Tuesday, 4. March 2008, 22:48:00
Cześć! Witam wszystkich to czytających w nowym roku i składam spóźnione życzenia

Pozdrawiam szczególnie tych, którzy szczerze
się stęsknili za mną (lub nawet jedynie za moimi wypocinami

). Nie wiem czy tym razem pobiłem już swój prywatny rekord w długości odstępu czasowego od ostatniego posta, ale muszę przyznać iż niewątpliwie mamy za sobą niezłą dziurę - wszak poprzednia notka została tu zamieszczona chyba jeszcze przed erą
naszo-klasową
Co zmieniło się od tego momentu? W sumie niewiele - nadal mam sporo wydarzeń z życia do opisania. Zaś tutaj na blogu część spraw zostaje po staremu (m.in.
muzyczne tytuły wpisów i ostatnio wdrożony podział tematyczny posta), ale wprowadzam też kolejną nowość. Od teraz będę wykorzystywał jeszcze jedną opcję dostępną na My.Opera (istnieje ona od dość dawna - mam jakieś dziwne opory do nowości

), czyli
intro. Będzie się w nim pojawiał krótki wstęp, natomiast po kliknięciu na link poniżej przeczytacie resztę. Przy okazji trochę skróci mi się strona główna, dzięki czemu będę mógł upchnąć na niej więcej niż 3 ostatnie notki. Może być? Musi

No, to jedziemy.
Jak oni wyrośli!
A propos
Naszej-Klasy. W okresie między-świąteczno-noworocznym otrzymałem na swoją skrzyneczkę wiadomość z propozycją organizacji spotkania klasowego. Wiadomość wysłał jeden z kumpli z technikum. Początkowo jakoś sceptycznie podszedłem do pomysłu, bo znając życie takie spontaniczne akcje kończą nie tak jak pierwotnie zakładano, czyli na założeniach właśnie - niestety. Po głębszym namyśle (bez podtekstów

) jednak zdecydowałem się wybrać, gdyż wszystko wskazywało na to, że całość ostatecznie dojdzie do skutku. Skrzyknęliśmy się w kilku z mojej dzielnicy i umówionego dnia, o wskazanej godzinie stawiliśmy się pod
Imperium. Trochę trzeba było poczekać na resztę grupy (inicjator przybył oczywiście jako jeden z ostatnich

), ale ostatecznie pojawiła się spodziewana większość klasy. Wieczór spokojnie zaliczam do udanych, posiedzieliśmy przy browcu, pogadaliśmy. Będę wspominał to tak miło jak i te cztery lata w ZS1

Może w tym roku uda się powtórzyć spotkanie, tym razem z większą ilością osób, bo wiadomo, że rozsyłając powiadomienia tydzień przed, nie każdy może sobie zaklepać termin.
King of the BongoMój ostatni post jest z 8 grudnia. To będzie... [counting] jakieś 3 miesiące bez tygodnia. Sporo. I uwierzylibyście, że moja koszulka
operowa jeszcze do mnie nie dotarła?! Dokładnie, specjalnie utworzony na tę okazję
album nie jest pusty bez powodu

I nie wiem teraz czy to (co wielce prawdopodobne) koszulka zgubiła się już w Polsce, czy w ogóle nie wyszła z Norwegii

Pocieszałem się faktem, że w Polsce okres około świąteczny jest niezwykle gorący pod względem tempa pracy naszej poczty i żyłem nadzieją, że po miesiącu, dwóch, ale ostatecznie dostanę co mam dostać. Tymczasem powoli pokłady mojej cierpliwości się wyczerpują. Co najciekawsze,
EspenAO po jakichś trzech tygodniach wysłał mi kolejną koszulkę i ta również do dnia dzisiejszego nie dotarła. Jak widać, to już lekka przeginka. Nie będę ukrywał, że jestem fanbojem Opery (ale o średnim, bezpiecznym poziomie napalenia

) i zawsze miałem mega chętkę na takiego t-shirta. Odstraszała tylko cena, no bo kto normalny dałby ~€35 za kawałek (spójrzmy prawdzie w oczy) szmatki - a że nie jest to zwykła
szmatka to już inna kwestia

Czekam jednak dalej, bo nic innego mi nie zostaje. Nie będę naciągał Espena na kolejną przesyłkę, bo jeszcze pomyśli, że go w ch*** robię, a to nieprawda przecież

Możecie obstawiać ewentualną datę doręczenia. Zwycięzca dostanie buziaka
A miały być fajerwerki, no
SPOILER! Z końcem stycznia przeczytałem ostatni rozdział
Żywiołu Ognia (
Wild Fire). Szczerze mówiąc trochę się zawiodłem, bo Bliski Wschód miał z mapy zniknąć, a nie zniknął. Nie myślcie, że jestem chory na umyśle czy coś

Po prostu zawsze kręciła mnie tematyka masowej zagłady (nie mówię tu oczywiście o psychozie Adolfa i jemu podobnych - broń Boże), wojen nuklearnych, klimaty postapokaliptyczne, etc. Przez to tak lubiłem oglądać różne
Nie do wiary,
Z archiwum X i takie tam

Ale wracając do samej książki: jest dobra. Podoba mi się sposób w jaki autor buduje całą historię, stworzeni przez niego bohaterowie, streszczenie z okładki, które nie zdradza całego wątku głównego oraz fabuła. Na plus jest przede wszystkim właśnie fabuła, taka ze sporą dozą teorii spiskowych, które jednocześnie można uznać za bardzo prawdopodobne. DeMille sam we wstępie zaznaczył, że większa część powieści oparta jest na faktach i pomiędzy te fakty delikatnie wplata odrobinę fikcji

Dzięki takiemu zabiegowi trudno właściwie odróżnić
jawę od
snu, ale za to otrzymujemy kawał porządnej, trzymającej w napięciu książki. Aa, byłbym zapomniał! Muszę docenić również to, że akcja nabiera tempa dosyć szybko. Pewnie wiele osób tak jak ja nie lubi, gdy
coś zaczyna się dziać dopiero w jednej trzeciej objętości albo co gorsza, jeszcze później. Tutaj wszystko rozkręca się już w drugim - trzecim rozdziale (te z początku są stosunkowo krótkie; około 4 kartek). Niestety wszystkiego tutaj nie napiszę, musicie sprawdzić sami. Ode mnie

/10
Y Tu Mamá TambiénStyczeń był jakiś taki
owocny w tym roku

Mówię teraz o aspekcie filmowym. Na początku miesiąca trafiła się w chorzowskim
Media Markt okazja nabycia kolekcji DVD z
Ojcem Chrzestnym w bardzo korzystnej cenie jakichś 90PLN. Oczywiście długo walczyłem, jednak ostatecznie pokusa okazała się nie do odparcia

Pojechałem i zakupiłem całą, mistrzowską trylogię w prostym i tekturowym, aczkolwiek bardzo eleganckim, czarnym etui. Filmy nie posiadają polskiego lektora, co z jednej strony jest wadą (mnie to nie przeszkadza, ale niestety nie wszyscy nadążają z napisami), a z drugiej zaletą (można się wsłuchać w genialne dialogi i prawdziwe głosy aktorów). Mniejsza z tym. W czwartek, 24. pojawiła się kolejna okazja do wzbogacenia wideoteki
prawdziwego gangstera jeszcze jedną uwielbianą przeze mnie bardzo dobrą pozycją. W ramach nowej kolekcji
Przekroju (
Kino Mocne) ukazał się
Człowiek z blizną. Yay! Tutaj nie wahałem się już ani sekundy tym bardziej, że cena tygodnika z płytką DVD wynosiła jedyne 5PLN - promocja taka, na pierwszą część

Film został nawet przyzwoicie jak na prasówkę wydany, dostałem pudełko slim DVD (mogło być gorzej, czyt. kartonik) z ładną okładką... Gitara! Nigdy bym chyba nie pomyślał, że w przeciągu jednego miesiąca stanę się szczęśliwym posiadaczem dwóch swoich ulubionych filmów.

