Skip navigation.

donkey's thougths

wybór

,

Jezus jest moim Panem.

Jaka jest Miłość?

,

Takie małe spostrzeżenie...
Czytając biblijny tekst o miłości - Hymn św. Pawła,
natrafiamy na różne określenia miłości,
jako pierwsze podane jest określenie miłości jako cierpliwa.
Czy ma to jakieś znaczenie, że w tym fragmencie
na pierwszym miejscu wśród cech miłości stawiana jest cierpliwość?

Hasło Lacana "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione"

, , , ...

Fragment artykułu Sławomira Sierakowskiego pt. "Antypolityka, polityka, postpolityka" zamieszczonego w 197-ym numerze "Europy" (12.01.2008) na ss. 8-9:

Aby zrozumieć, na czym polega owo zniewolenie intelektualne, którym objęte zostało życie polityczne w wolnej Polsce, nawiążmy do toczącej się między epokami dyskusji Nietzschego, Dostojewskiego i Lacana na temat Boga. Na ogłoszoną przez Nietzschego śmierć Boga reakcją Dostojewskiego była znana groźba: "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno", którą z kolei polemicznie sparafrazował słynący z przekornie brzmiących formuł francuski psychoanalityk Jacques Lacan: "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione". Rację oczywiście miał ten ostatni. Im bardziej ktoś myśli, że Bóg umarł i wszystko wolno, tym mniej czuje się poddany zewnętrznym zakazom, które wraz ze śmiercią Boga nie umarły, ale przeniosły się w głąb psychiki jednostki. Slavoj Z.iz.ek, najważniejszy komentator Lacana, wyjaśnia ten paradoks na przykładzie sytuacji, którą wszyscy pamiętamy z dzieciństwa. Wyobraźmy sobie nieszczęśliwe dziecko, które w niedzielne popołudnie zamiast bawić się z kolegami, musi iść z wizytą do babci.

Staroświecki autorytarny ojciec natychmiast łamie opór dziecka: "Nie obchodzi mnie twoje zdanie. To twój obowiązek, idź do babci i zachowuj się porządnie!". Dziecko wcale jeszcze nie jest w takiej złej sytuacji. Zostaje wprawdzie zmuszone, aby iść do babci, ale zachowuje wewnętrzną wolność i zawsze może później zbuntować się przeciw ojcowskiej władzy. Z.iz.ek zauważa, że paradoksalnie dużo trudniejsza jest sytuacja dziecka pod opieką nowoczesnego, nieautorytarnego ojca, który mówi: "Sam wiesz, jak babcia cię kocha, nie chcę cię do niczego przymuszać, rób, jak uważasz". Dziecko powinno nie tylko wypełnić rodzinny obowiązek wobec babci, ale uczynić to jeszcze z własnej woli. Fałszywy wybór, jaki rzekomo ojciec pozostawia dziecku, pozbawia go nawet wewnętrznej wolności. Rózga już nie grozi, ale nie ma też mowy o wolności.



Na razie nie umiem się do tego odnieść, bo nie za bardzo to rozumiem.

Przykład prezydenta

, , , ...

Fragment książki Jadwigi Staniszkis pt. "Ja. Próba rekonstrukcji", zamieszczony również w artykule w "Dzienniku", 12-13.I.2008, "Staniszkis: Wciąż jestem dla samej siebie sekretem":

Na przykład, moja ocena niezbyt udanej, jak myślę, prezydentury Lecha Kaczyńskiego uległa złagodzeniu po zaobserwowaniu drobnego epizodu w czasie defilady wojskowej 15 sierpnia 2007 roku. Prezydent wręczał sztandar i, żegnając się, wyciągnął rękę do odbierającego ów sztandar oficera. Ten zasalutował i odszedł, nie podając swojej.

Wychwycony przez kamerę uśmiech zakłopotania na twarzy prezydenta, ale gdy podszedł kolejny żołnierz, ponowna próba uścisku ręki i ponowne ryzyko (choćby dlatego, że protokół przewiduje tylko salutowanie) zawiśnięcia ręki w próżni, które mogłoby być, w potocznym odbiorze, zinterpretowane jako brak szacunku. Inny może by owego ryzyka nie podjął, a Lech Kaczyński - tak. I ten epizod - odwaga w drobiazgach, na poły mechaniczna, instynktowna - zaimponowała mi. Takiej właśnie instynktownej odwagi zabrakło wielokrotnie już tu wspominanemu Lordowi Jimowi z powieści Conrada.

Instynkt podpowiedział mu, żeby ratował siebie, skoczył do szalupy, i mimo że rozbitkowie w końcu ocaleli - czuł się winny przez resztę życia i przez resztę życia uciekał przed, nierzadko wyimaginowanymi, oskarżeniami. W życiu często liczą się nie napuszone słowa, ale właśnie taka instynktowna odwaga (lub - odwrotnie - jej brak), pojawiająca się właśnie wtedy, gdy człowiek jest zaskoczony, nie ma się na baczności moralnie i estetycznie. Pamiętam mnóstwo takich właśnie szczegółów. I właśnie, jak by powiedział Nabokov, ten niezniszczony przez nadmiar interpretacji konkret staje się czasem reflektorem, pozwalającym - w nagłej iluminacji - coś zrozumieć o sobie.

Co Arystoteles myślał o wychowaniu

,

Odnoszę się tutaj do artykułu Charlesa Hummela przedstawiającym poglądy Arystotelesa na wychowanie. Artykuł ten pochodzi z książki "Myśliciele o wychowaniu" (oryginalny tytuł: "Perspectives - Thinkers on education"), Tom 1, Polska Oficyna Wydawnicza "BGW", Warszawa 1996, ss. 45-60.
Moje słowa są w kolorze czarnym, słowa Charlesa Hummela są w kolorze niebieskim, słowa Arystotelesa są w kolorze czerwonym pogrubione.

Arystotelesa znamy jako badacza, twórcę podstaw przyrodoznawstwa, logika, filozofa, "mistrza ludzi światłych". Jako pedagog jest on jednak mniej znany. (...)


No spoko. Ale żeby zobaczyć, że jest mistrzem ludzi światłych trzeba by chyba go troche postudiować i mieć odniesienie do innych filozofów, żeby akurat jego wybrać sobie na takiego mistrza...

A przecież Arystoteles zajmował się w takim samym stopniu nauczaniem, jak badaniami. Jest on prototypem dzisiejszego profesora. (...) W jego pismach przejawia się ciągła troska o ich pedagogiczną poprawność i edukacyjne konsekwencje. Warto więc podjąć studia nad zawartą w wykładach Arystotelesa problematyką pedagogiczną. Ujawniłyby one zapewne charakterystyczny dla niego sposób dochodzenia do problemów, a następnie rozważania ich przez analizę z różnych punktów widzenia - zgłębianie.


No to jest warte odnotowania - ciekawe jak taka metoda ma się do współczesnych sposobów rozpatrywania problemów, czy są w ogóle jeszcze jakieś inne metody? Czy może jest tak, że sposobem/metodą rozwiązywania problemów zajmuje się nauka o nazwie "metodyka" albo "metodologia" i nauka ta posunęła się bardzo do przodu od czasów Arystotelesa?

