Skip navigation.

Przemyślenia pana Piotrunia

(nie zawsze serio)

Część nie tylko XIV ale i pozytywna jak wszyscy diabli. Po prostu "Pożegnanie z Afryką".

, , ,

Być może narażam Ci się w tym momencie Wielce Szanowna Czytelniczko i Ty, nie mniej Szanowny Czytelniku, ale trudno. Postanowiłem jakiś czas temu pisać to, co myślę.
Na wstępie zapewniam Wszystkich, iż nie jest to kpina, ironia czy też sarkazm. Z mojego punktu widzenia, jest to szczera prawda.
Piłkarze znad Wisły sprawili mi wczoraj prawdziwą radość. Po prostu okazało się że w 38-milionowym kraju, jakim jest Polska, nie da się zebrać w jednym miejscu 11 facetów, gotowych ubrać śmieszne majtki i biegać przez 90 minut skutecznie po boisku. Głoszę tę teorię już od wielu lat. Spotykały mnie w związku z tym różnie zarówno mało przyjemne jak i zupełnie chamskie reakcje (głównie ze strony tak zwanych kiboli, czyli krótko mówiąc bandziorów chronionych przez służby porządkowe na stadionach). Ale do rzeczy. Dzięki wiekopomnym wcirom, jakie zafundowali polskiej ekipie piłkarze Słowenii, przez jakiś czas będziemy mieli w mediach spokój. Dziennikarze zajmujący się sportem w najpierw będą bić pianę (z czegoś w końcu żyć trzeba), ale za parę tygodni sprawa ucichnie. Tymczasem, gdyby nasi, że tak zażartuję „piłkarze” zakwalifikowali się na wyjazd do Afryki, to człowiek bałby się lodówkę otworzyć żeby nie usłyszeć jeszcze jednej „proroczej wizji” w wykonaniu „specjalistów od kopanej”. Prawdę powiedziawszy, jacy specjaliści, tacy i piłkarze. W końcu gdyby polscy „działacze sportowi” byli fachowcami, to i polska piłka byłaby inna. A tak, ludek kpi z nich, mówiąc, że słowo działacz pochodzi od opisu polskiego „futbolu, w którym nic nie działa. O pardon, przesadziłem. Nieee, no teraz to po prostu skłamałem. Jak to nic nie działa, a prokuratura? Za ca 3 lata Rocznik Statystyczny poda, że w Polsce mamy 100 tysięcy osób związanych futbolem, w tym 25 tysięcy w areszcie śledczym, 25 tysięcy w więzieniu, 35 tysięcy pracuje na zachodzie, 14500 osób sie boi, a reszta stoi w kolejce po szczoteczkę do zębów, cebulę albo jest u adwokata. To kto ma grać? Orkiestra z Titanica? A jak może działać polski futbol, skoro za polską piłkę biorą się nawet politycy? Jeszcze tylko brakuje żeby za to wziął się jakiś śniady właściciel kobiet, które żebrzą na ulicach polskich miast i miasteczek. A co? Gorszy to fachowiec niż nasz kolejny „trener”? Może to i dobrze, że tak się stało? Może znajdzie się jakiś mądry i przyzwoity facet w rządzie, który przerzuci forsę przeznaczoną na tych nieudaczników na inne cele? Na leczenie dzieciaków, albo ich dokarmianie na wschodzie Polski? Tam wciąż pokaźna grupa dzieciaków chodzi codziennie do szkoły na czczo. W tak zwanej Polsce B, czyli na wschodzie kraju, dzieciaki często nie znają smaku mięsa ( o czekoladzie i owocach nawet nie wspomnę) Nie udawajmy, że nie wiemy o tym! Moim zdaniem każda złotówka wydana na naszych (??),(Boże wybacz) „piłkarzy” to gwarancja superdiety zafundowanej dzieciakom, o których piszę. Zwrot "nasi piłkarze", wytłumaczyć można tylko jeden sposób - utrzymywani za NASZE pieniądze. Zbiegiem okoliczności, dzisiejsza prasa pisze o tym, że jedyne na Pomorzu centrum medyczne leczące najtrudniejsze przypadki u dzieci, wyczerpało już limit usług i nakazano mu wstrzymać przyjmowanie kolejnych małych pacjentów. Na miejscu pana Lato i jego kolegów wstydziłbym się brać pensję. Niestety, przy kontraktach wielokotnie przekraczających minimalne wynagrodzenie, niektórzy oficjele przestają rozumieć to słowo.

