Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

W zaniku

Na jednym z odwiedzanych przeze mnie miejsc w sieci przeczytałem skargę, że przyznanie się do czytania książek wywołuje uśmiechy niedowierzania i pytania pomocnicze w rodzaju: "Ale masz na myśli podręczniki lub książki do doskonalenia zawodowego?". Sympatia do kryminałów lub "pulp fiction" odbierana jest jeszcze jako tako, uwelbienie zaś literatury "ambitniejszej" i leżenie z książką na kanapie jako sposób na spędzenie wolnego czasu, odbierane jest jako zdziwaczenie lub , co gorsza, pozerstwo. Fakt zaś, że można w ogóle książkę doczytać do końca, to już w ogóle abstrakcja. Dziwne słowa. Zacząłem się nad tym zastanawiać i doszedłem do wniosku, że czytaczy, nie licząc mnie, to ja znam trzech jedynie. Nie pytajcie mnie o ilość znajomych. Nie odpowiem, bo na jaw by wyszło, że należę do zanikającego gatunku.

rozterki w Empiku

No tak, złożyłem wizytę w Empiku i stanąłem bezradnie. Kawy mogę się napić. Ciastko zjeść. Kolorowanki kupić, magazyny kobiece też, w nadmiarze zresztą. Ale co czytać? Bezradnie rozłożyłem ręce, bo ulubionej przeze mnie literatury faktu jakby niedostatek. Wiem, wiem, Kapuściński jest, Krall również, Oriana Fallacci też. I co dalej?

Apdejt: a w pisaniu mam syndrom czystej kartki. Kto widział Barton Fink, ten wie.

Melancholijnie ostatnio.

Oj, przyczepił się do mnie ten kawałek, teledysk zresztą też...

A płakanie, że w Polsce nie ma dobrych teledysków bo nie ma nie pieniędzy to mi bokiem wychodzi.





Naprawdę mam uwierzyć, że ten klip był aż taki drogi?

Pora odszczekać

sceptycyzm wobec nowej płyty Gahana. Hourglass wymiata. Po prostu.

Ale video to słabiutkie jest, słabiutkie.



mężczyźni są z marsa a kobiety z wenus, cz.2

Umarłem spokojnie, we śnie. Było mi ciepło i słyszałem oddech psa śpiącego obok mnie.

- Przestań marzyć, posłuchaj, powiedziała. Ocknąłem się.


mężczyźni są z marsa a kobiety z wenus, cz.1

- Zawsze po robieniu ci loda mam takie spuchnięte usta. Dasz mi na botox?
- Na razie to ja nie mam nawet na wydech ( w aucie), a co dopiero na botox.

Gdy już myślałem, że to nigdy nie nastąpi,

bo Alan Wilder milczał kilka lat , to jednak pojawiła się jego najnowsza płyta... Znacznie trudniejsza niż Liquid, które swego czasu powaliło mnie na kolana, już przy pierwszym przesłuchaniu mnie wciągnęła a po kilku następnych ... zwaliła z nóg... To pierwsza płyta w tym stuleciu , o której z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest arcydziełem. I choć mocniej niż kiedykolwiek mistrz elektroniki sięga do starego przecież bluesa ( nie, Moby wcale nie był pierwszy, podpatrzył to u Wildera) to czyni to w iście alchemiczny sposób, ze sprawdzonych składników czyniąc mieszankę nową, świeżą, nowatorską, wspaniałą. No, niebywała płyta. Od razu mówię: przebojów tu nie ma. Ale jest to coś , co nicuje duszę na drugą stronę.

Recoil: Subhuman. W najbliższym sklepie muzycznym lub w iTunes Store jeśli ktoś poza Polską.

A gdy już będę płakał...