Porady dla emigrantow
Friday, 18. April 2008, 09:54:15
Idac dzis do pracy myslalam sobie o tym, co poradzic mojej kuzynce, ktora przyjedzie latem do pracy w Irlandii. Rzeczy najbardziej przyziemne i zwyczajne, ale wazne dla kogos, kto nie zna realiow zycia na Zielonej Wyspie.
1) Przywiezc sobie bochenek chleba. Brzmi dziwnie, ale chleb bedzie pierwsza rzecza za ktora zatesknicie.
Pieczywo bowiem, a chleb przede wszystkim, wyglada tutaj jak gabka i tak tez smakuje. Jest troszeczke lepszy po przypieczeniu w toasterze, ale ciagle nie jest to rewelacja. Poza tym tutaj do wiekszosci wypiekow uzywa sie sody, a znalezienie drozdzowego bochenka moze nam zajac nieco czasu. Na szczescie pojawiaja sie w sklepach tzw. 'polskie polki' z polskim chlebem. Nie jest najlepszy, ale da sie zjesc bez urazow 
2) Angielski - nasza pieta Achillesowa. Nie bardzo rozumiem Polakow przyjezdzajacych do Irlandii, nie znajacych po angielsku ni slowa(no moze oprocz 'yes' i 'no'). Jest to chyba kolejny przejaw 'hurra- optymizmu', ze jakos bedzie i ze pracy jest tyle, ze wystarczy przyjechac i przyjma nas do pracy bo jestesmy tacy cudowni. A potem slyszy sie rozne historie o Polakach, ktorzy zostali wykorzystani, stracili wszystkie pieniadze i nie maja jak wrocic i nawet nie moga pojsc na policje, bo nie znaja jezyka.
3) Nie jedzcie w ciemno. Moze wlasciwie powinien byc to punkt pierwszy, ale razem z nieszczesnym angielskim tworzy dobrana pare.
Nie probujcie szczescia jadac 'w ciemno'. Miejcie przynajmniej adres do kogos znajomego, na kogo mozecie liczyc. Nie liczcie na to, ze znajdziecie prace nastepnego dnia, nawet na budowie. Niech sie wam nie wydaje, ze znajdziecie mieszkanie i nastepnego dnia po przyjezdzie wprowadzicie sie na swoje.
Oczywiscie slyszy sie historie tych, ktorzy mieli niebywale szczescie i jadac w ciemno osiagneli sukces, a teraz maja swietna prace, piekne mieszkanie i niezle sie im powodzi. To sa raczej wyjatki od reguly.
Ja sama pojechalam na pol w ciemno. Wydawalo mi sie, ze z praca nie bedzie klopotu, a ja zaraz potem wynajme sobie kawalerke jak na filmach i bede zyc dlugo i szczesliwie. A musze przyznac, ze mialam naprawde duzo szczescia: przyjechalam do kolezanki, znalazlam prace w 2 tygodnie, a pokoj zaraz potem. Szybko dowiedzialam sie, ze mieszkania sa drogie i trzeba miec nie wiem jaka prace, zeby wynajmowac samemu plus nie wspomne o depozycie, ktory jest rowny miesiecznemu czynszowi. A jesc trzeba...
4) Pogoda. Zmienia sie w jak w kalejdoskopie i ciezko ja przewidziec. Dlatego dobrze jest miec ze soba cos przeciwdeszczowego. Niekoniecznie parasol, bo wieje tak, ze zaden parasol dlugo tu nie wytrzyma.
5) Nie dziwic sie kiedy ktos zwroci sie do was per 'honey', 'dear' lub 'luv'. Tutaj to sie zdarza, a dla kogos nieuswiadomionego moze stanowic szok
6) Autobusy. Zjawisko samo w sobie. Moga sie nie zatrzymac jak nie zamachasz reka. Szczegolnie poza centrum. Podobnie jak chcemy wysiasc nalezy wcisnac guzik 'stop', zeby dac znac kierowcy by sie zatrzymal. Za bilet zazwyczaj placimy u kierowcy, monetami. Mozemy tez kupic bilet w postaci karty.
Rozklad jazdy jest, ale nie nalezy sie nim zbytnio kierowac. Jesli jest w nim wymieniony jakis autobus, to moze przyjechac nieco wczesniej lub nieco pozniej. Albo wcale.
7) Starac sie nie 'gapic' na ludzi. Jest to ciezkie, szczegolnie, ze sa tu ludzie wszystkich ras i w dodatku chodza roznie ubrani. Mozna wiec zobaczyc Hinduski w pieknych sari albo owiniete w chusty muzulmanki lub Murzynki w sukniach z turbanami i Irlandki w ...pizamach.
Ale poniewaz wpatrywanie sie w kogos jest uwazane za niegrzeczne, wiec trzeba starac sie powstrzymywac te zapedy
cdn...
1) Przywiezc sobie bochenek chleba. Brzmi dziwnie, ale chleb bedzie pierwsza rzecza za ktora zatesknicie.