Tak sobie myślę... część XIII. Ballada kolejowa i nie tylko, ale za to na koniec pozytywnie....

, ,

Jak przystało na tekst pisany w połowie lata, zacznę od transportu. Co gorsza, kolejowego. Żeby nie było lekko, będzie o polskim transporcie kolejowym. Zmuszony byłem do skorzystania z „usług” GUDSLLKWP (wyjaśnienie skrótu znajdziesz w części VIII blogu pt „Ballada kolejowa”). Do tego, że pociągi w Polsce są brudne, śmierdzą, są niepunktualne, zdążyłem się już czas jakiś temu przyzwyczaić - Nihil sub sole novum (Uwaga młodzież – nic nowego pod słońcem, to po łacinie). To, że niemiecki rozkład jazdy polskich pociągów jest bardziej dokładny niż polski – to brzmi już mniej miło; ciekawostką jest to, że opiera się on na danych udostępnionych przez GUDSLLKWP. Teraz do rzeczy. Dwa tygodnie temu jechałem, a właściwie miałem zamiar pojechać do uroczej miejscowości – Rybno Pomorskie. Wiadomo, mała miejscowość, nie nazywa się Włoszczowa, pociągi zatrzymują się nieczęsto, a i to tylko osobowe. Zatem zaplanowałem przesiadkę w Iławie. Mając około 45 min na przesiadkę, z olimpijskim spokojem oczekiwałem na przyjazd kolejki elektrycznej zwanej pociągiem. Mniej więcej 20 minut po planowanym terminie odjazdu, dworcowy głośnik wycharczał informację, że w związku z robotami drogowymi pociąg na który czekałem przyjedzie za godzinę. Radość moja nie znała granic, tak ciepło o ministrze komunikacji nie myślałem już dawno. Właśnie miałem rozpocząć planowanie tortur dla niego i GUDSLLKWP, kiedy uświadomiłem sobie, że moje planowane połączenie z ukochanym Rybnem rozwiewa się „jak sen jakiś złoty”.
W tym samym momencie na peron wtoczył się pociąg ekspresowy jadący przez Iławę. Oczywiście wsiadłem. Miałem bilet, ale na pociąg osobowy, czyli tak jakbym nie miał żadnego. Nie z mojej winy zmuszony zostałem do korzystania z expresu. Spuśćmy litościwie zasłonę na sposób nabywania biletu u konduktora, no powiedzmy że mam kiepską pamięć. Chciałbym zapomnieć, ale po tygodniu wracałem do Gdańska i wtedy nastąpił kolejny wstrząs. Dowiedzieliśmy się ze zdumieniem, że pociągu nie ma, zmieniono z dnia na dzień rozkład jazdy !!! W środku sezonu !!! Na taki koncept nawet małpa by nie wpadła. Tak sobie myślę, że GUDSLLKWP ma podpisaną umowę o współpracy ze szpitalami dla nerwowo chorych. Ot takie badanie na większej populacji.
Ostatecznie, podróż powrotną odbyliśmy na raty: Rybno – Iława – Malbork - Gdańsk. Eskapada zajęła nam ponad 5 godzin, furę nerwów, dlatego ostrzegam, ludzie moje kochane, musicie jechać? A jedźcież gdzie chcecie, ale nie koleją!!!
Samochodem, PKSem, rowerem, pieszo, konno, furmanką, na wrotkach, - czymkolwiek, byle nie koleją. A jeżeli los Was zmusi do korzystania z usług GUDSLLKWP, to po pierwsze, ubezpieczcie się na znaczną kwotę, po drugie, zaopatrzcie się w koce, kanapki, napoje, środki uspokajające, nasenne, odtwarzacze z muzyką relaksacyjną, karty do gry, Chińczyk, warcaby, mydło, papier toaletowy itp. Natomiast unikajcie zabierania ostrych narzędzi. W pewnym momencie tabletki mogłyby przestać działać.
A teraz zgodnie z obietnicą, coś pozytywnego. Doskonale wiedziałem gdzie jadę. W końcu miałem tam być nie po raz pierwszy. Inny świat. Świat ludzi życzliwych, kulturalnych – jedyne chamskie okrzyki, jakie słyszałem pochodziły od pasażerów czarnego BMW na warszawskiej rejestracji. Piękne tereny, Jedno z jezior dochodzi prawie do centrum Rybna. Kiedy odwiedziłem miejscową bibliotekę, zostałem obdarowany wszystkimi możliwymi materiałami (mapy, opisy tras, foldery itp), wszystko z uśmiechem, życzliwie.
Cisza, spokój, domy nie są pokryte trądem graffiti. Jest czysto, sklepów więcej niż sporo. Wszędzie blisko – Grunwald, skansen w Olsztynku, piękny stary kościół w Rumianie i szereg innych atrakcji. Ceny w miejscowej restauracji mniej więcej trzykrotnie niższe niż w Gdańsku. Istnieje niepisany zwyczaj przyjeżdżania na dworzec po gości, a potem odwożenia ich tam z powrotem. W przyszłym roku postaram się tam pojechać po raz kolejny, ale już nie pociągiem… Ot po prostu mam dosyć wspierania tej bezczelnej instytucji jaką jest moim zdaniem GUDSLLKWP.

