Skip navigation.

Bardzo prywatnie

Mało poważnie

Bad Day

, , , ...

Od dłuższego czasu posty na tym blogu pojawiają się tak rzadko, że publikację każdego kolejnego mógłbym zacząć jakoś celebrować. I w sumie nie wiem czy już tego nie rozpocząłem p: Tytuły moich ostatnich zapisków choć dziwne i na pierwszy rzut oka niezbyt logicznie dopasowane do poruszanych spraw, dobierane są według pewnego klucza :confused: A kluczem tym jest mój ulubiony Rhythmbox i losowane przez niego utwory z mojej skromnej bazy :o: Dziś jednak muszę nadać tytuł własnoręcznie (chociaż w dalszym ciągu jest to jednocześnie nazwa utworu), gdyż potrzebuję czegoś BARDZO wymownego. Czegoś co zwięźle i krótko zdoła oddać przedmiot mych wieczornych rozważań :irked:

Jakiś czas temu zastanawiałem się nad zmianą fotki, a raczej tego co ją zastępuje, w moim profilu na My.Opera. To jednak czego było mi dane dziś doświadczyć, utwierdziło mnie ostatecznie w przekonaniu, że... jeszcze nie czas. Motto zawarte bowiem w tej smutnej i nieprzyjemnej kompozycji, nadal jest bardzo aktualne.

