Przemyślenia pana Piotrunia

(nie zawsze serio)

Subscribe to RSS feed

Część XIX - telewizja w kraju nad Wisłą

, , ,

Telewizja liczbowa, o pardon, cyfrowa.
Od kilku miesięcy jesteśmy natarczywie atakowani reklamami różnych systemów telewizji cyfrowej. Nie chcę być niegrzeczny, ale uważam to nie tylko za bezczelność ale i za zwykłe draństwo. Reklamy pokazują nowopowstałe stacje tv. Jedną z nich jest stacja o nazwie Seriale. Nie bardzo rozumiem dlaczego fachowcy od tworzenia nowych bytów w tv zatrzymali się w połowie drogi. Większość stacji telewizyjnych mogłaby nosić to miano. Moim zdaniem należało pójść dalej - wyobrażam sobie takie stacje jak M jak Miłość, lub Na Wspólnej. W poniedziałki, środy i piątki odcinki o numerach nieparzystych, w wtorki, czwartki i soboty odwrotnie. Niedziela przeznaczona na rozmowy z aktorami, autorami dialogów, scenariuszy zdjęć, dostawcami wody mineralnej i ręczników papierowych itp. Godziny 23:00 - 4:00 - niepublikowane sceny przeznaczone dla dorosłych.

Zastanawiają mnie kryteria jakimi kierują się osoby odpowiedzialne za dobór stacji tv oferowanych przez różnych dostawców. Stacje reprezentujące choć trochę wyższy poziom, są bezlitośnie upychane w pakietach płatnych. Patrząc na program telewizyjny mam wrażenie że decydujący głos w sprawach programowych mają kobiety o niepełnym podstawowym wykształceniu. Najpierw kreskówki dla dzieci, ot tak na oko trzy godziny, a potem? Potem jak nie program o gotowaniu, to o modzie. Jak się moda kończy, zaczyna się talk show. Potem następuje seria reklam sądząc po poziomie, adresowanych do trzyletnich brzdąców. Odnoszę wrażenie że nie jest tu potrzebna ani kawa, ani herbata tylko sól fizjologiczna i to w dużej ilości. Co jeszcze jest potrzebne? Osoby z wyobraźnią. Ludzie którzy rozumieją że bez sensu jest nadawanie serialu "Śliczna jak kalosz" na ośmiu kanałach zamiast ogólnodostępnego kanału edukacyjnego. Dawno temu, za nieboszczki komuny mieliśmy telewizję edukacyjną, z wykładami znakomitych naukowców z różnych dziedzin. Komu to przeszkadzało? Chyba obecnym specjalistom od tworzenia systemów tv.

No i na koniec coś, co powoduje u mnie wzrost ciśnienia gdy o tym mówię. Stacja Kino Polska. Nie pojmuję, dlaczego jesteśmy zmuszeni do płacenia haraczu za jej oglądanie. Toż nadaje ona filmy wyprodukowane za nasze, Polaków, pieniądze; filmy wyprodukowane w latach gdy nikt Polaków o zgodę nie pytał. To tak jakbyśmy kazali kosmetyczce zapłacić za to że sama sobie nałożyła maseczkę na twarz.
Czy fakt ograniczania dostępu części społeczeństwa do dóbr kultury narodowej nie jest przypadkiem sprzeczny z konstytucją?

"Gdy rozum śpi, budzą się upiory nocy". Patrząc na nowopowstałe stacje, mam wrażenie że nad Wisłą rozum zasnął na Wspólnej, o pardon, na dobre.
Nie uwłaczając, jak mawia pewien klasyk

Część XVIII - Święta

Święta i po świętach

No i dzięki ci, o Losie, mamy Święta za sobą. Osobiście nie jestem ci ja miłośnikiem Świąt Bożego Narodzenia w polskim wydaniu. Trochę teorii. Tak zwane święta dzielimy u nas na trzy fazy / okresy jak kto woli.

Faza pierwsza - naród lata po sklepach w poszukiwaniu upominków dla bliźnich wydając miliony na zakup rzeczy absolutnie niepotrzebnych, na dodatek udających znane marki, a tak na prawdę produkowanych w Chinach lub w garażach na Ukrainie. Zakupy upominków dokonywane są równolegle z hurtowymi wręcz zakupami żywności, która w sporym procencie wyląduje po świętach na wysypisku śmieci radując niepomiernie grasujące tam stada szczurów. Kolejną zagwozdką jest pokonanie problemów logistycznych: "Czy zaprosić Justynę wraz z Pawełkiem i ich pięcioro dzieci, czy też Pelagię i znanego z "rozrywkowego charakteru pana Zygmusia, z którym jak wiadomo żyje na kocią łapę?" Trzeba pamiętać że Pelagia i Pawełek stanowili stadło rodzinne aż do 2008, kiedy to Pelagia biorąc kredyt świąteczny w banku poznała Zygmusia, który wspomniane kredyty przyznawał.

Faza druga - Naród gnije przy stołach obżerając się w sposób szkodliwy dla zdrowia; jest spora grupka świętujących, którzy "odkażają" przewody pokarmowe wszelkiej maści spirytualiami. To jest jakaś metoda, z tym że stosować ją powinny wyłącznie osoby o IQ wyższym od stawonogów. W przeciwnym razie możemy być świadkami scen zaiste niepowtarzalnych. Pamiętam jak przed laty facet stojący obok mnie w kościele próbując "śpiewać" kolędy, wydawał z siebie jedynie żałosne beknięcia, roztaczając wokół siebie odór nieprzetrawionego alkoholu.

Faza trzecia - po świętach. Naród po zjedzeniu kwartalnej produkcji leków na wątrobę, nerki i inne ważne części ciała, zaczyna robić bilans. Jedynymi zadowolonymi są właściciele sklepów i aptek, ochoczo dostarczających tony tak zwanych paraleków. Mało kto odwiedza w tym czasie swojego lekarza, pobiera receptę, a następnie ją realizuje w aptece. Jest to tym trudniejsze, iż 90% lekarzy w Polsce to kobiety, które przecież w tym czasie biorą wolne żeby odpocząć po bieganiu po sklepach celem nabycia drogą kupna, upominków, żywności, czy też staniu przy garach. Faza trzecia kończy się w chwili gdy słyszymy sakramentalne pytanie: " A gdzie państwo spędzacie Sylwestra?"

Wniosek. Święta w wielu domach w Polsce mają tyle wspólnego z Bożym Narodzeniem co życie hodowlanego karpia z długowiecznością. Szczeniaki licytują się wartością otrzymanych prezentów, wspominając jednocześnie, jak to wujek Czesio puścił "ptaka" na sukienkę stryjenki. Starsi opowiadają sobie jak to Wuj Waldemar w stanie "nieważkości" przywiózł całą rodzinę (8 osób w tym czworo małych dzieci na kolanach) niesprawnym dwudziestopięcioletnim Polonezem, a nie odwiózł ich w ten sam sposób tylko dlatego że idąc kupić zapas gorzały wywrócił był się tak skutecznie, że zanim zasnął, zgubił kluczyki do samochodu Ogińskiego (jak o Polonezie mawiają żartownisie). To że niczego wartościowego sobie nie odmroził, zawdzięcza przechodniom, którzy wezwali Straż Miejską.

A sprawy duchowe? Wygląda na to że oddały ducha.

Część XVII - Podróż do Czech i dużo dygresji.

, ,

No i po wakacjach. Czy można zacząć wspomnienia wakacyjne bardziej banalnie? Z mojego punktu widzenia, były bardzo udane. Dzięki grupie przyjaciół spędziłem fantastycznie czas podróżując samochodem po południowej Polsce i Czechach, zwiedzając miejsca, o których istnieniu nie miałem w wielu przypadkach zielonego pojęcia.
Twórcy kabaretu „Starsi Panowie” (Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski) w III Wieczorze wznosili okrzyk „Obywatele, miejcie mieszkania”. Trawestując to, zawołam, „Obywatele, miejcie prawdziwych przyjaciół”. Warto. Dzięki nim zwiedziłem

Pałac w Książu,
Osówkę(podziemne sztolnie wykute przez więźniów obozów koncentracyjnych (świetny przewodnik),
Rezerwat „Głazy Krasnoludków” - Nie dość że bardzo ciekawe formy skalne, to jeszcze rezerwat jest przygotowany na wizyty prawdziwych turystów - przygotowane miejsce na camping, kosze na śmieci opróżniane wystarczająco często. Trawestując znaną reklamę tv, "tak powinno być w każdym rezerwacie"...

Świątynię w Wambierzycach - Cel wielu pielgrzymek z całego kraju


Następnie pojechaliśmy do Czech podziwiać zachowane w doskonałym stanie, zadbane i uwaga, uwaga,dostępne do zwiedzania zamki. Nikt nie biegał za nami, mogliśmy robić zdjęcia ile wlezie. (Nie tak jak np w Muzeum Kolejnictwa w Kościerzynie). To taka nasza polska specyfika. Zabronić, zakazać, a potem dawać łaskawie zezwolenia. Żeby było śmieszniej, pobieranie opłat za fotografowanie jest od 25 maja 2010 zabronione, a ci co nie zrezygnowali z tej formy zarabiania, czynią to bezprawnie. Muzealnicy mają prawo jedynie ograniczyć robienie zdjęć lampą błyskową.

No ale dosyć dygresji, wracajmy do naszych południowych sąsiadów. Zdjęć jak pisałem można było robić ile dusza zapragnie. No i robiliśmy. Tak prawdę powiedziawszy, Czechy to trochę dziwny kraj. Wszędzie czysto, nigdzie nie widziałem żadnych tzw. Graffiti. Mam na myśli trąd, którym w Polsce pokryte są ściany budynków, środki transportu. Niedawno widziałem mury Malborka pokryte bazgrołami. Prawdę powiedziawszy, moje rodzinne miasteczko (Gdańsk) jest nie lepsze. Bazgroły na murach, w tramwajach, kolejki SKM w Trójmieście są „ozdobione” zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Po prostu koszmar. Mamy komu dziękować - otóż najwyższy organ państwowy jakim jest Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej zachęca do tego gówniarzy. Skoro taki szczeniak wie, że nikt nie ma prawa złoić mu tyłka za to, co robi, czuje się bezkarny. A efekty tej bezkarności widać wszędzie. Dzięki Ci Waaadzo. W zasadzie Sejm powinien pójść dalej w swojej „europejskości” i zafundować szczylom z własnych diet farbę w sprayu. Faktem jest, że przy okazji łamie się jedno z podstawowych praw obywatelskich, jakim - było nie było - podobno jest prawo własności; toć pobazgrane domy, należą do konkretnych ludzi. organizacji czy też firm i instytucji; no ale dla panów posłów to przysłowiowy Pikuś, o pardon, pan Pikuś. Dla nich ważniejsze są bitwy na słowa o „Kżyż”, oskarżenia premiera Tuska o to, że zestrzelił siłą woli samolot prezydencki, odległość pomiędzy sklepem sprzedającym alkohol a szkołą itp. Joj, znowu dygresja.


Wracając do Czech, jestem pod wrażeniem. Nie dość, że nigdzie nie spotkaliśmy się z brakiem kultury, to zawsze mogliśmy liczyć na bezinteresowną życzliwość i pomoc. Dzięki grupie Przyjaciół zobaczyłem między innymi:


1. Zamek Hruba Skala
2. Zamek Sloup
3. Ruiny zamku Trosky
4. Skalne Mesto (po prostu rewelacja), na dodatek czeka ła tam na nas miła niespodzianka. Większość tablic informacyjnych jest w czeskiej, angielskiej, niemieckiej i polskiej wersji językowej.
5. Panska Skala - nie chce się wierzyć że powstała dzięki siłom Natury


Wracając do spraw krajowych, zwiedziłem dziw nad dziwy, coś, czego nawet mistrz Sławomir Mrożek by nie wymyślił. Jest taka miejscowość na mapie Polski. Ma wszystkie cechy miasta, a miastem nie jest. Pierwsza wzmianka o tym mieście (?) (podaję za Vikipedią) pochodzi z 1289 roku. Przez stulecia istniał tu ośrodek tkacki, jego wyroby znane były w całej ówczesnej Europie. Podczas II wojny światowej istniał tu od 1940 r. obóz pracy, filia obozu Gross-Rosen. Władza ludowa odebrała prawa miejskie w 1945 roku. I tak jest do dziś. Chełmsko Śląskie, bo o Nim tu mowa, umiera. Czy ktoś widział wieś, w której kościół może pomieścić jednocześnie kilka tysięcy wiernych? Wieś w której istnieje zamieszkała (!!!) średniowieczna zabudowa, w tym świetnie zachowany stylowy rynek?

Szkoda Chełmska Śląskiego - jako miasto mogłoby stać się atrakcją turystyczną na dużą skalę. Tym bardziej, że część mieszkańców do dziś nie zrezygnowała i nadal gromadzi oraz chroni pamiątki z przeszłości, próbując różnymi sposobami nie dopuścić do ostatecznej ruiny tego jakże urokliwego Miasteczka. Tymczasem, jak na razie Polska Paranoja ma się tu całkiem nieźle. Mam wrażenie że są w okolicy siły zainteresowane obecnym status quo. Będę szczęśliwy, jeżeli tekst ten choć w minimalnym stopniu przyczyni się do zmiany obecnej sytuacji
Zapraszam do galerii zdjęć , gdzie znajdą się niebawem fotki z wszystkich opisanych tu miejsc.
http://my.opera.com/peterabramo/albums/
2010-09-23 Fotki już są !!! Na razie około 60;polecam zdjęcia z Chełmska Śląskiego.Dopiero po ich obejrzeniu wypada zabierać głos. Niebawem druga porcja.

Część XVI - Grzybobranie z koleją

Pisząc blog w rozdziale XV, w części poświęconej kolei w Polsce, nie przewidywałem, że instytucja ta będzie w stanie zaskoczyć mnie ponownie swoim intelektem i poczuciem humoru.
W sobotę, 11 września 2010 niepomny dotychczasowych doświadczeń z GUDSLLKwP wybrałem się na grzyby do Bąka (stacja na trasie Kościerzyna – Bydgoszcz. Na dworcu w Gdyni oczekiwał tłumek liczący grubo ponad 300 osób + psy, kilkanaście rowerów, 6 wózków dziecięcych z jednej strony, oraz autobus szynowy S.A. 103 011 z drugiej. Liczba miejsc siedzących w takim pojeździe wynosi podobno 70, a stojących 90. Nie wiem, kto wyliczył te dane, ale pisząc o miejscach stojących, miał zapewne na myśli ludzi z biletami bez możliwości wejścia do środka. Co więcej, wyliczenia nie uwzględniają rowerów, wózków dziecięcych i inwalidzkich. O psach nie wspomnę. Taki sposób wyliczania ilości miejsc świadczy o tym, że jego autor pochodzi z planety Oxo (patrz film pt. „Kapuśniaczek”). Jak łatwo policzyć, na peronie oczekiwała dwukrotnie większa liczba posiadaczy biletów razem z dziećmi, wózkami wszelkiego typu oraz rowerami (o psach nie wspomnę).
Doszło do wymiany poglądów pomiędzy tymi z pasażerów, którzy nie mieli dość sił i szczęścia, aby wbić się do środka, z Bogu ducha winnym kierownikiem pociągu. Ostatecznie po jego interwencji podstawiono skład zastępczy (lokomotywa spalinowa z dwoma wagonami i „już” z ponad godzinnym opóźnieniem rozpoczęła się podróż. Nie chcąc ryzykować doznań związanych z oczekującą mnie przesiadką w Kościerzynie, zmieniłem plan i wysiadłem wcześniej. Przecież zgodnie z rozkładem jazdy w Kościerzynie miał na nas oczekiwać kolejny autobus szynowy!!! Nasz pociąg zbierał pasażerów po drodze, i łatwo sobie wyobrazić, co mogło się dziać w podczas przesiadki.

Wnioski:
1. Trzeba mieć IQ takie jak szczotka, lub przysłowiowe ucho od śledzia (Vabank I) żeby nie przewidzieć, że w sobotę wrześniową, przy piękniej pogodzie ludzie wybiorą się na grzyby do znanej miejscowości. Do miejscowości tej jeżdżą od zakończenia 2 wojny światowej – czas było się przyzwyczaić. Cóż, dla niektórych jednak jest to zbyt skomplikowane). O wiele łatwiej jest jednak zaprezentować radosną twórczość osób odpowiedzialnych za logistykę. Tak na dobrą sprawę powinniśmy się cieszyć - przecież ci panowie mogli podstawić drezynę albo pięćdziesiąt wagonów do przewozy paliwa.
2. Kolej doskonale wiedziała, jakie jest zainteresowanie – w końcu znana była ilość sprzedanych biletów.
3. Okazało się, że można w ciągu niecałej godziny podstawić zestaw zastępczy- dlaczego nie zrobiono tego od razu?
Podsumowując – po raz kolejny panowie pracujący na kolei pokazali dokładnie gdzie mają nas, pasażerów. Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni. Jedyne lekarstwo, jakie moim zdaniem mogłoby zmienić sytuację, to kompletna likwidacja kolei. Sugerowałbym nawet rozebranie dworców i trakcji. Należy zbudować polską kolej od początku. Co do personelu, przyjmować do pracy wyłącznie te osoby, które do tej pory na kolei nie pełniły funkcji kierowniczych, nawet na najniższym szczeblu (oprócz Kierowników Pociągów). Natomiast dotychczasowych pracowników pełniących funkcje zarządzające proponuję nago gonić batem po trasach zlikwidowanych na mocy ich decyzji w ostatnich latach. Ci panowie potrafią tylko brać wysokie wynagrodzenia, wysyłać swoich ludzi do Warszawki żeby krzyczeli „złodzieje, złodzieje”. To dzięki nim mamy brudne zdezelowane i niepunktualne pociągi, śmierdzące dworce (nawet w dużych miastach – np. w Gdyni.). Pamiętajmy, że to dzięki nim ułatwione zadanie będzie miała Deutsche Banh (DB), która planuje wkrótce wejście na nasz rynek. Jednocześnie zwykła uczciwość wymaga napisania kilku słów na temat obsługi pociągów, którymi wczoraj podróżowałem. Inni ludzie. Normalni, uprzejmi, życzliwi. Po prostu, tylko tyle i aż tyle.



Autobus szynowy i ci posiadacze biletów, którym udało się jedynie wejść na peron.

Część XV - zima, chinina i wspomnienie o Melchiorze Wańkowiczu

, ,

O czymże pisać w takich „okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych” jak nie o zimie? Za czasów Towarzyszy Sekretarzy zima była w partyjnej propagandzie sprawcą wszelkich niszczęść- od braków w zaopatrzeniu po koklusz. Niepokorny jak zawsze ludek znad Wisły w odpowiedzi powtarzał popularny wielce dwuwiersz:
„Nam nie trzeba Bundeswehry,
Nam wystarczy minus cztery”,
sygnalizując nieoświeconej części Narodu, czyli „waadzy” że nie ma co nas straszyć sąsiadami z zachodu, skoro o wiele groźniejsza i bardziej realna była dla nas temperatura rozkładu socjalizmu (wspomniane minus cztery stopnie C)

II
Upłynęło trochę wody w rzekach, dzieci nam dorosły i wyjechały na Wyspy (z nazwy) Brytyjskie, a tu, proszę jakie zmiany! Nie minus cztery ale minus dwadzieścia cztery znosimy z olimpijskim spokojem, armią niemiecką już nikt nas nie straszy, przeciwnie – prowadzimy z nią wspólne ćwiczenia. Ciekawe do czego dojdziemy za kolejne 20 lat? Niewiele jest rzeczy na tym świecie które są w stanie mnie zaskoczyć. Widziałewm niemało Ja już nawet byłem z krótką wizytą w Piekle. Naprawdę!! Byłem krótko, bo mi się nie podobało, ale byłem. Na dowód załączam fotkę. Wracając do tematu, jest nieźle, a będzie jeszcze nieźlej. Ciekawa forma swoją drogą. Postęp szalony. Zaiste. Nawet butelki (temat wyśmiewany latami przez Jana Pietrzaka) są skupowane bez problemów. Ciekawe co będzie dalej? Ano pewnie nasza władza ustawodawcza (Stuk, puk laską w podłogę, Sejm, Sejm wyraża zgodę – Maciej Zębaty – po prostu pieśń nad pieśniami) stworzy sto tysięcy ustaw, których nikt, nigdy nigdzie nie będzie w stanie zrealizować.



Niesłusznie zapomniany mistrz Melchior Wańkowicz opisywał w jednym za swoich dzieł (tak, tak!) historyjkę o tym jak to dziecko zapytało kapłana, czy Pan Bóg jest wszechmocny. Kapłan zachwycony teologicznymi zainteresowaniami brzdąca, potwierdził. Na to brzdąc: „ Skoro jest, to czy może stworzyć taki ciężki kamień którego nie jest w stanie podnieść?”

Ta anegdota jako żywo przypomina mi pracę sowicie opłacanych „reprezentantów Narodu”. Ileż to zarządzeń uchwalono dla dobra ogólnego? Ile ustaw, przepisów, i co? I nic, uchwalono. (Joj, znowu pojechałem Pietrzakiem). Co to jest, że najrozsądniejsi, po przekroczeniu progów Sejmu tracą samokontrolę, zdolność logicznego rozumowania? Co ciekawe, jednostki nie posiadające wspomnianych cech osobniczych, chętnie natomiast porównywane do trzody chlewnej, lub też do zwierząt z których powinno być produkowane salami, nie przechodzą żadnej transformacji. Po prostu się nie zmieniają, co najwyżej robią się jeszcze bardziej pazerne, o bezczelności nie wspominając. Ale bez urazy, jak mawia pewien klasyk z Torunia - skończmy już z lokatorami okrągłego budynku w Stolicy, skoro miało być o zimie, a na dodatek pozytywnie. A jest szereg plusów i to dodatnich jak niektórzy mawiają. Po pierwsze, jest już luty, co oznacza że jesteśmy z dnia na dzień bliżsi wiosny. Fajnie jest o tym pomyśleć. Znowu dziewczyny wyjdą z futer, płaszczy i innych „okutaczy”. Po drugie jako osobnik nie całkiem zdrowy, a na dodatek nie znoszący chronicznie zimy i jej objawów, nie podróżuję koleją, tylko siedzę w domu. Oszczędzam w ten sposób nerwy (patrz GUDSLLKWP)- kolejny pozytyw.
Gazety piszą o problemach na kolei, opóźnionych pociągach, a ja ? Ja jestem wolny, co najwyżej spóźnię się z braniem leków lub z opłaceniem prenumeraty mojej gazety.



III
Jako zagorzały przeciwnik kupowania tzw „chininy” czyli produktów pochodzących z państwa Środka, (nędzna jakość, konkurencja niszcząca polskie miejsca pracy, a na dodatek wysysająca pieniądze z Polski) postanowiłem czas jakiś temu zrezygnować z ich kupowania. Nie jestem ci ja miłośnikiem kultury, która pozwala na zbiorowe egzekucja na stadionach, obozy pracy, okupację Tybetu i inne „socjalistyczne w formie” sposoby rządzenia. Mój wybór, moja decyzja, moje wydatki. Tak? Otóż nie. W hipermarketach, zwanych przeze mnie Chińskimi Domami Towarowymi znaleziono sposób na to żeby wprowadzić takie naiwne osoby jak ja w błąd. Jak? To proste. Na opakowaniu podana jest znana od dziesięcioleci polska marka, polski adres firmy, a w środku karteczka „Import z PRC” (China.). Czy to nie jest oszustwo, a w każdym razie nadużycie? Moim zdaniem to po prostu draństwo. Mój św. pamięci Ojciec mawiał, że kultura to wspaniała sprawa, ale są rzeczy, za które powinno się lać po pysku. I tak chyba jest w tym przypadku.