Wędzić, czyli fajna zabawa
Tuesday, July 6, 2010 4:56:19 PM
Wędzenie. Prastara metoda konserwacji żywności. Wymaga uzycia niewielkiej ilości soli, towaru niegdyś ekskluzywnego. na pokazach historycznych, w których mam okazję uczestniczyć, w ramach swojego stanowiska rybackiego, stosuję jeden ze sposobów wędzenia. To wędzenie w jamach wędzarniczych. Metoda ta potwierdzona została znaleziskami archeologicznymi m.in z Biskupina.
Na czym polega? Kopiemy w ziemi jamę (moje do celów reprezentacyjno-konsumpcyjnych mają zwykle około pół metra głębokości) rozpalamy na jej dnie ognisko. Po uzyskaniu żaru dorzucamy szczapki z drzewa liściastego. Następnie na kratownicy z drewna, lub wieszając nad paleniskiem ( technika zalezy od gatunku ryby) umieszamy rybę. Całość przykrywamy deskami, skórą, lub, tak jak ostatnio zdażyło mi się w Kamieniu Pomorskim - darnią. Czas wędzenia zależy oczywiscie od gatunku. Śledzie potrzebują około jednej godziny, z 1,5 kilogramowym torbutem walczyłem trzy dni.
Trzeba pamietać że wędzenie w tak prostej jamie jest wędzeniem "na gorąco". Oznacza to, że ryba znajduje się w dymie o temperaturze 90 stopni Celsjusza. Dlatego też nigdy nie przykrywam szczelnie dołów. Dzięki temu wędzarnia zsykuje na estetyce. Z dziury w ziemi wesoło pyrka sobie dym.
Do tej pory wędziłem sztornie i torbuty (popularne flądry)- pierwsze z sukcesem, długie po ciężkiej walce jednak nie wyszły. (Jednakże w ubiegłym roku na festynie przy Muzeum Rybołówstwa w Niechorzu niewielki torbuciki wyszły całkiem smacznie) Oraz śledzie, które nie wymagają specjalnego zachodu.
Na czym polega? Kopiemy w ziemi jamę (moje do celów reprezentacyjno-konsumpcyjnych mają zwykle około pół metra głębokości) rozpalamy na jej dnie ognisko. Po uzyskaniu żaru dorzucamy szczapki z drzewa liściastego. Następnie na kratownicy z drewna, lub wieszając nad paleniskiem ( technika zalezy od gatunku ryby) umieszamy rybę. Całość przykrywamy deskami, skórą, lub, tak jak ostatnio zdażyło mi się w Kamieniu Pomorskim - darnią. Czas wędzenia zależy oczywiscie od gatunku. Śledzie potrzebują około jednej godziny, z 1,5 kilogramowym torbutem walczyłem trzy dni.
Trzeba pamietać że wędzenie w tak prostej jamie jest wędzeniem "na gorąco". Oznacza to, że ryba znajduje się w dymie o temperaturze 90 stopni Celsjusza. Dlatego też nigdy nie przykrywam szczelnie dołów. Dzięki temu wędzarnia zsykuje na estetyce. Z dziury w ziemi wesoło pyrka sobie dym.
Do tej pory wędziłem sztornie i torbuty (popularne flądry)- pierwsze z sukcesem, długie po ciężkiej walce jednak nie wyszły. (Jednakże w ubiegłym roku na festynie przy Muzeum Rybołówstwa w Niechorzu niewielki torbuciki wyszły całkiem smacznie) Oraz śledzie, które nie wymagają specjalnego zachodu.








