Mówię o jutrzejszym "święcie". Czy ktoś z Was, Drodzy moi, zastanawiał się kiedyś nad sensem "Dnia Zakochanych" (czy jak to się tam nazywa...)? Czemu on służy? Po co jest? Czy w taki dzień kocha się bardziej a w inne dni mniej? Nie rozumiem tego... Czy ktoś zna odpowiedź? To ja poproszę... Albo nie - nie chcę wiedzieć. Tak się jakoś dziwnie złożyło w moim życiu, że zawsze w "ten dzień" byłem sam (to znaczy raz, kilka lat temu, byłem z kobietą, ale to nie było to, co można nazwać miłością - niestety). Tak więc dla mnie 14 luty jest dniem - że tak powiem - zwyczajnym. Już tyle razy tego dnia nie miałem się do kogo przytulić (ani żadna się do mnie nie przytulała ), że doszedłem do wniosku, że nie ma sensu obchodzić tego dnia w jakikolwiek sposób. Traktuję ten dzień, jak każdy inny. Jutro na przykład jak zwykle wstanę rano do sklepu, zjem śniadanie, pójdę z psem na spacer, potem wsiądę w tramwaj i do znajomego pojadę. Później do urzędu muszę iść, więc przede mną czekanie w kolejce. Później na Żabiankę muszę jechać (ojciec mnie o to prosił, więc pojadę). Później do domu na obiad. Około 17-tej kolega przyjedzie i zabierze mnie do siebie. Obiecałem mu pomóc (a właściwie jego dziewczynie) w obsłudze komputera (Corel i takie tam...). Gdzieś pod wieczór przywiezie mnie do domu i jakoś czas minie. Tak więc mi tam żadne Walentynki do szczęścia nie są potrzebne. Przez tyle lat bycia sam (w sensie kobieta - mężczyzna), nauczyłem się nie myśleć o braku kobiety przy boku. I ciężko mi będzie się "przestawić", gdy się takowa przy moim boku znajdzie (bo przecież kiedyś musi, prawda...?). No i to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że kogoś to zaciekawiło... Na koniec jeszcze cytat z Wergiliusza: "Aby znaleźć miłość, nie pukaj do każdych drzwi. Gdy przyjdzie Twoja godzina, sama wejdzie do twojego domu, życia, serca." I teledysk Foreigner...
Dzięki za teledysk. Trafiłeś w sam środek mojej wrażliwości muzycznej… Po co komu Walentynki??? A po co komu Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Babci? Czy 26 maja kochamy swoje mamy bardziej niż w 365 pozostałych dni roku? Albo, czy w Dzień Bożego Narodzenia stajemy się nagle Aniołami? Czy dzień 31 stycznia nie jest dla Ciebie jakiś wyjątkowy? To są pytania, na które nie oczekuję odpowiedzi tak jak Ty nie oczekujesz odpowiedzi na pytanie postawione przez Ciebie. 14 lutego wszyscy „zakochani” i „pseudozakochani” demonstrują przed całym światem swoją wyższość nad tymi , którzy niestety nie mają dla kogo kupić śmiesznych bibelotów. (to wersja pesymistyczna a optymistyczna jest taka, że chcą się pochwalić swoim stanem… Apropos stanu zakochania w „Samotności w sieci” Wiśniewski naukowo udowadnia jakie reakcje zachodzą w człowieku (chemiczne reakcje) pod wpływem zakochania… Drażnią mnie Walentynki, ale mimo to wczoraj wieczorem wycinałam z moją Marynią serduszka dla całej klasy 0b… Do Wergiliusza odniosę się póżniej, bo muszę zmykać na lekcje…
