roku pół mineło...prawie
Sunday, 17. May 2009, 21:11:16
jak w tytule..prawie pół roku jush minęło od ostatniego posta
a zmian niewiele....
dalej te same badziewne studia z badziewnymi ocenami, badziewna praca za badziewną kasę
dalej ten sam głupi łeb nad którym wisi milion spraw
za dużo mam na głowie
praca, studia, starostowanie, koło naukowe, projekt badawczy, praca dyplomowa,....i w huj innych rzeczy
czasami mam ochotę wyłączyć nieprzerwanie jęczący telefon, nie przeglądać maila, wsiąść w ciąpąg i tak w góry albo nad morze...chyba lepiej góry
powoli jush zdycham...wykańczają mnie poranki i wstawanie ze wschodem słońca...że jush o przepracowanych nocach nie wspomnę...pracuje 12-14 godzin, wracam rano, śpię jakieś 3-4 potem uczelnia i tak abarot
o wielu rzeczach staram się jush nie myśleć...jakoś żyć z dnia na dzień....chociaż wiem że to nie jest dobre...nie myśleć o przyszłości..ani tym bardziej przeszłości...biorę co przynosi los bo sił do walki o najlepsze powoli zaczyna brakować
uśmiech na twarzy coraz rzadziej gości...jeśli jush się zjawi to dzięki dwóm blond Kociakom (thx B&K), które znoszą moje humory....czasem drapią..jak trzeba opierdalają
żal mi wielu popełnionych błędów, słów zbyt lekkich i tych zbyt wartościowych, zaufania zbyt pochopnie udzielonego ...
brakuje mi pewnych ludzi i miejsc...wiem że wiele z nich jush nie wróci...kilku z nich chciałbym nigdy nie spotkać...co do innych jeszcze tli się jakaś maleńka nadzieja...
a zmian niewiele....
dalej te same badziewne studia z badziewnymi ocenami, badziewna praca za badziewną kasę
dalej ten sam głupi łeb nad którym wisi milion spraw
za dużo mam na głowie
praca, studia, starostowanie, koło naukowe, projekt badawczy, praca dyplomowa,....i w huj innych rzeczy
czasami mam ochotę wyłączyć nieprzerwanie jęczący telefon, nie przeglądać maila, wsiąść w ciąpąg i tak w góry albo nad morze...chyba lepiej góry
powoli jush zdycham...wykańczają mnie poranki i wstawanie ze wschodem słońca...że jush o przepracowanych nocach nie wspomnę...pracuje 12-14 godzin, wracam rano, śpię jakieś 3-4 potem uczelnia i tak abarot
o wielu rzeczach staram się jush nie myśleć...jakoś żyć z dnia na dzień....chociaż wiem że to nie jest dobre...nie myśleć o przyszłości..ani tym bardziej przeszłości...biorę co przynosi los bo sił do walki o najlepsze powoli zaczyna brakować
uśmiech na twarzy coraz rzadziej gości...jeśli jush się zjawi to dzięki dwóm blond Kociakom (thx B&K), które znoszą moje humory....czasem drapią..jak trzeba opierdalają
żal mi wielu popełnionych błędów, słów zbyt lekkich i tych zbyt wartościowych, zaufania zbyt pochopnie udzielonego ...
brakuje mi pewnych ludzi i miejsc...wiem że wiele z nich jush nie wróci...kilku z nich chciałbym nigdy nie spotkać...co do innych jeszcze tli się jakaś maleńka nadzieja...