Tak sobie myślę ... część XII Idzie Nowe....

, , , ...

Po raz pierwszy pisząc swoje złośliwostki, muszę przyznać – coś drgnęło. Jest coś pozytywnego. Może, to coś, nie jest za wielkie, może mało dla niektórych znaczące, ale jednak jest. Kiedyś statystyczny Polak wracał z pracy do domu, statystyczna Polka podawała obiad, włączali telewizor i siorbali zupkę oglądając popołudniowe głupawki, od czasu do czasu lejąc w ucho statystycznego Potomka za idiotyczne zachowanie przy stole, lub jedynkę z geografii. Dzięki nieustającej wojnie wszystkich ze wszystkimi wygrali właśnie Statystyczny Polak i Polka.
Ale po kolei.
Nadal trwa wojna o władzę nad mediami – politycy doskonale znają ich wartość (Cuius radio, eius religio :smile: ). Nieodłącznym elementem walki o telewizję publiczną jest Święty Abonament. Dotychczasowe władze mediów uważały go za świętą własność „wybrańców narodu”
W związku z radykalnym spadkiem wpływów z tego tytułu, media (przepraszam że tak okrutnie żartuję) „publiczne” postawiły na reklamy. No i właśnie w tym momencie przechodzimy do mojej uwagi z pierwszego zdania. Z dnia na dzień ilość upierdliwych, prymitywnych, obrażających inteligencję nawet absolwenta szkoły podstawowej reklam, rosła i rośnie nadal. Z nią wpływy mediów. Do czasu. Odporność Statystycznego Polaka i Polki (SPiP) zbliża się nieubłaganie do zera. Coraz częściej SPiP spoglądają na siebie podczas obiadu, niektórzy nawet ze zdziwieniem zauważają, że książka wzięta do ręki nie parzy. I tak oto wyrasta mediom (zarówno publicznym jak i komercyjnym) groźna konkurencja. Normalne życie. Niedocenianie takiego przeciwnika to gwarancja klęski. Wkrótce spece od reklamy zauważą i dokładnie wyliczą spadek tzw „oglądalności” wszelkiego typu Telesklepów, programów „Wygraj czajnik” – wyślij do nas maila (5 zł +VAT) i odpowiedz, czy 2+2 to 3, 4, czy też 5? W tym momencie reklamodawcy po prostu podziękują mediom.
Ciekawe, do jakich sztuczek posuną się osoby za ten stan odpowiedzialne, żeby odzyskać stracony teren. Czasy obowiązkowego oglądania Dziennika mamy za sobą. Dzięki Bogu.
Ostatnie badania opinii publicznej pokazują jasno, że stajemy się optymistami. To chyba właśnie brak wpływu mediów. Ktoś, kto obejrzy kilka razy gadających półgłówków, o pardon, gadające głowy, blok reklamowy i pięć seriali, nie jest w stanie patrzeć optymistycznie na naszą ukochaną Ojczyznę.

