na różnych portalach są różne romaji. Myślę jednak, że ta jest prawidłowa:

01.球体 Instrumental (Kyuutai Instrumental)
02.咆哮 (Houkou)
03.アゲハ (Ageha)
04.ハイドアンドシーク (Hide and seek)
05.陽炎 (Youen)
06.レミング (Lemming)
07.オズ (Oz)
08.浮游 (Fuyuu)
09.讃美歌 (Sanbika)
10.空と糸 (Sora to ito)
11.Hanabi

Pierwszym utworem jest tradycyjnie już krótki instrumental, który klimatem zachęca do zapoznania się z płytą. Kilka chwil... i zaczyna się od jazdy.

Houkou to chyba najlepszy utwór spoza singli na płycie. Jest zagrany z polotem, ma uzależniający punkrockowy refren. Zwrotka przypomina mi dokonania rodzimego Huntera. Bardzo dobry początek płyty.

Następna jest Ageha, o której się już rozpisywałem, więc powiem tylko tyle - rewelacyjny utwór.

Hide and seek to pierwsze zaskoczenie na płycie. Aranż (specyficzny syntezator w tle!) do bólu przypomina mi kompozycje zespołu Horse the band, z którym zresztą MUCC grał koncert w Niemczech. Refren w trochę podobnym stylu do poprzedniego utworu - wszechobecne chórki wypełniają donośny wokal Tatsurou.

Po trzech szybkich numerach pojawia się coś w stylu ballady - granej bardzo rytmicznie w dość szybkim tempie. Youen jest ładnym numerem, ale nie zachwyca. Jest małooryginalny i ma liniowy, przewidywalny aranż. Świetnie na pierwszy plan wychodzi bas pod koniec utworu. Można posłuchać.

No i wracamy do jazdy. Lemming od samego początku ma szybkie tempo (perka bije na raz - można pomachać głową). Problem z tym utworem jest taki, że ja już to wszystko w Mucc-u słyszałem. Jedyne co mnie zauroczyło to króciutkie przejście od 3:30 z gitarą akustyczną (aczkolwiek te przejścia też są tak specyficznie dla ich utworów, że mi się już przejadły). Dobry jest też pierwszy riff. Słychać u Miyi inspirację X-Japan.

Wiele osób wśród ulubionych utworów wymienia kolejny na płycie - Oz, który stylem przypomina FUZZ z płyty Gokusai (disco-beat w refrenie). Ale tak jak ten pierwszy był dla mnie totalnie odjechany (harmonijka!) to Oz uważam za wtórny i dość słaby. Może jakby zawierał więcej mocnych riffów jak w przejściu 1:20-1:28 uznałbym, że utwór jest dobry. W tym momencie zatęskniłem za czasami Zekuu i Kuchiki no tou, gdzie Tatsurou robił prawdziwy pożytek ze swojego wokalu.

Fuyuu mi się od razu skojarzył z Buck-Tickiem. Nie podoba mi się tu wokal. Refren już gdzieś słyszałem a zwrotka jest taka nijaka. Za to mamy harmonijkę i bardzo przyjemny riff gitarowy w zwrotce.

Sanbika to kolejny klimatyczny numer. Jak usłyszałem początek tego numeru uśmiech automatycznie pojawił się na mojej twarzy - przecież to jest Hotel California, słynny hicior The Eagles. Za to jak pięknie zagrane. Końcówka jest magiczna. Tatsu wchodzi w górne rejestry wokalu i tworzy coś niesamowitego. Ciary lecą.

Potem mamy singlowe Sora to ito i balladkę Hanabi.

Ta druga zaczyna się wokalem a cappela Tatsurou. To jest to na co czekałem! Wspaniale rozwijający się aranż, przepiękny refren - kawał dobrego rocka. Świetne zwięczenie niestety średniej płyty zespołu.

Kyuutai jest bardzo przeciętną płytą z kilkoma perełkami, takimi jak Ageha, Houkou czy Hanabi. Warto posłuchać, ale fani starszych płyt mogą być zawiedzeni.


Ocena: 7.5/10
November 2009
M T W T F S S
October 2009December 2009
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30