05:40 Wstaję. Nie za wcześnie? Tak - o wiele. Jednak co zrobić, plan jest jaki jest i środę zawsze mam przesraną (delikatnie mówiąc). Nie dość, że moja grupa (nasz rok jest podzielony na dwie, informatyczne) godzinę wcześniej zaczyna i godzinę później kończy w stosunku do grupy A, to jeszcze z racji nadchodzącej zimy nie jest nam dane oglądać tego dnia słońca. Przychodzę - ciemno, wychodzę - ciemno. Kurrr... czę :mad: Pół biedy, że przynajmniej z rana na ostatni przystanek podrzuca mnie ojciec, udający się w tym czasie do pracy (dzięki temu unikam tłuczenia się tramwajem). Zawsze docieram na czas. Tym razem jednak było inaczej - spóźnienie 45 sekund i już tylko patrzyłem jak linia M998 ucieka mi sprzed nosa. Trudno się mówi. Spokojnie poczekałem na kolejny bus. Szkoda, że nie wiedziałem co jeszcze mnie czeka w nadchodzących nastu godzinach nervous 15:20 Na uczelni szczęśliwie nic strasznego się nie wydarzyło. Resztki popołudnia zapowiadały się nawet ciekawie - wcześniej skończone zajęcia (planowo 16:10 p: ), pogodna nawet jakaś taka znośna. Na 16:30 planowane było zebranie Klubu Uczelnianego AZS. Zostałem tam odpowiednio wcześniej zaproszony przez naszego Wuefistę - niby jako Admin strony studium - jednak, gdy otrzymałem propozycję kandydowania w wyborach do Zarządu Klubu (ja, osoba praktycznie bez zainteresowań sportowych; może jeszcze na jakiegoś szefa albo coś podobnego? Wkręcą mnie i potem trzeba będzie jeździć na kolejne spotkania. Oooo, nie! Podziękuję :spock: ), postanowiłem darować sobie uczestnictwo. Czmyhnąłem więc po cichu do domciu :devil: Tym razem busik podjechał w sam raz - punktualnie, a i nawet ja się nie spóźniłem :D Po ~10 minutach spokojnie dotarłem na chorzowski rynek. Tak, spokojnie. Tu się właściwie spokój dnia dzisiejszego urwał. 15:42 W prawym bucie rozwiązała mi się sznurówka. Właśnie zaczął padać deszcz. I to tak odrazu, prawie jak z cebra. No dobra, przesadziłem, ale mżawka to to nie była :rolleyes: Czekam na tramwaj. 15:51 Czekam dalej. Oczywiście wciąż leje. W międzyczasie pojawiły się dwa składy - niestety linia nie ta. Przystanek zalewa kolejna fala ludzi :ko: Zimno mi i jestem w coraz gorszym nastroju. :furious: 16:05 Podjeżdża tramwaj! Szkoda tylko, że w przeciwnym kierunku (btw. teź tak macie, że jak stoicie na przystanku to w drugą stronę co chwila coś jedzie, a w Waszą nic? :rolleyes: ). I jeszcze ta reklama (na tramwaju, ofkz): ZOBACZ CIEPŁO... To jakieś grzejniki były chyba czy coś. Agrrh. Gdybym tylko miał wtedy pod ręką jakiś granat, nie zawahałbym się. 16:10 Alleluja! Wreszcie - 41! Przełączam się na tryb agresywny i rozpoczynam walkę o miejsce. Masa ludzi, są wszędzie! :faint: Udało się, jestem trzeci. Kobieta przede mną ze wzglęgu na swoje gabaryty miała pewne trudności z przedarciem się przez drzwi; finalnie jednak znalazła się w środku. Ufff... jedziemy. 16:32 Dotarłem na Pogodę (potoczna nazwa dzielnicy Bytomia - cóż za ironia, nieprawdaż? :wink: ). Ehh... Autobus na Piekary dopiero za 20 minut. No cóż, jak się sypie to na całego. Deszcz nie daje za wygraną. Wbijam na Carrefour Express (jeszcze niedawno Albert). Czas coś zjeść, więc kieruję się w stronę działu z pieczywem po ulubionego cebularza :chef: NIE MA! Trudno. Moją uwagę przykuwa niezwykle niebieska paczka Lay's 4 Pory Roku ZIMOWA Pieczona Szynka. Chcesz trochę? Chcę, biorę i do kasy. Nawet dobrze się nie ustawiłem, a tu już proszę do kasy obok, bo ja kończę. Nein! Ale co zrobić. W drugiej kasie kolejka. Na taśmie ciasnota, jakaś starucha przywaliła moje chipsy stertą batoników Nestle. Chętnie bym się odwinął, ale kobiet nie biję :D No przecież. Stoimy. Przede mną dwie osoby. Babka na kasie dziwnie się ociąga i jeszcze jej do śmiechu. Patrzę - kasuje, co? No cebularze. Ostatnie i oczywiście odrazu trzy :bomb: Na dodatek nie potrafi znaleźć kodu. Beata, daj no mi tu zeszyt z kodami! (2 minuty później) Kolejka stoi. Beata, ale ten kod mi nie działa! To jakiś rogal jest! Miarka się przebiera, krew we mnie wrze. Z tyłu jakiś facet się unosi, bo nie wytrzymuje. Ochroniarz-emeryt zatrzymuje podejrzanego gościa. Ten oddaje mu zwinięty Panadol (czy co to tam podpierniczył) i najzwyczajniej wychodzi ze sklepu, bo co mu dziadek zrobi p: Normalnie cyrk. Jeszcze bramka zapiszczała, a mundurowy ciśnie kasjerkom wała, że to pewnie to co mu przed chwilą odebrał. N/c :lol: 16:49 Wpieprzanie chipsów na deszczu nie należy do moich ulubionych czynności, ale nie pomyślałem o tym przed zakupem. Paczka ląduje w plecaku. Autobus już stoi (zawsze ma tu postój mniej więcej 10 minut przed odjazdem). 16:52 Próba uruchomienia silnika. Pierwsza, druga... :bandit: Jeszcze by mi tego brakowało żeby się tu bus rozkraczył. Jednak w końcu zapalił. 17:04 Wysiadam. Fuck - w lewym bucie rozwiązała mi się sznurówka. Idę do domu. Po drodze mijam billboard z półnagim Wiśniewskim reklamującym pralkę automatyczną - a temu to nie zimno? Na naszym piekarskim pseudo-ryneczku góra 6 - 7 osób. Ludzie wiedzą co dobre, siedzą w domu. 17:10 Wreszcie przekraczam próg klatki schodowej. Cieeeepło :coffee: Zwykle powrót komunikacją miejską do domu zajmuje mi godzinkę, ale to szczegół.

UWAGA! Post napisany pod wpływem chwili (czyt. złości i nienawiści do całego świata :wink: ). Pierwotnie miało się znaleźć tutaj coś innego, jednak ze względu na silną potrzebę wyrażenia emocji wyszło jak wyszło p: Coś innego skrobnę może w weekend. Kiss kiss, bang bang! :D

A Lesson Learned

, , , ...

Skąd wiem, że wakacje się skończyły? Bo jest coraz chłodniej? Bo Polsat emituje drugi sezon Prison Break'a? Bo codziennie muszę na plecach tachać do Chorzowa stos makulatury? Nie. Chociaż to ostatnie ma sporo wspólnego z prawdziwym powodem p: A więc? Tak! Musiałem przestawić swój lekko zmodyfikowany w czasie wakacji zegar biologiczny i zacząć kłaść się przed północą zamiast o 2:00, a wstawać kwadrans przed 6:00 zamiast w południe :faint: No dobra. Żarty żartami, a tu wdepnąłem w drugi rok - akademicki (czyż to nie brzmi dumnie? :happy: ) rzecz jasna. Ktoś może być przypadkiem ciekaw, co się zmieniło, jakie przedmiociki mi doszły, jakie wypadły, etc. Cóż, szczęśliwie ubyło całego tego ekonomicznego szitu, za którym szczerze nie przepadam. I nie licząc kilku fajnych przedmiotów stricte informatycznych, na tym mógłbym zakończyć wymienianie pozytywnych zmian w moim planie :irked: Szkoda, że czasem jednak w życiu sprawdza się powiedzenie nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej :ko: W tym przypadku pasuje jak ulał, bo zgroza ekonomiczna została zastąpiona piekiełkiem matematycznym :devil: Mało, że standardowa matma się nie skończyła (na co wszyscy w grupie liczyli :D ), to dołożyli nam jeszcze dwa inne matopochodne przedmiociki: rachunek prawdopodobieństwa und przez-wszystkich-kochaną statystykę - zainteresowani wiedzą co to za przebiegła bestia cow A przepraszam! Jest jeszcze jeden przedmiot przesiąknięty ekonomią. Angielski. Dokładniej - jak to w planie pisze - angielski fachowy :eyes: Fachowy jak to fachowy, związany jest z profilem nauczania, a że nasza uczelnia ma charakter mocno ekonomiczny, to wiadomo... Z pozytywów, mogę wymienić tak interesujące, nowe zajęcia jak: bazy danych, szybkie programowanie aplikacji i programowanie aplikacji bazodanowych. To jest naprawdę ciekawe. Są też algorytmy i struktury danych, administracja sieci lokalnych i rozległych czy projektowanie systemów informatycznych, jednak nie umiem jakoś odnaleźć w nich niczego pasjonującego :left: Oczywiście są to przedmioty informatyczne, dlatego nie stanowią dla mnie problemu, ale - tak jak powiedziałem - nie pociągają mnie. Taa. Co tam jeszcze zostało? No... WF p: Tutaj nic się nie zmienia, dalej chodzę na siłkę, z tym, że teraz w poniedziałki. BTW. Ukończyłem pod koniec września stronkę SWFiS, więc jeśli ktoś chce zobaczyć, to efekty ~2 tygodniowej pracy dostępne są tutaj :cool:

Odchodząc powoli od tematów edukacyjnych, muszę pochwalić się moim świeżym wciąż członkostwem w programie MSDN-AA :happy: Tak. W związku z tym, że ucząc się o m.in. bazach danych musimy korzystać z narzędzi pewnej firmy, z którą WSB podpisało cyrograf, należy skądś wytrzasnąć odpowiedni soft. I to najlepiej jeszcze legalny :no: Właśnie tu zaczyna się rola MSDN-AA. Dzięki tej inicjatywie, mogę bez opłat, dowoli korzystać z (nie oszukujmy się) średniej bazy oprogramowania, za które normalnie M$ każe sobie płacić (tu też się nie oszukujmy :rolleyes: ) o wiele za wiele. Heh. Taka prawda. Cóż, może przynajmniej będę miał okazję żeby przekonać się na własne oczy jak niewiele ta cała Vista jest warta :yuck: W każdym razie, póki co zassałem Accessa 2003 (z angielskim interfejsem? Homer: Doh! ) i próbuję dorwać bardziej potrzebny na chwilę obecną MS SQL Server 2005, w czym serwery wielkiego Billa starają się mi przeszkodzić. Przeszkadzają całkiem skutecznie, bo pobieram już chyba czwarty raz :ko: Dziś nawet dojechałem do 46%, po czym transfer spadł z ~70kB/s do zera, a (widocznie tego nie lubiąca) aplikacja pobierająca obwieściła kolejny raz błąd pobierania. No nie wiem, będę jeszcze walczył :knight: :chef: , ale jest ciężko. Oj jest. Gdzie tam do Visual Studio? :whistle:

Zostając jeszcze momencik przy programowanio-skryptowaniu, chciałbym wrócić do mojego lipcowego (?) posta, w którym umieściłem link do skryptu bashowego zliczającego uptime kompa. Pewnie poza mną nikt go nie używa, ale co tam p: Zauważyłem jakiś czas temu, że nieprawidłowo jest zliczany całkowity czas pracy komputera. Minęły jakieś dwa miesiące, a tu już zapisane ponad 80 dni :eyes: Może i wynik byłby realny, ale raczej tylko wtedy gdybym miał lapka na chodzie 24/7, a tak nie jest. W najbliższym czasie postaram się poszukać błędu i upnąć wersję 1.1 na serwer (w razie gdyby jednak ktoś korzystał :cool: ). Jeśli się uda to spróbuję załączyć też odpowiedni skrypt, który naprawi wpisy w popsutych plikach.

Jakieś dwa tygodnie temu, Marcin - współtwórca naszej, parafialnej strony internetowej napisał do mnie z ciekawą sprawą. Serwer, na którym stoi serwis, został zakupiony dawno temu, bodajże na Allegro, w jakiejś promocji Foxnetu za 20PLN. Wiadomo, na Allegro hosting jest tani, ale trzeba uważać, żeby nie trafić na jakiegoś kanciarza, bo może skończyć się smutno. Tu na szczęście było przyzwoicie. Firma nie zmyła się po miesiącu, a nawet muszę przyznać, że od jakiegoś czasu ich serwery pracują podejrzanie przyzwoicie :bandit: Teraz jednak nagle okazało się, że przycięli nam parametry. Lol. Niemożliwe? A jednak. W związku z tym, że we wrześniu w parafii pojawił się nowy wikary, trzeba było zrobić porządki z pocztą. Przy próbie założenia konta, wystąpił błąd: posiadanych kont pocztowych 6/1 :lol: Takie rzeczy tylko w Foxnecie moi mili. O 20 zeta targować się nie będziemy, bo to prawie jak za darmo, więc postanowiliśmy rozwiązać problem inaczej - przenosząc całą obsługę poczty na serwery Google. Do tego jednak potrzebna jest własna domena. I tu zaczęła się mała debata; może ta, a może tamta... Stanęło jednak na tym, że w tygodniu przejdę się do Urzędu Miasta i popytam o subdomenkę w .piekary.pl :smile: Po zebraniu wniosków, umów i regulaminów oraz kilkudniowym oczekiwaniu na podpis proboszcza, wreszcie we wtorek zaniosłem wszystko z powrotem i teraz czekam. Czekam na wpisy NS dla subdomeny oczywiście (z tego jednak, co widzę, jeszcze nic nie zrobili :irked: ). W każdym bądź razie, już niedługo paskudnie długi i nieprzyjemny adres szarlej.swtrojca.foxnet.pl zamienimy na łatwy do zapamiętania, lekki, przyjemny i niezwykle intuicyjny swtrojca.piekary.pl :yes:

Na koniec zostawiłem sobie dzisiejszego (a teraz to właściwie już chyba wczorajszego) GWOŹDZIA PROGRAMU :smile: Prawdziwy cukiereczek :smile: O co chodzi? No dobra. I tak pewnie nikt tego nie liczy :worried: Otóż, 5 października blog niniejszy ukończył swoje pierwsze DWA latka :hat: :jester: :drunk: wine :sing: :cheers: Tak, tak. To już tyle minęło od pierwszego posta. Dziwnie to nawet wyszło, bo zgodnie z tym co wówczas (jeszcze przed maturą!) pisałem, całość miała trwać tylko te 10 miesięcy do egzaminów. A trwa aż do dziś. I mam nadzieję, że potrwa jeszcze trochę, bo mimo, że bloga odwiedza (co tu dopiero mówić o czytaniu :wink: ) niewiele osób, to jednak odwiedzają. Miło mi :smile: Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich blogo-czytaczy, proszę o pamiątkowe komentarze :D i... byle do kolejnego roku :wait:

Wildstyle

, , , ...