Możemy tu odnaleźć dydaktykę sokratejskiego i platońskiego dialogu. Niestety, nie dotrwały do naszych czasów dialogi, które Arystoteles napisał z myślą o popularyzacji wyników swych badań. Studia nad edukacyjnymi aspektami jego spuścizny ujawniły również stosowany przez niego sposób ilustrowania wykładów za pomocą przykładów, cytatów, dygresji i obrazów. "Dusza nie myśli nigdy bez wyobrażenia" - mawiał przy każdej okazji.


Dla mnie ważna uwaga - o sposobie przekazywania wiedzy - poprzez odwoływanie się do wyobraźni, czy Arystoteles ten sposób wymyślił? Właściwie chyba wszyscy w nauczaniu posługują się przykładami, czy wymyślił ten sposób Arystoteles??? Podoba mi się zwrócenie uwagę na wyobraźnię, bo Jezus też mówił w przypowieściach :smile:


Badania naukowe, filozoficzna refleksja i działalność edukacyjna były w życiu i pracy Arystotelesa bardzo ściśle powiązane. Nic tedy dziwnego, że pasjonując się metodyczną analizą obejmującą wszystko, czym zajmował się jego chłonny umysł, podejmował również problemy edukacyjne.


Czyli problemy edukacyjne u niego są poddane analizie...

Tu jeszcze jedna uwaga: artykuł Hummela jest pisany na podstawie niepełnej teorii Arystotelesa, bo do naszych czasów zachowały się jedynie fragmenty jego rozważań na temat wychowania.


1. CELE WYCHOWANIA

Cel wychowania jest tożsamy z celem życia człowieka. (...) wychowanie jest niezbędne do tego, by człowiek mógł się w pełni zrealizować. Dobrem nadrzędnym zaś (...) jest szczęście. Jednakże człowiek szczęśliwy (...) jest człowiekiem wychowanym. Człowiek szczęśliwy to dobry człowiek, to człowiek prawy, lecz prawość zyskuje się wyłącznie przez wychowanie.


Dla mnie to trudne... Po kolei:
Nie rozumiem za bardzo tego, że "cel wychowania jest tożsamy z celem życia człowieka". Dla mnie raczej celem wychowania jest przygotowanie człowieka do tego, żeby osiągnął cel swojego życia.
"Dobrem nadrzędnym zaś (...) jest szczęście" - ale jakie szczęście? Jeżeli ktoś będzie uważał, że szczęście będzie wtedy, jak będzie miał dużo kasy, i następnie będzie się opierał na tych słowach Arystotelesa - no to dla mnie jest wtedy zgrzyt. Co innego jeśli ktoś rzeczywiście uparcie będzie szukał szczęścia, nie zatrzymując sie na jakichś protezach szczęścia, nie będzie uciekał od trudnych pytań. Wtedy powinien dojść do definicji spełnionego życia podanej przez Jana Pawła II (a może jest to wypowiedź soboru watykańskiego II): "człowiek nie może spełnić się inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z samego siebie", tak mi się wydaje, choć sam o sobie nie mogę powiedzieć, żebym sam nie uciekał przed trudnymi pytaniami.
"Prawość zyskuje się wyłącznie przez wychowanie" - to zdanie dla mnie jest trudne, bo nie wiem sam jak mógłbym sprawdzić, czy jest prawdziwe. Dużo zależy od tego, co tak właściwie oznacza użyty tu termin "wychowanie", co Arystoteles rozumie przez słowo "wychowanie". Może wyjaśni się to w dalszej części tekstu...


(...) Arystoteles pyta: "czy szczęście uzyskać można przez naukę, czy przez przyzwyczajenie lub inny jakiś rodzaj ćwiczenia, czy też dzięki jakiemuś zrządzeniu boskiemu lub dzięki przypadkowi?". Odpowiedź jest prosta: "rozstrzyga(...) o szczęściu działanie zgodne z nakazami dzielności". Są dwie kategorie cnoty: intelektualna i moralna. "Owóż zarówno powstanie, jak i rozwój zalet dianoetycznych (intelektualnych - przyp. tłum.) jest przeważnie owocem nauki, i dlatego wymagają one doświadczenia i czasu; etycznych natomiast nabywa się dzięki przyzwyczajeniu (...). Wynika stąd też, że żadna z cnót nie jest nam z natury wrodzona."


Z jednej strony z kontekstu może wynikać, że u Arystotelesa "dzielność" to po prostu cnota. Można wysunąć taki wniosek, ponieważ po zdaniu przytaczającym wypowiedź Arystotelesa o dzielności następuje zdanie traktujące o cnocie. Na tej podstawie można wyciągnąć taki wniosek, że ta "dzielność" to po prostu określenie cnoty używane przez danego tłumacza dzieł Arystotelesa. Jednakże z taką inerpretacją kłóci się następne zdanie Arystotelesa przytoczone przez autora, gdzie pada bezpośrednio określenie cnoty: "żadna z cnót". Mimo tej nieścisłości jednak będę uważał, że w tym wypadku "dzielność" jest odpowiednikiem "cnoty".
Myślę, że wcześniejsze zdanie "Jednakże człowiek szczęśliwy (...) jest człowiekiem wychowanym" kłóci się trochę ze zdaniem: "rozstrzyga (...) o szczęściu działanie zgodne z nakazami dzielności". Chociaż może się nie kłóci, tylko są to stwierdzenia tak jakby na różnych płaszczyznach.
Jeszcze o zdaniu Arystotelesa "żadna z cnót nie jest nam z natury wrodzona": tutaj polemizowałbym korzystając z osiągnięć współczesnej nauki, zdaje się, genetyki. Jeśli dobrze pamiętam, to genetycy uważają, że momencie poczęcia, tzn. od kiedy istota ludzka ma swój własny kod genetyczny, już ta istota ma zapisane pewne cechy wyglądu oraz charakteru, psychiki. Myślę, że cechy charakteru mogą wpływać pozytywnie lub negatywnie na wypracowanie cnoty - to łagodniejsze stanowisko. Stanowisko bardziej radykalne - niektóre cechy charakteru, zapisane wg genetyków w kodzie genetycznym, mogą być cnotami. Żeby w tym temacie poruszać się odpowiedzialnie, należałoby zdefiniować dokładnie pojęcie "cnoty" u Arystotelesa oraz pojęcie "cechy charakteru/psychiki zdeterminowanej genetycznie" we współczesnej genetyce. Aha, właśnie przypomniało mi się, że o wrodzonych cechach mówi nie tylko genetyka, ale i psychologia.


(...) Arystoteles konkluduje: "Jednym więc słowem, dzięki takim samym czynnościom powstają trwałe dyspozycje. Dlatego trzeba czynności swe ukształtować w pewien sposób, jako że za rozmaitymi czynnościami idą rozmaite dyspozycje. Niemałą więc stanowi różnicę przyzwyczajenie się od wczesnej młodości do takiego lub innego sposobu postępowania, lecz zależy od tego bardzo wiele, a raczej wszystko".


