Skip navigation

Lost password? | Help

smietnik...

...a little bit of everything

Wuj Mat z podrozy

, , ,



Praga

Dzien 1


Z lozka zwlekam sie wczesnie rano. Tylko dlatego, ze ktos kiedys wymyslil, ze odprawa musi zaczynac sie dwie godziny przed odlotem. Trudno. Oczywiscie Ryanair nie zawiodl i cala 'impreza' opoznila sie o pol godziny.
Na miejsce docieram glodna i spragniona, na szczescie kierowca juz czeka i jest calkiem, calkiem(plusem pisania po polsku jest to, ze Mlode tego nie czyta ;P). Do hotelu jedzie sie tylko albo az pol godziny. Nie moge sie doczekac. Pokoj okazuje sie calkiem spory, dwa lozka(to drugie, zebym miala gdzie tworczo balaganic), tylko reczniki jak w recenzjach - chyba nigdy nie widzialy zmiekczacza do prania. Pozniej odkrywam rowniez, ze przescieradlo ma kilka dziur. Luz - nie ma jak hotele niskobudzetowe. Pocieszam sie, ze nie ma karaluchow ani pajakow i poza tym wszystkim jest calkiem czysto.
Dostaje massive headache'a - ostatnio tak mi sie zdarza jak zjem i wypije za malo :frown: ale mimo to dzielnie wychodze na spacer. W koncu dopiero minela 14sta.
Staram sie znalezc jakas restauracje lub pub, gdzie nie byloby jedzenia pod turystow. Ceny powalaja na kolana, ale w koncu znajduje miejsce, gdzie co prawda obsluga mowi/rozumie po angielsku, ale menu jest wylacznie po czesku. Personel okazuje sie dosc opryskliwy i co chwila przechodzi kolo mojego stolika. Przez glowe przebiega mi mysl, ze chyba wygladam na osobe, ktora zamowi jedzenie, zje, a potem postara sie zwiac z miejsca zbrodni. Jem, nie czuje sie duzo lepiej, ale przynajmniej nie grozi mi smierc glodowa.
Krece sie jeszcze po miescie i wreszcie zrezygnowana, korzystajac z pieciu map, ktore ze soba zabralam, staram sie znalezc droge powrotna.
Juz w hotelu padam na lozku i staram sie uruchomic internet. Podobno za free, wiec nie oczekiwalam jakichs wielkich przeszkod. Klucza nie ma, ale dalej nie moge sie polaczyc. Zaczynam zalowac, ze mam linuxa, a wszelkie podejrzenia kieruje w strone Murphy'ego i jego praw. Wreszcie po konsultacji z pania w recepcji i kilkunastu minutach jakos udaje mi sie polaczyc. Mam wszystko, co mi potrzeba.
Dochodze do wniosku, ze moze powinnam rowniez zobaczyc, co pokazuja w telewizji. BBC, jakies francuskie ***** i kilka niemieckich stacji. W tym Pro7. Super! Niestety zamiast Arabelli wszystko co znajduje, to Simpsonowie(bleee) i Grey's Anathomy(jeszcze wieksze bleeeeeee).
Zrezygnowana po prostu klade sie spac, budzac sie co jakis czas na odglos produkujacej sie lodowki.


A tak btw to dodalam galerie zdjec z Pragi

little update ^^

I'm fully aware that this blog has been almost completely abandoned. I'm sorry.
A tak w skrocie i po polsku, coby bylo szybciej:

- Jakis czas temu bylam na koncercie Kamelotu i Serenity jako supportu. Bardziej podobal mi sie support. Zdjecia beda jak tylko minie mi ten cholerny len, czyli nie szybko ^^ (chociaz z drugiej strony 11go lece do Pragi, wiec w ramach porzadkow, kto wie?)
- Jest recesja, wiec jak spora ilosc osob w Irlandii, jestem bezrobotna i nareszcie mam wiecej czasu na granie w WOWa :wink: Szkoda, ze nie mam piatki dzieci, to do konca zycia moglabym jechac na benefitach... P:
- Przenosze sie do Czech(tak na 99%)
- Slub nadal w planach :wink:

Tlusty Czwartek

,

Jakos tak sie zazwyczaj dziwnie sklada, ze Tlusty Czwartek zaskakuje mnie swoim nadejsciem. Najczesciej nadchodzi, a ja z gazety lub radia dowiaduje sie, ze oto jest, a ja wtedy w panice pedze do najblizszej cukierni po tradycyjnego paczka.
W tym roku cud - dowiedzialam sie kilka dni przed i w teorii mialam mnostwo czasu przygotowac sie na jego nadejscie. Niestety tylko w teorii, bo z praktyka u mnie srednio. Przede wszystkim w tym barbarzynskim kraju, w ktorym przyszlo mi mieszkac, nie maja tradycji Tlustego Czwartku. No i oczywiscie nie maja drozdzy(bo primo: kobiety tutaj nie pieka, tylko ida do sklepu i kupuja gotowce, a po drugie primo to jak juz maja(w nielicznych sklepach), to tylko instanty). Mlody rowniez nie mial czasu na wizyte w polskim sklepie, wiec postanowilam poszukac przepisu bez drozdzy. I ku mojemu zdziwieniu znalazlam taki, ktory wyglada zachecajaco.
Przepis znalazlam na blogu "brudnopis: cudawianki w kuchni". Wklejam, bo jak nie to pewnie zgubie ^^
A po drugie to moze kogos tym przepisem poratuje :wink: Moze Mona sie skusi? :smile:

Uwaga, wklejam:

mini paczki bez drozdzy:
(sztuk 66)
50 gram masla
jedno jajko
cztery lyzki cukru
opakowanie cukru waniliowego
poltorej szklanki maki
1 i 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
1/8 litra mleka


jajko zmiksowalam z maslem, dodajac oba rodzaje cukru. nastepnie dodalam make wymieszana z proszkiem do pieczenia i na koniec mleko. miksowalam na gladka mase. ulepilam z niej kule. dzielilam ja na male czesci, podsypujac maka. rozciagalam je reka, nie walkowalam walkiem. kiedy byly juz mniej wiecej o grubosci polowy centymetra wycinalam kieliszkiem kolka. nastepnie dzielilam te kolka na dwie czesci i lepilam z nich mini kuleczki rekoma. paczuszki maja byc malutkie, bo tylko takie swietnie sie usmaza.
a smazylam je na bardzo rozgrzanym glebokim oleju. i na malym ogniu oczywiscie! po wysuszeniu z nadmiaru tluszczu na papierze kuchennym, posypywalam je cukrem pudrem.





Wymyslilam nowa tradycje: Tlusta Sobota :wink:

Ha!

,

Yay! Pada snieg. Prawdziwy. W Dublinie. Nawet calkiem niezle pada, nie jest to te kilka rachitycznych platkow, ktore dotychczas pozorowaly opady sniegu. I nawet moj zygokaktus dostal paczka. Zrobilo sie prawie swiatecznie... P: