Skip navigation.

imho... iyho...

Kilka słów...

Kiedy napisałem, że wszystko się spieprzyło, nie myślałem jeszcze, że mogę być tak daleko od momentu, w którym jestem teraz. W ogóle sobie nie wyobrażałem. Kryzys.

Jeden tylko promień świetlisty się znalazł. Kochanie moje. Naj. ze wszystkich i przed wszystkimi. I za to kocham szczerze.
<3

I dziękuję.

A reszta to reszta. Zresztą reszta jest milczeniem, bo przecież tak zwykło się mawiać. Ładne quad-combo mi wyszło...

Weekend...

Weekend ten do udanych zaliczam. Chociaż czas wolny dla siebie miałem dopiero od 17 w sobotę, to do 9:43 w niedzielę był to jeden z najlepszych weekendów jakie pamiętam. Najpierw rozmowy, muzyka, świetna atmosfera i towarzystwo u Jacka. Później najświetniejsze retro, w jakim brałem udział. Po tych wszystkich baunsach byłem mokry jak szczur, uratowała mnie dopiero zmiana koszulki na bluzę. Znów cudowne towarzystwo i atmosfera na medal.

Ha, z powrotem miałem mały problem, gdyż dokulałem się do Jacka, ale jego nie było w domu i musiałem się wracać pod domit. Trafiłem do Kaktusa. Tam trochę opadłem z sił, trzymałem się jednak dzielnie, trzymając oczy otwarte.

Kimnęliśmy dopiero o 4, a o 7 byłem już rozbudzony... I do tego momentu nadal wszystko było pięknie.

Pieprzyć zaczęło się dopiero, gdy wyszedłem. Pierwsza oznaka - pogoda i deszcz. Gdy już dochodziłem na Belkę, uciekł mi autobus - następny był za godzinę. Chciałem sobie kupić gumę, a po wczorajszych harcach zostały mi w portfelu 2 polskie nowe złote - oczywiście zabrakło groszy dziesięciu. I tak to się lawinowo zaczęło sypać.

Ale za to byłem na zakupach. Pojechałem głównie po buty. Naturalnie nie udało mi się ich kupić... :f Ale i tak zakupy były udane. Chociaż bolało mnie wszystko, chciało mi się spać, byłem zmęczony okrutnie, a do tego wszystko się spieprzyło. W konsekwencji, jestem teraz trochę rozbity psychicznie (znów). I nie chce mi się pisać na razie.

Z drugiej strony... Retro było naprawdę cudne.

Poranek...<br/>

Poranki dni roboczych maja to do siebie, ze bywaja trudne. Dzisiejszy okazal sie nawet ciezszym, niz mialem na to poparte doswiadczeniem nadzieje. Strasznie trudno sie wstawalo, gdyz przywyklem juz do zaczynania o 9. Nie umialem sie tez za bardzo wybrac. Doszlo do tego, ze na 2 minuty przed wyjsciem nie mialem na sobie nawet koszulki. Pakowalem sie rowniez raczej w biegu, wrzucajac do plecaka glownie to, co przyszlo mi na mysl i wydawalo sie w miare przydatne. Ksiazki na britam na przyklad nie spakowalem. W sumie ani nie przyszla mi na mysl, ani nie chcialoby mi sie jej dzwigac, wiec mozna ja smialo uznac za niepotrzebna... Hahah, przez te cale problemy z wyjsciem wlosy tez mam suche w bardzo ograniczonym stopniu. Tzn. sa suche tam, gdzie zdazyly wyschnac, bo mi brakowalo juz czasu na ich wycieranie... Ogolnie rzecz biorac, ciesze sie, ze zdazylem chociaz na autobus.

Dygresja taka...

Wpisy bez polskich znaków wyglądają tragicznie, ale nic nie poradzę...

