Skip navigation.

Jacko - zza okna pisane...

Hominis est errare, insipientis in errore perseverare.

Rowerowo...

Brat mnie dzisiaj na rower wyciągnął. Na Matarnię. Niby niedaleko, ale jak na pierwszy raz w tym roku, to jednak troszkę tak. I bynajmniej nie chodzi o to, że zimno było, czy coś. Po prostu po zimie (jaka by ona nie była) człowiek się trochę rozleniwił (to znaczy mięśnie się rozleniwiły :wink: ). A poza tym, przecież chorowałem trochę. A propos - jutro na kontrolę do pana doktora L---- idę.

Nogi mnie bolą niemiłosiernie... Najgorzej było na Słowackiego pod tą górę podjechać. W połowie drogi (dla tych, którzy wiedzą - tam, gdzie jest ten fotoradar, co pokazuje, ile jedziesz) zsiadłem z roweru i dalej go prowadziłem. Nie dałem rady po prostu. Lancem Armstrongiem nie jestem... (a szkoda, bo chłop narzeczoną ma fajną...)

Jak do domu wróciliśmy, to usiadłem na sofie i po 5-ciu minutach nogi odmówiły posłuszeństwa. Już sobie wyobrażam te jutrzejsze zakwasy... Obiad ledwo co zjadłem (dobry był, ale mimo szczerych chęci - nie miałem siły).

Ale nic, powoli trzeba się (tzn. mięśnie) do roweru przyzwyczajać. Już niedługo wiosna, więc będzie się częściej jeździć. Postanowiłem, że w tym roku dużo będę jeździł. I nie chodzi tu wcale o to, że nie chcę płacić za bilety ZKM (czasami są niezbędne), ale po prostu w zeszłym roku mało jeździłem i chcę to nadrobić.

A tak w ogóle, to ja bardzo lubię na rowerze jeździć. W sezonie letnim bardzo często robię sobie różne "wypady". A to do Gdyni na klif, a to do Jelitkowa. Byłem nawet w Przywidzu (dla niezorientowanych - 32 km za Gdańskiem) i to dwa razy. Co ciekawe - nigdy rowerem nie wracałem. Za pierwszym razem kierowca PKSu zgodził się do bagażnika zabrać a za drugim razem wracał kolega (zapłacił za bilet, ale jak zobaczył mnie na rowerze, to powiedział, że odda mi swój bilet, byle tylko dać mu rower - więc dałem).

A ten mój rower, to w ogóle ma ciekawe "życie". Ma już prawie 11 lat staruszek i jeszcze się nieźle trzyma. Rodzice mi go kupili w 1996 roku w hurtowni rowerowej "Ksiądz i syn" - przy kościele :smile: na Chełmie. Nie wiem, czy jeszcze istnieje...

Był 2 razy kradziony. Raz z piwnicy - znalazł się po kilku dniach - w , nazwijmy to "pomieszczeniu kominowo - zaworowym" - zaraz obok. Drugi raz, to właściwie nie wiem, czy to kradzież, bo było to wtedy, jak dałem koledze, żeby z Przywidza wracał, to on oczywiście wrócił. Tyle, że po 2 dniach...

Brał też udział w wypadku samochodowym. Spokojnie! Nie ja jechałem i nic poważnego się nie stało... Sąsiadowi dałem kiedyś pojeździć i jak wyjeżdżał z podporządkowanej, nie użył hamulców. Przeturlał się po masce samochodu, łokciem połamał lusterko (w samochodzie) i upadł z drugiej strony. A rower? Nic wielkiego się nie stało, prócz tak zwanej "ósemki" na przednim kole.

No i to tyle na dzisiaj. :headbang:ROWER POWER!:headbang:

Aha, Galeria Bałtycka we Wrzeszczu "sie buduje sie".

Don't worry, be happy...Już wiosna...?

Comments

Anonymous 6. March 2007, 06:43

ewka writes:

Rower!!! Czyż może być coś piękniejszego od wyprawy w nieznane na rowerze???
No chyba, że motorower... Kurcze... Wiatr we włosach, powietrze zapierające oddech i ten pęd ku nieznanemu! Oj, jeździło się kiedyś, jeździło...

Jacko 6. March 2007, 07:32

Tam zaraz "w nieznane"... Byłem tam wiele razy. Tyle, że nie na rowerze.

Anonymous 6. March 2007, 09:18

ewka writes:

No ja nie miałam na myśli Ciebie tylko siebie, bo nigdy tam nie byłam...

Jacko 6. March 2007, 15:41

Wszystko przed Tobą...

Anonymous 6. March 2007, 22:00

Tangens writes:

Ja tez bardzo lubię rower, mimo że jest konkurencją dla tramwaju. Ale tam gdzie nie można dojechać tramwajem to rowerek jest idealną sprawą.
Pod Matarnię ulicą Słowackiego nigdy nie odważyłem się podjechać. Zawsze jechałem Kartuską do Żukowa lub przez Oliwę do Chwaszczyna, ale zawsze (no, może prawie) wracałem Słowackiego. Ten zjazd przez słynne 9 zakrętów to była kulminacja (nie mylić z kumulacją) wycieczki. Czasami zahaczało się też o Matemblewo.

Jacko 6. March 2007, 22:13

No ja też już raczej nigdy nie będę w tamtą stronę przez Słowackiego jechał. Co innego z powrotem - zakręcisz kilka razy pedałami na Matarni i jedziesz aż do Grunwaldzkiej (o ile nic z lasu nie wyjedzie :wink:)

KOT 8. March 2007, 11:01

FRIEND to brzmi dumnie
dziękuje

Jacko 8. March 2007, 15:41

A proszę bardzo. Jako jedyny z komentujących nie masz pod spodem napisu "By anonymous user,...", więc Cię do Friends wrzuciłem.

Anonymous 9. March 2007, 09:08

Anonymous writes:

Jeżeli to jest jedyny powód to może będe pisał tak
KOT

Jacko 11. March 2007, 07:56

Ej, no teraz żeś wymyślił...

Anonymous 11. March 2007, 22:11

Tangens writes:

A co trzeba zrobić, żeby nie mieć pod spodem napisu "By anonymous user..."? próboiwałem dziś się zarejestrować, ale sobacza anglizacja okazała się nie do przejścia.

KOT 12. March 2007, 07:14

Tangens napisał:
"ale sobacza anglizacja okazała się nie do przejścia."
Dla mnie też nie była prosta ale od czego ma się dzieci.
Poproś kogoś o pomoc i będziesz mógł napisać

"FRIEND to brzmi dumnie"

Jacko 12. March 2007, 19:38

No proszę... FRIENDSów im się zachciewa... :wink:

Anonymous 14. March 2007, 11:44

ewka writes:

No ja też bym chciała... ale przy tym stowarzyszeniu sam... sorki facetów, to szans żadnych biedna kobicina ni ma... Nawet nie będę szyfru łamać, bo i po co? Gdzież bym taką śliczną kotkę ze skrzydełkami znalazła...

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies