Trasa 11 (1) "Toruński relaks z Barbarką"
Tuesday, May 4, 2010 10:09:28 PM

Pierwsze wyzwanie podjęłam na nie całkiem obcym terenie, co było słusznym wyborem. Nie obyło się jednak bez perypetii, nieuknionych na początku. Trasa z założenia miała być krótka, łatwa i przyjemna. Jak to wyszło w moim wydaniu - przeczytajcie sami.
Wycieczka, zarówno w przewodniku jak i dla mnie, rozpoczęła się na Dworcu Głównym. Co ciekawe, jest on zlokalizowany po przeciwnej stronie Wisły niż Starówka - miał na to wpływ system fortyfikacji twierdzy Toruń. Przy wyjściu z tunelu prowadzącego pod torami stoi stara lokomotywa parowa typu Tkh49, jeden z ostatnich modeli wyprodukowanych na podstawie przedwojennej konstrukcji.

Wsiadłam na rower, pojechałam prosto do głównej ulicy, a potem w lewo i zjazdem w prawo na Kępę Bazarową, punkt widokowy idealny do podziwiania panoramy Starego Miasta. Droga na plażę wiedzie przez lasek i most na Małej Wisełce. Rozciągający się malowniczy widok został odzwierciedlony na tablicy, z ktorej można odczytać co dokładnie oglądamy.

Poza tym Kępa - mimo swojej burzliwej historii - nie zasługuje na większą uwagę; jest zarośnięta, zaniedbana. A szkoda, bo w piątkowe popołudnie spacerowało tam całkiem sporo ludzi. Mistao mogłoby zainwestować w otoczenie ścieżki ciągnącej się wzdłuż wybrzeża, wymienić stare ławeczki, pomyśleć o oświetleniu. Rewitalizacja tego ciekawego zakątka wzbogaciłaby mapę Torunia o kolejną wartą zaliczenia atrakcję.
Dość narzekania. Wróciłam po własnych śladach i skręciłam w prawo, choć na upartego można pchać się w kierunku mostu wspomnianą niemal leśną ścieżyną przy brzegu Wisły - tuż przed filarami prowadzi na skarpę piaszczysty podjazd. Teraz wietrzne kilkaset metrów po moście Piłsudskiego i zawsze towarzysząca takim przejazdom refleksja: "strasznie szeroka ta rzeka!"
Jadąc prosto dotarłam na Plac Rapackiego ze słynną już fontanną za 3mln zł, która strzela, świeci i wygrywa melodie - dosłownei cuda wianki z wodotryskiem. Nieco po lewej reprezentacyjny budynek UMK z rzeźbą kobiety (obstawiam jakąś boginię) na samym szczycie. Miejscowy przesąd głosi, że zostanie spełnione życzenie każdej dziewicy, która wypowie je w myślach i okręci się w miejscu przed rzeczonym posągiem. Cóż, na razie efektów nie widać. Ale ja mam czas.

Wychodzę z założenia, że miasta są wystarczająco dobrze opisane w we wszelkich możliwych przewodnikach czy internecie, wobec czego zamierzam ograniczyć się do przekazania obrazu i własnych refleksji.
Primo: zapraszam na moją picasę, gdzie znajdziecie więcej zdjęć z wypraw, a przede wszystkim panoramy i najważniejsze zabytki odwiedzanych metropolii.
Secundo: Toruń po prostu trzeba zobaczyć. Byłam tam już któryś raz, ale spacer starówką zachwyca mnie zawsze, hasło reklamowe miasta to nie bez kozery "Gotyk na dotyk". Całkiem subiektywnie polecam też knajpę "Metropolis", która po remoncie jest na wskroś paryska, przy czym ogromne porcje w cenach przyjaznych studentom pozostały bez zmian.
Po zwiedzaniu powrót na Plac Rapackiego, a potem prosto w ulicę Bydgoską, gdzie na uwagę zasługuje ogród zoologiczny, domy szachulcowe z XIXw., a także okazała, opuszczona kamienica w której podczas II wojny światowej urzędowało gestapo.