Haj. Czasami mam o czym pisać, a czasami nie. Wtedy nie piszę i pluję się, że nie mam nigdzie żadnej listy spraw do omówienia :D Ostatnio wreszcie postanowiłem to zmienić i dodałem sobie do paska zadań / menu w GNOME nowy aplet - Notatki dla Środowiska GNOME Desktop. Teraz mogę tworzyć sobie na pulpicie wygodne karteczki i zapisuję na nich różnie rzeczy do zrobienia :happy: Jedną z karteczek przeznaczyłem właśnie na ToDo tego bloga. I co mamy na pozycji pierwszej? Ahaaa.

Jakiś czas temu postanowiłem trochę pogrzebać przy GTA3, szczególnie w znanym każdemu fanowi sercu gry (o ile przyjmiemy, że gta3.exe to mózg p: ), czyli main.scm. Można tam poustawiać wiele rzeczy, jednak niewątpliwie najciekawszą możliwością jaką daje nam ten plik, jest pisanie misji. I właśnie tym się bawiłem. Moja pierwsza misja jest niebywale prosta. Spędziłem nad nią praktycznie cały dzień, ale to chyba całkiem przyzwoicie, zważywszy na to, że zaczynałem od zera. Oprócz readme do mission buildera nie czytałem żadnych tutoriali (o te właściwie ciężko). Przejrzałem tylko jeden komplet misji napisany przez inną osobę, ale dużo mi to nie dało. Metodą prób, błędów i kraszy doszedłem wreszcie do wielkiego finału :lol: Efekt końcowy możecie podziwiać tutaj. Trochę tylko zrąbał mi się tytuł misji, ale to pewnie dlatego, że pracowałem na spolszczeniu. Oczywiście nauka pisania misji miała swój cel. Mam spore nadzieje na napisanie kilku ciekawych zadań do modu Jamszy - OpenTunnels. Gdy mod zyska misje, już będzie czymś więcej niż tylko fanowską przeróbką gry. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Narazie czekam na betę, aby zobaczyć jak wszystko wygląda na żywca i które lokacje będą nadawały się na punkty strategiczne dla fabuły :spock:

W zeszłym miesiącu, Opera udostępniła wszystkim swoim userom bezpłatnie statystyki oparte o system HitsLink.com. Przeglądając staty swojego bloga, zauważyłem podane przy wejściach strony odsyłające i ewentualnie słowa kluczowe (jeśli wejście następowało z szukajki). Niektóre z tych słów kluczowych bardzo mnie zdziwiły, więc postanowiłem się nimi z Wami podzielić:

wyniki technika, crockett theme download,
aby pomalowac trzeba obliczyc, grinpis, test sixaxis,
laptop z wbudowanym modemem, godaddy przekierowanie,
zakaz narzekania, nic nie robie

Były jeszcze ciekawsze, ale można przejrzeć tylko kilkanaście ostatnich, to mi już umknęły. Nawet ktoś szukał mnie z imienia i nazwiska :eyes: W tym tygodniu coś mnie wzięło i postanowiłem zalegalizować soft na starym kompie, z którego teraz praktycznie tylko siostra korzysta (btw. wróciła :down: :wink: ). W środę pojechałem z Łukaszem do pobliskiego MediaMarktu i zaopatrzyłem się w majkrosoftowskiego Osyfa... eee... Office'a p: Było tanio, tylko 199PLN i w dodatku wersja 2007. Okazja. Siostra z niczego innego nie umie korzystać (OpenOffice dla niej odpada), to skusiłem się na to. Licencja na 3 pecety, to i na lapku instalnąć obok OO mogę. W piątek zaś, otrzymałem zamówioną na Allegro windę XP HE. Dziwne. Na pudełku w każdym możliwym miejscu pisze, iż jest to zestaw OEM tylko dla przedsiębiorców składających komputery, zaś w opisie aukcji sprzedawca wyraźnie zaznacza, że zestaw jest sprzedawany na nowej licencji OEM, niewymagającej sprzedaży ze sprzętem. No cóż. Muszę wierzyć - mają złociutki certyfikat M$ i kupę pozytywów.

