Stonekpage

Obstacles are those frightful things that you see, when you take your eyes off the goal

Subscribe to RSS feed

Sticky post

No bez przesady...

... czyli jak zrytą banię trzeba mieć, żeby coś takiego zrobić bigsmile

Mój pierwszy kokpit - jedna deska w szafę, druga w biurko zamiast szuflady i można jechać.


Od jakiegoś czasu myślałem, czy dam radę zrobić tak, żeby przyjąć pozycję zbliżoną do tej w bolidach jednomiejscowych. UWAGA, to będzie trudne, ale - nie śmiać się bigsmile


Sprawa z pedałami ma się tak:



A teraz najlepsze, taka konstrukcja jest bardziej stabilna niż myślałem. Myślałem, że wciskając pedały, będą się gibać na tym krześle we wszystkie strony, ale o dziwo - pojeździłem z godzinę i nawet nie musiałem nic poprawiać. Tylko ciężko się do takiego potworka wchodzi i wychodzi. Monitor jest troszkę za wysoko, głowę muszę odrobinę podnosić, ale podczas jazdy właściwie jest to nieodczuwalne.

I na co komu Playseat? ;p

Trochę o planach na 2012

Taaa, każdy powinien sobie coś postanowić przed sylwestrem i pilnować się tego cały rok.

Jakoś tak mam, że jeżeli coś zacznę "później" albo "jutro" to przekładam to dalej. I tak - jeżeli bym coś sobie wymyślił, czego bym się trzymał od Nowego Roku, to pewnie zacząłbym gdzieś w Marcu. Trochę się więc wycwaniłem bigsmile Zacząłem zmiany jeszcze w grudniu. A jakie zmiany?

Otóż: Wizja 300 kilometrów na liczniku rowerowym nadal mi siedzi we łbie. Trzeba tylko trochę się poruszać. Heh - "trochę". Przez ten rok mi tak kondycja siadła, że trzeba będzie najpierw parę setek zrobić. Ponadto - z Kamilem pobiegniemy sobie w czerwcu w biegu solidarności. Wiem, że jestem w stanie z rana przebiec jakieś 5 kilometrów - na razie. Trasa ma długość 12,5 kilometra. Będę uważał, że jestem dobrze przygotowany gdy przebiegnę 20 km. Trening zaczynamy... no jakoś tak, żeby było na tyle ciepło, żeby sobie można było w dresiku popylać ;]

Jest też inna ważna sprawa - simracing.pl F3 ;]
Sezon zaczyna się chyba jakoś w lutym, trochę mi się chyba zleje z sesją, ale damy radę.

Tak sobie wspominam poprzedni rok.

Miałem beznadziejny debiut, ale jak już mówiłem wcześniej, dopadł mnie jakiś kaszel i nie mogłem się skupić na jeździe. Dwa wyścigi nie ukończone. Potem był w miarę udany wyścig na torze w Montrealu. W sensie, że ukończyłem... w top 20. Potem jeszcze była runda, kiedy pierwszy wyścig ukończyłem na P10, a drugi zaczynałem z P1. Ja nie mogę, w życiu nie byłem tak skoncentrowany na starcie. Wiedziałem, że muszę dać z siebie dosłownie wszystko, żeby utrzymać tę pozycję chociaż do pierwszego zakrętu. I tyle się udało. Potem samochód zachowywał się... dziwnie. Miałem 2 wypadki - jeden ze względu na podsterowność. Drugi - złapałem nadsterowność, kontra, i ktoś tam we mnie trafił (oczywiście nie trafiłby, gdybym JA nie popełnił błędu). W dodatku były to pierwsze wypadki od... 15 wyścigów, czyli od początku mojej kariery na simracing.pl i bardzo się zdenerwowałem - finisz na P13. Po wyścigu zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie wczytałem sobie jakiegoś starego setupa.

Przyszła przerwa wakacyjna, a mnie naszły refleksje, czy rzeczywiście się do Open-Wheels nadaję. Pojechałem sobie jeden wyścig w Renault Clio, a właściwie trzy, a podczas jednego stoczyłem naprawdę zaciętą walkę (ja to ten zielony):



Jechaliśmy tak przez prawie całe pół godziny. Ręce sztywne, ja cały mokry... Gdyby ktoś wszedł do pokoju, pomyślałby, że 20 chłopa właśnie w-f skończyło bigsmile

Wakacje minęły szybko, poprawka z analizy się zbliżała (3 tygodnie, 8 godzin nauki dziennie i jakieś 5 litrów energy drinków bigsmile ). Zbliżał się też wyścig F3 na Silverstone - moim ulubionym torze i nie potrafiłem sobie odmówić. Czasy 1 i 3 sektora miałem niezłe. A drugi poprawiłem za radą Nero smile . Trochę grzebania w setupie, i w końcu się przełamałem. Kwalifikacje na P3, pierwszy wyścig P7, drugi na podium. Od tamtej pory już szło mi znacznie lepiej - większość wyścigów w których brałem udział do końca sezonu w top10.

