Rowerowo...
Sunday, March 4, 2007 7:54:00 PM
Brat mnie dzisiaj na rower wyciągnął. Na Matarnię. Niby niedaleko, ale jak na pierwszy raz w tym roku, to jednak troszkę tak. I bynajmniej nie chodzi o to, że zimno było, czy coś. Po prostu po zimie (jaka by ona nie była) człowiek się trochę rozleniwił (to znaczy mięśnie się rozleniwiły
). A poza tym, przecież chorowałem trochę. A propos - jutro na kontrolę do pana doktora L---- idę.Nogi mnie bolą niemiłosiernie... Najgorzej było na Słowackiego pod tą górę podjechać. W połowie drogi (dla tych, którzy wiedzą - tam, gdzie jest ten fotoradar, co pokazuje, ile jedziesz) zsiadłem z roweru i dalej go prowadziłem. Nie dałem rady po prostu. Lancem Armstrongiem nie jestem... (a szkoda, bo chłop narzeczoną ma fajną...)
Jak do domu wróciliśmy, to usiadłem na sofie i po 5-ciu minutach nogi odmówiły posłuszeństwa. Już sobie wyobrażam te jutrzejsze zakwasy... Obiad ledwo co zjadłem (dobry był, ale mimo szczerych chęci - nie miałem siły).
Ale nic, powoli trzeba się (tzn. mięśnie) do roweru przyzwyczajać. Już niedługo wiosna, więc będzie się częściej jeździć. Postanowiłem, że w tym roku dużo będę jeździł. I nie chodzi tu wcale o to, że nie chcę płacić za bilety ZKM (czasami są niezbędne), ale po prostu w zeszłym roku mało jeździłem i chcę to nadrobić.
A tak w ogóle, to ja bardzo lubię na rowerze jeździć. W sezonie letnim bardzo często robię sobie różne "wypady". A to do Gdyni na klif, a to do Jelitkowa. Byłem nawet w Przywidzu (dla niezorientowanych - 32 km za Gdańskiem) i to dwa razy. Co ciekawe - nigdy rowerem nie wracałem. Za pierwszym razem kierowca PKSu zgodził się do bagażnika zabrać a za drugim razem wracał kolega (zapłacił za bilet, ale jak zobaczył mnie na rowerze, to powiedział, że odda mi swój bilet, byle tylko dać mu rower - więc dałem).
A ten mój rower, to w ogóle ma ciekawe "życie". Ma już prawie 11 lat staruszek i jeszcze się nieźle trzyma. Rodzice mi go kupili w 1996 roku w hurtowni rowerowej "Ksiądz i syn" - przy kościele
na Chełmie. Nie wiem, czy jeszcze istnieje...Był 2 razy kradziony. Raz z piwnicy - znalazł się po kilku dniach - w , nazwijmy to "pomieszczeniu kominowo - zaworowym" - zaraz obok. Drugi raz, to właściwie nie wiem, czy to kradzież, bo było to wtedy, jak dałem koledze, żeby z Przywidza wracał, to on oczywiście wrócił. Tyle, że po 2 dniach...
Brał też udział w wypadku samochodowym. Spokojnie! Nie ja jechałem i nic poważnego się nie stało... Sąsiadowi dałem kiedyś pojeździć i jak wyjeżdżał z podporządkowanej, nie użył hamulców. Przeturlał się po masce samochodu, łokciem połamał lusterko (w samochodzie) i upadł z drugiej strony. A rower? Nic wielkiego się nie stało, prócz tak zwanej "ósemki" na przednim kole.
No i to tyle na dzisiaj. :headbang:ROWER POWER!

Aha, Galeria Bałtycka we Wrzeszczu "sie buduje sie".


Anonymous # Tuesday, March 6, 2007 6:43:27 AM
Jackomsjacko # Tuesday, March 6, 2007 7:32:30 AM
Anonymous # Tuesday, March 6, 2007 9:18:59 AM
Jackomsjacko # Tuesday, March 6, 2007 3:41:56 PM
Anonymous # Tuesday, March 6, 2007 10:00:32 PM
Jackomsjacko # Tuesday, March 6, 2007 10:13:30 PM
KOTfwkot # Thursday, March 8, 2007 11:01:10 AM
dziękuje
Jackomsjacko # Thursday, March 8, 2007 3:41:53 PM
Anonymous # Friday, March 9, 2007 9:08:59 AM
Jackomsjacko # Sunday, March 11, 2007 7:56:18 AM
Anonymous # Sunday, March 11, 2007 10:11:03 PM
KOTfwkot # Monday, March 12, 2007 7:14:37 AM
"ale sobacza anglizacja okazała się nie do przejścia."
Dla mnie też nie była prosta ale od czego ma się dzieci.
Poproś kogoś o pomoc i będziesz mógł napisać
"FRIEND to brzmi dumnie"
Jackomsjacko # Monday, March 12, 2007 7:38:45 PM
Anonymous # Wednesday, March 14, 2007 11:44:08 AM