Czy na pewno wszystko?
Tutaj potrzebowałbym wyjaśnienia co Arystoteles rozumie pod pojęciem "dyspozycja". Mogę się tylko domyślać... no OK - dyspozycja to, tak zdroworozsądkowo myśląc, trwałe przysposobienie do jakichś czynów, postaw - taka upleciona własnoręcznie na gorąco definicja.


"... człowiek, który ma być dzielny etycznie, powinien być starannie wychowywany i przyzwyczajany do tego, co dobre...".


Znowu problem rozumienia - co to znaczy "dzielny" i "dzielny etycznie" wg Arystotelesa? Jak się zastanawiam nad tym tekstem, to nie ma bata, potrzebuję definicji pojęć używanych przez Arystotelesa. Dla mnie powinien być dołączony słownik pojęć do tego artykułu. Ten brak zrozumienia wynika pewnie z różnicy kultur oraz różnicy czasów.


"Jak człowiek staje się cnotliwy?". (...) Trzy rzeczy czynią człowieka cnotliwym: natura, przyzwyczajenia i rozum.


Czyli cnotę uzyskuje się jednak nie tylko przez wyuczone przyzwyczajenia.


Każdy urodzony jako człowiek musi odróżniać się od zwierzęcej bestii; musi posiadać pewne jakości zarówno ciała, jak i duszy.


To zdanie jest argumentem za tym, że Arystoteles jednak widzi różnicę pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.


Są wszelako pewne jakości, które - choć dane przy urodzeniu - zmieniają się pod wpływem przyzwyczajenia: natura bowiem wszczepia je w formie dopuszczającej zmianę ku dobru bądź ku złu wskutek działania impulsów związanych z przyzwyczajeniami.


Tutaj Arystoteles (tzn. Hummel) uznaje, że istnieją cechy wrodzone w człowieku, jednak od razu zaznacza, że są one etycznie neutralne. Jednocześnie uznaje, że można kształtować/rozwijać te cechy wrodzone jedynie poprzez przyzwyczajenia. A czy nie można tych cech rozwijać chociaż częściowo przy pomocy rozumu? Czy rozum jest całkowicie wyłączony z kształowania cech wrodzonych? Skoro Arystoteles zauważa neutralne moralnie cechy wrodzone, to częściowo traci rację bytu moja argumentacja przedstawiona powyżej dotycząca zdania "żadna z cnót nie jest nam z natury wrodzona".


Zwierzęce bestie kształtowane są głównie przez naturę, chociaż niektóre z nich w niewielkim stopniu rozwijają się również pod wpływem przyzwyczajenia. Człowiek żyje jedynie dzięki rozumowi, ponieważ jedynie rozum posiada.


Co znaczy tutaj słowo "jedynie"? To znaczy, że tylko człowiek wśród innych stworzeń żyje dzięki rozumowi, czy może znaczy to, że człowiek to, że żyje, zawdzięcza tylko i wyłącznie swojemu rozumowi? Jakaś niejednoznaczność w tłumaczeniu - wydaje mi się. Wg mnie to ostatnie zdanie powinno brzmieć: "Jedynie człowiek żyje dzięki rozumowi, ponieważ tylko człowiek posiada rozum". Ale jak powinno być naprawdę, to dowiedzieć się można tylko jeśli:
1. wczuję się w anglosaską mentalność i przeczytam artykuł Hummela w oryginale albo,
2. przeczytam odpowiedni fragment Arystotelesa, albo w polskim tłumaczeniu (i wyraźnie mi odpowie na moje wątpliwości), albo w oryginale :wink:


Dlatego właśnie natura, przyzwyczajenie i zasady rozumu muszą pozostawać we wzajemnej harmonii;


Czepiam się...
Nie widzę dlaczego "muszą pozostawać we wzajemnej harmonii". Czy przesłanką do tego ma być poprzednie zdanie "Człowiek żyje jedynie dzięki rozumowi, ponieważ jedynie rozum posiada"? Nie widzę tu logicznego przejścia, a jeśli już, to trzeba sobie trochę na własną rękę dopowiedzieć.


to właśnie rozum podpowiadając człowiekowi, jak należy postępować, dość często powoduje, że człowiek nie działa zgodnie z przyzwyczajeniami i naturą. Określiliśmy już co w istocie człowieka w największym stopniu będzie regulowane przez prawodawcę. Wszystko pozostałe zależy od wychowania; są bowiem rzeczy przyswojone wskutek przyzwyczajenia, inne są przekazywane poprzez nauczanie.


Z tego wynika, że jednak wg Arystotelesa rozum ma władzę (przynajmniej do jakiegoś stopnia) nad przyzwyczajeniami.


Pewne atrybuty są przeto konieczne, by osiągnąć szczęście, pełny rozwój ludzkiej istoty. Konieczne jest tedy fortunne zrządzenie losu, by z urodzenia posiąść pewne dary natury, zarówno fizyczne jak i moralne (zdrowe i piękne ciało, pewną zdolność, inteligencję i wreszcie naturalną dyspozycję do życia cnotliwego).


Z punktu widzenia chrześcijanina jest to nie do przyjęcia. Dla mnie to jest jakiś mit o idealnym człowieku. Wynika stąd, że szczęście nie jest dostępne dla wszystkich. Już nawet pomijając społeczne ograniczenia tamtych czasów, czy konkretniej - pomijając społeczne ograniczenia w sposobie myślenia Arystotelesa (tzn. pomijam niewolników, kupców, rzemieślników, itp.) otrzymujemy zawężenie kręgu ludzi, dla których jest dostępne szczęście, ponieważ rzadko który obywatel miał jednocześnie piękne i zdrowe ciało, inteligencję, itd. Z tego możnaby wysnuć też taki wniosek, iż jeśli nie mam zdrowego ciała, to nie mam po co poddawać się wychowaniu, bo i tak szczęścia już nie osiągnę. Tutaj możnaby wtrącić prowokacyjne pytanie, czy sam Arystoteles miał te wszystkie potrzebne wg niego cechy? Po prostu po zetknięciu się z uniwersalizmem chrześcijańskim takie zdanie Arystotelesa jest dla mnie jakimś koszmarnym cofnięciem się. (Tutaj jeszcze nie wiem, czy uniwersalizm zawdzięczamy chrześcijaństwu, czy może humanizmowi, czy jeszcze jakiemuś innemu "-izmowi"?). Po zetknięciu się z Panem Jezusem już nie pozostaje mi nic innego, jak głosić powszechne w Nim zbawienie.


To wszystko jednak nie wystarcza. Dopiero bowiem poprzez wychowanie potencjalne szczęście może stać się w pełni dostępne.


Nie jestem pewny tego zdania. Wychowanie na pewno pomaga w rozwoju człowieka i w tym sensie jest jak najbardziej pożyteczne, ale czy jest niezbędne do szczęścia? Znowu odpowiedź na to pytanie zależy od tego co rozumiemy pod pojęciem wychowanie: czy jest to sucha edukacja szkolna mająca na celu tylko przekazanie wiedzy, czy może dołączymy do wychowania także nauczanie relacji międzyludzkich - w sensie nauki jak je tworzyć, utrzymywać - ogólnie przekazanie wszelkich instrumentów potrzebnych do świadomego, wolnego, samodzielnego i nie-egoistycznego funkcjonowania w społeczności ludzkiej.
Poza tym zdanie to wyraża pogląd, że niemożliwe jest osiągnięcie szczęścia bez pewnego wysiłku.