Dobrze by było pójść za ciosem i walczyć o top10 w generalce w tym roku.

Tradycyjnie...

...podsumuję ostatni sezon F1 swoim amatorskim okiem smile

Nie mogę zacząć inaczej, jak od Kubicy. Po pierwszych wyścigach było widać, że wniósł do Renault, i to dużo. Podium Pietrova, Heidfelda. W tym sezonie Kubica miał walczyć o tytuł. Niestety, los chciał inaczej. Brak takiego priorytetowego kierowcy najwyraźniej spowodował przyhamowanie rozwoju samochodu. Nawet stworzenie najlepszej maszyny, bez odpowiedniego kierowcy nigdzie by nie doprowadziło zespołu.

A Vettel zaczął jazdę po swoje...

Słówko o DRS'ie, a właściwie dwa: poroniony pomysł. Chociaż może nie. Pomysł taki zły nie jest, w końcu trzeba czymś fanów przyciągnąć. Natomiast wykonanie w tym sezonie zostawiało zbyt wiele do życzenia. Naprawdę wolałem kilka walk przez parę(naście) zakrętów, gdzie żaden z bolidów nie miał znacznej przewagi, niż 100 wyprzedzeń dzięki DRS. Nie wiem jak by to wyszło, ale gdyby skrócić strefy DRS, tam gdzie wyraźnie one były za długie - może wyścigi byłyby fascynujące. To co przyciąga ludzi do motosportu to nie manewry wyprzedzania, a sama walka o pozycje. Ktoś chyba pomylił te dwa pojęcia.

A Vettel jechał swoje...

Uch... Hamilton. Nie lubię tego typa. Nie uważam, że nie ma talentu, ale nie potrafi go wykorzystać. Przyzwyczajony do najlepszego sprzętu, od sędziów także dostał pomoc kilka razy, nie wspominając już o - nie pamiętam kiedy to było - wyciągnięciu go z pułapki żwirowej z powrotem na tor. W tym sezonie, mimo że nie osiągał jakichś fenomenalnych wyników, i tak zabłyszczał. Dostał kilka kar za niebezpieczną jazdę, ale gdzie on tam się będzie przejmował. Wątpię czy on wyciągnie jakiekolwiek wnioski z tego
sezonu.

A Vettel dalej swoje...

Massy praktycznie nie widziałem w tym sezonie. Może i 6 pozycja, ale jakoś brakło u niego takiego "ognia". Barrichello już dałby sobie spokój z szukaniem roboty na przyszły sezon. Fakt - doświadczony zawodnik w dobrym samochodzie, na pewno kończyłby wysoko wyścigi. Ale od połowy sezonu to Maldonado właściwie jeździł lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. To samo z Schumacherem i Rosbergiem - ludzie się starzeją i myślę, że lepszą inwestycją będzie młody kierowca. A Heidfeld chyba nawet nie znajdzie miejsca w zespole F1, po tym co narobił w Renault.

A Vettel dalej swoje...

Jestem takim troszkę ukrytym fanem Force India. Zespół założony 4 lata temu i już w miarę regularnie kończy wyścigi na punktowanych pozycjach. Brzmi znajomo? Gdyby tylko nie mieli problemów finansowych, kto wie... może niedługo powstałby zespół równy Red Bullowi?

No właśnie - Red Bull... czy naprawdę muszę coś mówić? Szkoda tylko, że w GP Brazylii musieli się bawić w team orders. Każdy głupi dostrzegłby, że wyścig był układany pod Marka Webbera. Czekam na taki moment w F1, kiedy usłyszę nie "Alonso jest szybszy od ciebie", ale po prostu "Puść Alonso".

Ogólnie sezon w miarę nudny, wszystko co miało znaczenie, zostało rozstrzygnięte na długo przed końcem sezonu. Za rok również spodziewam się Red Bulli na czele, mam nadzieję, że Force India będzie mieszać w czołówce coraz więcej. Jeśli chodzi o Kubicę to sam nie wiem... raz mówią, że pojedzie, a raz, że nie. Trzeba będzie po prostu poczekać do marca.

Wzrokowcy, słuchowcy i... wykładowcy.