Początek lutego zaś dopełnił
gangsta klimatu. Niestety rzadko bywam w kinie (do najbliższego kawałek jest), a jak już bywam to z reguły tylko przy okazji rodzinnych wypadów do
SCC 
Choć zdarzają się też wyjątki. Tym razem padła propozycja seansu
Lejdis (omgz!). Ja takich filmów unikam, więc tradycyjnie rozglądałem się za czymś innym. Wybór padł na
American Gangster. Obraz ten nie był jakoś szczególnie promowany w mediach. Nie widziałem reklam w sieci, w TV, nawet w radio nic nie gadali. W pamięć zapadła mi tylko recenzja z
Polski z wcześniejszego tygodnia. Recenzja, w której to wspomniany film został zarekomendowany jako coś wartego obejrzenia (bodajże 4

/5). Nieczęsto widzę przy filmach gangsterskich wysokie noty (ostatnio to nawet takich filmów nie widzę), więc skusiłem się. I warto było. Świetna fabuła, genialne kreacje Denzela Washingtona, Russela Crowe'a i (co
trzeba podkreślić) aktorów drugoplanowych - same fajne gęby

Cud, miód i orzeszki. Ridley Scott (podobno) kolejny raz porządnie zagospodarował kilometry taśmy. Oszczędzę Wam szczegółów filmu, bo z tymi można samodzielnie zapoznać się choćby na
Filmłebie czy nawet
Onecie (sick!). Kto oglądał ten wie, że warto było - kto nie, ten nie wie i powienien szybko nadrobić, o ile lubi ten gatunek ofkz. Ja jestem wniebowzięty.

/10 jak nic.
Będą coś chcieli <foch>Ja nic nie mówię, ale to co się w tym kraju wyprawia to już normalnie przeginka. To co ja robię też przechodzi ludzkie pojęcie (bo kto normalny sam prosi o bilecik?), ale... ja to ja, zaś armia to kurde poważna instytucja

Pisałem ostatnio o zajęciach
Przysposobienia Obronnego przygotowujących do przeszkolenia wojskowego dla studentów, na które zapisałem się celem odbycia wcześniejszej i
skróconej służby. Chodziłem na wykłady (no, raz opuściłem), napisałem egzamin, zaliczyłem go (tylko na 3.0, ale co tam), udałem się z wynikiem w towarzystwie kumpli do WKU i... dupa. Nagle okazuje się, że to co powiedziano nam na uczelni to taka ściema tylko była. Komendant jednostki oznajmił iż nie możemy odbyć przeszkolenia w przyszłym roku. W te wakacje albo w ogóle

Dlaczego? Bo nie

Nam zaś najbliższe wakacje nie pasują - wiadomo, prakty. Tzn. niby dałoby się jakoś upchnąć te terminy na styk, ale wtedy miałbym 6 tygodni praktyk, od razu po tym jakieś 6.5 tygodnia obozu i z sesji poprawkowej nic by nie zostało, a kto wie czy jeszcze by mi to nie wjechało na rok akademicki - trzeci rok zaczyna się jakoś tydzień prędzej niż zwykle. Wiadomo zaś, że sesja poprawkowa to bardzo cenny okres w życiu każdego studenta

Nie żebym coś sobie planował, ale warto mieć te 2 tydnie września w zapasie

Tak więc, mój niecny plan legł w gruzach i teraz pozostaje jedynie czekać na miesięczne przeszkolenie dla absolwentów lub... armię zawodową

Panie Tusk, hurry, hurry! By żyło się lepiej, koniecznie wszystkim
Luty to sesja na WSB. Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak wolę właśnie te zimowe egzaminy. Może dlatego, że łatwiej i szybciej przez nie przechodzę?

W każdym razie jestem już po, wszystko zaliczone i zdane w pierwszym terminie, i w ogóle gitara. Nawet ta nieszczęsna matma poszła zadziwiająco gładko. Nie będę się jednak zagłębiał w detale i poprzestanę na pozdrowieniach dla naszego profesora
W czwartek rozpoczął się kolejny semestr, czwarty już w mojej
karierze studenta. Nastąpiła tradycyjna rotacja w planie zajęć, praktycznie wszystko wypadło i doszły nowe przedmioty. Szkoda tylko, że to co nowe nie napawa mnie optymizmem

Po pierwsze primo
Finanse przedsiębiorstw i
Matematyka finansowa i ubezpieczeniowa. Wczoraj odbyły się
inauguracyjne wykłady. Z finansami już na pierwszy rzut oka było widać, że czeka nas niezły hardkor. Zajęcia mamy w grupie około stuosobowej (!) razem z kierunkiem FiR (
Finanse i Rachunkowość), masakra. Koleżeństwo z FiRu chyba nie przepada za
informatyką, bo już na wejściu usłyszałem rozkoszne jęki
zachwytu, że
tylko nie oni czy jakoś tak

Pozdrawiam również. Ogólnie jest nieprzyjemnie. Ciasno, duszno, Pani dr jakaś taka
straszna, wymagająca i ze sztywnymi zasadami. Z
nową matmą jest trochę lepiej, bo wykładowca chociaż wydaje się przystępniejszy. Do obu przemiotów mam jednak to samo zastrzeżenie: na cholerę te ekonomiczne pierdoły studentowi informatyki??

Podejrzewam, że pytanie powraca wzorem bumeranga od tak dawna jak długo na tej uczelni istnieje nasz kierunek. Co więcej, podejrzewam również, że szybko nie doczekam się sensownej odpowiedzi (bo profil uczelni to dla mnie nie jest tłumaczenie). Ale dobrze, zajmijmy się kolejnym nieszczęściem. Angol. Zapowiadało się koszmarnie. Fakt faktem, dzisiaj odbyły się dopiero pierwsze zajęcia i muszę przyznać, że nie było tak strasznie, ale zdążyłem zapoznać się z opiniami kolegów, którzy mieli już niewątpliwą
przyjemność obcowania z naszą nową panią lektor, a to robi swoje

Niestety moja poprzednia grupa z angielskiego została rozbita, gdyż końca dobiegła nasza obowiązkowa edukacja podstawowego języka obcego i trzeba było zdeklarować się co dalej. Opcje były dostępne trzy:
- pozostać przy obecnym języku i szlifować go na wyższych, nadprogramowych poziomach
- rozpocząć od podstaw naukę innego języka
- zrezygnować z dalszej edukacji i przesiadywać okienka pomiędzy zajęciami na korytarzu (to ofkz w domyśle
)
Ja wybrałem opcję #1. Trochę odstraszał mnie powrót do gramatyki, której tak bardzo nie lubię, ale co zrobić? Zaczynać nowego języka nie będę, bo pewnie za te dwa semestry co mi zostały (na szóstym nie ma języka obcego) to się gówno nauczę. Rezygnować również nie chciałem, bo czesnego mi z tej okazji nie obniżą przecież. Pozostała tylko kontynuacja. Teraz się tak zastanawiam czy podjąłbym identyczną decyzję, gdybym w styczniu wiedział z kim będę miał zajęcia na module F

Historie o tej pani krążą niesamowite. Rzec by można, że to już taka nasza uczelniana legenda, postrach studentów. W poprzednim semestrze z grupy, którą prowadziła, udało się zaliczyć tylko jednej osobie (autentyk!