Jak już wspominałem, siostra wróciła za Stanów. Licznik po prawej dobił zera. Jednak zawsze znajdzie się jakaś dobra strona - przyjechały prezenty :D Nie no, żartuję, jasne. Jeszcze to przeczyta p: Oczywiście najbardziej wyczekiwałem tego o co sam prosiłem - genialnych koszulek ze sklepu Rockstara :star: :yes: Muszę się pochwalić. Fotki znajdziecie tutaj. Nie wiem czy zazdrościć czy nie. Wakacje miała w sumie przyjemne. Zobaczyła masę fajnych miejsc w NY, takich, które ja będę mógł zobaczyć dopiero jak zagram w IV :wink: Mnie jakoś z domu nie ciągnie, więc się nigdzie nie wybieram. Idiot! :chef: Homer: Doh! Nvm. Tak już mam. Razem z siostrą przyjechało 2.3GB fotek & krótkich filmików to mi wystarczy. Ahhh... Times Square awww

Dobra. Teraz przejdźmy do najważniejszego, tzw. gwoździa programu :D Pamiętacie jeszcze tego zeszłorocznego, prawie-jak-elektronicznego posta? No właśnie. Rozpaczałem, marudziłem, płakałem po nocach :wink: Wreszcie niebiosa mnie wysłuchały :angel: I tak oto dziś mogę pełen dumy rzec:

MISSION PASSED!

Tak! Wreszcie zaliczyłem. No, może wreszcie to za dużo powiedziane, bo to dopiero drugi raz. Ale nieważne. Ważne ( :ko: ), że już mam co mam i co mi się należało. TADAAAM. No. A ogólnie to wiadomo, jestem happy, etc, etc. Dobra. Kończę - późno już.

PS. Założyłem jakiś czas temu konto na Twitterze :smile:
PS2. LOL. Zawsze musi być jakiś PS... :faint:

Love TKO

, , , ...

Wyjechałem z miasta :happy: No. Ale już wróciłem p: Pod koniec lipca postanowiłem sobie trzasnąć mały - trochę przymusowy, a trochę nie - urlopik. Wyjechałem w sumie na tydzień. Cztery dni spędziłem u babuni #1, gdzie jedyną sensowniejszą rzeczą jaką robiłem było rozgrywanie cziterskich partyjek w EuroBussiness z 12-letnią kuzynką. Hehe, ona też oszukiwała... żeby nie było :spock: Swoją drogą: ta gra nadal żyje i ciągle można się przy niej świetnie bawić :eyes: (przynajmniej jakiś czas). Poza graniem poobijałem się trochę tu i tam, połaziłem drogą wzdłuż pobliskiego (bardzo) lasu z playerem w uszach, poczytałem zaległe teksty (w tym skopiowaną na dysk Dekadę i niedokończoną Dekadę II TangoDelty z GF - zawsze obiecywałem sobie, że kiedyś w końcu przeczytam i wreszcie znalazł się odpowiedni moment; świetny materiał, polecam scenowiczom :up: ). Jakoś te kilka dzionków przeleciało. Potem wybraliśmy się do chrzestnej na nockę, w niedzielę jeszcze zahaczyliśmy o babunię #2 i w poniedziałek powrót.

