Saturday, April 11, 2009 11:50:03 PM
linux, chłodzenie, sterowniki
Musze zwrócić developerom z serialmonkey honor. Ich sterownik dla karty rt61 jednak działa. Oczywiście dojście do tego jak ustawić na nim tryb ad-hoc nadal nie jest dla mnie jasne, ale jakoś mi się to udało. Za to nowa nowa stara karta ni z gruszki ni z pietruszki skończyła współpracę z linuksem. Daleko jeszcze temu systemowi na desktopy.
Co zabawne i sterowniki graficzne, które ostatnio przestały sprawiać mi większe problemy zaczęły znowu szwankować. Podczas oglądania filmów zaczęły pojawiać się poprzeczne niebieskie linie. Problem jak się pojawił tak ustąpił. Tego nie lubię...
Zaczyna robić się ciepło. Nadchodzi lato. To zły znak dla komputerów. W chwili obecnej w mojej maszynie mam 6 wentylatorków. 1x120mm przy zasilaczu (podłączony do kontrolera obrotów), 1x120mm na obudowie z boku (tego przydałoby się wymienić, bo się do swojego zadania zdziebko nie nadaje), 1x120mm na radiatorze z procka, 1x80mm koło dysków, jeden 1x40mm (chyba) na chipsecie i i nowość 1x80mm przyklejony do podstawy równolegle z płytą główną. Większość firmy Arctic Cooling (które najcichsze nie są). I o dziwo nie hałasuje to nadmiernie. Jaki jest sekret?
Oto on:

przejściówka do podłączenia wentylatorków. Posiada dwa standardowe złącza 12V i dwa 5V. Te drugie są bardziej interesujące, bo pozwalają podłączyć wentylatorki na zwolnionych obrotach. Do kolejnych można podłączyć wentylatorki z kontrolerami obrotów. Oczywiście znawcy chwycą się za głowę, tłumacząc mi, że nie do końca o to chodzi. Prawda jest taka, ze jest to najtańsza metoda ograniczenia prędkości wiatraczka bez zabawy w lutowanie.
Najciekawszą rzeczą jest wentylatorek przyklejony równolegle do płyty. Zrobiłem to dziś sądząc, że winę za problemy z kartą graficzna wynikają z przegrzewania (60 stopni w idlu). I o dziwo przyklejenie wentylatorka do kart spowodowało ochłodzenie karty do 53 stopni. A przyklejenie wentylatorka do podstawy do 49 stopni. Do tego temperatura systemu wykazywana przez płytę znacząco spadła (z 45 na 35 stopni). To zabawne jak bardzo liczy się dobry przepływ powietrza, prawda?
Friday, April 10, 2009 8:51:15 PM
wacom, linux, sterowniki
Tak, czas sobie ponarzekać. Sterowniki i polityka ich wydawania pod linuksem ssie na całej linii. Mam niestety kartę oparta o jakże wspaniały chipset rt61. I w sumie nic nie byłoby w tym niezwykłego, gdyby nie fakt, ze obsługują go już chyba 3 sterowniki. Chyba powinienem się cieszyć? Niezupełnie... Problem polega na tym, że kartę wykorzystuję w celu przesyłania danych/udostępniania internetu w trybie ad-hoc dla laptopa. I jak się okazuje tylko jeden obsługuje tą wspaniałą funkcjonalność. I co? Nie jest dalej wspierany. I w każdym normalnym systemie nie oznaczałby to zbyt wiele. Ale niestety cudowny linux ma z tym gigantyczny problem, bo wystarczy zmiana kernela na nowszy i ze sterownikiem można się pożegnać. Podstawowa funkcjonalność kompa idzie do piachu.
Całe szczęście miałem jeszcze jedną katę wifi, którą "ukradłem" ciotce, gdy ta postanowiła oddać swojej koleżance kompa (starego gruchota, ale mniejsza o to). Jeszcze raz moja przezorność i brak zaufania dla linuksa uratowały dzień.
Jeszcze ciekawiej jest ze sterownikami do tabletów graficznych wacoma. Tu nie tylko mamy zmiany kernela ale jeszcze zmiany w xorgu. Człowiek nie zna dnia ani godziny, gdy sterownik zacznie wariować/przestanie działać.
A co z dobrymi informacjami? Nic nie ma? Całe szczęście nvidia dopracowała trochę bardziej swój sterownik i teraz vdpau działa również przy włączonej warstwie composite. Co za tym idzie można oglądać filmy w compizie. Nice.
Sunday, March 8, 2009 11:59:01 AM
ffmpeg-mt, mplayer
Ostatnio pisałem o VDPAU. I w sumie teraz również będę o nim pisać. VDPAU działa coraz lepiej. W sumie nie ma już video, którego by poprawnie nie otworzył (na karcie z 256Mb ram). Powodem takiego stanu rzeczy, jest dołączenie tego dziadostwa do głównej gałęzi mplayera. Czyli na dzień dzisiejszy wystarczy skompilować mplayer z svn, by cieszyć się akceleracją.
Oczywiście drawback z brakiem composite zostaje. No i nie każdy ma kartę nowszych edycji. Z tego też powodu dziś zajmiemy się eksperymentalną gałęzią mplayera z ffmpeg-mt. Czyli mplayerem obsługującym wiele wątków.
Jak to wygląda w praktyce? Wyłączyłem sobie overclocking i spuściłem taktowanie do oryginalnego 1,86Ghz. Obiekt testowy dopiero niedawno zaczął działać pod VDPAU, więc jest dość wymagający. W obu przypadkach skorzystałem z wyjścia xv.
video:
[avc1] 1920x1088 24bpp 23.976 fps
więc typowy 1080p24
audio:
AUDIO: 48000 Hz, 6 ch, s16le, 0.0 kbit/0.00% (ratio: 0->576000)
Selected audio codec: [ffflac] afm: ffmpeg (FFmpeg FLAC audio)
czyli 5.1 flack
gałąź ffmpeg-mt
normalne ffmpeg
Przede wszystkim film działał dość nieźle pod zwykłym mplayerem, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Jeszcze całkiem niedawno wcale nie dało się go odpalić. Świadczy to o tym, że zostały poczynione znaczne poprawki w wydajności h.264. Ale oczywiście film trochę ciął, jest to zrozumiałe (ciekawe jest to, ze obciążenie co pewien czas przerzucane jest z jednego rdzenia na drugi). Tym czasem mplayer z ffmpeg-mt to płynny playback. Bardzo ładnie, szczególnie, że ta wersja dostępna jest dla wszystkich systemów. Polecam wszystkim mającym wielordzeniowe procki.
Sunday, March 8, 2009 12:14:50 AM
Polska, Sku Crawlers, Oshi, anime
Jak na razie nie było wpisów z kategorii M&A. Trzeba to zmienić. Zacznę od omówienia najnowszego (choć nie nowego, bo wydanego w Japonii w sierpniu bodajże) anime Mamoru Oshiego. Dzieło zatytułowane jest "Sky Crawlers". Jest to kompilacja delikatnej fantastyki i popisów wojennych rodem z drugiej wojny światowej. Oshi jak zawsze daje sobie spokój z typową dla dzisiejszych filmów zabawowością (nie będzie comic relief) i próbuje przekazać swój punkt widzenia. Jak dla mnie film jest trochę zbyt monotonny i zbyt późno przedstawia realia świata, w którym anime ma miejsce. To zdecydowane minusy. Plusy są takie jak zwykle u Oshiego:
- Dobra fabuła
- Dobra grafika
- Doskonała muzyka (Jak zawsze Kenji Kawai)
W sumie jako fan Oshiego mogę bez problemu polecić anime każdemu, bo anime nadaje się dla każdego. Inna sprawa, ze to jest coś w co trzeba się wsmakować, nie pierwsze lepsze filmidło rodem z Hollywood.
I jest jeszcze specjalny bonus... sceny z Polski:



i inne...
I ten bonus będzie chyba główną przesłanką dla której ludzie będą oglądać te anime. Pozostaje załamać mi się nad dzisiejsza kulturą masową. O czym kiedy indziej...
Sunday, March 1, 2009 8:38:07 PM
VDPAU, nvidia
Drobny wykresik:

dla video:
[avc1] 1920x1040 24bpp 23.976 fps
Całkiem nieźle. Rozwiązałem część swoich problemów z sztucznym obciążeniem systemu (zapomniałe, ze zakomentowanie linii w conkyrc nic nie daje). VSYNC okazuje się działać, gdy wyłączy się obsługę composite. Z poczatku myślałem, ze wystarczy zakomentować linię w xorg.conf, ale okazuje się, że ta opcja jest teraz domyślnie włączona.
Wynik wygląda nieźle. Aż człowiek chce kupić coś takiego:
http://www.komputronik.pl/Karty_graficzne/GeForce_with_CUDA_9500_GT_Gainward_1GB_HDMI__DVI_PCI_E__DDR2_/pelny,id,65630/Choć oczywiście nie za taką cenę. Tymczasem chyba lepiej się wstrzymać, poczekać aż dolar stanieje i aż rozwiązanie będzie lepiej wspierać vsync.
W chwili obecnej mam już tylko spatchowanego mplayera (był w AUR, wiec nie musiałem się wysilać) i otwiera on domyślnie pliki mkv przy użyciu właśnie vdpau. Compiz tymczasem mi niepotrzebny.
Friday, February 27, 2009 11:11:26 PM
nvidia, linux, driver
Przy ostatnim wpisie wspominałem o sterownikach graficznych i rodzących się z nimi problemach. Przy okazji napomknąłem o VDPAU. Jako, że mziab ostrzegł mnie w swoim komentarzu, że nie powinienem używać sterownika 180.35, to pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem dlaczego. Przede wszystkim od pewnego czasu wyraźnie wzrasta temperatura mojej karty w spoczynku. Nie jestem pewien, czy jest to wina sterownika i skopanego zarządzania energią, czy słabych komponentów (np. pasty).
przede wszystkim:
the good: VDPAU działa w miarę dobrze. Zrobiłem parę testów i to, co miało się odtworzyć się odtworzyło (720p przy obciążeniu procesora c2duo 1,7ghz@2,66ghz dawało zużycie procka w granicach 4-14%). Dodano obsługę napisów (programiści trochę jeszcze pożyją). W sumie mógłbym zainstalować tą wersję mplayera na stałe. Do tego ikona Opery zaczęła renderować się poprawnie (w porównaniu do 180.29). W sumie nie sądziłem, ze to wina sterownika. Nie jest idealnie...
the bad: Po wyczerpaniu się vramu (załadowaniu bardziej wymagającego materiału filmowego), sterownik zaczął szaleć. Gubił literki w nazwach katalogów i plików. Pomógł restart X'ów.
the ugly: vsync nie działa z vdpau. W sumie eliminuje to kompletnie te wyjście z normalnego użytkowania.
Jak widać postępy są znaczące. Jednak 256mb ramu na karcie to zbyt mało, by porządnie nacieszyć się tą technologią. Gdy dolar będzie tańszy, a sterownik będzie lepszy, całkiem nie głupim rozwiązaniem będzie zakup lowendowej karty z serii 9xxx z 1gb ramu. Myślę, że powinno to starczyć do uruchomienia kompozytora i vdpau odtwarzającego 1280p.
PS. Pod Windows NVIDIA również będzie miała ciekawe kodeki. Niestety nie darmowe. CoreAVC ma zamiar użyć zawartej w nowszych kartach technologii CUDA, by wspomóc odtwarzanie. Pomysł ciekawy. Zobaczymy, czy doczekamy się implementacji linuksowej.
Saturday, February 21, 2009 8:51:25 PM
linux, nvidia, intel, drivers
...
Za szybko rzuciłem linuksa w trzy diabły. Niestety będąc niepoprawnym geekiem mam ciągoty do sprawdzania jak działają najnowsze wersje programów. A linux niesie ze sobą chyba największe zmiany w tym zakresie. Cóż, chyba nigdy nie rozstanę się z tym złodziejem czasu.
Jak sięgam pamięcią najwięcej problemów miałem zawsze ze sterownikami grafiki. A konkretniej z nimi i mplayerem. Problem najczęściej polega na tym, że vsync nie działa. Rozpracowanie tego dla sterowników intela zajęło mi całkiem sporo czasu. Otóż dla wyjścia vo niestety mamy gigantyczną ilość mało zrozumiałych i nigdzie nie opisanych parametrów. Dla głupich inteli trzeba było ustawić odpowiedni port (o czym dowiedziałem się jakoś po miesiącu szukania). Tymczasem nvidia ma inne problemy. Brak wsparcia dla akceleracji 2D w nowych kartach graficznych powoduje, ze minimalizacja okien w kde3 zżera całą moc obliczeniową mojego procka i tym samym robi przestoje w odtwarzaniu dźwięku i obrazu. Postanowiłem temu zaradzić instalując compiza. Ci, którzy z compiz-fusion mieli dłużej do czynienia pewnie wiedzą, że mplayer i w tym wypadku jest problematyczny. Obraz zwyczajnie mrugał (pokazując biało-czerwoną szachownicę). Trudno mi powiedzieć, czy w końcu udało mi się problem rozwiązać (często wracał znienacka). Tym razem należało dodać adaptor=0 czy coś w tym guście do naszego kochanego xv (jest też patch do mplayera przepuszczający obraz przez odpowiedni plugin compiza, ale niestety powoduje drastyczny spadek wydajności).