Wychowanie jest więc kamieniem probierczym Arystotelesowskiej etyki. Wszelkie cnoty, mądrość i szczęście osiągamy dzięki wychowaniu. Sztuka życia jest czymś, czego trzeba się nauczyć.




Arystotelesowska etyka opiera się na takich pojęciach, jak szczęście, złoty środek, stan spoczynku ("zażywanie wczasu"), ale i mądrość. Pojęcia te spotykamy również w jego teorii wychowania.
Oczywiście, według Arystotelesa wszystkie formy wychowania powinny orientować się na ów złoty środek. (...) "(...) oczywistą jest rzeczą, że te trzy wytyczne trzeba stosować przy wykształceniu muzycznym: właściwy środek, to, co możliwe i to, co właściwe".


Szczerze mówiąc(ew. pisząc :smile: ) nie spodziewałem się tego po Arystotelesie. Myślałem, że on chce wychowywać innych ludzi na swoją miarę. A tu jednak liczy się z możliwościami poszczególnego człowieka. Tylko jak bardzo się liczy? Czy uważa własny tryb życia za bezwzględny wzór do naśladowania i tylko ludzi, którzy w pewnym stopniu zbliżyli się do poziomu jego życia uważa za dobrze wychowanych i szczęśliwych? Czy może jednak uznaje różnorodność talentów ludzkich i różnych dróg spełnienia? Dla mnie to kwestia nierozwiązana, nie wiem jak myślał o swoich wychowankach Arystoteles - a to jest raczej istotne. Poza liczeniem się z możliwościami konkretnego wychowanka, jest też w tym zdaniu Arystotelesa "właściwy środek, (...) i to, co właściwe". Myślę, że w tym wypadku ("właściwy środek") chodzi o określenie sposobu postępowania z wychowankiem przystające do jego wieku, płci i może jeszcze innych cech. Także chodzi ("to, co właściwe"), tak mi się wydaje, o zakres wiedzy jaki należy przekazać wychowankowi.


Pojęcie złotego środka nie odnosi się wyłącznie do ostatecznych rezultatów wychowania, lecz jest również swoistym instrumentem, pedagogicznym imperatywem, do którego jeszcze nawiążemy.


No ten złoty środek mi się podoba, ale zależy jeszcze do czego go stosujemy. Myślę, że są dziedziny życia, w których nie można stosować zasady złotego środka, ponieważ dziedziny te wymagają pełnego zaangażowania. Patrzę na tę zasadę też od strony historii Kościoła - zasada umiaru przyświeca też regule zakonnej św. Benedykta(tak gdzieś zasłyszałem). We wczesnym średniowieczu powstało chyba wiele zakonów i raczej miały one surowe reguły życia, a jednak w historii okazało się, że ta "umiarkowana" reguła okazała się najlepsza pod względem przetrwania i adaptacji do ciągle nowych czasów.


Celem działania człowieka jest oddawanie się spoczynkowi; co więcej, "szczęście zdaje się tkwić w zażywaniu wczasu". Dlatego jednym z podstawowych celów wychowania, o którym zawsze należy pamiętać, jest właśnie spoczynek albo schole (etymologiczne źródło wyrazu "szkoła"). W Arystotelesowskiej filozofii wychowania centralną pozycję zajmuje wychowanie do korzystania z dobrodziejstw spoczynku. Jest to zasadnicza część przygotowania do "prawa bycia człowiekiem". Słusznie więc podkreśla Tricot, że spoczynek nie może być utożsamiany z bezczynnością z pewnym rodzajem dolce far niente. Jest to raczej zdolność i wiedza o tym, jak swobodnie korzystać z własnego czasu.


Trudno mi się z tym wszystkim zgodzić. To, że ten spoczynek nie może być bezczynnością, to się zgodzę. Ale, żeby spoczynek był celem działania, to dla mnie kosmos. Może sam Arystoteles potrafiłby to jakoś bardziej przekonująco udowodnić... W takiej formie jak to jest przedstawione tutaj, to dla mnie jakieś nieporozumienie... Tylko, że nie znam uwarunkowań tamtej epoki i tamtego społeczeństwa, może dla tamtych ludzi to było jakieś pozytywne odkrycie.


Wolność jest jednym z ostatecznych celów wychowania, szczęście zaś jest niemożliwe bez wolności.


Tutaj podpisuję się wszystkimi ręcami i nogami :smile:. Oczywiście rozumiem tutaj wolność, jako wolność wypracowaną, zdobytą może właśnie dzięki pomocy wychowawcy.


Taka właśnie wolność jest osiągalna poprzez kontemplację lub życie miłujące mądrość, to znaczy poprzez aktywność umysłu uwolnionego od narzucanych przez wszelkie rzeczy ograniczeń. Dlatego właśnie tak szczególnie ważne jest, by wychowanie nie miało charakteru treningu przygotowującego do jakiegoś zawodu.


Zgadzam się, że należy umysł uwalniać od ograniczeń. Trzeba się uwalniać od różnych schematów myślenia, które nieraz ułatwiają życie na krótką metę, pozwalają uciec od trudnych pytań. Tylko jak się uwolnić od tych ograniczeń. Arystoteles nie podaje sposobu, chyba że "nie wprost". Nie do końca też wiem, co Arystoteles rozumie jako ograniczenia. Zgadzam się też z drugim zdaniem: wychowanie traktowane jako trening jest nieodpowiednie, bo wtedy nie rozwijamy człowieka jako całości (albo raczej: nie pomagamy mu się rozwinąć), uczymy go jedynie techniki danego zawodu. A więc taki człowiek w innych dziedzinach życia pozostanie dzieckiem, o ile on sam albo ktoś inny nie zatroszczy się o jego rozwój w innych dziedzinach.


"Pośledni rzemieślnik żyje mianowicie w pewnej ograniczonej niewoli, a nadto niewolnik należy do tych, którzy z natury są tym, czym są, czego nie można jednak powiedzieć o żadnym szewcu czy jakimkolwiek innym rzemieślniku". (...) Twierdzi na przykład, że "nie trzeba przy nauce dopuszczać fletów, ani też żadnego innego instrumentu przeznaczonego tylko dla mistrza fachowego, jak kitara lub inne podobne, lecz stosować tylko takie, które by uczniów nimi się posługujących dobrze zaprawiały czy do wykształcenia muzycznego, czy też innego". Refleksję tę kończy zaś kategorycznym stwierdzeniem:
"Odrzucamy zatem w wychowaniu kształcenie w grze na instrumentach, zmierzające do mistrzostwa, a mistrzostwo przenosimy do zawodów. Kto bowiem w nich występuje, ten czyni to nie dla uszlachetnienia swej duszy, lecz dla przyjemności słuchaczy, i to przyjemności pospolitej. Dlatego uważamy, że takie wykonywanie swej sztuki niegodne jest wolnego człowieka, a jest raczej rzemiosłem. Jakoż doświadczenie pokazuje, że (tacy popisujący się zawodowo mistrze) stają się rzemieślnikami, gdyż cel, jaki sobie wytknęli, jest marny".


Takie pomniejszanie wartości zawodu, lub wręcz życia, wirtuoza jakiegoś instrumentu wydaje się nie do przyjęcia w dzisiejszych czasach. No chyba, że Arystoteles znał tylko takich mistrzów, którzy byli zacofani we wszystkich innych dziedzinach...


Spoczynek lub schole powinniśmy zatem uznać za naczelne cele wychowania, jako że dają one wolność, od której zależy rozstrzygnięcie zasadniczych problemów każdego z nas. Jest to przy tym ten rodzaj wolności, który prowadzi do mądrości, czyli życia w obcowaniu z filozofią, życia wypełnionego kontemplacją, przynoszącą rzeczywiste szczęście. Poprzez spoczynek, który jest wyznacznikiem wolności, wychowanie powinno prowadzić ku ostatecznemu celowi człowieka - życiu prawdziwie intelektualnemu, głęboko zakorzenionemu w jego umyśle. Taki jest tedy prawdziwy człowieczy obowiązek, zasadnicza funkcja wychowania polega zaś na przygotowaniu jednostki do tego obowiązku. Człowiek jedynie poprzez wychowanie może nauczyć się go spełniać.


Tutaj muszę jasno zaznaczyć, że nie zgadzam się z tym "ostatecznym celem człowieka". Jestem chrześcijaninem, więc moim ostatecznym celem jest życie z Bogiem. W tym miejscu jest z mojej strony poważny rozjazd z teorią Arystotelesa. Z tego fragmentu wynika, jakoby najwyższym poziomem życia było życie "umysłowe". Tutaj jest to dla mnie okrojenie wychowania i pokazywania jednej z wielu dróg jako jedynie słusznej. Może się za bardzo przejąłem... może Arystoteles za życie wypełnione kontemplacją uważa wszelki sposób życia, w którym jest dość świadome przeżywanie rzeczywistości w konfrontacji ze swoim sumieniem? A nie uznaje, że kontemplacja jest możliwa tylko u magistra lub doktora filozofii (w przełożeniu na dzisiejsze warunki)? Tutaj został jasno postawiony przez Hummela cel wychowania jaki przyświecał Arystotelesowi. Cel ten jest dla mnie nie do przyjęcia... Nie wiem czy można powiedzieć, że jest on bliski współczesnej koncepcji tzw. "samorealizacji"? Tak, czy inaczej, cel ten jest daleko od koncepcji "bezinteresownego daru z siebie samego" - tak mi się wydaje.


Człowiek wszelako - jak wynika z Arystotelesowskiej rozbudowanej definicji - jest w istocie zwierzęciem politycznym. "Kto zaś nie potrafi żyć we wspólnocie albo jej wcale nie potrzebuje, będąc samowystarczalnym, bynajmniej nie jest członkiem państwa, a zatem jest albo zwierzęciem, albo bogiem." Człowiek może się spełnić jedynie we wspólnocie rozwijającej się w polis. Tam tylko bowiem można znaleźć szczęście. (Należy zawsze pamiętać, że myśląc w ten sposób o polityce Arystotelesa ma na myśli polis wyłącznie jako państwo-miasto wraz z wszelkimi wynikającymi z definicji tego pojęcia ograniczeniami.)


Może tutaj wychodzą na jaw ograniczenia Arystotelesa? Czy on nie zetknął się nigdy z ludźmi spoza greckiego kręgu polityczno-kulturowego? Jak mógł twierdzić, że tylko w polis człowiek może znaleźć szczęście? Czy nie widział szczęśliwych obcokrajowców? Możliwe, że na tamte czasy system społeczno-polityczny polis był najlepszy i stwarzał największe możliwości uznania godności obywatela i jego spełnienia w społeczeństwie. Ale czy to oznacza tak jednoznacznie, że człowiek może być szczęśliwy tylko w polis? Czy może jest to błąd któregoś z tłumaczy, lub nadinterpretacja Hummela? Wyobrażam sobie, że mógłby żyć człowiek, nie-grek, który w swojej kulturze został dobrze wychowany a nadto włożył wiele swojej pracy w to, żeby zrozumieć otaczającą go rzeczywistość, a nadto jeszcze dbał o cnotliwe życie, w domyśle także - uważał na swoje sumienie; i taki człowiek, myślę, że mógłby być bardziej szczęśliwy, niż przeciętny mieszkaniec polis, nawet wychowany w szkole Arystotelesa, ale nie rozumiejący sensu wychowania i po prostu "odbębniający szkołę" i jednocześnie w życiu kierujący się zupełnie innymi zasadami - np. "carpe diem". Inna sprawa, czy Arystoteles pozwoliłby takiemu komuś na "odbębnianie" swojej szkoły.


(...)
Gdy zatem wychowanie wiedzie jednostkę ku cnocie, która jest podstawowym źródłem jej szczęścia, wówczas tworzy równocześnie warunki potrzebne do ustanowienia oraz stabilizacji opartego na cnocie polis - a więc takiego polis, które każdemu obywatelowi zapewnia szczęście. W ten sposób wspólnota jest tworzona przez wychowanie. "Ponieważ państwo (...) jest wielością, należy je przez wychowanie ukształtować jako wspólnotę i jedność". Rozpoczynając swoją Politykę Arystoteles dowodzi, że "państwo należy do twórców natury". Gdy wszelako opisuje idealne państwo, podkreśla, że "o tym, czy miasto jest cnotliwe, nie los rozstrzyga, ale wiedza i wola".


Pod tym ostatnim zdaniem podpisuję się... Do tego, żeby było lepiej, potrzebny jest wysiłek - czyli "wola". Z tym, żeby świat uczynić lepszym... jest związana także wiedza - jak to zrobić, oraz jaki jest cel.


(...) Wychowanie jednakowoż nie tylko tworzy społeczeństwo, wspólnotę, z której rodzi się miasto, lecz również gwarantuje jego stabilność: (...)
wychowanie stanowi podstawowe i odwieczne zadanie prawodawcy:
"Nie ulega zatem żadnej wątpliwości, że prawodawca powinien się zająć w pierwszym rzędzie wychowaniem młodzieży. Jeśli się tak w państwach nie dzieje, to cierpią na tym ustroje, gdyż obywatele muszą być odpowiednio do każdego ustroju wychowani. Każda forma ustroju ma przecież swoisty charakter, który zazwyczaj zapewnia jej trwałość, tudzież stanowi zasadniczo o jej rodzaju... Wszelkie sprawności i kunszty wymagają pewnego uprzedniego przygotowania i wyrobienia do spełniania związanych z nimi czynności; potrzeba tego również i do uprawiania cnoty".


Z tego fragmentu oraz innego z artykułu Hummela wynika, że Arystotelesowi zawdzięczamy obarczenie państwa odpowiedzialnością za wychowanie ludzi. Szacunek dla Arystotelesa :smile: Wprowadzenie tego pomysłu znacznie wyrównało szanse rozwojowe ludzi, tak mi się wydaje.


