Nadeszła pora na kolejny wpis na moim legendarnym blogu

Dzisiejszy post jest jednak szczególny i specjalny. Po pierwsze dotyczy największego wydarzenia w moim życiu, jakie ma miejsce w tym roku. Po drugie znowu minęło trochę czasu, znowu poleciałem w kulki, ale(!)... nie zapomniałem. Ot, zbierałem ciekawszy materiał do opisania. Mam nadzieję, że dziś wreszcie będzie nieco krócej a treściwiej. Zapraszam moich przyjaciół, wiernych czytelników, do lektury.
Poniedziałki znowu są z@jeb!$teChcąc upewnić się, że na pewno maturę zdawałem trzy lata temu

, zajrzałem do swojego wielkiego
archiwum postów i faktycznie. A dziś? Dziś kolejne wielkie wydarzenie. Jak grom z jasnego nieba uderza we mnie koniec studiów. Tak. Trzy lata już minęły odkąd wyruszyłem na podbój WSB. Bardzo zżyłem się z tymi murami, z ludźmi, a dzisiaj słyszę nagle, że... już nie mogę się legitymacją posługiwać, bo jestem absolwentem. Takie pożegnanie

Szczerze, naprawdę zaskoczyło mnie tempo w jakim to wszystko się odbyło. Kiedy technikum kończyłem to te matury cały miesiąc się ciągnęły, pisemne, ustne, potem wyniki, zawodowy egzam. Jakoś z takim spokojem i powagą się to wszystko odbywało. A studia to raz, dwa. Szybka sesja (zaskakująco!), drobne potknięcia (jakżeby inaczej?), odrobina stresu. Potem niecały tydzień przerwy, kilka dni (i nocy) niesamowitej harówki nad materiałami, przygotowanie do obrony, która dziwnie szybko pojawiła się na horyzoncie i... to już dzisiaj.
Read more...