Pieczywo bowiem, a chleb przede wszystkim, wyglada tutaj jak gabka i tak tez smakuje. Jest troszeczke lepszy po przypieczeniu w toasterze, ale ciagle nie jest to rewelacja. Poza tym tutaj do wiekszosci wypiekow uzywa sie sody, a znalezienie drozdzowego bochenka moze nam zajac nieco czasu. Na szczescie pojawiaja sie w sklepach tzw. 'polskie polki' z polskim chlebem. Nie jest najlepszy, ale da sie zjesc bez urazow 2) Angielski - nasza pieta Achillesowa. Nie bardzo rozumiem Polakow przyjezdzajacych do Irlandii, nie znajacych po angielsku ni slowa(no moze oprocz 'yes' i 'no'). Jest to chyba kolejny przejaw 'hurra- optymizmu', ze jakos bedzie i ze pracy jest tyle, ze wystarczy przyjechac i przyjma nas do pracy bo jestesmy tacy cudowni. A potem slyszy sie rozne historie o Polakach, ktorzy zostali wykorzystani, stracili wszystkie pieniadze i nie maja jak wrocic i nawet nie moga pojsc na policje, bo nie znaja jezyka.
3) Nie jedzcie w ciemno. Moze wlasciwie powinien byc to punkt pierwszy, ale razem z nieszczesnym angielskim tworzy dobrana pare.
Nie probujcie szczescia jadac 'w ciemno'. Miejcie przynajmniej adres do kogos znajomego, na kogo mozecie liczyc. Nie liczcie na to, ze znajdziecie prace nastepnego dnia, nawet na budowie. Niech sie wam nie wydaje, ze znajdziecie mieszkanie i nastepnego dnia po przyjezdzie wprowadzicie sie na swoje.
Oczywiscie slyszy sie historie tych, ktorzy mieli niebywale szczescie i jadac w ciemno osiagneli sukces, a teraz maja swietna prace, piekne mieszkanie i niezle sie im powodzi. To sa raczej wyjatki od reguly.
Ja sama pojechalam na pol w ciemno. Wydawalo mi sie, ze z praca nie bedzie klopotu, a ja zaraz potem wynajme sobie kawalerke jak na filmach i bede zyc dlugo i szczesliwie. A musze przyznac, ze mialam naprawde duzo szczescia: przyjechalam do kolezanki, znalazlam prace w 2 tygodnie, a pokoj zaraz potem. Szybko dowiedzialam sie, ze mieszkania sa drogie i trzeba miec nie wiem jaka prace, zeby wynajmowac samemu plus nie wspomne o depozycie, ktory jest rowny miesiecznemu czynszowi. A jesc trzeba...
4) Pogoda. Zmienia sie w jak w kalejdoskopie i ciezko ja przewidziec. Dlatego dobrze jest miec ze soba cos przeciwdeszczowego. Niekoniecznie parasol, bo wieje tak, ze zaden parasol dlugo tu nie wytrzyma.
5) Nie dziwic sie kiedy ktos zwroci sie do was per 'honey', 'dear' lub 'luv'. Tutaj to sie zdarza, a dla kogos nieuswiadomionego moze stanowic szok
6) Autobusy. Zjawisko samo w sobie. Moga sie nie zatrzymac jak nie zamachasz reka. Szczegolnie poza centrum. Podobnie jak chcemy wysiasc nalezy wcisnac guzik 'stop', zeby dac znac kierowcy by sie zatrzymal. Za bilet zazwyczaj placimy u kierowcy, monetami. Mozemy tez kupic bilet w postaci karty.
Rozklad jazdy jest, ale nie nalezy sie nim zbytnio kierowac. Jesli jest w nim wymieniony jakis autobus, to moze przyjechac nieco wczesniej lub nieco pozniej. Albo wcale.
7) Starac sie nie 'gapic' na ludzi. Jest to ciezkie, szczegolnie, ze sa tu ludzie wszystkich ras i w dodatku chodza roznie ubrani. Mozna wiec zobaczyc Hinduski w pieknych sari albo owiniete w chusty muzulmanki lub Murzynki w sukniach z turbanami i Irlandki w ...pizamach.
Ale poniewaz wpatrywanie sie w kogos jest uwazane za niegrzeczne, wiec trzeba starac sie powstrzymywac te zapedy
cdn...














Mona # 18. April 2008, 12:05
Podobnież lekarstwa - w Polsce jest 218397 odmian tego, co tu występuje jako jeden lek.
Z bochenkiem chleba dałabym se spokój, bo nie ma problemu z kupnem polskiego (wiem, bo żrę taki;p). Ale mięsiwo czy sery - brać
No i tyla
Zgadzam się w całej rozciągłości z powyższymi punktami, dodając, że nie ma sensu przyjeżdżać do Ire na wakacjach, bo i tak ciężko dostać pracę, boom na niewykwalifikowaną siłę roboczą się kończy, i ogólnie nie jest tak, jak w bajkach
Mira # 18. April 2008, 12:19
A moja kuzynka ma szczescie, bo przyjezdza na 'gotowe', bo bylam w stanie jej zalatwic mieszkanie. Jak sie uda to i prace. No, ale nie zawsze nalezy liczyc na rodzine, bo czasami jak to mowia, z rodzina najlepiej wychodzi sie na zdjeciu.
Mona # 18. April 2008, 14:02