(...) Jeżeli bowiem spoczynek ma być celem wychowania jednostki, to wychowanie na poziomie państwowym powinno przysposabiać do pokoju. Tak jak spoczynek jest celem jakiegoś zajęcia, tak pokój należy uznać za cel wojny.
"Dochodzimy więc do wniosku, że życie jako całość jest wypełnione podziałami: działanie i spoczynek, wojna i pokój... Wojnę należy po prostu postrzegać jako środek do osiągnięcia pokoju, działanie jako środek prowadzący do spoczynku, działania są potrzebne lub użyteczne jedynie o tyle, o ile prowadzą one jako środki do tego, co jest dobre samo w sobie. Mąż stanu powinien wciąż o tym pamiętać, gdy stanowi prawa... Takie właśnie cele należy zawsze mieć na uwadze i do nich sposobić dzieci oraz młodzież w każdym momencie wychowania".


Ciekawostka..., ale czy cel uświęca środki?


2. SYSTEM WYCHOWANIA

Niesamowite u Arystotelesa jest to, że uznawał potrzebę ciągłej edukacji trwającej aż po dorosłość. Dla mnie to jakieś novum. A jeszcze szczególnie kiedy Arystoteles dba o życie przed narodzeniem dziecka - tzn. daje porady dla ciężarnych kobiet. Ten facet chyba przewyższał umysłem wszytskich w otoczeniu i chciał ułożyć życie otoczenia wg swojego rozumienia.

Wprowadzenie edukacji publicznej zawsze oznacza pewną jej demokratyzację. "Ponieważ zaś całe państwo ma tylko jeden cel, więc oczywiście i wychowanie musi być jedno i to samo dla wszystkich." Ale do jakiego wieku? 21 lat? Teksty niczego nam na ten temat nie mówią. W żadnym zachowanym do dziś fragmencie pism Arystoteles nie wspomina o selekcji, chociaż wielokrotnie podkreśla, że cnoty moralne i intelektualne uzdolnienia nie są równo rozdzielone. Zastanawiające, że Arystoteles najprawdopodobniej nie przewidział w swoim systemie edukacyjnym żadnej formy selekcji bądź współzawodnictwa, chociaż wychowanie w starożytnej Grecji przypisywało temu wielkie znaczenie.



Dalej Hummel pisze, iż ten brak selekcji może po części wynikać z tego, że arystotelesowska szkoła była zarezerwowana dla dzieci obywateli, czyli nie chodziły do niej dzieci chłopów, rzemieślników, kupców, itp.

"Jasną tedy jest rzeczą, że wychowanie musi być uregulowane dzięki prawu, i że przeprowadzać powinno je państwo. Trzeba jednak jasno zdać sobie sprawę z tego, co to jest wychowanie i jak należy je przeprowadzać, bo obecnie panuje pod tym względem rozbieżność poglądów. Nie wszyscy bowiem zgodni są co do tego, czego młodzież uczyć należy, czy przygotowywać ją do cnoty, czy do najlepszego życia, tak jak nie jest też jasne, czy wychowanie oddziaływać ma raczej na wyrobienie rozumu, czy też charakteru."
Tym samym więc Arystoteles stawia pytanie o treść kształcenia. Znowu jednak odpowiedź na nie dotrwała do naszych czasów jedynie we fragmentach. Co więcej, okazuje się, że zaginęły fragmenty najbardziej oryginalne.


Dalej Hummel opisuje co wiemy na temat treści nauczania Arystotelesa. M.in. że są to przedmioty: gramatyka, arytmetyka, rysunki i ćwiczenia fizyczne. Następnie rozważa co Arystoteles sam napisał o tym, czego nauczał:

Krótko rozważa zalety rysunku, natomiast w ogóle nie ma w jego pismach części poświęconej gramatyce. Zapewne jednak problematyka ta musiała szczególnie interesować Arystotelesa, zwłaszcza w związku z rolą, jaką w jego myśli odgrywa język.


W tym momencie jestem zainteresowany, jak to było z językiem u Arystotelesa. Bardzo mnie to ciekawi jak do tego podchodził. No bo w wierze chrześcijańskiej język też jest ważny. Chodzi mi o grzechy języka i jak język ma wyrażać Dobrą Nowinę. Jaki ma być ten język, żeby rzeczywiście wyrażał Ewangelię... To tak trochę górnolotnie, ale jednak do zastanowienia, no bo w końcu Ewangelię ma być widać w codzienności - również w codziennym języku, a nie tylko przy uroczystych okazjach - języku np. liturgii albo uroczystych wystąpień.

(...)
Zastanawiając się nad ćwiczeniami fizycznymi, Arystoteles wierny jest swojej zasadzie złotego środka. Nie powinny one opierać się na nadmiernie rygorystycznym treningu, ani na przysposobieniu do brutalności. Nie należą one również do przygotowania paramilitarnego. Dla Arystotelesa ćwiczenia fizyczne nie są po prostu zorientowane tylko na tężyznę ciała; muszą one również kształtować charakter, a zwłaszcza odwagę i poczucie honoru.


Kto dzisiaj o WF-ie myśli w kategoriach kształtowania charakteru, odwagi i poczucia honoru?

(...) Arystoteles sporo uwagi poświęca wychowaniu muzycznemu. W większym nawet stopniu niż ćwiczenia fizyczne muzyka - jego zdaniem - kształtuje moralny charakter człowieka. Dlatego właśnie spełnia ona szczególną rolę. Należy oczywiście korzystać z dobrej muzyki, jako że z pewnością określone tonacje, rytmy są dla charakteru szkodliwe. Podobnie jak Platon, Arystoteles analizuje greckie melodyki i wyraźnie okazuje swe preferencje dla tonacji doryckiej, "jest ona najspokojniejsza i ma najbardziej męski charakter". Ponadto znajduje się ona pośrodku między innymi tonacjami. Wychowanie muzyczne jest również ważne ze względu na to, że uczy cenić piękno. Ma ono też wartość wychowawczą, ponieważ przysposabia uczniów do słuchania.


Ciekawe jak Arystoteles sklasyfikowałby dzisiejszą muzykę :smile:
A tak na poważnie... jeśli rzeczywiście muzyka ma wpływ na charakter - to wartałoby się zastanowić nad tym czego się słucha... Może jakieś ciekawe wnioski z tego wynikną. Jeszcze jedno pytanie - jaki rodzaj współczesnej muzyki ma najbardziej męski charakter?
Co do walorów wychowawczych muzyki - że zmusza do słuchania - nie byłbym pewien... Dzieci jeśli nie zrozumieją danej muzyki, to podczas "słuchania" będą się wierciły, gadały, grały w cokolwiek, ale nie będą słuchały.


3. PEDAGOGIKA

(...) Podobnie jak cała praktyczna filozofia Arystotelesa, jego teoria wychowania opiera się na zdrowym rozsądku. Wszelkich skrajności i ekstrawagancji należy unikać. (...) Uczniowie nie powinni być zmuszani do tego, co nie mieści się w granicach ich zdolności.


O stosowaniu zasady "złotego środka" w wychowaniu było napisane już powyżej.

Młodych ludzi przeto nie należy wysyłać na lekcje polityki, jeśli nie mają oni dostatecznego doświadczenia w sprawach praktycznych.