Tak sobie myślę ... część XI, trochę smutna.

, , , ...

Pierwszy temat będzie i trudny i smutny.
1. Dzisiaj odbywa się pogrzeb Michaela Jacksona – wszystkie gazety ścigają się w pokazywaniu detali, ciekawostek, chwilami prawdę powiedziawszy w sposób niesmaczny. Nie króluje w tym bynajmniej prasa bulwarowa – czołowe gazety robią dokładnie to samo. Cóż, trzeba przyznać, że odszedł ktoś wyjątkowy. Jedni Go uwielbiali, drudzy nie mogli Go słuchać i oglądać. Szczerze powiedziawszy nie spotkałem nigdy osób, którym Jackson był obojętny, a to o czymś świadczy. O dokonaniach artysty piszą wszyscy, zachłystując się tytułami albumów, ilością wydanych płyt, ilością procesów procesów i skandali w które zamieszany był Michael. Mój Boże, nie zauważyłem żeby ktoś zastanowił się nad losem tego nieszczęśnika. Tak, nieszczęśnika. Człowiek, któremu zaborczy rodzice zabrali całą radość dzieciństwa, ogarnięty psychozą zostania białym człowiekiem. Efekt? Wieloma zabiegami wybielającymi skórę doprowadził do tego, że czarna część amerykańskiej widowni w dużej części odwróciła się od niego, w jakiś sposób uważając to za zdradę. Jednocześnie nie został zaakceptowany jako biały przez białą część widowni. Żal mi człowieka. Nie zrozumiemy do końca pobudek, którymi się kierował, możemy jedynie zdjąć z półki płytę z Jego piosenkami i posłuchać raz jeszcze i jeszcze…

