Blog Mina

muzyka, film, informatyka

Subscribe to RSS feed

ドラマ - kilka słów o serialach.

, ,

Japońskie ドラマ (drama) można w zasadzie traktować jako zwykłe seriale. Można. Ale od pierwszych minut specyfika i inność tych produkcji uderza w widza tak mocno, że nie każdy znajdzie w tym rozrywkę dla siebie. Kolejna sprawa to specyfika seriali jako takich - znajdziemy kilka perełek, ale dominuje gąszcz historii słabych lub po prostu wtórnych i nieciekawych dla bardziej wymagającego widza. Stąd ten wpis, zachęcający - z pewną dozą ostrożności - do obejrzenia chociaż kilka co ciekawszych ドラマ.

Czy japońskie seriale są trudne do znalezienia w sieci? Otóż nie! Wystarczy wpisać mysoju.com lub dramacrazy.net i możemy się pogubić w ilości dostępnych tytułów (oczywiście z angielskimi napisami). Tu muszę dodać, że termin ドラマ odnosi się do wszystkich azjatyckich seriali - mamy więc również te chińskie, koreańskie i inne.

A więc do rzeczy! Najlepsza imho ドラマ ostatnich lat - Liar Game. Oparta, jak wiele takich typu produkcji na Mandze.


Historia zaczyna się, gdy szczera do bólu i naiwna Nao Kanzaki dostaje paczkę z wielką sumą pieniędzy i zaproszeniem do udziału w The Liar Game. Okazuję się, że odmówić nie może - niestety otwarcie paczki jest równoznaczne z udziałem w grze.

Gra jest podzielona na kilka rund, pierwsza z nich to rywalizacja jeden na jednego. Ten kto będzie w posiadaniu pieniędzy obu uczestników wygrywa i może zatrzymać pieniądze dla siebie. Niestety przegrany zostaje z gigantycznym długiem - i tak już będzie w każdej rundzie gry. Naiwnej Nao z pomocą przychodzi Shinichi Akiyama, były więzień i genialny oszust.

Akcja na dobre zaczyna się rozkręcać w następnej rundzie, gdzie oprócz zwykłej psychologii pojawia się również matematyka - czyli gra Minority Game. Każdy uczestnik ma za zadanie odpowiedzieć na zadane pytanie 'tak' lub 'nie'. Żeby jednak było ciekawiej, nie jest istotna poprawna odpowiedź, a to żeby znaleźć się w mniejszości. Wszystkie pomysły uczestników są szczegółowo wyjaśniane, dzięki czemu trudno się pogubić i można czerpać wiele satysfakcji z serialu.

Kolejna interesująca ドラマ to The Quiz Show.


Z początku wydaję się, że oglądamy normalny teleturniej - podobny do popularnych Milionerów. Główną nagrodą w teleturnieju jest spełnienie jednego, wybranego marzenia uczestnika - może to być podróż dookoła świata, pieniądze, promocja w telewizji. Jednak przy jednym z kolejnych pytań zarysowuje się poważna różnica, pytania stają się bardzo osobiste, a charyzmatyczny prowadzący nie boi się zadawać niewygodnych pytań. Okazuję się, że uczestnicy są szczegółowo obserwowani i zwycięstwo muszą przypłacić przyznaniem się do bardzo krępujących czynów, nie wykluczając przestępstw karanych prawnie.

Z początku może się wydawać, że każdy odcinek opowiada odrębną historię. Jednak prawdziwy powód stojący za powstaniem programu jest mroczny i zaskakujący. Z odcinku na odcinek wszystko układa się w jedną, zamkniętą całość.


