Gazeta Wyborcza na Kindle
Wednesday, February 8, 2012 10:40:41 AM
Od niedawna dostępna jest także "Gazeta Wyborcza". Dzisiejsza "Wyborcza" to już nie to samo, co kiedyś, ale mam do tego tytułu duży sentyment. Żadnego innego dziennika w wersji papierowej nie kupiłem chyba w życiu w większej liczbie egzemplarzy, jest to jedyna gazeta codzienna, po którą regularnie chodziłem do kiosku. W czasach, kiedy nie było jeszcze Facebooka ani Google+, byłem aktywnym użytkownikiem forów Gazety, a na niektórych z nich zabierałem głos w większości pojawiających się dyskusji.
Warto uruchomić prenumeratę "Gazety Wyborczej" na naszego Kindle'a, tym bardziej że zawiera ona dwutygodniowy okres próbny. Jeśli zrezygnujemy z otrzymywania elektronicznej wersji dziennika na nasze urządzenie przed upływem 14 dni, miesięczna opłata za prenumeratę w wysokości niespełna dziewięciu dolarów nie zostanie pobrana. Nawiasem mówiąc, cena $8.99 nie jest chyba wygórowana. To niewiele więcej niż dwukrotność miesięcznej prenumeraty "Polityki". Tak niskie ceny pozwalają łatwo zaoszczędzić na zakup czytnika Kindle, którego cena spadła już do $79, a póki go nie mamy, można czytać na telefonie komórkowym.
Suszenie głowy
Sunday, February 5, 2012 7:50:33 AM
Pożegnanie z Wisławą
Wednesday, February 1, 2012 8:11:42 PM
Niektórzy lubią poezję
Niektórzy –
Czyli nie wszyscy.
Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość.
Nie licząc szkół, gdzie się musi,
I samych poetów,
Będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.
Lubią –
Ale lubi się także rosół z makaronem,
Lubi się komplementy i kolor niebieski,
Lubi się stary szalik,
Lubi się stawiać na swoim,
Lubi się głaskać psa.
Poezję –
Tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
Na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
Jak zbawiennej poręczy.
Some Like Poetry
Some -
thus not all. Not even the majority of all but the minority.
Not counting schools, where one has to,
and the poets themselves,
there might be two people per thousand.
Like -
but one also likes chicken soup with noodles,
one likes compliments and the color blue,
one likes an old scarf,
one likes having the upper hand,
one likes stroking a dog.
Poetry -
but what is poetry.
Many shaky answers
have been given to this question.
But I don't know and don't know and hold on to it
like to a sustaining railing.
Wislawa Szymborska
translated by
Regina Grol
Kajety XXI wieku
Wednesday, January 25, 2012 12:35:36 PM
O komórkach w klasie pisałem już wielokrotnie. O związanej z ich używaniem przez uczniów paranoi ciała pedagogicznego, i o tym, jak bywają przydatne w dyscyplinowaniu nauczycieli, usprawniają komunikację i organizację pracy, a czasem po prostu tworzą miłą atmosferę.
Patrząc na demotywator Piotra pomyślałem sobie jednak ze smutkiem, że szkoła, ze swoim restrykcyjno - represyjnym stosunkiem do wszystkiego, co nowe i przydatne, w gruncie rzeczy zaprzecza wartościom, które powinna promować, i przekreśla sens własnego istnienia. Taka szkoła, zamiast pomagać w uczeniu, właściwie przeszkadza. A bywa, że matołowatością realizowanych projektów, do udziału w których zmusza swych podopiecznych, sama się demaskuje, niczym na znanym i powszechnie dostępnym w internecie zdjęciu, które zamieszczam poniżej. Kto mógł wymyślić gazetkę o oszczędzaniu papieru, w której tegoż papieru tyle zmarnowano?