2. The Tall Ship Races.

Trochę trudno pisać mi w sposób wyważony. Cóż, jestem z Gdańska, pochodzę z pływającej rodziny. Jakiś czas spędziłem na Darze Pomorza. Nie jest mi to wszystko obojętne. Wiem, zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że szansa, jaką jest bez wątpienia prawo organizowania takiej imprezy nie zdarza się często. Na następny zlot żaglowców poczekamy teraz dłuuuugie lata. Można było przynajmniej starać się przekuć tą wspaniałą imprezę na konkretne wyniki. Ludzie z wyobraźnią nie obliczają sukcesu na podstawie zjedzonych kiełbasek, wypitego piwa, czy też ilości wizyt w Toi Toi. Sprawa jest znacznie głębsza. Niestety,ci którzy decydują o losie regionów nadmorskich, od wielu lat odwróceni są od morza plecami. Boją się wody, czy co?
Przyczyny takiego postępowania są dla mnie nie do końca jasne, ale efekty pracy kolejnych ekip warszawskich widać w Trójmieście gołym okiem. Mieliśmy flotę handlową? Mieliśmy. A mamy? Tak, mamy, mamy dziś w biurach Polskich Linii Oceanicznych siedziby bodajże trzech banków. Wykształcona w Polsce za pieniądze podatników kadra marynarzy i oficerów pracuje na całym świecie. OK, nie na całym, w Polsce raczej nie. Mądrzy ludzie wiedzą że aktywna gospodarka morska to praca dla stoczni (tak, tak, właśnie mają tam miejsce kolejne zwolnienia), a praca dla stoczni to praca dla hut, fabryk, kolei, itp. To taki sam „nakręcacz” koniunktury jak budownictwo.
A my? My podniecamy się ilością osób chcących brać udział w pogrzebie Michaela Jacksona, nie zastanawiając się nad tym, że polska telewizja (zarówno publiczna jak i komercyjna) poświęca zlotowi żaglowców wielokrotnie mniej uwagi niż wzmiankowanemu pogrzebowi. Tymczasem taki zlot to niewykorzystana szansa, którą zafundował nam los. Można było prowadzić zmasowaną akcję propagandową w środowiskach opiniotwórczych, w światowych mediach, krótko mówiąc na całym świecie. Ciekawe, kto w Warszawce wie o tym, że Dar Pomorza przed stu laty nazywał się zupełnie inaczej („Prinzess Eitel Friedrich„). I tak jest z wszystkim, co dotyczy spraw morskich. Ludzie mieszkający w głębi kraju nie znają podstawowych pojęć związanych z morzem. Prawie zawsze, informacja morska w tv, to reportaż zrobiony przez facecika, któremu kazano przyjechać do Gdańska/Szczecina/Gdyni, celem zarejestrowania wypowiedzi protestujących rybaków. Facet nie zna się na rzeczy, nie odróżnia kutra od rufy, a maszynki sterowej od bulaja. Można mieć zaiste wiele pretensji do władców Polski przed 1989 rokiem, ale to właśnie wtedy powstawały całe cykle programów propagujących morze, pracę na nim oraz morską kulturę. Do dziś pamiętam "Morskie opowieści" robione chyba przez p. red. Kańskiego. A dziś? Dziś nikogo morze w Warszawce nie obchodzi. Przecież są Tiry. Jest jeszcze resztka PKP.
Cóż, Gdańsk był kiedyś najbogatszym miastem w Rzeczypospolitej, ale wtedy był niezależny od Stolicy. Panowie w Warszawce tego nie rozumieją, w końcu do Gdańska jest 360 kilometrów, to tak daleko. Zwłaszcza mentalnie.
Co ciekawe, „zwykli zjadacze chleba” nogami zagłosowali za Morzem, a tym samym przeciwko Warszawce. Wystarczy obejrzeć zdjęcia na rozmaitych forach, w tym i na Operze. Wg Policji, Zlot obejrzało w Trójmieście ponad 2,5 miliona ludzi. Ta liczba powinna skłonić do przemyśleń. No niestety, tu widzę problem. Po prostu trzeba jeszcze umieć myśleć. Nie wystarczy że urzędnik myśli, że myśli. Taką szkodliwą politykę prowadzili wszyscy w Warszawce od 1945 roku. Cud, że nie zlikwidowali nam plaż i dostępu do morza. A mogli. Efekty jak już pisałem są widoczne gołym okiem. Kilka razy widziałem w Gdańsku auta ze znakiem Wolnego Miasta na zderzakach. To nie rewizjonizm, to poszukiwanie innej drogi do Normalności. Kontrowersyjnej drogi moim zdaniem, ale jednak drogi. Co ciekawe, auta były prowadzone przez ludzi młodych i w średnim wieku. W jakimś stopniu to signum temporis, co więcej, to forma protestu. Ile lat można odbudowywać Twierdzę Wisłoujście? Ile lat jeszcze mamy czekać na zagospodarowanie Wyspy Spichrzów, ongiś miejsca pełniącego funkcję "magazynu centralnego" Gdańska. Od zakończenia drugiej wojny światowej minęło już ponad 60 lat! Motławę, po której przed wojną pływały duże statki, zablokowano, zamieniając kilka podnoszonych mostów na stałe. I tak jest ze wszystkim. Obawiam się że przy niezmienionej polityce względem regionów nadmorskich, niezadowolenie społeczne zacznie przyjmować bardziej radykalne formy, niestety. Obym się mylił. Niestety, Warszawa jest dziwnym miastem. Nawet najrozsądniejsi ludzie, przyjeżdżający do stolicy, po objęciu ważnych stanowisk, prawie natychmiast zostają owładnięci jakąś niewytłumaczalną obsesją. Stają się we własnym mniemaniu nieomylni, ale jak pisał Rudyard Kipling w Księdze Dżungli, to już zupełnie inna historia...



