Skip navigation

Sign up | Lost password? | Help

dom publiczny

czyli wentyl, playground i coś jeszcze...

podaruj paczkę



pora zrobić szlachetną paczkę. a może i kilka.

a ty? pewnie zawsze chciałeś(aś), ale zawsze coś, zawsze potem, akurat nie ma czasu...
teraz jest łatwiej. wejdź na tę stronę, znajdź swoją okolicę i zobacz czego potrzebują rodziny. są to czasem bardzo banalne rzeczy, takie, których może akurat ci zbywa i nie musisz nawet specjalnie nic kupować. zobacz jak łatwo jest pomóc.

tam, gdzie książki ożywają


smakowite.

zdecydowanie nie-trendy


nie jest dobrze. wręcz fatalnie. robi się cieplej i cieplej. niedługo wielkie oceany nas zaleją, miasta zginą i ludzie ruszą w góry a zwierzęta im nie wybaczą. zła ludzkość! zła i nieobliczalna w swej wszechmocy. wszystkiemu winna! będzie się Ziemia smażyć w piekle gazów cieplarnianych.
ale hej... mówią, że jest szansa zatrzymać tę katastrofę jeśli przestaniemy jeździć, latać, odychać i, generalnie, poddamy się rygorom "nowego porządku". będziemy kupować nowe "ekologiczne" produkty i śpiewać ekologiczne pieśni ofiarno-pochwalne.
ale zaraz... czy ktoś pamięta histerię z dziurą ozonową sprzed ponad dekady? ja pamiętam. toć, wedle prognoz, jakoś tak teraz właśnie, powinny ginąć ostatnie przejawy życia na Ziemi zgładzone śmiercionośnym promieniowaniem uv w braku ozonu. toć przecież globalne wydzielanie substancji-zabójców-ozonu się nie zmniejszyło a dziura ozonowa, niesubordynowana jej mać, i owszem, zmniejszyła się zamiast zwiększyć dając Słońcu nas zabić. toć przecież my żyjemy...
o co chodzi, pomyłka?
gdzie ci naukowcy i politycy? gdzie ci wieszcze katastroficzni są dzisiaj? co mają do powiedzenia, wytłumaczenia? nic, kompletnie nic! co więcej, może to oni właśnie nadmuchują nowego potwora, przed którym będą nas ratować mówiąc jak mamy żyć i co kupować? może to taka etiuda, wstęp do globalnego rządzenia? Orwell...

nie, nie jestem antyglobalistą. nie jestem antyekologiczny. jestem, jak mi się wydaje, rozsądnie myślącym gościem i dlatego, z ulgą przeczytałem ostatnio wywiad z prof. Zbigniewem Jaworowskim.

Człowiek nie ma nic do klimatu
bardzo polecam.

bach

,


fantastyczna interpretacja według Glenna Goulda.
hmm... rewelacja...

cyfrowa chmura

, , ,


londyn spogląda w chmury zachęcony przez artystów, naukowców i google.
projekt zapowiada się bardzo objecująco.

ćwierkam


bym zapomniał... twitter.com/moionet — to ja.

z przytupem, proszę

,


koniec z bezsensownym włóczeniem się po ulicach..
odtąd każdy może być produktywny, niejako, od niechcena =)

obok


czekałem w zaparkowanym samochodzie przed sklepem i, z braku lepszego zajęcia, obserwowałem ludzi.
ciekawe, że przechodnie zupełnie nie zwracają uwagi na zawartość mijanych aut. siedząc w środku, bez ruchu, stajesz się niewidzialny, stajesz się częścią fotela. nikt nawet nie muśnie cię swoim wzrokiem a ty możesz się bezczelnie gapić i przywłaszczać każdy ich gest, grymas, emocję.
siedząc wygodnie i bezpiecznie w stalowo-szklanej kapsule możesz rzucić wszystkie swoje siły na odbiór, na empatię. zadziwiające — jakże zmienia się wówczas percepcja, jakże inaczej postrzega się bliźnich, ilu ciekawych spostrzeżeń można dokonać.
hop, i jesteś w głowie zalęknionego nastolatka udającego twardziela przed kolegami. siup, w gorzkie serce słodkiej blond gwiazdy. auć, unik przed młotem myśli biznesmena.
to trochę tak jak czytanie książki: masz słowa, charaktery, didaskalia i uruchamiasz wyobraźnię...
mniej więcej wiesz o czym jest ta powieść, ale zwroty akcji bywają zaskakujące.

odwiedziłem ich w domu jakieś dziesięć lat temu. była to krótka wizyta przy okazji załatwiania małej sprawy. dobrze znałem tę charakterystyczną parę z widzenia, wyróżniał ich zabawny, fizyczny dysonans: on dryblas, ona drobna. oboje koło pięćdziesiątki, biednie ubrani, chodzili ulicami pod rękę i promieniowali miłością.
nie inaczej przyjęli mnie u siebie. w tym ich gniazdku, urządzonym mocno zużytymi meblami i wypełnionym książkami, spotkała mnie sympatia, otwartość i prostoduszność. zauważyłem, że nie emanowało z nich nic w rodzaju poczucia krzywdy lub zawstydzenia ubóstwem. wręcz przeciwnie, czuło się w ich usposobieniu godność i coś co można nazwać: radością życia.
po szybkim omówieniu "sprawy" jeszcze jakiś czas (niemały) siedzieliśmy i rozmawialiśmy o różnościach. gospodarze mieli wyraźne zacięcie erudycyjne, więc dyskusja toczyła się wartko i nie była płytka. trudno było się rozstać ale, w końcu, musiałem sobie pójść i tyle ich widziałem.
to było jedno z tych spotkań, które tak mile zaskakują. a przecież nic nie zapowiadało...

w świecie za auta szybą pojawiła się kobieta w długim, pikowanym płaszczu z dużą, szmacianą torbą w ręku. podeszła do śmietnika i, w skupieniu, przeglądała wierzchnie warstwy pomagając sobie patykiem. dryblas, w jak zawsze za krótkich spodniach, rzucił na ziemię przyniesione puszki i energicznie rozgniótł je nogą. starannie zebrał złom i włożył do trzymanego w ręku ogromnego worka. drugą dłonią ujął dłoń kobiety.
szli ulicą obwieszeni torbami i bogaci swoją miłością.

z podziękowaniem (bez okazji)


You don't have to be a "person of influence" to be influential.
In fact, the most influential people in my life are probably not even aware of the things they've taught me.

Scott Adams

patrz pod nogi

,


interaktywna "podłoga". świetne dla imprez plenerowych. absolutnie genialny pomysł od KMA
uprasza się oglądać na pełnym ekranie.