Generalnie są dwa typy ludzi: Ci którzy najlepiej przyswajają wiedzę poprzez słuchanie nauczyciela bądź wykładowcy, oraz tacy, którzy bardzo dobrze zapamiętują czytany tekst. Zapewne są przypadki "pomiędzy", ale wydaje mi się, że każdy ma jakąś swoją metodę nauki, która skłania się w jedną z tych stron.
Nie wiem kiedy i przez kogo to zostało zbadane ale widzę w tym sens - jestem skrajnym wzrokowcem. Nie chodzę/śpię na wykładach, a nauczyć się potrafię tylko, jeżeli mam tekst czarno na białym. Z tego co zauważyłem do tej pory na studiach, wykładowcy poprzedniego pokolenia nie zdają sobie sprawy z takiego podziału, albo nie chcą sobie zdać sprawy. Uważają, że obecność na wykładach jest podstawą. No więc surprise! W poprzednim semestrze w poniedziałek był 3-godzinny wykład z analizy, a następnego dnia ćwiczenia. Od kiedy po 5 chyba wykładzie przestałem chodzić, i zacząłem się uczyć w domu, materiał wydawał się łatwiejszy do opanowania.
Ale wykładowcy swoje - puszczają listy nie wiem po co, ale chyba żeby postraszyć. Najgorsi są tacy, którzy prowadzą jakieś dziwne zajęcia, jak "techniki negocjacji", mają prezentacje porobione, ale ich nie udostępniają, bo przecież studenci mają notować. Takie podejście jest po prostu chore. A nawet jeżeli dociera do nich, że są osoby które nie potrafią efektywnie słuchać, to mam nadzieję, że nie wydaje im się, że taka umiejętność jest do wyuczenia. Jeżeli znam sposób na rozwiązanie problemu, to po kiego mam się uczyć drugiego sposobu, kiedy mogę się po prostu zająć kolejnym problemem?
Chciałbym, żeby wykładowcy dostrzegli swój błąd.

iFail

Nie udało się. Plan (te wspomniane wcześniej 300 km w jeden dzień) był ambitny, może nawet za bardzo. A to pogoda, a to remont u Jaca, a to poprawka z analizy i w końcu nie znalazłem czasu żeby potrenować na rowerze. Doszły jeszcze do tego problemy z korbą. Nawet chciałem wymienić, ale pod koniec sezonu to już mi się nie opłacało. Pojechałbym pewnie tylko na masę krytyczną raz czy dwa i tyle. Za rok spróbujemy znowu. Jeżeli rower mi się nie rozpadnie, bo staruszkowi należy się jakiś porządniejszy serwis.

Z innej beczki - Mass Effect 3. Jeszcze 5 miesięcy do premiery. Pięć długich miesięcy. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak ciężko jest NIE dowiedzieć się czegoś na temat gry i jej fabuły. Paru rzeczy się dowiedziałem przypadkiem, po prostu niechcący zobaczyłem zlepki kilku wyrazów i wiem już zdecydowanie za dużo. Wahałem się nawet czy powinienem oglądać prezentację z targów E3 (które odbyły się już dawno) w obawie przed zepsuciem sobie zabawy. I zepsułem. Od tamtej pory kontroluję swoją ciekawość i mam nadzieję, że wytrwam do końca bigsmile

Na koniec pozytywny akcent - mój szalony manewr wyprzedzania z ostatniej rundy F3:

Maniery, do jasnej cholery!

Dziś sobie ponarzekam. Na to, że niektórzy ludzie kompletnie zapominają jak się należy zachować w pewnej sytuacji. Załóżmy, że idą sobie dwie znane sobie osoby - Adam i Bartek. Idą, idą, i nagle spotykają Czarka. Czarek zna się z Adamem, ale nie widział się nigdy z Bartkiem. Pytanie: co w takiej sytuacji jest obowiązkiem Adama? Zna obu, ale tamtych dwóch siebie nie. Większość takich Adamów po prostu rozmawia z Czarkiem:
-Siema
-Siema
-Blabla
...
-Blabla
-To na razie
-Do zobaczenia
W tym czasie Bartek jest kompletnie olewany. Byłem już w obu sytuacjach, tzn - w roli Czarka i w roli Bartka. Zmierzając do sedna:

Do ku*wy nędzy, w takiej sytuacji Adam ma obowiązek przedstawić Czarka i Bartka chociażby prostym:
-Czarek, Bartek, Bartek, Czarek.

Mam dość mówienia wszystkim o tym. No dobra - nie wszystkim, ale są pewne osoby, które wyraźnie mają to w dupie. Od dziś, kiedy tylko spotka mnie taka sytuacja, będę takiemu Adamowi kupował książkę na temat dobrego wychowania, bo już mi się nie chce powtarzać.

Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie...