To ciekawe, może warte zastosowania w dzisiejszym świecie?

W ogóle zaś zawsze należy brać w rachubę intelektualny poziom uczniów, jako że jest on różny u różnych jednostek. I wreszcie edukację należy ograniczyć do tego, co dla każdego ucznia właściwe, wziąwszy pod uwagę jego wiek, charakter i inne cechy.
Wychowanie powinno przebiegać przez studia odpowiadające naturze człowieka, na którą składa się dusza, ciało i rozum. "Dlatego troska o ciało musi wyprzedzać troskę o duszę, z kolei zaś nastąpi kształtowanie zdolności pożądania, mające na celu kształcenie myśli, tak jak pielęgnowanie ciała ma za cel urabianie duszy." Rozum bowiem i intelekt zaczynają się w dziecku rozwijać dopiero w pewnym wieku. Wychowanie zatem powinno rozpocząć się od ćwiczeń fizycznych.


Czy rzeczywiście taka kolejność wychowania?

Arystoteles określa dwie wzajemnie uzupełniające się kategorie wychowania: wychowanie oparte na rozumie i wychowanie oparte na przyzwyczajeniu. To drugie nie sprowadza się, według niego, do ćwiczenia opartego na bezrefleksyjnych powtórzeniach. Dzisiaj taki pogląd uznajemy za postulat aktywnego uczenia się. Co więcej, w Etyce Nikomachejskiej Arystoteles podkreśla: "rzeczy , których trzeba się nauczyć, by je wykonywać, tych uczymy się właśnie przez ich wykonywanie; tak np. budowniczowie kształcą się budując domy, a cytrzyści - grając na cytrze". Prawda ta dotyczy również wychowania moralnego: "Tak samo stajemy się sprawiedliwi postępując sprawiedliwie, umiarkowani przez postępowanie umiarkowane, mężni przez mężne zachowywanie się." Naturalne dyspozycje rozwijają się poprzez przyzwyczajanie lub też uczenie się aktywne.(...)
Dla Arystotelesa zatem wychowanie nie jest czymś, czemu uczeń ma się pasywnie poddać. Przeciwnie, jest to znacząca aktywność. (...) Uważa on, że związana z uczeniem się aktywność jest dla ucznia źródłem przyjemności. Równocześnie przejawia on dostatecznie dużo realizmu, by twierdzić, że młodzi ludzie powinni działać nie tylko pod wpływem impulsów płynących z przyjemności, lecz również pod wpływem bólu. Nie ulega wątpliwości, że Arystoteles był raczej autorytarnym wychowawcą!
Wychowanie przez przyzwyczajanie wiąże się z trzema pojęciami, o których należy tu wspomnieć: naśladownictwem, doświadczeniem i pamięcią. Człowiek lubi naśladować; wszystkie sztuki polegają w istocie na naśladowaniu przyrody. Naśladowanie jest jednak zarazem składnikiem kształcenia i wychowania. (...)


Czyli wychodzi na to, że kształcenie nie jest tożsame z wychowaniem.

Dobry przykład jest jednakże potrzebny, jeżeli naśladownictwo ma służyć wychowaniu moralnemu: "Jeśli się bowiem nie świeci dobrym przykładem, nie można się spodziewać dobrych naśladowców tak w innych dziedzinach, jak i w zarządzie dóbr." Pewne cnoty i typy wiedzy mogą być przyswojone wyłącznie poprzez doświadczenie. Odnosi się to na przykład do rozwoju rozwagi jako postawy, ale również do wiedzy przyrodniczej: (...)
Efekt przyzwyczajenia (nawyku) opiera się na zjawisku pamięci, któremu Arystoteles poświęca tekst włączony do Parvia Naturalia (Drobne dzieła przyrodnicze - przyp. tłum.). Podkreśla on imaginacyjną funkcję pamięci i znaczenie powtarzanych aktów przypominania.
Wychowanie odwołujące się do rozumu uzupełnia wychowanie oparte na przyzwyczajeniu. Wychowanie nabiera właściwego znaczenia i sensu zwłaszcza w połączeniu z nauczaniem przyrodoznawstwa. Jego bowiem celem jest zrozumienie przyczyn: "nauka, która bada przyczyny, jest najbardziej pouczająca, bo tymi, którzy nas pouczają, są ci, którzy podają przyczyny każdej rzeczy". (...) "Myślimy (...), że poznanie i zdolność rozumienia należą raczej do wiedzy niż do doświadczenia i sądzimy, że ludzie wiedzy są mądrzejsi od empiryków, bo mądrość zależna jest we wszystkich przypadkach raczej od wiedzy. A dzieje się tak dlatego, ponieważ tamci znają przyczynę, a ci nie; empirycy znają skutek, ale nie znają przyczyny, a teoretycy znają i skutek, i przyczynę."


Podoba mi się to przedstawienie teoretyków, jako tych, którzy więcej wiedzą i jakby lepiej rozumieją rzeczywistość. Jednak oczywiście nie chodzi tutaj o teoretyków, którzy nie wiedzą jak wprowadzać swoje teorie w czyn. Nie chodzi o teoretyków, którzy traktują teorię jako ucieczkę od życia.

Język jest podstawowym narzędziem wychowania; jest on w istocie źródłem wykształcenia, które otrzymujemy. Dlatego istotną rolę odgrywa słuchanie.


Również w wierze - wiara rodzi się ze słuchania.

(...) Edukacja odwołująca się do rozumu opiera się na dwóch metodach: epagoge, czyli na indukcyjnym wprowadzeniu do zagadnienia oraz na dowodzeniu: "nasze poznanie dochodzi do skutku bądź przez indukcję, bądź przez dowód. Otóż dowód przyjmuje za punkt wyjścia właśnie ogóły, indukcja - szczegóły". Epagoge stanowi ścieżkę, która prowadzi od doświadczenia do wiedzy. Przykłady są specyficznymi doświadczeniami. Oparta na epagoge Arystotelesowska pedagogika jest formą nauczania przebiegającego od przykładu do zrozumienia przyczyn; podobnie jak w nauce, która zawsze jest wiedzą o tym, co powszechne. (...) Tym samym więc kształcenie polega na uczeniu się znaczenia wyrazów, w istocie - na uczeniu się języka, a także na gromadzeniu wiedzy poprzez analizowanie przykładów.
Kształcenie w zakresie nauk teoretycznych - jak matematyka, fizyka, teologia - polega przede wszystkim na dowodzeniu, nie na podstawie przykładów jednakże, lecz zaczynając od uniwersalnych zasad. Taki jest właśnie najwyższy poziom kształcenia opartego na rozumie, które odbywa się poprzez rozumowanie.
Jak się więc okazuje, kształcenie odwołujące się do rozumu w znacznej mierze jest tożsame z podejściem naukowym lub z filozofią teoretyczną, tak jak kształcenie oparte na przyzwyczajaniu pokrywa się z działaniem etycznym lub filozofią praktyczną. Cel wszelako pozostaje ten sam: szczęście, jedność cnoty i mądrości, kontemplacyjne życie filozofa, mędrca.




4. PODSUMOWANIE

W powyższym komentarzu może trochę za bardzo się czepiałem, ale oto przedkładam krótkie podsumowanie.