Tłumy widoczne na zdjęciach zgromadziły się od Gdyni po Brzeźno...

Wpis 10-ty, jubileuszowy, ale wcale nie wesoły.

, , , ...

Tak sobie myślę ... Wpis X

Tak sobie myślę, że na kolejną porcję opisu kontaktów z GUDSLLKWP trzeba będzie poczekać. Pogoda taka, że nikt nie ma ochoty na kolejne doświadczenia z koleją żelazną.
Dlatego parę uwag natury ogólnej. Wszystkie środki masowego przeczyszczania (prasa, TV, radio etc etc) prześcigają się w komentowaniu pomysłu rządzącej koalicji, dotyczącego ograniczenia dostępu do studiów bezpłatnych. Co ciekawe, wszyscy mają trochę racji, jedni mniej, drudzy więcej, ale mają. Rzecz jednak w tym, iż nikt nie zająknął się nawet słowem, że:
1.WSZYSTKIE STUDIA POWINNY BYĆ PŁATNE!!!!!
2.Banki komercyjne przy współpracy z rządem winny stworzyć mechanizm kredytowy dla kandydatów na studia, co więcej powinny były zrobić to dawno temu. Wszystkie ekipy rządzące.
3.Studenci powinni pracować w czasie wakacji. To normalna praktyka w całym cywilizowanym świecie. No, u nas niestety nie. Jeszcze nie, mam nadzieję.
4.Bezpłatne studia to zjawisko niemoralne. Kosztem najmniej zarabiających, umożliwia się darmową naukę młodym ludziom, którzy aż się trzęsą, żeby studia skończyć …. i wyjechać jak najszybciej „na zachód”. W efekcie polski emeryt, rencista, przedstawiciel sfery budżetowej ma wątpliwy zaszczyt wspierania bogatych państw zachodnich finansowo. Dzięki obowiązującym w Polsce przepisom, systemy ochrony zdrowia w Zjednoczonym Królestwie, Szwecji, Norwegii, Kanadzie i w wielu innych krajach już wydatków na kształcenie określonej – znaczącej grupy, ponosić nie muszą. Dzięki temu płacą kilka razy lepiej absolwentom medycyny znad Wisły, niż mogą sobie na to pozwolić rodzime szpitale. Chętnych do wyjazdu jest sporo. Dzisiaj słyszałem w radio, że wg ankiety przeprowadzonej wśród studentów 4 roku medycyny ponad 40% deklaruje gotowość oraz chęć wyjazdu zaraz po zrobieniu dyplomu. Piszę cały czas o medykach, ale sprawa ma znacznie głębszy zasięg. Osobom wątpiącym polecam prześledzenie Rocznika statystycznego GUS i obliczenie nast. wzoru:

A x B, gdzie

A to Ilość absolwentów szkół wyższych, którzy wyjechali na stałe

B to Średni koszt kształcenia absolwenta wyższej uczelni w Polsce.

Następnie proszę to porównać z wielkością deficytu budżetowego w naszym kraju. Wnioski będą ciekawe …. Niedawno czytałem, żę koszt wykształcenia medyka w Polsce to 310 000 PLN (Trzysta dziesięć tysięcy złotych) Jeżeli to prawda, to powinno się zabierać lekarzom paszporty, albo zarządać zwrotu tej kwoty od Unii Europejskiej, albo też zrobić studia pełnopłatne..
5.Oczywiście straty spowodowane emigracją fachowców są znacznie większe, dotykają rozmaitych dziedzin. Np. W związku z brakiem fachowców sprowadzamy obywateli Chin, Wietnamu, Ukrainy. W efekcie występują takie zjawiska jak rosnąca przestępczość, bariera językowa, obyczajowa, narastająca agresja wobec przybyszów. Podobno jesteśmy narodem otwartym, tolerancyjnym, demokratycznym. Po raz kolejny pobito kilku kolorowych. Rzeczywistość skrzeczy.