Ostatnio ma miejsce pewien ewenement. Sytuacja: idę przez miasto albo jadę autobusem czy coś. Generalnie jestem wśród ludzi... (ale to dziwnie brzmi ;p ). Bardzo często gdy słyszę dzwonek telefonu kogoś, to zawsze jest inny. Już nie. Od niedawna - powiedziałbym - 8 na 10 telefonów ma dzwonki takie jak najzwyczajniejszy budzik. Nie ten piszczący, ale taki jak dzwonek w szkołach. Pierwszy raz, gdy słyszałem taki dźwięk w autobusie, myślałem, że ktoś po prostu nastawił sobie jakiś przypominacz czy coś, ale nie - po chwili osoba rozmawiała przez telefon. Myślę - no ok, może po prostu ten ktoś nie słyszy innych dzwonków. Ale potem było takich sytuacji więcej i trwa to nadal.

O co kurde kaman?!

Challenge Accepted!

No dobra - złapałem lenia. Jakieś półtora miesiąca temu miałem jechać na masę krytyczną. Na Kunickiego, jakiś drut wlazł mi w oponę. Nie chciało mi się dętki i opony zmieniać aż do ostatniego czwartku.

A była to 28" opona Michelin - wąska, nie powiedziałbym, że całkiem szosowa, ale świetnie się na nich jeździło. I świetnie się je przebijało. Więcej tego szajsu nie kupię. A wracając do tematu...

Rok temu miałem przejechać 240 km (w zasadzie to trasę zaplanowałem na 285) w jeden dzień. Nie udało mi się. Miałem pracę w takim jednym hotelu, na kuchni, a to była dość ciężka praca. Fizycznie, bo przynajmniej czacha mogła odpocząć. Żeby przejechać 240 km, potrzebowałem przynajmniej dzień na przygotowanie i dzień na odpoczynek - razem 3 dni. Rzadko miałem taką przerwę w pracy i dobrą pogodę.

Dzisiaj postanowiłem sprawdzić, jak bardzo spadła moja kondycja. Kiedyś potrafiłem wziąć rower i przejechać 70 km bez absolutnie żadnego przygotowania. Dzisiaj przejechałem 65 i powiem... po 50 kilometrze już było ciężko.

A więc co to za "Challenge" w tytule?

300 - Trzysta kilometrów w jeden dzień. Do końca wakacji. Może mi się uda, może nie. Zobaczymy.



Final Fantasy IX - pierwsze wrażenia

Zacząłem w końcu przygodę z FF IX po przegranym zakładzie z Jacem. Nie mam pojęcia jak ta gra może się komukolwiek podobać. Nawet z ultra-fotorealistyczną grafiką i genialną muzyką, w dzisiejszych czasach, zostałaby zjechana przez graczy do tego stopnia, że producenci bali by się wypuścić kolejną część przez 50 lat. No - ale 10 lat temu były właśnie takie durnowate gry i masochistyczni gracze.

Po pierwsze - największy bezsens jaki widziałem: podczas walki nie widać ilości życia przeciwnika. Co z tego, że po każdym ataku wyskakuje nam liczba z ilością zadanych przez nas obrażeń, jak i tak nie wiem jak to ma się procentowo do HP wroga. Zabieram mu 200 HP, ale ile on ma? 500, 10000, 63386856364? Ktoś nieźle się zjarał...

Po drugie - zapis gry jest dozwolony tylko w wybranych miejscach. Nabić głowy na pale, tych którzy to wymyślili.

Po trzecie - po przegranej walce, nie powtarzamy jej, tylko gra wychodzi do menu, co w połączeniu z zapisami tylko w określonych miejscach, powoduje nieuleczalną kurwicę.

Po czwarte - nie wiem czy to bug, ale często gdy zatwierdzamy atak, albo czynność typu użycie potiona, postać najpierw czeka aż przeciwnik zaatakuje (WTF?)

Po piąte - brak jakiegokolwiek "notatnika" z głównymi i bocznymi questami. Mam łazić po całej mapie i z każdym gadać, bo może zapomniałem ukończyć zadania? LOL

Po szóste - podczas rozmowy klikam "Powiedz mi więcej o Alexandrii". W odpowiedzi pojawia się tekst:
"Alexandria to ładny kraj rządzony przez królową jakąśtam" - to wszystko? Jedno zdanie na zadany temat?

Jak widać - nawet nie wspomniałem o tematyce fantasy, której i tak nienawidzę. Ta gra jest spier... skopana od początku do końca. Fabuła zaczyna się od tego, że jakaśtam grupa chce porwać królewnę. Jak, dlaczego, po co - nie wiadomo, ale trzeba ją porwać.

Jeżeli ta gra ma jakieś pozytywy - to jeszcze na nie nie trafiłem. I nie spodziewam się trafić.

Na stos z tym badziewiem