Część XIX - telewizja w kraju nad Wisłą
Wednesday, December 29, 2010 7:06:20 PM
Od kilku miesięcy jesteśmy natarczywie atakowani reklamami różnych systemów telewizji cyfrowej. Nie chcę być niegrzeczny, ale uważam to nie tylko za bezczelność ale i za zwykłe draństwo. Reklamy pokazują nowopowstałe stacje tv. Jedną z nich jest stacja o nazwie Seriale. Nie bardzo rozumiem dlaczego fachowcy od tworzenia nowych bytów w tv zatrzymali się w połowie drogi. Większość stacji telewizyjnych mogłaby nosić to miano. Moim zdaniem należało pójść dalej - wyobrażam sobie takie stacje jak M jak Miłość, lub Na Wspólnej. W poniedziałki, środy i piątki odcinki o numerach nieparzystych, w wtorki, czwartki i soboty odwrotnie. Niedziela przeznaczona na rozmowy z aktorami, autorami dialogów, scenariuszy zdjęć, dostawcami wody mineralnej i ręczników papierowych itp. Godziny 23:00 - 4:00 - niepublikowane sceny przeznaczone dla dorosłych.
Zastanawiają mnie kryteria jakimi kierują się osoby odpowiedzialne za dobór stacji tv oferowanych przez różnych dostawców. Stacje reprezentujące choć trochę wyższy poziom, są bezlitośnie upychane w pakietach płatnych. Patrząc na program telewizyjny mam wrażenie że decydujący głos w sprawach programowych mają kobiety o niepełnym podstawowym wykształceniu. Najpierw kreskówki dla dzieci, ot tak na oko trzy godziny, a potem? Potem jak nie program o gotowaniu, to o modzie. Jak się moda kończy, zaczyna się talk show. Potem następuje seria reklam sądząc po poziomie, adresowanych do trzyletnich brzdąców. Odnoszę wrażenie że nie jest tu potrzebna ani kawa, ani herbata tylko sól fizjologiczna i to w dużej ilości. Co jeszcze jest potrzebne? Osoby z wyobraźnią. Ludzie którzy rozumieją że bez sensu jest nadawanie serialu "Śliczna jak kalosz" na ośmiu kanałach zamiast ogólnodostępnego kanału edukacyjnego. Dawno temu, za nieboszczki komuny mieliśmy telewizję edukacyjną, z wykładami znakomitych naukowców z różnych dziedzin. Komu to przeszkadzało? Chyba obecnym specjalistom od tworzenia systemów tv.
No i na koniec coś, co powoduje u mnie wzrost ciśnienia gdy o tym mówię. Stacja Kino Polska. Nie pojmuję, dlaczego jesteśmy zmuszeni do płacenia haraczu za jej oglądanie. Toż nadaje ona filmy wyprodukowane za nasze, Polaków, pieniądze; filmy wyprodukowane w latach gdy nikt Polaków o zgodę nie pytał. To tak jakbyśmy kazali kosmetyczce zapłacić za to że sama sobie nałożyła maseczkę na twarz.
Czy fakt ograniczania dostępu części społeczeństwa do dóbr kultury narodowej nie jest przypadkiem sprzeczny z konstytucją?
"Gdy rozum śpi, budzą się upiory nocy". Patrząc na nowopowstałe stacje, mam wrażenie że nad Wisłą rozum zasnął na Wspólnej, o pardon, na dobre.
Nie uwłaczając, jak mawia pewien klasyk









