Czy musi tak być...?
Friday, 28. September 2007, 21:17:36
Nareszcie znalazłem jakąś w miarę długą chwilę,żeby coś napisać. Mam teraz taki nawał obowiązków w pracy, ze sam nie wiem, czy dam radę. Całe szczęście jeszcze tylko miesiąc (a dokładnie 23 dni robocze plus ewentualnie 4 soboty) pozostał i sytuacja się trochę uspokoi. Uspokoi się trochę, bo po 1-szym listopada jeszcze trochę roboty będzie. Ale na szczęscie już nie tyle, co teraz.
Już nieraz zastanawiałem się, czy to tak musi być. Trochę mnie przeraża ta codzienna monotonia wykonywania tych samych czynności. Codziennie wstaję o tej samej porze (6:30). Pierwsze co, to włączam telewizor. Na TVN24. Potem schodzę na dół (dla tych, którzy nie wiedzą - mam tzw. antresolę, czyli łóżko na wysokości 2m od podłogi), włączam komputer i sprawdzam pocztę (w międzyczasie się ubieram). Potem idę do kuchni, włączam wodę i zostawiam na stole 1,10zł (we czwartki 1,50zł) dla ojca, żeby kupił gazetę, jak będzie z psem szedł. Wstawiam wodę w czajniku (zawsze wlewam tyle, żeby wystarczyło na 3 kubki - dla mnie herbata do śniadania a pozostałe dwa na kawę dla rodziców, jak wstaną) i idę do łazienki. Tam robię, co trzeba i zabieram się za śniadanie. Zjadam je i zakładam buty. Potem albo siadam tutaj albo (jak mi się nic nie chce) nastawiam sobie budzik na 7:55 i kładę się na sofie i ucinam sobie drzemkę. Gdy zadzwoni budzik wstaję, wyciągam z szafy moją ulubioną koszulę, zakładam i chwilę po 8:00 wychodzę na przystanek (całe szczęście, że mam blisko...). Tramwaj przyjeżdża o 8:10 (tzn. czasami mu się zdarzy przyjechać punktualnie). Wsiadam i jadę do samego końca (41 minut jazdy). Na końcowym wysiadam i idę do pracy.
Nie będę opowiadał, czym się zajmuję, bo to akurat nie jest głównym tematem tego wpisu (może kiedyś napiszę coś więcej...).
Kończę pracę różnie. Czasami jest to 15:00 a czasami, to nawet ostatnim tramwajem (23:26) do domu wracałem (chociaż w tym roku takiej sytuacji nie miałem... póki co jeszcze...). Ogólnie, to we wrześniu i październiku, kończę około 19:00. Przyjeżdżam do domu, zjadam "obiad", sprawdzam pocztę i około 20:30-21:00 z psem na spacer idę. Po spacerze ponownie zasiadam tutaj, wgrywam fotki z telefonu, przeglądam wiadomości, blogi, fora itd. Czasami (jak np. nie ma nic nowego na blogach, forach), to sobie w coś pogram (najczęściej w piłkę nożną) i około godziny 23:00-23:30 idę spać.
Gramolę się na te swoje 2 m.p.p.p (metry ponad poziomem podłogi
), sprawdzam, czy budzik jest ustawiony (chociaż na 100% wiem, ze tak, bo mam Alarm cykliczny ustawiony na 6:30 od poniedziałku do piątku), wyłączam telewizor, zamykam oczy i zasypiam.
Następnego dnia o 6:30 dzwoni budzik i wszystko zaczyna się od nowa. Już tak od jakiegoś czasu zastanawiam się, co mogę zmienić, by to, jak wygląd mój zwykły dzień, nie wyglądało, jak jakiś schemat, matryca, wzornik z Sevres pod Paryżem. Tej zimy, gdy już będę miał wolne, będę musiał się nad tym poważnie zastanowić. Bo tak przecież nie można. Chyba...