Wzialem mala kapiel...<br/>

... I wziela mnie ochota, by skonczyc to, co zaczalem. A mianowicie watek historii (w sensie przedmiotu, a nie opowiadania). Gdy oddalem moja umiarkowanie swietna prace do oceny, zaczalem sie zastanawiac, jak zostanie przyjeta. Pewne obawy rozbudzil we mnie fakt, ze nauczycielka wlasciwie nie rozstawala sie z czerwonym cienkopisem, caly czas zaznaczajac niewiadome mi fragmenty tekstu. Rozmyslalem, czy po zwrocie znajde w zeszycie wiecej czerwonego niz niebieskiego, oraz czy calosc nie zostanie opatrzona na przyklad komentarzem 'blad rzeczowy'... W pewnym momencie dostrzeglem jednak znany mi juz usmiech na jej twarzy, co uspokoilo mnie zupelnie. I udalo sie. Fajno... Dzisiaj wyjasnila sie tez kwestia mojego niemieckiego. W horoskopie napisano mi, ze czeka mnie niespodzianka i spelnilo sie. 4 za jezyk naszych sztywnych sasiadow i jeszcze ten 'swietny akcent' hahah... Rewelacja po prostu. Moge juz spac spokojny jak baranek (*jak byczek wlasciwie, trzymajac sie horoskopu) o wszystko i raczej nikt nie zechce sprawdzac moich umiejetnosci. Pragne tez pogratulowac zdania egzaminow mojej najslodszej i najmilszej, pieknej Mi <33 no dobra, moglo byc lepiej, ale przeciez moglo byc tez gorzej *;

Nie dzisiaj to sie dzialo...

Hm... Widzę, że dodawanie wpisów przez mms jakoś nie do końca wychodzi. Zaraz przepiszę to, co wysłałem przez telefon. Leciało następująco:

Wczoraj kompletnie nie chciało mi się pisać, chociaż przez większą część dnia humor dopisywał, samopoczucie również. Ale potrzebowałem czasu na pewne refleksje i ostudzenie emocji, zanim z zimną krwią zabrałem się za tworzenie. Dlatego teraz, siedząc w autobusie, nadrabiam zaległości.

Czasu wymagało też ode mnie pisanie wypracowania z historii. Temat? Cóż... Moja wiedza była w tej materii dość ograniczona. Nawet uboga. Ale wystarczyło pół godziny i skończyłem. Tzn., zgodnie z obietnicą, musiałem to jeszcze przepisać do zeszytu... Na początku zakładałem pracę na jakieś 2 strony, wyszła 2 razy dłuższa...

Po chwili zastanowienia, właściwie mało co udało mi się zrobić. Stosunkowo wcześnie stwierdziłem, że czuję konieczność nadrobienia niedoborów w śnie, spowodowanych nocnymi rozmowami z niedzieli, poniedziałku i wtorku... Nie zastanawiając się długo, poszedłem kimać i tyle.

Dojeżdżam na przystanek - to w ramach lapidarnego zakończenia.



PS (to już dodaję na boku)
Może zakończę tematy poruszone w tym wpisie następnym, ale jeszcze nie wiem.

Mysle...

Jade sobie wlasnie 111 i mysle. O moim humorze ktory znaczaco sie poprawil. O malo zadowalajacym mnie towarzystwie, w ktorym w tym momencie przebywam. Kazik zaspiewalby tutaj 'ludzie, ktorych mniej troche wole...'. Zastanawialem sie tez nad soba, ale pisanie wszystkiego co przychodzi mi na mysl w tej materii mmsem byloby meczarnia. W kazdym razie ciesze sie ze wracam juz do domu. I wlasciwie gdyby nie konieczosc zdawania jutro wosu, bylbym calkiem zadowolony... No, ale nie wypada narzekac, przeciez juz koncowka.

Z roztargnienia zapomnialem zaznaczyc ze wracam wlasnie z angielskiego, mam bardzo ciezki plecak i w ogole nie jest mi lekko. Duzo bym dopisal jeszcze, ale dojezdzam juz na przystanek...
Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
M T W T F S S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31