Skip navigation.

Bardzo prywatnie

Mało poważnie

October 2006

( Monthly archive )

CLXV

165 - ahhh, mniej więcej tyle godzin spokoju mam w tygodniu p: Fajnie? No nie wiem, bo te pozostałe 3 potrafią doprowadzić człowieka do zawału. Szczególnie mam tu na myśli piątkowy przedział od 940 do 1115, w którym to odbywają się konwersatoria z matematyki :no: Tak, tak. Ciężko tam przetrwać, zwłaszcza, gdy nie jest się w stanie zadowolić wykładowcy swoim ultraniskim poziomem wiedzy. Dwa tygodnie z rzędu miałem wystarczająco dużo szczęścia, aby ukryć się w tłumie. Dziś jednak i mojego nazwiska na liście dosięgnął... palec prawdy. Tak, niestety. Z pomocą LszK oraz niebios bąknąłem jedno przydługie zdanie i jakoś wybrnąłem z opresji. Gorąca sytuacja :eek: Mimo wszystko - udało się, dostałem tróję.

Ten post jest niejako dokończeniem poniedziałkowego wywodu, w którym ze względu na brak chęci nie zdążyłem zawrzeć już planowanego podsumowanka pierwszych trzech (teraz już czterech) tygodni na uczelni. No możnaby powiedzieć, że póki co jest lajtowo. Spoko wykładowcy, fajna atmosferka, etc. MożnaBY i chciałoBY się nawet, ale nie można :D Cały obraz psuje mata. Wiem, wiem, przesadzam - ktoś powie wystarczy się trochę poduczyć i będzie cool. Próbuję, ale i tak chyba moja niechęć zakorzeniona jest zbyt głeboko. A przestrzegał ojciec: jak będziesz mówił, że ci się nie chce to nigdy się nie nauczysz - oj mówił. Fakt, że w gimnazjum, ale od tamtej pory wiele się nie zmieniło (dalej jestem leniem), więc to chyba wciąż aktualne. Mniejsza o to, zaczynam offtopować. Pierwsze cztery tydnie minęły nawet całkiem, całkiem. Tydzień #1 to wogóle prawie jak wakacje - wiadomo: lekcje organizacyjne i te sprawy. Straszono nas, że "tygodnia zerowego" nie będzie i rzeczywiście chyba nie było. Niemniej jednak właściwa nauka zaczęła się dopiero 7 dni później. Tydzień #2 i już pierwsze kolokwium (kolosik po naszemu :cool: ciekawa definicja na Wiki) ze Wstępu Do Infy. Omgz! Nawet nie wiecie jak nudne potrafią być wykłady z przedmiotów informatycznych :ko: Tydzień #3 spokojny. Tydzień #4 zaś przyniósł dwie kolejne oceny - minus 4 (nie wiem jak gościu to liczy) znowu z WDI oraz ta nieszczęsna trója dzisiaj. Kolejny tydzień mimo, że prawie w połowie wolny (1 und 2 listopada) też obfituje w kolosiki. We wtorek piszemy z Angola i Mikro(ekonomii), a w piątek tradycyjny półtoragodzinny terror :wink: . Tego ostatniego może jednak jakoś uda się uniknąć - samorząd studencki już pracuje nad dodatkowym dniem wolnym...

PS_ Chciałem jeszcze podziękować pani "kanarowej" za to, że pojawiła się dziś w tramwaju. Przynajmniej wiem, że zakup biletu miał jakiś sens :yes:

PS_2 I klikać mi tu w ankietę po prawej! Chcę widzieć, kto czyta te denne texty bug

PS_3 Sesja "już" za trzy miesiące. W bocznym menu ląduje nowy licznik :down:

I Tym Miłym Akcentem...

...kończymy dzisiaj sztukę "Wylecz Mi Zęba" w aktach czterech :jester: No, jakąś godzinkę temu ześlizgnąłem się z fotela dentystycznego uradowany, że to już koniec. Przejdźmy jednak do konkretów, bo nie o zębach miałem pisać p: Do omówienia są dwie sprawy. Najpierw ta ważniejsza.