Już nieraz zastanawiałem się, czy to tak musi być. Trochę mnie przeraża ta codzienna monotonia wykonywania tych samych czynności. Codziennie wstaję o tej samej porze (6:30). Pierwsze co, to włączam telewizor. Na TVN24. Potem schodzę na dół (dla tych, którzy nie wiedzą - mam tzw. antresolę, czyli łóżko na wysokości 2m od podłogi), włączam komputer i sprawdzam pocztę (w międzyczasie się ubieram). Potem idę do kuchni, włączam wodę i zostawiam na stole 1,10zł (we czwartki 1,50zł) dla ojca, żeby kupił gazetę, jak będzie z psem szedł. Wstawiam wodę w czajniku (zawsze wlewam tyle, żeby wystarczyło na 3 kubki - dla mnie herbata do śniadania a pozostałe dwa na kawę dla rodziców, jak wstaną) i idę do łazienki. Tam robię, co trzeba i zabieram się za śniadanie. Zjadam je i zakładam buty. Potem albo siadam tutaj albo (jak mi się nic nie chce) nastawiam sobie budzik na 7:55 i kładę się na sofie i ucinam sobie drzemkę. Gdy zadzwoni budzik wstaję, wyciągam z szafy moją ulubioną koszulę, zakładam i chwilę po 8:00 wychodzę na przystanek (całe szczęście, że mam blisko...). Tramwaj przyjeżdża o 8:10 (tzn. czasami mu się zdarzy przyjechać punktualnie). Wsiadam i jadę do samego końca (41 minut jazdy). Na końcowym wysiadam i idę do pracy.
Nie będę opowiadał, czym się zajmuję, bo to akurat nie jest głównym tematem tego wpisu (może kiedyś napiszę coś więcej...).
Kończę pracę różnie. Czasami jest to 15:00 a czasami, to nawet ostatnim tramwajem (23:26) do domu wracałem (chociaż w tym roku takiej sytuacji nie miałem... póki co jeszcze...). Ogólnie, to we wrześniu i październiku, kończę około 19:00. Przyjeżdżam do domu, zjadam "obiad", sprawdzam pocztę i około 20:30-21:00 z psem na spacer idę. Po spacerze ponownie zasiadam tutaj, wgrywam fotki z telefonu, przeglądam wiadomości, blogi, fora itd. Czasami (jak np. nie ma nic nowego na blogach, forach), to sobie w coś pogram (najczęściej w piłkę nożną) i około godziny 23:00-23:30 idę spać.
Gramolę się na te swoje 2 m.p.p.p (metry ponad poziomem podłogi
Następnego dnia o 6:30 dzwoni budzik i wszystko zaczyna się od nowa. Już tak od jakiegoś czasu zastanawiam się, co mogę zmienić, by to, jak wygląd mój zwykły dzień, nie wyglądało, jak jakiś schemat, matryca, wzornik z Sevres pod Paryżem. Tej zimy, gdy już będę miał wolne, będę musiał się nad tym poważnie zastanowić. Bo tak przecież nie można. Chyba...
To się chłopie ożeń i Ci się grafik zmieni .
By anonymous user, # 28. September 2007, 23:01:29
By msjacko, # 29. September 2007, 11:41:22
Hmmm... Też mam taką monotonię ostatnio. Ogólnie może nie jest nudno po pracy - raczej nie ma na nic czasu. Teraz z kompa mogę swobodnie pokorzystać, bo jest weekend, a ja w pracy, ale na ogół nawet nie mam już czasu blogów pooglądać wieczorem. Serio... żona zmienia grafik - nie zawsze na lepsze, hehe... (nie musi być żona na papierku, oficjalnie).
Marcinos, nie pękaj... Doczekaj do 1-szego i potem będzie czas, to ja wpadnę do NPC, a potem Ty do mnie!
PS. Podziwiam Cię, że przed wyjściem potrafisz przyciąć komara i nie zaspać
By anonymous user, # 29. September 2007, 13:32:29
Tak bo jak się ma kobietę to budzisz się rano ...A tu śniadanko do lózka masz....( zrobić).
By anonymous user, # 29. September 2007, 17:01:24
Henio - Hehe. Kiedyś słyszałem taki kawał:
W sądzie toczy się sprawa rozwodowa. Sędzia pyta:
- Jaki jest główny powód tego, że powódka chce się rozwieść z pozwanym?
- Bo on mi codziennie rano, przed wyjściem do pracy, śniadanie do łóżka przynosi...
- Nie rozumiem... To chyba powód do dumy a nie do tego, bo chcieć rozwodu...?
- No nie do końca, bo on pracuje w komunikacji miejskiej i wychodzi do pracy około 4:00 rano...
By msjacko, # 29. September 2007, 17:21:17