Skip navigation.

Jacko - zza okna pisane...

Hominis est errare, insipientis in errore perseverare.

September 2007

( Monthly archive )

Czy musi tak być...?

Nareszcie znalazłem jakąś w miarę długą chwilę,żeby coś napisać. Mam teraz taki nawał obowiązków w pracy, ze sam nie wiem, czy dam radę. Całe szczęście jeszcze tylko miesiąc (a dokładnie 23 dni robocze plus ewentualnie 4 soboty) pozostał i sytuacja się trochę uspokoi. Uspokoi się trochę, bo po 1-szym listopada jeszcze trochę roboty będzie. Ale na szczęscie już nie tyle, co teraz.

Już nieraz zastanawiałem się, czy to tak musi być. Trochę mnie przeraża ta codzienna monotonia wykonywania tych samych czynności. Codziennie wstaję o tej samej porze (6:30). Pierwsze co, to włączam telewizor. Na TVN24. Potem schodzę na dół (dla tych, którzy nie wiedzą - mam tzw. antresolę, czyli łóżko na wysokości 2m od podłogi), włączam komputer i sprawdzam pocztę (w międzyczasie się ubieram). Potem idę do kuchni, włączam wodę i zostawiam na stole 1,10zł (we czwartki 1,50zł) dla ojca, żeby kupił gazetę, jak będzie z psem szedł. Wstawiam wodę w czajniku (zawsze wlewam tyle, żeby wystarczyło na 3 kubki - dla mnie herbata do śniadania a pozostałe dwa na kawę dla rodziców, jak wstaną) i idę do łazienki. Tam robię, co trzeba i zabieram się za śniadanie. Zjadam je i zakładam buty. Potem albo siadam tutaj albo (jak mi się nic nie chce) nastawiam sobie budzik na 7:55 i kładę się na sofie i ucinam sobie drzemkę. Gdy zadzwoni budzik wstaję, wyciągam z szafy moją ulubioną koszulę, zakładam i chwilę po 8:00 wychodzę na przystanek (całe szczęście, że mam blisko...). Tramwaj przyjeżdża o 8:10 (tzn. czasami mu się zdarzy przyjechać punktualnie). Wsiadam i jadę do samego końca (41 minut jazdy). Na końcowym wysiadam i idę do pracy.

Nie będę opowiadał, czym się zajmuję, bo to akurat nie jest głównym tematem tego wpisu (może kiedyś napiszę coś więcej...).

Kończę pracę różnie. Czasami jest to 15:00 a czasami, to nawet ostatnim tramwajem (23:26) do domu wracałem (chociaż w tym roku takiej sytuacji nie miałem... póki co jeszcze...). Ogólnie, to we wrześniu i październiku, kończę około 19:00. Przyjeżdżam do domu, zjadam "obiad", sprawdzam pocztę i około 20:30-21:00 z psem na spacer idę. Po spacerze ponownie zasiadam tutaj, wgrywam fotki z telefonu, przeglądam wiadomości, blogi, fora itd. Czasami (jak np. nie ma nic nowego na blogach, forach), to sobie w coś pogram (najczęściej w piłkę nożną) i około godziny 23:00-23:30 idę spać.

Gramolę się na te swoje 2 m.p.p.p (metry ponad poziomem podłogi :wink:), sprawdzam, czy budzik jest ustawiony (chociaż na 100% wiem, ze tak, bo mam Alarm cykliczny ustawiony na 6:30 od poniedziałku do piątku), wyłączam telewizor, zamykam oczy i zasypiam.

Następnego dnia o 6:30 dzwoni budzik i wszystko zaczyna się od nowa. Już tak od jakiegoś czasu zastanawiam się, co mogę zmienić, by to, jak wygląd mój zwykły dzień, nie wyglądało, jak jakiś schemat, matryca, wzornik z Sevres pod Paryżem. Tej zimy, gdy już będę miał wolne, będę musiał się nad tym poważnie zastanowić. Bo tak przecież nie można. Chyba...

Gdynia - MotoShow na Skwerze

33/39
Wybrałem się dziś z Grześkiem do Gdyni na MOTO SHOW. Zapowiadało się nawet ciekawie, więc pojechaliśmy. No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie pogoda. To znaczy, wyjeżdżając z Gdańska, było jeszcze całkiem całkiem, ale w Gdyni, to już się znacznie pogorszyło. Zerwał się dość silny wiatr i do tego jeszcze co jakiś czas popadywał deszcz (niby delikatny, ale zawsze deszcz). No ale jak już tam zajechaliśmy, to postanowiliśmy "dokończyć dzieła". A wyglądało to tak:

Na początku stało kilka "pożeraczy paliwa":



Idąc dalej, to już raczej nowsze auta były:

Wracając do domu też niezłe wózki można było zobaczyć :wink: :

Ogólnie, to zmarzłem i zmokłem. A teraz siedzę w domu i pisząc ten post wkurzam się, bo właśnie pogoda zaczęła się klarować a mnie boli głowa :mad:. Mam nadzieję, że mi przejdzie, bo się jeszcze dzisiaj na koncert nad kanał wybieram. Oczywiście nie mam zamiaru płacić 10zł (ciekawe, kto zapłaci... :wink:), tylko stanąć sobie gdzieś z boku i poobserwować.