). Panie, miej nas w swojej opiece

Hmmm, kolejnym ciekawym przedmiotem są
Badania operacyjne. Ten przedmiot to, jak wywnioskowałem z pierwszych zajęć, takie połączenie matmy i statystyki z dozą logicznego myślenia. Ogólnie rzecz biorąc będziemy się tam zajmować sposobami podejmowania dobrych (optymalnych) decyzji. Jest trochę takiego pierdzielenia się z tabelkami (tablice simpleksowe, etc jak ktoś kojarzy) i sporo pisania, ale wszystko do opanowania i sądzę, że będzie dobrze

Z grupy przedmiotów o zabarwieniu nagatywnym, przejdźmy do tych pozytywnych. Wcześniej jednak jeszcze wzmianka o przedmiocie neutralnym - takie przynajmniej moje pierwsze odczucie
Statystyka matematyczna, bo o niej mowa, to trudniejsza odmiana
Statystyki opisowej, z którą miałem do czynienia w poprzednim semestrze. Tutaj liczę na luźniejsze podejście, gdyż wykładowca pozostaje ten sam, a na podstawie ostatnich pięciu miesiecy mogę powiedzieć, że... równy z niego gość, he he

Przez opisówkę przebrnąłem bezboleśnie (mimo, że wszyscy tak straszą - chyba, że to nie o opisówkę chodzi

) i zakończyłem semestr z dwoma piąteczkami

Również dzisiaj mieliśmy pierwsze zajęcia z
Baz danych w internecie. Tutaj to całkowita lajtówa. Na razie to chyba jedyny przedmiot, który mogę sobie naprawdę odpuścić, gdyż będziemy się na nim zajmować bazami
MSSQL lub
MySQL (który system zostanie naszym wybrańcem to się jeszcze okaże

) w połączeniu z
PHP 
Podobnym przedmiotem, który powinien przypaść mi do gustu jest
Administracja i budowa serwisów WWW. Ten to pewnie nawet bardzo mi przypadnie ze względów oczywistych

Jeszcze nie wiem co będziemy na nim robić, ale krążą słuchy, że na konwersatoriach mamy się otrzeć o HTML'a i CSS (

), zaś na wykładach będziemy robić w ASP.NET (jako, że nasz wykładowca darzy ogromnym zamiłowaniem pakiet
Visual Studio Microsoftu). Co tam jeszcze?
Systemy informatyczne w zarządzaniu - taki sobie przedmiocik traktujący ogólnie o systemach informatycznych w biznesie. Zapowiada się może nie za ciekawie (w sensie
nudnawo), ale raczej lekko. Na koniec coś specjalnego.
Budowa i rozwój nowoczesnego systemu informatycznego przedsiębiorstwa, ufff. Dlaczego przedmiot jest specjalny? Ano dlatego, że prawdopodobnie zostanie poprowadzony w języku angielskim

Prawdopodobnie, bo informacje te nie pochodzą ze sprawdzonego źródła. Mamy jednak podstawę, aby tak sądzić, gdyż pani dr wykładająca wspomniany przedmiot pochodzi z Czech i podobno nie mówi po
polskiemu. Optymizmem nie napawa również fakt, że jej angielski jest
podobno mocno przesiąknięty czeskim akcentem, więc... posłuchane

Jednak to się dopiero okaże. Pierwszy wykład w kwietniu. W naszym nowym planie istnieje jeszcze jeden, ogólny przedmiot. Na
Przygotowanie pracy dyplomowej będziemy mieli przyjemność uczęszczać co dwa tygodnie i zapewne poznamy tam pierwsze szczegóły właśnie na temat swojej pracy dyplomowej, którą będziemy pisali już za jakieś pół roku. Sądzę, że ten
przedmiot można potraktować bardziej jako spotkanie informacyjne i nie ma co się nim specjalnie przejmować. To tyle. Wszystkie zajęcia zostały ułożone w niezbyt fajny plan. Prawie codziennie kończymy o 16.10, a dniami w tygodniu o największym zagęszczeniu są wtorek, środa i czwartek