We wszystkim zawsze trzeba wyczuwać podstęp, dlatego nie było niczym dziwnym, że akurat w te wakacje i akurat teraz zapadła decyzja o remoncie mojego pokoju :yuck: Cała operacja trwała ponad tydzień i rozpoczęła się zaraz po przyjeździe. Postanowiliśmy skończyć raz na zawsze z tapetami, wreszcie położyć wszędzie gładź, pomalować to na jakiś sensowny kolor i mieć spokój raz na zawsze (no... może na parę lat p: ). Sensownym okazał się kolor o wdzięcznej nazwie zroszonej trawy i taki też zdobi w chwili obecnej moje cztery ściany. Nie lubię remontów, więc tutaj utnę temat :D

Teraz sprawy mniejszego kalibru. Wskoczyłem parę dni temu na stronkę lokalnego OKE i doczytałem się, że wyniki z technika zostaną ogłoszone tak jak w zeszłym roku, czyli ostatniego sierpnia. To jeszcze tylko kilkanaście dni. Nie ukrywam, że wiążę z tą datą spore (o ile nie ogromne :rolleyes: ) nadzieje. Fajnie byłoby mieć TO już zaliczone i iść do przodu ze spokojnym sumieniem (wiem co piszę :spock: przez brak tego dyplomu w mojej teczuszce, odczuwam straszny niedosyt). Dalej. Na dzień przed moim wakacyjnym wypadem, wyczaiłem na stronie Inteligo, że swoją kartą mogę płacić jak normalną Visą (wczesny, co nie?) :eyes: Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i postanowiłem sprawdzić czy rzeczywiście tak jest, no i jaką prowizję sobie potrącą :wink: Okazję do wydania kilku złotych wykorzystałem na GoDaddy, gdzie to nabyłem po niezwykle korzystniej cenie domenkę PAJAK.CC. Hehe. Przyznam się, że polowałem na coś takiego od dłuższego czasu. Wszystkie com'y, net'y, pl'e i pozostałe interesujące końcówki już dawno zajęte, więc szukałem innych ciekawych opcji. Przyznacie chyba, że CC (Wyspy Kokosowe monkey ) takową jest. Mnie też się spodobała. W Polsce wszystko jest cholernie drogie (no, nie licząc mleka z Biedronki :wink: ), a domeny CC to już w ogóle. Ceny wahają się od 75 do nawet 250PLN. 75 zeta to najlepsza u nas oferta. Niestety rejestrator nie wykazał odrobiny dobrej woli, olewając obydwa moje maile z pytaniem, więc zrezygnowałem i zapłaciłem Amerykańcom :furious: Transakcja przebiegła błyskawicznie, już na drugi dzień rano (kupowałem o 3:00, więc w zasadzie to ten sam dzień :D ) adresik nadawał się do użytku. Polecam. Zapłaciłem $19.90, ale znalazłem jeszcze na Google kod promocyjny -10% (klik, klik) i tak wyszło $17.90 :smile: Good deal. Bank za zakupy w dolcach skasował jedyne 1.18PLN, więc jest chyba OK. Chyba, bo jeszcze mnie nikt nie ograbił. Pamiętajcie dzieci :wink: nigdy nie podawajcie numeru swojej karty na żadnej niepewnej stronie (GoDaddy jest raczej w porządku). Przestrzegał Wujek Dobra_Rada p: Szybka rejestracja i niskie ceny już skusiły mnie do dalszych zakupów. Przed momentem nabyłem sobie nowego com'a (jeszcze nie zdradzę pełnej nazwy) za $7.15 - taniocha. Prawda, NetArt sprzedaje domenki COM po 4.90PLN, ale jak popatrzę na cenę, którą przyjdzie mi zapłacić po roku za odnowienie (całe 5 dych Homer: Doh! ), to wolę te 20-parę-złotych dać w GoDaddy. Tak więc, zapraszam pod mój nowy adresik. Dużo tam nie znajdziecie, ale można chociaż popatrzeć skoro się narobiłem :D Ehhh, kolejny post wyglądający jak scenariusz odcinka peruwiańskiej telenoweli... To wszystko tym razem. Dziękuję, pozdrawiam.

PS. Razem z ostatnim postem, minął nas mały jubileusz. Zauważyłem dopiero kilka dni temu. Pięćdziesiątki spróbuję nie przegapić :wink:
PS2. Parę dni temu w na ekrany polskich kin wszedł film Transformers, natomiast wcześniej, bo w czasie moich małych wakacji, ja miałem okazję zobaczyć pokaz przedpremierowy - całkowicie ekskluzywny, jednoosobowy :cool: TUTAJ macie foto z gali.
Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
M T W T F S S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31