Z pewną ulgą odnotowałem niedawno, że znajdujący się w pobliżu Placu Matejki sklep papierniczy pozbywa się ze swoich magazynów zeszytów. Faktycznie, nie są one już tak przydatne w szkole, jak były kiedyś, i w wielu sytuacjach można się bez nich obyć.
Zobaczymy: albo szkoła będzie korzystać w celach dydaktycznych z tego, co ma zastosowanie w realnym życiu, albo trzeba będzie poważnie się zastanowić, czy nie ma racji uczeń, który mówi: "Nauczycielu, nie przeszkadzaj mi, kiedy rozmawiam na lekcji". Marzy mi się szkoła, która wyprzedza rzeczywistość, ale - znając realia - byłoby już niezłym sukcesem, gdyby udało jej się chociaż za nią nadążać.
Marketingowy szantaż
Sunday, January 22, 2012 11:38:39 AM
Niedawno z kolei wróciłem do domu z pogrzebu z ... wizytówką zakładu pogrzebowego. Pod koniec uroczystości, gdy jeszcze nad trumną zmarłego trwały przemówienia i nie wpuszczono jej do grobu, pracownicy zakładu, chodząc między zgromadzonymi w tej i sąsiedniej kwaterze ludźmi, zaczęli rozdawać eleganckie blankieciki, na których pogrubioną i rozstrzeloną czcionką umieszczono informację, jaka firma obsługiwała pogrzeb, gdzie się znajduje, jakie ma numery telefonów oraz że są one czynne całą dobę.
Fakt rozdawania wizytówek na pogrzebie ma rzekomo usprawiedliwiać to, że są one swego rodzaju pamiątką i rodzajem modlitwy za zmarłego. Faktycznie, znajduje się tam także imię i nazwisko zmarłego, informacja o dacie śmierci i miejscu pochówku, a także kilka linijek modlitwy wyrażającej oddanie duszy w ręce Pana. Na odwrocie jest po prostu obrazek przedstawiający Jezusa modlącego się w Ogrodzie Oliwnym.
Mam problem z taką wizytówką. Z jednej strony, szacunek do zmarłego i do uczuć osób wierzących nie pozwalają jej wyrzucić. Z drugiej, czuję niesmak albo wręcz odrazę na myśl o tym, że ktoś wykorzystuje intymną uroczystość pożegnania zmarłego do rozdawania uczestnikom tej uroczystości swoich - było nie było - ulotek reklamowych.
Co kraj, to obyczaj. Może komuś takie obrazki z pogrzebów wydają się rzeczywiście elegancką i refleksyjną pamiątką. Dla mnie to marketingowy szantaż, polegający na wciśnięciu komuś reklamówki, której nie sposób zniszczyć czy wyrzucić. Moją postanowiłem odesłać do zakładu. Niech oni się martwią, co zrobić ze świętym obrazkiem, którego nie da się już wykorzystać na kolejnym pogrzebie.
Zamknięta ambasada
Friday, January 20, 2012 4:48:40 PM
Kościół przyjął tę wiadomość ze zrozumieniem, o czym świadczy wyważona wypowiedź dla mediów księdza Federico Lombardiego, rzecznika Watykanu.
Patrząc na to z boku, można by pomyśleć o skandalach pedofilskich, które zatrzęsły w minionych latach irlandzkim kościołem, ale - jak dla mnie - już takie ćwiczenie w starej irlandzkiej książce do religii wystarczy za powód, by nie utrzymywać ambasady w Watykanie.