Są też jednak pozytywne tego wszystkiego strony. Tylko co trzeci weekend jest dwudniowy

Tzn. co drugi tydzień w poniedziałek i piątek mamy wolne. Wtedy jesteśmy na uczelni tylko trzy dni, a i jak już jesteśmy to siedzimy krócej
Odchodząc powoli od tematyki edukacyjnej,
pochwalę się jeszcze awarią serwera uczelnianego, która miała miejsce na początku roku

Tak, tak. Maszyna nie wytrzymała i odmówiła dalszej współpracy. Z tego co usłyszałem od adminów, to dyski nie wyrobiły. A jak dyski nie wyrobiły tzn. że wszystko co na nich było poszło się ***ać - w tym zarządzana przeze mnie stronka
SWFiS 
Niestety serwer nie człowiek i nie ostrzegł wcześniej, że źle się czuje. Pikanterii sprawie dodaje fakt nie istnienia żadnej świeżej kopii danych. Jak się dowiedziałem, ostatnia wykonana przez admina pochodziła z września, a wtedy to mój site ciągle jeszcze raczkował. Moja własna kopia zaś...
nie pochodziła, bo jej nie było

Tym głupim sposobem w otchłanie piekielne poleciały dziesiątki artykułów i setki fotek z galerii. Fotki to jeszcze nie była taka tragedia, bo miałem je na dysku, tyle że niepoukładane. No i już sam ich upload na zarąbiście
szybki serwer WSB nie napawał mnie optymizmem, dlatego postanowiłem trochę je posegregować, wrzucić na pendrive'a i upnąć po lokalu w czasie zajęć

Pozostał jednak problem z utraconą treścią pisaną. Tutaj szczęśliwie zostałem oświecony

i pomyślałem o Google. Kalifornijska szukajka przybyła z odsieczą

Przypomniało mi się, że przecież (prawie) wszystkie zaindeksowane strony są automatycznie
keszowane w
pamięci podręcznej Google. No to się zaczęło
wyławianie kopii SWFiS. Oczywiście nie wszystko zostało zapamiętane (około 97% strony), ale i tak bardzo się ten cały mechanizm przydał. Dlatego pamiętajcie -
nie brońcie Google cache'ować Waszych witryn!
Prawie jak rodzina, czyli perypetie komputerowego fanatykaChwaliłem działające wreszcie pod Fedorą WiFi. Chwaliłem i się zje...psuło

Właściwie to nie tyle zepsuło, co zepsułem

Wszystko przez jakiś czas pięknie chodziło, aż tu nagle po aktualizacji kernela do wersji 2.6.23.12-52.fc7 sieć padła. Trochę nie rozumiałem w czym tkwi problem, ale po kolejnej aktualce stało się jasne, że w związku ze zmianami w jajku konieczna jest wymiana firmware'u karty - tzn. trzeba było pobrać nowy i wrzucić do odpowiedniego katalogu. Pominę już mniejsze problemy, o których można poczytać na
forum Fedory. Ostatecznie udało mi się uruchomić kartę na nowym firmware. Okazałem się jednak na tyle zachłanny, że znowu (tym razem na własne życzenie) musiałem się rozstać z siecią bezprzewodową

Stary GNOME pracujący z Fedorą, posiada pewien defekt, przez który baza haseł nie
odblokowuje się automatycznie i każdorazowo po uruchomieniu systemu należy podać hasło główne, aby inne aplikacje (w tym Network Manager odpowiedzialny za WiFi) mogły korzystać z zapisanych w niej kluczy. Początkowo było to dla mnie bardzo upierdliwe, ale ostatecznie cieszyłem się z faktu, że w ogóle mam WiFi i jakoś przywykłem do tego utrudnienia. Kiedy jednak po awarii poczułem
smak zwycięstwa, postanowiłem iść za ciosem, wyszukałem na forum poradnik opisujący jak pozbyć się wspomnianej niedogodności i wprowadziłem go w życie. Wywaliłem starą bazę haseł, poinstalowałem pakiety, restart i... dupa. Ani nie ma pytania o hasło, ani nie ma sieci