Ostatnie zagwozdki

, ,

Zwieńczenie kolejnego, siódmego już semestru obeszło się bez zaskoczenia. Dyskretna nadal pozostaje niepokonana, punktów zdobyłem mało - co po części jest też winą rozpoczęcia równolegle studiów na PWr.
Za namową rodziny postanowiłem spróbować swoich sił na Politechnice - co miało być dobrym rozwiązaniem zwłaszcza patrząc na moje dotychczasowe potyczki z obowiązkami magisterskimi. Trzy miesiące spędzone na konkurencyjnej uczelni nie były całkiem bezpłodne, ale spowodowały że tym bardziej doceniłem nasz, uniwersytecki system nauki. Przede wszystkim człowiek się nie zajmuje tym czym nie powinien, czyli użeraniem się w dziekanacie, stresowaniem się niepotrzebnie pierdołami. Niestety koszt jaki się ponosi w zamian za lepsze warunki jest dla osoby średnio uzdolnionej spory - do obowiązków trzeba się naprawdę przyłożyć.

W tym semestrze zaczynam moją batalię z JFiZO. W zasadzie cieszę się, że dostałem się na studia II stopnia i mam szansę przerobić ten materiał.

Postanowienia noworoczne oczywiście nie do końca wytrzymały próbę czasu - pracy nie znalazłem, a nawet gdybym ją znalazł ciężko byłoby mi znaleźć czas na pracę i studia w tym semestrze. Doszły również nieoczekiwane sytuacje, która mają wpływ na mój wyjazd do Japonii - chociażby ślub Olka, na którym wypada mi się pokazać. W związku z tym sam nie wiem na ile w końcu będę w stanie wyjechać, w tej chwili co najwyżej na 7 tygodni ale obawiam się, że czas ten się jeszcze skurczy.

Od nowego roku, i tu raczej z powodzeniem, staram się codziennie się czegoś uczyć, coś robić, tak abym nie uznał danego dnia za stracony. Dzięki temu nauczyłem się konkretnej ilości słów japońskich - będzie ich około 600, co zamknęło całe słownictwo wymagane na poziom JLPT3.

Nowy rok przyniósł też ożywienie w zespole. Zagraliśmy w końcu kilka koncertów - w Liverpoolu i Strefie Zero. Komponowanie idzie coraz szybciej, a i wkrótce powinny się ukazać nasze nowe nagrania. Większość z nich już mamy od dawna w repertuarze, ale będzie też zupełna nowość - utwór Nowen, który zrobił furorę na ostatnim koncercie.

Strefa Zero 26.02.2010

1.Blizny
2.400V
3.Nowen
4.Aerials (SOAD)
5.Odzyskane
6.The Offer
7.Cienie
8.Wypalone słowa
9.Nóz (Illusion)
10.Spotkanie
11.Morfina
12.Równowaga
---
EN1.Przed Znieczuleniem
EN2.Nowen
EN3.400V

Najnowsze nagrania to prawdopodobnie będą Blizny, Nowen, Spotkanie i Równowaga. Myślę, że ten zróżnicowany (bardzo!) materiał będzie w końcu dobrym wyznacznikiem naszej twórczości.

日本音楽のニュース

,

Dir en grey na nowym singlu nie pozostawił wątpliwości, że zespół podąża nadal w kierunku obranym na płycie Uroboros. Zalatuję to trochę metalcore ale w naprawdę dobrym wydaniu. A refren Hageshisy to mistrzostwo!

Trochę nie mogę przeboleć nowej wersji -Zan-, starsza była bardzo psychodeliczna w przeciwieństwie do nowej, która jest poprostu deathową sieką.

Prezent w postaci Shokubeni bardzo miły. Co prawda słychać, że nagranie nie jest dopieszczone, ale warto docenić naturalność nagrania na "setkę". W razie czego zawsze można posłuchać wersji z płyty Vulgar.


Are you ready to rock !!!


Nie ważne, jaka grasz muzykę albo jak wyglądasz. Nie zwracaj na to uwagi, zniszcz to co powszechne. Oświeć swoją własną drogę! [...] Nawet jeśli jesteś stłamszony, nawet jeśli jesteś odrzucony, możesz zakwitnąć jeszcze raz - po prostu w to uwierz. Nawet jeśli nie pada deszcz i nawet jeśli nie ma słońca, zachowaj spokój jakby Cię to nie obchodziło. Jeśli się zgubisz - spytaj kogoś o drogę. Jeśli stracisz swój sen - po prostu zamknij jeszcze raz oczy. Pewnego dnia zakwitniesz jeszcze raz. Rozłóz swoje ramiona...