(w ćwiczeniu tym należy zadecydować, czy na największą miłość Pana Boga zasługują rośliny, zwierzęta, dziecko nieochrzczone, czy też dziecko ochrzczone)
Algorytm zaliczający
Thursday, January 19, 2012 4:35:28 PM
Praca z informatykami jest bardzo konkretna. Po negocjacjach ustaliliśmy bardzo prosty algorytm pozwalający wyliczyć ocenę końcowosemestralną:
/*L - ocena z lekturki
W - wybrana ocena spośród pozostałych ocen
Q - liczba niewykonanych quizów*/
#include <iostream>
int main()
{
float ocena_koncowa,L,W,Q;
std::cin>>L>>W>>Q;
if(W == 0 && Q ==0) ocena_koncowa = L;
else if(L > W && Q == 0) ocena_koncowa = L;
else if(Q == 0) ocena_koncowa = (L*3 + W)/4;
else if(Q > 0) ocena_koncowa = (L - Q*0.5);
std::cout<<ocena_koncowa;
system ("pause");
return 0;
}
Pies z dresem
Wednesday, January 11, 2012 6:55:17 PM
Zastanawiałem się nad tym, skąd sympatia uczniów do Zuzi i przypomniało mi się, że młodzież w szkole średniej i owczarki niemieckie, które mieliśmy w domu, zawsze wydawały mi się mieć ze sobą coś wspólnego. Ilekroć ktoś pytał o kłopoty z psem, dziwiłem się, jak można mieć tego rodzaju kłopoty, skoro pies - w moim odczuciu z definicji - jest grzeczny i posłuszny niczym uczniowie, z którymi mam kontakt w szkole. Gdy ktoś się pytał o kłopoty z młodzieżą, dziwiłem się, jak można mieć kłopoty z ludźmi, którzy - niczym pies - szczerze cię kochają albo szczerze nienawidzą i - jeśli tylko traktujesz ich należycie - będą ci jeść z ręki, a jeśli będziesz dla nich hyclem, gotowi cię pogryźć. I doszedłem do wniosku, że ta sympatia bierze się z wzajemnego podobieństwa charakterów.
Może się ktoś oburzyć, że porównuję osiemnastoletnich dryblasów do owczarka niemieckiego. Kocham jednak i szanuję tych panów i moją sukę w jednakowym stopniu. Miłością szczerą i pozbawioną podtekstów, taką, jaką pies potrafi kochać człowieka. Co więcej, stopniowo sie do nich upodabniam. Zdaniem Irka, odkąd po ciemku chodzę z psem po parku w bluzie z kapturem na głowie, w dodatku specyficznym rozbujanym krokiem, stałem się dresem i budzę respekt zupełnie taki, jaki u mnie budzą Krystian, Damian czy Adrian z trzeciej klasy.
Noworoczne zmęczenie
Tuesday, January 3, 2012 2:22:53 PM
Korzystając z tego, że mamy akurat nowe repetytoria, odnajdujemy w nich stronę poświęconą pisaniu rozprawki argumentatywnej i czytamy znajdujące się tam wskazówki i wytyczne. Czując pewien niedosyt, wyświetlam im z projektora ćwiczenie polegające na uzupełnieniu przykładowej rozprawki typowymi dla tej formy zwrotami w rodzaju first of all, moreover, on the other hand, to sum up itp. Panowie ze spokojem tolerują mój monotonny wykład i odzywają się nawet od czasu do czasu, chociaż wyraźnie brakuje im sił.
Wydaje mi się, że powinni sobie przenotować do repetytorium zwroty, które właśnie wstawiamy do ćwiczenia, ale widząc ich skrajne wyczerpanie i bohaterski spokój, z jakim starają się mnie słuchać, nie śmiem im tego proponować. Mówię więc, że jeśli ktoś nie jest w stanie, niech mi da repetytorium, to mu przenotuję. Na moim biurku natychmiast ląduje siedem otwartych we właściwym miejscu książek, a ja - patrząc w niewinnie bezsilne twarze ich właścicieli - nie widzę innego wyjścia i starannie, czytelnie notuję im, co trzeba. Jest cicho, spokojnie, a wszyscy zachowują się rozbrajająco naturalnie, jakby nic szczególnego się nie działo.
Ja w sieci
-
Fanpage
blog na facebooku
-
Forum anglista.edu.pl
moje forum dla anglistów i studentów anglistyki
-
Moodle anglista.org
system nauczania online dla moich uczniów i studentów