Witaj, sąsiedzie. Skorzystałem dziś z zaproszenia w Twoim podpisie i zajrzałem tutaj. Warto było, czyta się bardzo przyjemnie. Gratulacje. Denerwujące są jedynie polecenia w języku angielskim, ale rozumiem, że nic na to nie można poradzić. Linku do Twojego bloga niestety na swoje strony nie wstwię. Z innych pobudek niż Aries.mehehe (zresztą z tych samych nie mogę, bo się do mnie o to nie zwracałeś), ale po prostu moje strony dotyczą miasta w którym mieszkam aktualnie, a z Nowym Portem jedynie łączą go nazwy niektórych ulic (Plac Wolności, Wilków Morskich, Krzywa). A teraz już w temacie właściwym. Co do innych świąt to zdanie mam różne. Boże Narodzenie - dobrze jeśli choć raz w roku staniemy się aniołami; imieniny, urodziny - dobrze choć raz w roku być bohaterem, miło że ktoś pamięta, niemiło jak ktoś zapomni, przykro - gdy zapomną wszyscy. Mnie jednak w święcie 14 lutego irytuje coś zupełnie innego. Że jest to święto amerykańskie. Bardziej moda niż święto, na dodatek z bardzo małą tradycją w naszym kraju. I przeczy zasadzie, że zakochani czasu nie liczą (czy jakoś podobnie, chyba nawet nie chodzi o zakochanych lecz szczęśliwych, ale zakochani są zawsze szczęśliwi, a szczęśliwi prawie zawsze zakochani). I co to za termin 14 lutego dla zakochanych? Prawie zawsze plucha, słońce nie wie co ma właściwie robić. Lepiej, jesli ktoś chce i musi to niech sobie sam, w porozumieniu z partnerem, wyznaczy. Dla jednych może to być właśnie 14 luty, dla innych Noc Świętojańska, jeszcze dla innych rocznica poznania. Natomiast afiszowanie się jaki to jestem kochaś, dlatego że jest akurat 14 lutego, to mi się wydaje akurat nie trafione. I jak słusznie zauważyłeś, raczej mało komu zdarza się zakochać i to z wzajemnością właśnie 14 lutego. Przypuszczam, że nie więcej niż 1/365 populacji. Łączę pozdrowienia.
Apropos Wergiliusza, który niewątpliwie wybitnym myślicielem i poetą był.... Nie da się ukryć jednak, że żył facet w trochę innych czasach. Jeśli wszyscy będą siedzieć za zamkniętymi drzwiami i czekać, aż zapuka do nich pod taką lub inna postacią pozaziemska istota o szumnej nazwie MILOŚĆ, to mogą się jednak nie doczekać. Na skutek fatalnej pomyłki może nastąpić przekierowanie adresu albo co???? Radzę dobrze wszystkim z nadzieją iskrzącą się jeszcze chociaż odrobinę- uchylcie chociaż do licha drzwi - dajcie JEJ szansę wejść.... To tyle... A kończąc ośmielam się jednak życzyć Udanych Walentynek...
14 lutego to komercja. Kocha się zawsze w dzień w nocy w poniedziałek i w piątek w dzień Zaduszny też. Bo kto kocha to na nic niezwraca uwagi tylko kocha i już. życze ci tego abys świętował dzień zakochanych cały rok.
Anonymous # 14. February 2007, 07:34
Dzięki za teledysk. Trafiłeś w sam środek mojej wrażliwości muzycznej…
Po co komu Walentynki??? A po co komu Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Babci? Czy 26 maja kochamy swoje mamy bardziej niż w 365 pozostałych dni roku? Albo, czy w Dzień Bożego Narodzenia stajemy się nagle Aniołami? Czy dzień 31 stycznia nie jest dla Ciebie jakiś wyjątkowy? To są pytania, na które nie oczekuję odpowiedzi tak jak Ty nie oczekujesz odpowiedzi na pytanie postawione przez Ciebie.
14 lutego wszyscy „zakochani” i „pseudozakochani” demonstrują przed całym światem swoją wyższość nad tymi , którzy niestety nie mają dla kogo kupić śmiesznych bibelotów. (to wersja pesymistyczna a optymistyczna jest taka, że chcą się pochwalić swoim stanem… Apropos stanu zakochania w „Samotności w sieci” Wiśniewski naukowo udowadnia jakie reakcje zachodzą w człowieku (chemiczne reakcje) pod wpływem zakochania…
Drażnią mnie Walentynki, ale mimo to wczoraj wieczorem wycinałam z moją Marynią serduszka dla całej klasy 0b…
Do Wergiliusza odniosę się póżniej, bo muszę zmykać na lekcje…
Anonymous # 14. February 2007, 10:47
Witaj, sąsiedzie. Skorzystałem dziś z zaproszenia w Twoim podpisie i zajrzałem tutaj. Warto było, czyta się bardzo przyjemnie. Gratulacje. Denerwujące są jedynie polecenia w języku angielskim, ale rozumiem, że nic na to nie można poradzić.
Linku do Twojego bloga niestety na swoje strony nie wstwię. Z innych pobudek niż Aries.mehehe (zresztą z tych samych nie mogę, bo się do mnie o to nie zwracałeś), ale po prostu moje strony dotyczą miasta w którym mieszkam aktualnie, a z Nowym Portem jedynie łączą go nazwy niektórych ulic (Plac Wolności, Wilków Morskich, Krzywa).
A teraz już w temacie właściwym. Co do innych świąt to zdanie mam różne. Boże Narodzenie - dobrze jeśli choć raz w roku staniemy się aniołami; imieniny, urodziny - dobrze choć raz w roku być bohaterem, miło że ktoś pamięta, niemiło jak ktoś zapomni, przykro - gdy zapomną wszyscy. Mnie jednak w święcie 14 lutego irytuje coś zupełnie innego. Że jest to święto amerykańskie. Bardziej moda niż święto, na dodatek z bardzo małą tradycją w naszym kraju. I przeczy zasadzie, że zakochani czasu nie liczą (czy jakoś podobnie, chyba nawet nie chodzi o zakochanych lecz szczęśliwych, ale zakochani są zawsze szczęśliwi, a szczęśliwi prawie zawsze zakochani). I co to za termin 14 lutego dla zakochanych? Prawie zawsze plucha, słońce nie wie co ma właściwie robić. Lepiej, jesli ktoś chce i musi to niech sobie sam, w porozumieniu z partnerem, wyznaczy. Dla jednych może to być właśnie 14 luty, dla innych Noc Świętojańska, jeszcze dla innych rocznica poznania. Natomiast afiszowanie się jaki to jestem kochaś, dlatego że jest akurat 14 lutego, to mi się wydaje akurat nie trafione. I jak słusznie zauważyłeś, raczej mało komu zdarza się zakochać i to z wzajemnością właśnie 14 lutego. Przypuszczam, że nie więcej niż 1/365 populacji. Łączę pozdrowienia.
tg
Anonymous # 14. February 2007, 11:20
Apropos Wergiliusza, który niewątpliwie wybitnym myślicielem i poetą był.... Nie da się ukryć jednak, że żył facet w trochę innych czasach. Jeśli wszyscy będą siedzieć za zamkniętymi drzwiami i czekać, aż zapuka do nich pod taką lub inna postacią pozaziemska istota o szumnej nazwie MILOŚĆ, to mogą się jednak nie doczekać. Na skutek fatalnej pomyłki może nastąpić przekierowanie adresu albo co????
Radzę dobrze wszystkim z nadzieją iskrzącą się jeszcze chociaż odrobinę- uchylcie chociaż do licha drzwi - dajcie JEJ szansę wejść....
To tyle...
A kończąc ośmielam się jednak życzyć Udanych Walentynek...
Jacko # 14. February 2007, 13:35
Do Tangensa: Witam sąsiada. Dzięki, że Ci się "czyta przyjemnie".
Anonymous # 14. February 2007, 18:59
14 lutego to komercja.
Kocha się zawsze w dzień w nocy w poniedziałek i w piątek w dzień Zaduszny też.
Bo kto kocha to na nic niezwraca uwagi tylko kocha i już.
życze ci tego abys świętował dzień zakochanych cały rok.
Anonymous # 15. February 2007, 06:40
Nie jest dla Ciebie szczególnie ważny dzień Twoich urodzin? A może się mylę....
Jacko # 15. February 2007, 07:06