Natkowo-Wojtkowe podsumowanie przedoscarowe
Friday, 20. February 2009, 17:13:01
Spięliśmy się dzielnie z Kunieczką i udało nam się obejrzeć pięć tegorocznych nominowanych w kategorii najlepszy film. Ranking nasz i podsumowanie przedoscarowe, choćby króciutkie, czas więc zrobić. Filmy prezentuję w kolejności, w jakiej je oglądaliśmy.
1.

"Obywatel Milk" to pierwszy z nominowanych filmów, jaki zobaczyliśmy. Zupełnie inny, nie tylko ze względu na tematykę, niż choćby "Good Will Hunting" czy "Elephant" Gusa Van Santa. Dramat społeczny o jednym z największych gejowskich działaczy XX wieku, któremu udało się dotrzeć do szerokiej publiki. Genialnie zagrane (oklaski dla Seana Penna!), świetnie zmontowane i wyreżyserowane (nastrój!), ale reszta - taka sobie. Może to ze względu na specyfikę tematu, wszak to film biograficzny, może ze względu na wrażenie, że chodzi głównie o poprawność polityczną. Film - bardzo dobry, ale w skali 1-6 daję 4. Nie pachnie Oscarem.
2.

I znowu zupełnie coś innego, bowiem mamy reżysera, który nakręcił "The Beach" i "Trainspotting", a tu nagle pojawia się niemalże bollywoodzka stylistyka. Ba, nawet nie "niemalże", wszak akcja dzieje się w Indiach, a w filmie pojawia sie nawet fazia z "Kabhi Khushi..." (kto widział, ten wie, jakim jest idolem) - Amitabh Bachchan (zresztą scena, w której wystepuje jego motyw, jest jedną z najgenialniejszych w filmie). Ogółem - wszyscy wiedzą, o co chodzi. Osiemnastolatek Jamal, mieszkaniec slumsów w Bombaju pracujący jako herbaciarz w filmie telemarketingowej, chłopak, który wychowywał się na ulicy (dosłownie) i doświadczył prawie każdej możliwej tragedii i nieszczęścia, bierze udział w hinduskiej wersji teleturnieju "Milionerzy", jednak przed ostatnim pytaniem zostaje zaaresztowany i brutalnie przesłuchany przez policję. Jak to bowiem możliwe, że chłopak z ulicy, który wiele lat był bezdomny, tak wiele wie? Jamal opowiada niesamowita historię życia, które dało mu wiedzę większą niż jakakolwiek szkoła.
No dobrze, od razu mówię - dla mnie 5/6. Część opisująca dzieciństwo Jamala i jego brata - niesamowita, potem pojawiają się lekkie dłużyzny. Świetny montaż i doskonale dobrana muzyka, wciągająca historia i dobre aktorstwo. Dla mnie bomba, ale na drugim miejscu.
3.

O "Ciekawym przypadku Benjamina Buttona" już pisałam, nie będę więc się powtarzać. Jedno spostrzeżenie - film tak bardzo nie Fincherowski, że trudno uwierzyć, iż został nakręcony przez człowieka od "Se7en" i "Fight Club". Dla mnie zdecydowany faworyt. 6/6.
4.

Najnudniejszy z całej piątki "The Reader" (czyli "Lektor") nie jest moim zdaniem filmem oscarowym w w kategorii "najlepszy film". Historia kilkunastoletniego Michaela, który w Berlinie lat pięćdziesiątych wdaje się w romans z kilkanaście lat starszą od siebie kobietą (genialna rola Kate Winslet). Ta ma dziwne hobby - każe Michaelowi czytać sobie na głos ksiązki i jest w stanie słuchać tego godzinami. Chłopak uzależnia się od niej, kobieta postanawia więc zniknąć bez uprzedzenia z jego życia. Po kilku latach chłopak, który uczestniczy w seminarium badającym zbrodnie wojenne, dowiaduje się, iż jego dawna kochanka jest oskarżona o uczestniczenie w jednej z nich.
Kilka zastrzeżeń - dłużyzny, David Kross w roli młodego Michaela i zbyt długie wprowadzenie. Wiem, pewnie nie można było tego zrobić inaczej, ale dla mnie "clue" filmu pojawia się zbyt późno i ... i tak naprawdę cały sens się wtedy rozmywa. Film dobry, ale nie powiedziałabym, że nawet na nominację. Jeżeli już, to Oscar dla wspomnianej już genialnej Kate Winslet w roli Hanny Schmitz. 3/6 (w czym jeden za Kate)
5.

Jeden z lepszych, jakie widziałam, dramatów politycznych (może dlatego, że nie widziałam wiele), świetnie zagrany (ogromnie podobał mi się Michael Sheen w roli Davida Frosta, a Langella zagrał rewelacyjnie; szacunek także dla ekipy Frosta, czyli Sama Rockwella i Olivera Platta), ale niewiele ponad to. Największym moim zarzutem do filmu jest zbytnie rozciągnięcie przygotowań do wywiadu i cięcia, jakie zastosowano w samym wywiadzie, który - owszem, stał się punktem kulminacyjnym, ale i tak był zbyt mało wyrazisty. Bez szału. Znowu wkracza poprawnośc polityczna. 4/6
W klasyfikacji generalnej laury zbiera "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" i on też, naszym zdaniem, był z tych filmów najlepszy. I mozna gadać, że "pusta wydmuszka", et caetera, ale zdania nie zmienię. Każdy z tych filmów można uznać - w różnych kategoriach - za bardzo dobry, ale moim zdaniem tylko David Fincher stworzył arcydzieło filmowe.
1.

"Obywatel Milk" to pierwszy z nominowanych filmów, jaki zobaczyliśmy. Zupełnie inny, nie tylko ze względu na tematykę, niż choćby "Good Will Hunting" czy "Elephant" Gusa Van Santa. Dramat społeczny o jednym z największych gejowskich działaczy XX wieku, któremu udało się dotrzeć do szerokiej publiki. Genialnie zagrane (oklaski dla Seana Penna!), świetnie zmontowane i wyreżyserowane (nastrój!), ale reszta - taka sobie. Może to ze względu na specyfikę tematu, wszak to film biograficzny, może ze względu na wrażenie, że chodzi głównie o poprawność polityczną. Film - bardzo dobry, ale w skali 1-6 daję 4. Nie pachnie Oscarem.
2.

I znowu zupełnie coś innego, bowiem mamy reżysera, który nakręcił "The Beach" i "Trainspotting", a tu nagle pojawia się niemalże bollywoodzka stylistyka. Ba, nawet nie "niemalże", wszak akcja dzieje się w Indiach, a w filmie pojawia sie nawet fazia z "Kabhi Khushi..." (kto widział, ten wie, jakim jest idolem) - Amitabh Bachchan (zresztą scena, w której wystepuje jego motyw, jest jedną z najgenialniejszych w filmie). Ogółem - wszyscy wiedzą, o co chodzi. Osiemnastolatek Jamal, mieszkaniec slumsów w Bombaju pracujący jako herbaciarz w filmie telemarketingowej, chłopak, który wychowywał się na ulicy (dosłownie) i doświadczył prawie każdej możliwej tragedii i nieszczęścia, bierze udział w hinduskiej wersji teleturnieju "Milionerzy", jednak przed ostatnim pytaniem zostaje zaaresztowany i brutalnie przesłuchany przez policję. Jak to bowiem możliwe, że chłopak z ulicy, który wiele lat był bezdomny, tak wiele wie? Jamal opowiada niesamowita historię życia, które dało mu wiedzę większą niż jakakolwiek szkoła.
No dobrze, od razu mówię - dla mnie 5/6. Część opisująca dzieciństwo Jamala i jego brata - niesamowita, potem pojawiają się lekkie dłużyzny. Świetny montaż i doskonale dobrana muzyka, wciągająca historia i dobre aktorstwo. Dla mnie bomba, ale na drugim miejscu.
3.

O "Ciekawym przypadku Benjamina Buttona" już pisałam, nie będę więc się powtarzać. Jedno spostrzeżenie - film tak bardzo nie Fincherowski, że trudno uwierzyć, iż został nakręcony przez człowieka od "Se7en" i "Fight Club". Dla mnie zdecydowany faworyt. 6/6.
4.

Najnudniejszy z całej piątki "The Reader" (czyli "Lektor") nie jest moim zdaniem filmem oscarowym w w kategorii "najlepszy film". Historia kilkunastoletniego Michaela, który w Berlinie lat pięćdziesiątych wdaje się w romans z kilkanaście lat starszą od siebie kobietą (genialna rola Kate Winslet). Ta ma dziwne hobby - każe Michaelowi czytać sobie na głos ksiązki i jest w stanie słuchać tego godzinami. Chłopak uzależnia się od niej, kobieta postanawia więc zniknąć bez uprzedzenia z jego życia. Po kilku latach chłopak, który uczestniczy w seminarium badającym zbrodnie wojenne, dowiaduje się, iż jego dawna kochanka jest oskarżona o uczestniczenie w jednej z nich.
Kilka zastrzeżeń - dłużyzny, David Kross w roli młodego Michaela i zbyt długie wprowadzenie. Wiem, pewnie nie można było tego zrobić inaczej, ale dla mnie "clue" filmu pojawia się zbyt późno i ... i tak naprawdę cały sens się wtedy rozmywa. Film dobry, ale nie powiedziałabym, że nawet na nominację. Jeżeli już, to Oscar dla wspomnianej już genialnej Kate Winslet w roli Hanny Schmitz. 3/6 (w czym jeden za Kate)
5.

Jeden z lepszych, jakie widziałam, dramatów politycznych (może dlatego, że nie widziałam wiele), świetnie zagrany (ogromnie podobał mi się Michael Sheen w roli Davida Frosta, a Langella zagrał rewelacyjnie; szacunek także dla ekipy Frosta, czyli Sama Rockwella i Olivera Platta), ale niewiele ponad to. Największym moim zarzutem do filmu jest zbytnie rozciągnięcie przygotowań do wywiadu i cięcia, jakie zastosowano w samym wywiadzie, który - owszem, stał się punktem kulminacyjnym, ale i tak był zbyt mało wyrazisty. Bez szału. Znowu wkracza poprawnośc polityczna. 4/6
W klasyfikacji generalnej laury zbiera "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" i on też, naszym zdaniem, był z tych filmów najlepszy. I mozna gadać, że "pusta wydmuszka", et caetera, ale zdania nie zmienię. Każdy z tych filmów można uznać - w różnych kategoriach - za bardzo dobry, ale moim zdaniem tylko David Fincher stworzył arcydzieło filmowe.