Sympatyczną dróżką rowerową dojechałam do skrzyżowania z ulicą Sienkiewicza, gdzie skręciłam w prawo, a potem cały czas prosto aż do zabudowań miasteczka akademickiego UMK (po drodze zabytkowa zajezdnia tramwajowa i ładny budynek Wyższego Seminarium Duchownego). Przy studenckim klubie "Od nowa" pokonałam dwa podjazdy, skręciłam w lewo i drogą przy akademikach dotarłam aż do odkytego basenu. Tam w prawo i za chwilę znowu w prawo na leśną ścieżkę zwieńczoną "niewielkim podjazdem" jak informuje przewodnik. Wymagało trochę samozaparcia wjechanie tam na dwóch kółkach - dla lepszego obrazu sytuacji dodam, że następnego dnia nie dałam mu rady.
Kolejny punkt wycieczki to Bielański Dwór, który również, mimo ciekawego backgroundu historycznego, nie robi spodziewanego wrażenia. Z dwóch powodów: obecnie jest to teren budowym (mniemam, że działalność poszerza funkcjonujące tam hospicjum), a sam XVIIwieczny budynek nie jest dostatecznie wyeksponowany i zadbany, elewacja niszczeje.
Wróciłam do miejsca w którym skończyłam pokonywać niewielki podazd i skręciłam w prawo. Dalszy labirynt zakrętów przedstawiał się następująco: prawo, po dotarciu do ul. Osiedlowej w lewo, potem w prawo w Morycińskiego, prosto do skrzyżowania z Polną, tam w lewo i po kilkudziesięciu metrach w prawo, w leśną drogę (nie ma tam drogowskazu z napisem "Barbarka", o której wspomina przewodnik). Niebawem po lewej pojawia się bunkier A-15, po przeciwnej stronie ścieżki zaś pomnik budowniczych Twierdzy Toruń.

Prosto, potem na rozwidleniu w prawo i kilka kilometrów później osiągamy główną atrakcję na trasie - leśną osadę Barbarkę mogącą pochwalić się niepoślednią historią. Staw, leśniczówka, kapliczka, kilka drewwnianych budynków o nieokreślonym przeznaczeniu, plac na grille, wypoczynek i zabawę, wreszcie park linowy - tak przedstawia się miejsce wypoczynku Torunian. W porównaniu z nim bydgoski Myślęcinek, który nigdy nie wydawał mi się szczególnie ciekawy, jest zdecydowanie centrum kultury i aktywnego wypoczynku w regionie! Więcej o atrakcjach mojego rodzinnego miasta jednak przy okazji następnej trasy.

Postanowiłam skorzystać z głównej atrakcji - parku linowego. Zabrało mi to trochę czasu, ale dawka emocji i adrenaliny niezapomniana. Warto choć przez chwilę poczuć się jak Lara Croft i jednocześnie uświadomić sobie, jak wiele mi jeszcze do niej brakuje. Hm... przynajmniej w kwestii ogólnej sprawności. Ponieważ jechałam sama nikt nie mógł uwiecznić mnie podczas niemalże podniebnych wyczynów, niemniej jednak zapraszam do obejrzenia zdjęć, dających chociaż część wyobrażenia o czekających przeszkodach.
Uwaga! Jeśli ktoś wybiera się na park linowy - jakikolwiek - warto wyposażyć się w rękawiczki. Ja miałam rowerowe, bez palców - wystarczą, żeby nie otrzeć sobie dłoni na grubych linach parku.