A jutro w NPC Zawody Smoczych Łodzi, na które też się wybieram.

Nie lubie, nie lubie...

Takiej pogody, jak dziś nie lubię. No bo niby co jest fajnego w takiej pogodzie? Niby termometr pokazuje, że jest około 10oC, ale jakoś tak ogólnie zimno jest. Niby nie ma jakiejś wielkiej ulewy, ale jakiś taki prawie niewidoczny deszcz pada prosto w twarz. Niby nie ma jakiegoś porywistego wiatru, tylko raczej delikatnie wieje. Ale w wyniku połączenia tego wiaterku z deszczykiem i taką temperaturą, daje dość nieprzyjemną mieszankę. W taką pogodę, to tylko w domu siedzieć (najlepiej przy jakimś piffku :wink:). Ale niestety, jak co wieczór trzeba było z psem na spacer pójść (że też się jeszcze nie nauczył sam ze sobą wychodzić... :wink:). Więc poszedłem. Nie łaziłem z nim zbyt długo. Zrobił, co trzeba i wróciliśmy. Chciałem na Szymona zdążyć. I zdążyłem.

A propos telewizji (a raczej filmów) - w sobotę oglądałem dość dobry film. "Skazany na bluesa", czyli historię życia Ryśka Riedla - wokalisty Dżemu. Dość długo się zbierałem, żeby go obejrzeć i w końcu się udało. Powiem szczerze, że zrobił on (ten film) na mnie bardzo dobre wrażenie. Jestem pełen uznania dla Tomka Kota, odtwórcy głównej roli. Moim zdaniem zagrał wyśmienicie. A scena, w której członkowie zespołu przyprowadzają swojego, zupełnie naćpanego wokalistę na przesłuchanie w sprawie kontraktu (jakieś 2/3 filmu) a Rysiek po podniesieniu kurtyny zbiera się w sobie i ostatkiem sił zaczyna śpiewać "List do M." ("Samotność, to taka straszna trwoga..."), to po prostu arcymistrzostwo. Choćby dla tej sceny warto ten film obejrzeć. Polecam.

No i to tyle na dzisiaj. Nie wiem, kiedy coś nowego napiszę. Mam teraz dość napięty plan. I to już tak do końca października. Mam nadzieję, że jakoś to wytrzymam.

Dzień blogera...

Jak się dzisiaj dowiedziałem, 31 sierpnia, czyli wczoraj był Międzynarodowy Dzień Blogera.

Cytat z portalu dziennik.pl:
"Dzień blogera to inicjatywa Izraelczyka imieniem Nir Ofir. Chciał mocniej zintegrować środowisko tych pisarzy-amatorów. Dzień blogera - 31 sierpnia - rządzi się pięcioma zasadami. Oto one:

1. Znajdź pięć nowych blogów, które uznasz za interesujące.
2. Poinformuj pięciu blogerów których polecasz, że robisz to w ramach Dnia Blogera 2007.
3. Napisz krótki opis każdego z blogów, które podlinkujesz na swoim pamiętniku.
4. 31 sierpnia zamieść notatkę o święcie.
5. Zamieść na swojej stronie linka do strony www.blogday.org."


A ja oczywiście, jak to ja, w ten dzień zrobiłem tak:

1. NIE znalazłem (a nawet nie szukałem) pięciu nowych blogów.
2. NIE informowałem nikogo (bo niby kogo, skoro nie szukałem?).
3. NIE napisałem krótkich opisów (bo niby o czym...?).
4. 31 sierpnia NIE umieściłem notatki o święcie (tylko dzisiaj).
5. NIE zamieściłem linka do www.blogday.org (no bo to nie jest link :wink: ).

A tak w ogóle, to niedawno Corzano na swoim forum zacytował coś niepokojącego. Mam nadzieję, że nie będę musiał zamknąć bloga...

I jeszcze zapowiedź - Ojciec i Grzesiek pojechali wczoraj do Radomia na AIR SHOW, więc pewnie po weekendzie jakieś fotki wrzucę (jak mi Grzesiek pozwoli... :wink: ). No i to tyle na dzisiaj (dawno tego nie pisałem... :wink: )