I tak oto do teraz wiszę na kablu.
Początkowo było to dla mnie bardzo upierdliwe, ale ostatecznie (...) jakoś przywykłem do tego utrudnienia. Premiera Fedory 9 za
niecałe dwa miesiące, ściągnę, zainstaluję i mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. I co więcej, mam nadzieję, że nie zobaczę pytania o hasło

Nabyłem ostatnio dwa nowe
gadżety (jeśli można to tak nazwać) do laptopa. Pierwszym z nich jest elegancka

lampka podpinana na USB. Zakupu za rekomendacją kumpla dokonałem na
Allegro. Wydałem tylko 20PLN + przesyłka co wydaje się być niezłą okazją. Lampka naprawdę się przydaje, bo czasem trzeba trochę posiedzieć bez światła, a sam
blask wyświetlacza niewiele daje, klawiatury nie widać (za bardzo). W każdym razie polecam sprzęcik. Małe, a cieszy.
Drugim bajerem sprawiającym, że pękam z dumy

jest komplet fedorowych stickerów na obudowę. Zrzuciliśmy się we trzech na większą ilość, żeby
import z Chin (
2,
3) tańszy wyszedł. No niestety, nigdzie na świecie nie znajdziecie lepszej oferty. Nie liczę ofkz akcji promocyjnych, podczas których takie naklejki można za darmo otrzymać. W sumie za 7 stickerów zapłaciliśmy 45.66PLN razem z przesyłką do Polski. List szedł jakieś 2 tygodnie, więc nie jest źle. Dostaliśmy też cztery gratisowe naklejki
Linux Powered. Jeśli ktoś byłby zainteresowany zakupem u tego sprzedawcy to szczerze polecam, naprawdę dobry deal!
Kto przynajmniej od czasu do czasu interesuje się linkami w moim statusie na GG, ten z pewnością będzie znał najnowszy projekt, którym się zajmuję. Od początku roku realizuję plan, do którego zabierałem się bardzo długo. Chciałem stworzyć miejsce, w którym mógłbym składować małe opisy rzadko wykonywanych czynności, a z którymi miewam problemy

Jak wspomniałem, pomysł narodził się w mojej głowie już daaawno temu, jednak dopiero teraz jakoś udało mi się zmobilizować i ruszyć z miejsca. Założyłem blog o wiele mówiącym tytule
~NetRecipes. Póki co stoi on na Bloggerze, ale już teraz mogę zdradzić, że w przyszłości planuję go przenieść i zintegrować ze swoim nowym portfolio. Do tego czasu jednak moje wypociny możecie czytać pod powyższym adresem. Mam nadzieję, że artykuły pisane są przystępnym językiem (a przynajmniej tak się to staram pisać

) i nikt nie będzie miał problemów z ew. wdrożeniem przedstawionych rozwiązań. Mam też nadzieję, że długość nikogo nie przytłacza, bo niestety lub stety jak zwykle strasznie się rozpisuję. Wynika to jednak z tego, że chcę opisać wszystko bardzo dokładnie, by uniknąć chociaż tych pytań, na które odpowiedź może okazać się banalna. Rozwlekam się też może ciutkę ze wstępem, ale próbuję tym sposobem jakoś wprowadzić czytelnika w temat, żeby nie był to tylko suchy tekst z wypunktowanymi krokami. Musicie mi wybaczyć