Miałem pisać o tym już tydzień temu, ale jak widać nie wyszło mi. Nawet myślałem czy nie poświęcić na tak ważną sprawę całego, osobnego posta. Więc... po ośmiu latkach i ~8 miesiącach służby postanowiłem przejść na ministrancką emeryturę. Zasłużoną czy nie, nie wiem. Nie mi oceniać. Dlaczego? Powód jest chyba bardziej oczywisty niż mogłoby się wydawać. Swoje lata mam, no i w sumie to do niedawna (do końca :smile: ) byłem najstarszym w miarę czynnie służącym ministrantem naszej parafii. A, że nic wiecznie nie trwa każdy wie. To był chyba jedyny powód, dla którego zrezygowałem z posługi przy ołtarzu. Teraz trochę historii, więc jak się komuś nie chce czytać, zapraszam do następnego akapitu :wink: Pierwsza Msza, w której uczestniczyłem już jako ministrant (wtedy jeszcze kandydat, ale to prawie to samo :D ) miała miejsce 15 lutego 1998 roku (niedziela ofkz) o 16:00. Jak dziś pamiętam tą tremę, spocone, zimne ręce... i wogóle. To były czasy. Zaczynałem mniej więcej pół roku przed odejściem mojego pierwszego opiekuna, księdza Arkadiusza. Potem byli jeszcze ksiądz Jan, Grzegorz, no i teraz x. Krzysztof. Także, przeżyłem jakieś 3 "kadencje" :happy: W tym czasie służyłem przy całej masie Mszy, Chrztów, I Komunii, Bierzmowań, ślubów, pogrzebów, nabożeństw... dużo by wyliczać. No i kolendy, tak... kolendy, pielgrzymki służby liturgicznej (choć na niewielu byłem), czuwania przy Bożym Grobie, Pasterki :smile: Dłuższy okres czasu (prawie od początku) byłem lektorem (czytałem) i nawet kantorem (śpiewałem psalmy, ale to tylko jakiś rok :whistle: ). Na szczęście nie zachowały się żadne taśmy prawdy z zapisem moich wyczynów przy ambonie. "A kto by tego chciał słuchać...?" - rozlega się głos z prawie pustej widowni. No właśnie :rolleyes: Ogólnie te lata wspominam bardzo miło i z pewnością służba ministrancka zostanie jedną z nielicznych rzeczy, o których zawsze będę ciepło myślał :love: Wszystko co dobre... itd. Łezka się w oku kręci, bo jakby nie patrzeć to w murach kościoła parafialnego zostawiłem kawałek swojego życia :frown: Na koniec pragnę podziękować wszystkim, z którymi było mi dane pracować: księżom, kościelnym, kolegom ministrantom oraz pozostałym osobom. Dziękuję i przepraszam, bo wiem, że nie zawsze wszystko szło gładko. Czasem coś zawaliłem, nie dotrzymałem słowa, miałem swoje wpadki, etc. Jak to w życiu. Choć po drugiej stronie teraz tak trochę dziwnie się siedzi, to nie ma obaw: do Kościoła chodzić nie przestanę p: I często jeszcze będę widywał znajome twarze, może kiedyś uda się na moment wrócić do ołtarza (choćby w Niedzielę Palmową - mówię Wam, nie obejdzie się beze mnie :wink: ). Ciężko spisać wszystko co bym chciał (ahh... ta pamięć), dlatego może na tym zakończę. :angel: :angel: :angel:

EDIT_20_54: Eeee, dobra. Lenistwo wzięło górę - nie będzie drugiej części posta. Może w piątek p: :o:

EDIT_21_17: Ooo... Z racji, że w systemie pojawiła się opcja ankiety, zapraszam do odpowiedzi na jedno proste pytanie - "Ktoś Ty?". Kolejne proste pytania pojawią się kiedyś tam, przy okazji.

Zakaz Narzekania!