Zaczeły się schody. Może trochę z powodu nadmiaru wrażeń w parku linowym (przystojny pan instruktor), a z pewnością dlatego, że nie doceniłam przewodnika. Trasy trzeba trzymać się ściśle i nie do końca wierzyć w punkty orientacyjne, ale w to, co widzimy przed sobą. Sugerując się sformuowaniem jedziemy aż do znaku Punkt Czerpania Wody, wyjechałam na manowce, jak się później okazało pokrywające się z następną trasą. Dzięki Bogu ktoś postanowił zamieścić mapy w przewodniku! Nadprogramowe 20km zużyłam na kluczenie, jechanie na wyczucie, wreszcie dotarłam do Przysieka, choć od zupełnie innej strony niż są położone stawy. Odpuściłam ten etap, czekała mnie jeszcze długa droga do końca.
Na właściwą trasę wróciłam dopiero na jej 16 kilometrze, na skrzyżowaniu z drogą krajową nr 80. Od tej pory trzymałam się wytycznych z przewodnika niemal pedantycznie: ulicą Parkową przejechałam obok kompleksu pałacyku Caritasu, za ok. 1,2km w lewo i prosto, mając z prawej szpaler ogródków działkowych. Na skrzyżowaniu piaszczystych dróg wypadło skręcić w prawo i prosto, do nasypu, gdzie wniosłam rower po betonowych schodach.
No i jest! Owiana legendą Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej założona przez Rydzyka. Zdjęcia i reportaże telewizyjne tego nie oddają - kompleks jest zdecydowanie zbudowany "na bogato". Robi wrażenie, choć wieje też pewną niemą grozą: zdjęcia cykałam z pewnej odległości, mając w pamięci akcje agresywnej ochrony w stosunku do dziennikarzy.

Na szczęście nikt do mnie nie wyszedł, mogłam zatem bez przeszkód kontynuować podróż. Portu drzewnego nie znalazłam, na pewno nie prowadzi do niego droga nieco przed budynkami szkoły. Innej nie miałam już siły szukać, po kilkuset metrach znów połączyłam się z krajową 80tką, skąd do samego miasta doprowadziła mnie szeroka ścieżka rowerowa. Po drodze minęłam jeden z fortów Twierdzy Toruń, a także autobus z tablicą "PORT DRZEWNY" - opuszczony tego dnia punkt programu zanotowałam więc na poczet kolejnej wizyty w gościnnym Toruniu.
PODSUMOWANIE
-------------
Sympatyczna trasa, faktycznie dobra na leniwą, weekendową przejażdżkę rodzinną, oczywiście pod warunkiem żelaznego trzymania się przewodnika, szczególnie, jesli nie zna się miejscowych lasów (znaku Do punktu czerpania wody nie znalazłam ani dziś, ani następnego dnia. Zdecydowanie warto odbyć ją, jako rozgrzewkę, przed planowaną kolejną, o wiele dłuższą trasą - jak w moim przypadku - i połączyć ze zwiedzaniem Starego Miasta. Podczas realizowania propozycji nr 12 zwyczajnie może zabraknąć czasu na wszystko.
Długość: 24km Dworzec PKP - Plac Rapackiego
Czas: minimum 4h (ze zwiedzaniem starówki)
Oczekiwana kondycja: 1/3
Główne atrakcje: park linowy na Barbarce i szkoła o. Rydzyka
Moja ocena: 3/6
GALERIA
-------------
http://picasaweb.google.com/darthdeath88/TRASA11#













PiosnkaFlyOnLittleWing # Sunday, May 9, 2010 10:33:47 PM
przeglądałam twoj profil na lastfm i muszę powiedzieć że jestem pozytywnie zaskoczona
blog tez bardzo przyjemny,od wycieczek rowerowych wolę wycieczki piesze,ale nic to,będę tu częściej zaglądać,
pozdrawiam wiosennie!
Tomasz Michalskitomaszmichalski # Thursday, June 24, 2010 9:14:42 PM
Fajnie zrelacjonowane.
PS.
Czy wybierasz się na południe Polski?
Natalia "Death" Szczepkowskapolskanarowerze # Sunday, August 8, 2010 2:09:25 PM
Tomasz Michalskitomaszmichalski # Tuesday, August 10, 2010 7:03:59 AM