Też Was kocham. Jeśli macie jakieś sugestie, uwagi lub pomysły tematów do kolejnych odcinków - śmiało, możecie napisać to w
komentarzach. Czekam!
W lutym założyłem na My.Opera kolejną grupę. Po
Grand Theft Auto i
.php Polska przyszedł czas na
Fedorkę 
No co? Zauważyłem, że grupa takowa jeszcze nie istnieje to założyłem. Dlatego też zapraszam wszystkich użytkowników tej genialnej dystrybucji Pingwina do dołączania się. W kupie cieplej...
StopkaWiecie co? Zawiodłem się. Tak, w zeszłym tygodniu. Kiedyś, dawno temu jak nie miałem jeszcze TVN
7 widziałem w programie, że emitują stare dobre
Miami Vice (
Policjanci z Miami po naszemu). Chciałem zobaczyć to tym bardziej, że serial
puszczano ostatni raz w naszej telewizji
ho ho ho temu. No i w piątek standardowo, jak co tydzień przeglądam program TV, patrzę, a tu
policjanci 
Na dodatek okazało się, że siódemka będzie pokazywała ich codziennie, od poniedziałku do niedzieli.
No to gitez - pomyślałem. Mina zrzedła mi dopiero jak zobaczyłem tę fantastyczną godzinę. Kto to widział, żeby TAKI serial emitować o TAKIEJ godzinie?? No kto?

Rozumiem, że można rano, ale grubo przed 6:00 to przegięcie na całej linii. I już sobie nie pooglądam. Może za rok, o ile ten co układa u nich program pójdzie po rozum do głowy i zauważy, gdzie popełnił błąd
Pozdrawiam.
Co do służby wojskowej - jakie to szczęście, że prawdopodobnie się nie załapę. Ze względów zdrowotnych oczywiście. A nawet jeśli przypierdzielą mi A, to może zdążę przed zniesieniem obowiązkowej służby. Ja tak nie chcę tam iść. Tam każą schylać się po mydło i skrobać ziemniaki! To takie straszne! :O
Masz rację, że 5 rano z minutami to chora pora, by puszczać tak zajebisty serial. Wtedy to człowiek jest jeszcze kompletnie nieprzytomny i ciężko coś zrozumieć. O tej godzinie to preferuję pooglądać Poranek 24. Chociaż i tak gówno z tego mam, bo przecież rano nic do mnie nie dociera. Ale czasami warto pośmiać się z zawiasu Jakuba Porady, czy popatrzeć na prognozę pogody.
I postaraj się na następny raz nie popsuć Fedory. Miałem Cię za rozsądnego człowieka.
Take care.
By glupek, # 5. March 2008, 20:40:59
No tak mydełko jest najgorsze. Ja szczęśliwie już raczej nie będę miał okazji trafić dokładnie w takie miejsce, które wielu zna z faAaAali, a bardziej do szkoły oficerskiej. Teraz też tak miało być, miało być 6 tygodni, stopień kaprala podchorążego, potem jeszcze 2 tygodnie i stopień podporucznika. No trochę się na to napaliłem, bo pomimo krótkiej służby byłbym wielokrotnie wyższy stopniem od własnego ojca
Ta piąta rano to może nie tyle nie pasuje mi z powodu porannej nieprzytomności, co z niedopasowania do planu zajęć :/ Gdy mam na ósmą zajęcia na uczelni, muszę stawić się na przystanku już o 6:15. Nawet gdyby MV puszczali o tej 5:10 to jeszcze byłoby OK (i tak jest w sobotę), no ale jak godzina emisji się zmienia i w tygodniu jest to nawet 5:50, no to nie da rady. Samo wstawanie jeszcze bym może przeżył. Dzisiaj oglądałem kawałek, bo się zaczęło 5:40, jednak wolałbym oglądać całe odcinki i możliwie jak najwięcej. Najlepiej wszystkie
A Kuba aka Chaos aka glupek (co to za idiotyczny nick?
By sdrpl, # 5. March 2008, 22:07:42
Muszę skorygować. Z dwóch grup ;p
By lszk, # 6. March 2008, 17:48:39
By sdrpl, # 6. March 2008, 18:03:06
By sicko, # 7. March 2008, 16:53:24