Jezzz... I wracam. Cały, zdrowy, zadowolony (póki co). Wracam z beznecia - jak to sobie nazwałem :wink: Nie powiem, czwartego września rano moje zdziwienie było ogromne, gdy zdałem sobie sprawę, że przez UTPka wciśniętego w gniazdo sieciówki na tyłach blaszaka, płynie gówno - tzn. NIC... no nie licząc tych drobnych, nieprzydatnych pakietów wysyłanych w celu sprawdzenia stanu łącza p: Taa... Wreszcie minął miesiąc użerania się z Netiom i krzyków, żeby wreszcie się ruszyli i przygotowali mi linię pod Net24. W końcu stało się. 2 październik - dostaję modem. Kolejne trzy dzionki katowania systemu i wszystko rusza na lajnaksie, jestem w sieci. Opcja, którą posiadam zwie się Komfort + i pozwala na pobieranie danych z prędnością 320kb/s (w praktyce ~40kB/s). Fakt, że łącze 640 było tylko 10PLN droższe, ale dla mnie może być ("Nie ty płacisz rachunki" - rzekł ojciec i stało się :yuck: ).

OK. O nowym łączu wystarczy. Teraz trzebaby wspomnieć coś o innych sprawach, poważniejszych. Uno. Nie będę się rozpisywał, że o egzaminie zawodowym, ani o jego wynikach dalej nic nie słychać. Bo nic krfa nie słychać :bomb: Tak, tak, trzeba coś z tym zrobić. I coś się kiedyś zrobi, spokojnie... Due. Skończyły się wakacje :cry: W dodatku skończyły się prawdopodobnie najdłuższe wakacje w moim życiu (no, nie licząc okresu pobierania zasiłku dla bezrobotnych, który może trwać ponoć nawet 6 miesięcy p: ofkz). Leniłem się non-stop, całymi dniami (i nocami), przez całe lato, od 1 maja do 30 września! I jestem z tego dumny :D Bardzo... bardzo. Teraz niestety przyszedł czas zmiany trybu życia - zostałem studentem Homer: Doh! Yep. Studentem pierwszego roq studiów dziennych na kierunku Informatyka und Ekonometria na chorzowskim (Hożuf) wydziale zamiejscowym Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu... ufff (długie i skomplikowane zdanie) :ko: Teraz niby trzebaby zacząć się uczyć i porzucić przyziemne zajęcia. Chociaż z tego co słyszałem nieoficjalnie, to studia są prawie jak wakacje. Wystarczy tylko trochę pozakuwać przed sesją :wink: A tak serio: muszę zabrać się do roboty (oczywiście dopiero jak all się rozkręci, bo ten tydzień to taki lajtowy), a szczególnie przyłożyć się do przedmiotów takich jak matma i mikroekonomia. Przedmiotów na pierwszym semestrze nie ma dużo - tylko sześć (Wstęp do Informatyki, Podstawy Zarządzania, Język angielski, Mikroekonomia, Systemy Operacyjne no i ta nieszczęsna Matematyka), więc chyba damy radę.

Blogaska porzucać nie zamierzam, będę tu teraz pisał właśnie posty takie bardziej pod kątem nauki w szkole wyższej i wszystkiego co się z tym wiąże. Mam nadzieję, że Ci co tu zaglądają, będą czynić to dalej (co to za blog, którego nikt nie czyta, nieprawdaż?). Kolorek się nie zmienia, szata pozostanie w ulubionym odcieniu matki... eee... nadziei :happy: tzn. zielonym (przynajmniej na razie). Postanowiłem tylko zmienić odrobinkę podtytuł strony (dotychczas if you're going to... anywhere xD). Nowe motto lepiej odda kierunek, w którym aktualnie zmierzam. So... Poczytane? To żegnam.

PS_ Bajtfajta sobie odpuszczam, więc klikać nie trzeba. Teraz wbijamy tutaj i klikamy na link GTAthegame.NET. Z góry thx za głosy (każdy klik podbija stronę o jedną pozycję w górę w katalogu, cel to ofkz miejsce numer 1).

EDIT_ Kurde, ale się dziś literek "o" nałykałem.
Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
M T W T F S S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31