Miyavi - Sakihokoru hana no you ni (tłumaczenie Mitsu)

Jak słucham tego utworu zawsze wraca mi uśmiech na twarzy. I to jest właśnie niesamowita siła i dusza Miyaviego, którego miałem szczęście zobaczyć w Berlinie - tradycyjnie w Columbia Club.

Mam taki zwyczaj, że przed wyjazdem na koncert sprawdzam w internecie ostatnie setlisty, jak i filmiki na youtube, po to aby mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać. Szczerze mówiąc byłem dość zawiedziony - zespół Miyaviego na koncertach w Europie jest bardzo okrojony, występuje jedynie razem z gitarzystą, basistą, perkusistą i dj-em-klawiszowcem. Pomyślałem, że koncert może nie mieć takiej dawki energii do jakiej przyzwyczaił mnie Miyavi na swoich nagraniach. Jak bardzo się myliłem...

Miyavi nie tylko jest niesamowitym artystą, ale nawiązuje też świetny kontakt z publiką - bardzo dużo mówił po angielsku, opowiadał swoje życiowe historie, martwił się o nasze zdrowie, uczył nas japońskiego - potrafił wzruszać, rozgrzewać i zabawiać publikę. Przede wszystkim jednak grał - i to jak!
Skorzystał ze wszystkich swoich atutów, a ma ich wiele - zróżnicowana muzyka (zagrał zarówno utwory ze starych punkowych płyt, jak i te nowe z bluesowym zacięciem), szaleńczy taniec, niesamowita gra na gitarze (ten rytm i wyczucie!), showmeństwo do potęgi. Był blisko z nami, to było bardziej jak spotkanie rodzinne niż koncert. Kazał nam się uśmiechać - i chociażby za to można go kochać, obcowanie z nim to potężny zastrzyk optymizmu i radości. Ale też i szaleństwa - wychodził do publiki, ba! miałem nawet okazję złapać go za ręcę i wykrzyczeć Are you ready to rock! do mikrofonu, wykonanie tego numeru było totalnie odjechane.

Zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów na jakich byłem. Szkoda, że Miyavi jest gwiazdą tylko na swoim podwórku, bo zasługuje na wiele więcej.

Setlista:

1. RocknRoll is NOT dead.
2. Coin Lockers Baby
3. Boom-Hah-Boom-Hah-Hah
4. 21st century Tokyo blues

-MC-

5. Singin' in the rain
5.5 guitar play
6 What's my name?
7. Please please please

-MC-

8. Kimi ni negai wo
~Super Hero SE~
9. Super Hero
10. Eccentric Song
11. V-ROCK
12. Are you ready to rock?

~Encore~
-MC-

13. What a wonderfull world
14. Like a flower in full bloom -neovisualizm-
15. As U R

Lawina wydarzeń

, , ,

W ostatnim leniwym miesiącu wakacji starałem się wykorzystać czas na spotkania ze znajomymi. Jednym z nich był wypad na koncert do Płocka, gdzie gwiazdą wieczoru byli bardowie z Blind Guardian. Cenię ten zespół od lat - imho jest to najlepszy zespół power metalowy jaki powstał. Jako jeden z niewielu polskich fanów miałem szczęście być parę lat temu na ich koncercie w Czechach, gdzie zagrali rewelacyjny koncert. Od tamtego wydarzenia zespół zdołał wydać jedną, całkiem udaną płytę - A Twist in a Myth. Wyjechaliśmy ekipą (to była swoją drogą dobra okazja do odświeżenia znajomości z podstawówki) pociągiem koło 7 rano, po dwóch przesiadkach i wielu godzinach podróży dojechaliśmy na miejsce w trakcie koncertu Huntera. Ludzi było sporo - podobno koło 9 tysięcy. Samo miejsce dość ładnie położone, była to miejska plaża z pięknymi widokami. I tak chciałbym tu pisać jak wspaniały koncert dał Blind Guardian i w jak świetnym humorze wróciłem do domu, ale niestety ciąg wydarzeń następujący po koncercie pozostawił straszny niesmak. Okazało się, że z Płocka... nie da się wyjechać. Sytuacja dość absurdalna: mnóstwo metali koczujących na dworcu (który był czynny dopiero od 5 rano!). Okazało się, że pierwszy autobus jest po 4 - myślimy: nie jest tak źle. Niestety przeliczyliśmy się, autobus nie przyjechał, a następny po nim wystraszył się nas i uciekał przed bandą biegających za nim fanów i fanek. Tylko podłożyć Benny'ego Hilla i na youtube'a wrzucić, biłoby to rekordy oglądalności. Wtedy jednak nie było nam do śmiechu bo trzeba było marznąć przez kilka godzin - zabraliśmy się z Płocka dopiero po 9. Następstwem tego wypadu była angina ropna, która uniemożliwiła zdanie egzaminu z algorytmów.

Kolejną niemiłą informacją jest odwołanie Baki Y2K9. Jest to konwent na który czekałem od dawna (miałem nawet na nim grać). Powodem jest nowa ustawa o imprezach masowych, która wymaga od organizatora zatrudnienia na każde 100 osób jednego ochroniarza z odpowiednimi uprawnieniami, na co Baki nie stać.

W najbliższym czasie jadę z rodzinką na koncert Miyaviego, który jak zwykle w Berlinie odbędzie się w Columbia Club. Trochę boję się potężnej zgrai fangirli, ale myślę, że warto jechać zważywszy głównie na oryginalność i przebojowość Myva.

Prawdopodobnie zagram koncert z NOFF w ramach otrzęsin studentów 8 października w Wytwórni Filmów Fabularnych przed popularną Irą. Nie wiem jak będzie z wejściówkami, ale wstępnie zapraszam!

Wiadomość z ostatniej chwili: dostałem się na studia uzupełniające na UWr. Ziściło się coś co wydawało mi się nierealne - nadal jestem w szoku.

PS. wybaczcie chaos panujący w tej notce

Zawirowań ciąg dalszy

, , ,

Aż trudno mi uwierzyć, że tak szybko minęły te trzy lata. Ciągle czuję się młody. Teraz uderzam w nowe wyzwanie na kolejne dwa lata, a czy się jego podejmę będę wiedział już wkrótce. Ciągle chcę się uczyć. Czuję, że jeszcze za mało wiem. To chyba dobrze.

Koniec wyjątkowej sesji (bo tylko tą zdałem w pierwszym terminie) pociągnął za sobą lawinę wydarzeń. Chciałem gdzieś wyjechać, odpocząć. Postanowiłem więc, że przy okazji koncertu D'espairsray w Gdyni zostanę trochę dłużej na północy. Tak też się stało. Opowiem jednak o najważniejszym.

Hikari, Light i ja - część ekipy z Wrocławia

Koncert popularnych Despów zwiastował świetne widowisko. Mogą to potwierdzić fani, którzy do Gdyni zjechali się z całej Polski (i nie tylko). W sumie było nas ponad 500, co okazało się w sam raz na klub Ucho - można było swobodnie się przemieszczać po sali, z czego skwapliwie korzystałem.

W chwili, gdy Zero, Tsukasa, Karyu i Hizumi pojawili się na scenie poczułem coś czego dawno nie doznałem. To było coś podobnego do tego, co czułem jedynie dwa lata temu na koncercie MUCC - "Ci kolesie naprawdę istnieją!". Ba, nie dość że istnieją, to jeszcze jakiego czadu dają! Pierwsze trzy utwory (Lizard, Redeemer, Trickstar) były epickie. Widać było, że chłopaki cieszyli się z tego koncertu. Hizumi miał świetny kontakt z publiką. To było coś czego brakowało na koncercie Dir en grey.

Nie zabrakło też starszych numerów z płyty Coll:set. Publika żywiołowo reagowała na swoisty show japończyków - do tradycyjnego skakania i piszczenia doszło pogo i latanie ludzi nad głowami. Pozytywne, upojne szaleństwo. Wady ? Nagłośnienie. Po prostu waliło po uszach. Można było ogłuchnąć. Problemem też była wentylacja, było bardzo duszno. Dużo gorzej niż w Stodole.

Mimo to koncert zapadnie mi na długo w pamięci (na pamiątkę mam złapaną kostkę basisty). Miałem nawet zamiar pojechać na następny koncert - do Berlina, pechowo jednak zabrakło biletów.

Setlista:
1. Lizard / 2. Redeemer / -MC- / 3. Trickster / 4. Grudge / 5. Desert / -break- / 6. Kouhaku / - bass x guitar battle- / 7. Sixty Nine / -MC- / 8. Damned / -guitar intro- / 9. Masquerade / 10. in vain / - break - / 11. Garnet / 12. Horizon / 13. Cocoon / -break- / 14. Screen / 15. Bullet (+ members introduction) / 16. Hollow / -MC- / 17. Kamikaze / ENCORE: / -Tsukasa flute solo- / -MC- / 18. Mirror.

Kocioł

, , , ...

Tak, ostatnio nie można narzekać na brak zajęć.

Zaczniemy od tych najbliższych dnia dzisiejszego - wczorajszy koncert Dir en grey w Stodole.
Chłopaki są w świetnej w formie co można było bez problemu odczuć będąc vis-à-vis z muzykami. Potężny emocjonalny kop z niebywałą dawką energii. Dziś ledwo żyję.

Ludzie - było ich dość sporo
Toshiya w biało-czerwonych podkolanówkach, polski akcent ? wink
Tak, woda była NIEZBĘDNA
Malownicze tatuaże Kyo robią wrażenie

Żeby trochę ponarzekać muszę nadmienić, że nagłośnienie pozostawiało dużo do życzenia i Deg mógł pozwolić sobie na zagranie trochę dłuższego koncertu.

Setlista: Sa Bir, Inconvenient ideal, Vinushka, Obscure, Stuck man, Grief, Audience killer loop, Dozing green, Toguro, Glass skin, Bugaboo, Reiketsu nariseba, Merciless cult, Agitated screams of maggots, Gaika chinmoku, The final, Saku, Clever sleazoid.

Zostając przy koncertach - niedawno też byłem na koncercie Girugamesha w Berlinie. Nieporównywalne koncerty. Co prawda Giru starało się jak mogło to imho publiczność w Niemczech nie dopisała.

Plany na najbliższe miesiące to koncerty
D'espairsray, Miyaviego, MUCC oraz Blind guardian.

Teraz a propos mojej muzycznej aktywności.
NOFF zagrał niedawno jako gość Muzycznej Bitwy 2009 w Radiu Wrocław. Utwierdziłem się w przekonaniu, że brakuje nam(mi?) bardzo kontaktu ze sceną. Zagraliśmy 3 numery - Morfinę, Blizny i 400V.

Całkiem spora scena w PRW
Olek i Kuba na tle organów wink

Kolejna sprawa to koncert konwentowy - z zespołem Shiro Room. Odbędzie się on 18 lipca na chorzowskim konwencie kultury japońskiej Balcon. Będzie sporo coverów (Dir en grey, The Gazette i inne), visualu i myślę, że dobrej zabawy.

Zostając jeszcze przy wydarzeniach związanych z muzyka, zbliża się kolejna edycja Merciless Cult. Tym razem organizujemy ją w klubie Liverpool.



Przeciągam to i przeciągam (prokrastynacja) ale i tak muszę w końcu się zająć sesją.
A w niej:

- jutro egzamin z francuskiego
- w poniedziałek egzamin z AiSD
- 3 lipca egzamin licencjacki
- zaliczenie ITIL
- 15 lipca obrona pracy licencjackiej

I tak jak pierwsze cztery podpunkty są zupełnie mało interesujące, tak piąty jak najbardziej. Pracę nad tetrisem multiplayer o kodowej nazwie iiTris z różnym skutkiem trwały od początku semestru. Myślę, że mamy (wojtek i ja) konkretne podstawy do stworzenia najbardziej grywalnej gry tego typu. Zapraszam do odwiedzenia oficjalnego bloga gry.