Jak wygląda kwestia odtwarzania obrazu pod win? Zero problemów. Mplayer działa dobrze (aczkolwiek wydajność jest niższa z powodu braku xv). Do tego ostatnio divx wydał nowy sterownik dla h.264, który jest stosunkowo szybki.
Linux jest niestety małą porażką jeśli chodzi o sterowniki graficzne. Problemy z nowym kwin, czarne okna w compizie, mrugający kursor muszki to tylko niektóre problemy, z którymi musieli męczyć się użytkownicy linuksów.
Ostatnio nvidia wypuściła na rynek nowy sterownik z akceleracją dla filmów w formacie h.264. Niestety cholerstwo nie działa. Przede wszystkim nie obsługuje warstwy napisów (co jest dla mnie przewinieniem zasługującym na karę śmierci). Po drugie w gruncie rzeczy trzeba by mieć kartę z 512 mb ramu, by odtworzyć filmy w 1080p. A takiej nie mam. A filmy 720p odtwarzają się dobrze i bez akceleracji. Miejmy nadzieję, że nvidia poprawi te kwestie, bo gdy akceleracja faktycznie działa zużycie procesora jest minimalne. Hmm... pewnie prędzej doczekam się darmowych kodeków na win.
I tą konkluzją skończyłem temat kijowych sterowników graficznych, udręki linuksa.
PS. wydajność sterowników pod linksem również nie powala.
PS. Tymczasem i tak siedzę pod windowsem – nowy Warhammer 40k. Na linuksa gry niestety nie wydadzą. Damn...
Tuesday, February 17, 2009 7:18:03 PM
wojna systemów, linuks, windows
Coraz częściej pisząc na różnych serwisach związanych z IT rzuca mi się w oczy wojna fanów systemów operacyjnych. W gruncie rzeczy jest to bardziej pysków na temat, któy system jest tym "naj". Zwolennicy linuksa najczęściej (i słusznie) podkreślają, że ich system wolny jest o wirusów, spyware i dobrze działa na wolnym sprzęcie. Tymczasem zwolennicy windowsa wskazują na większą ilość profesjonalnego oprogramowania i obecność gier. I to zrozumieć jeszcze potrafię. Później zaczyna się kocioł...
Nagle linuksowcy wychodzą ze stwierdzeniem, ze OO.o jest lepsze niż wordpad. Pal licho, że wordpad to tylko prosty edytor tekstu, a nie cały pakiet biurowy. Ale przecież OO.o jest również na windowsie. Podobnie sprawa ma się z IE i Firefoksem.
Użytkownicy windowsa mają za to tendencję do oskarżania linuksa za to, ze jest zbyt trudny (oczywiście użytkownicy linuksa dziwnym zbiegiem okoliczności uważają, że jest to system łatwiejszy). Cóż w dobie nowoczesnych dystrybucji typu Ubuntu czy SUSE trudno nazwać linuksa wyjątkowo trudnym.
Więc gdzie jest problem linuksa? Problem są problemy. Teoretycznie gdy windows się psuje jesteśmy w czarnej dupie. Nie da się wiele zrobić. Ale ostatnimi czasy windows psuje się paskudnie rzadko. Linuksa najczęściej da się naprawić. No i tu zaczynają się schody. Bo z tym naprawianiem jest różnie. Raz się to udaje, raz nie. Zużywa masę czasu. I niestety zdarza się to dość często (na nieszczęście tego sytemu). W chwili obecnej tego typu randomowe działanie systemu sprawia, ze system ten jest bardzo nieprzyjemny w eksploatacji.
I w sumie na złość wszystkim linuksowcom po prawie 2 latach obcowania z tym systemem wróciłem do windowsa. Nie jetem wyjątkowo zadowolony, ale nie jestem również rozczarowany. Wszystko działa tak jak ma.
Friday, February 13, 2009 8:43:39 PM
begining
Spójrzmy prawdzie w oczy. Prawdopodobieństwo, ze będę prowadzić tego bloga w miarę regularnie jest tragicznie niskie. Jednak czasem ma wredna podświadomość każe i wyżyć się literacko (aczkolwiek literatem nie jestem, a tym bardziej poetą, czy pisarzem). I w sumie to by było na tyle.
PS. Oto przykład informacyjnej tandety, która częściej niż rzadziej będzie gościć na tym blogu.