Jest kilka myśli, które chciałbym wymienić jako ciekawostki/osobliwości:
  • odpoczynek jest celem działania,
  • pokój jest celem wojny (tak jakby cel uświęcał środki),
  • Arystoteles myślał nad rozwojem człowieka w całej rozciągłości jego życia, m.in. dawał wskazówki dla kobiet ciężarnych, zastanawiał się nad wychowanie człowieka od wczesnych lat dziecinnych aż po dorosłość, i to nawet zaawansowaną dorosłość,
  • prawdziwe szczęście tylko dzięki połączeniu odpowiedniego zrządzenia losu oraz pracy człowieka - tzn. żeby człowiek był szczęśliwy musi posiadać pewne przyrodzone cechy - piękny wygląd, inteligencję itp. oraz musi być starannie wychowany (z tym "mitem idealnego człowieka" nie zgadzam się).


Następujące fragmenty myśli arystotelesowskiej są wg mnie warte odnotowania/zapamiętania:
  • zasada złotego środka, ale wg mnie powinna być stosowana ze zdrowym rozsądkiem, ponieważ są dziedziny życia, które wymagają pełnego zaangażowania,
  • wolność człowieka jako cel wychowania - czyli można wysnuć wniosek, że u Arystotelesa wolność jest czymś, co trzeba wypracować, zdobyć,
  • wychowanie biegnie jakby dwutorowo - wychowanie przez przyzwyczajenia i przez rozum, co odpowiada drodze empirycznej i teoretycznej, przy czym Arystoteles stwierdza wyższość teoretyków nad empirykami, ponieważ teoretyk, który oczywiście zna także doswiadczenie, zna przyczyny zjawisk znanych z doświadczenia, a ten, który był wychowywany tylko przez przyzwyczajenie, zna z doświadczenia tylko same zjawiska,
  • wychowanie oparte na przyzwyczajeniach zależy od autorytetu, ponadto takie wychowanie domaga się od wychowanka aktywnej postawy - aktywnego uczenia się,
  • wychowanie oparte na rozumie też ma jakby 2 drogi - od szczegółu do ogółu i odwrotnie (współcześnie w informatyce, chociaż może nie tylko w informatyce - dwa podejścia: bottom-up i top-down),
  • wychowanie prowadzi do wyzwolenia z ograniczeń - za pomocą mądrości,
  • człowiek szczęśliwy to człowiek cnotliwy,
  • cnota jako wynik działania natury (natura tutaj jako wszystko co jest wrodzone), przyzwyczajeń i rozumu,
  • rozum jest ponad przyzwyczajeniami i ponad naturą, postępując zgodnie z rozumem, człowiek może postąpić wbrew przyzwyczajeniom i wbrew naturze,
  • bez wychowania nie ma szczęścia, cnoty - to można powiedzieć, że etyka arystotelesowska to etyka wysiłku - aby osiągnąć szczęście potrzebne jest wychowanie, które wymaga właśnie wysiłku, bo wychowanek musi przejawiać aktywność, aby wychowanie było skuteczne,
  • celem życia człowieka jest życie umysłowe, kontemplacyjne, najlepiej, żeby człowiek był filozofem, mędrcem, i tylko takie życie zapewnia szczęście - tego poglądu Arystotelesa nie podzielam, ponieważ taki sposób życia nie jest dostępny dla wszystkich, tutaj wygląda na to, jakby Arystoteles uznawał tylko jedną drogę życiową jako dającą szczęście, a przecież inne drogi też dają szczęście,
  • wychowanie to nie trening przygotowujący do zawodu - tutaj Arystoteles dobrze zdaje sobie sprawę, że wychowanie obejmuje całego człowieka, a nie tylko jego techniczne zdolności pozwalające mu finansowo funkcjonować w społeczeństwie,
  • Arystoteles przywiązuje dużą wagę do wychowania fizycznego i muzyki, wychowanie fizyczne ma rozwijać charakter, zwłaszcza odwagę i honor, natomiast muzyka "kształtuje moralny charakter człowieka" "w większym stopniu niż ćwiczenia fizyczne", "przysposabia uczniów do słuchania", "uczy cenić piękno",
  • w wychowaniu stosuje się zasadę "właściwy środek, to, co możliwe i to, co właściwe", czyli do zdolności wychowanka, jego charakteru, płci i innych cech dostosowuje się treść przekazu kierowanego do niego w procesie wychowania.


Cytaty z dramatu "Brat naszego Boga" Karola Wojtyły

, , ,

Cytaty z "Brata naszego Boga" Karola Wojtyły (Wyd. "Antykwa", Kluczbork, 1996):

A, a, a. Znów jesteś ponad moją myślą. Przemawiasz wśród niej - cisza, cyt... Jest to chwila groźna i cudowna. Cisza --cyt -- cyt -- cyt.
Tylu ludzi na świecie żyło tym, że nie mogło sprostać tej chwili; jej urok przytłoczył ich słabość. Czy ja sprostam? --
-- --
A więc: tak, tak... Ja będę wartał tym wydziedziczeniem, będę wartał tyle, ile utracę. Ile zagubię. Ile pozbędę. Tak, tak -- tak, tak.
-- --
Ale powiedz -- czy możesz tego żądać od człowieka? Czy możesz tego żądać ode mnie? Jak mam przestać być tym kim jestem?




Więc to nieprawda, że utrwalam Cię w tylu ludziach.
W tylu duszach.




Największą moją pokusą jest ta myśl, że jednak można miłować inteligencją. Samą inteligencją. Że to wystarczy.




S - spowiednik
A - Adam
"S: (...)Wszystkim można miłować Boga --
A: Wszyscy też twierdzą to samo. Dlaczego więc dla mnie ta prawda ogólnie przyjęta nie staje się prawdą?
S: Nie wiem. są jeszcze różne kierunki w duszach, różny przebieg oczyszczeń.
A: A tak. Właśnie. Zacząłem znajdować brud w tym, co dawniej było ideałem.
S: Być może. Oczyszczenia są dla posłannictw.
A: Cóż mi powiesz na to, mój ojcze?
S: Daj się kształtować miłości.
A: Jak?
S: Nie wiem. Twoja miłość jest twoją własnością, jest dobrem tobie udzielonym. Ja nie mogę sądzić twej miłości aż do najmniejszych drgnień --
A: Gdybyś jednak zechciał przeważyć. Nakazqać coś lub zakazqać, odrzucić lub uznać --
S: To są zbyt wielkie sprawy i zbyt ażne.Takich spraw nie nakazuje się miłości. Pomyśl. Nasz Pan dokonuje przez nią tylu dóbr, tylu ogromnych dóbr. Ona nas łączy z Nim bardziej niż cokolwiek innego. Bo w niej odmienia się wszystko.
(spowiednik się zamyśla)
S: Daj się kształować miłości."




W ogrzewalni miejskiej
A - Adam
B - jakiś biedak
I - inni biedacy
K1 - jakaś kobieta
K2 - inna kobieta
"A: Tak, ale wy chcecie wyraźnie czegoś więcej. To widoczne.
B: No, jakbyś pan tak coś więcej do jedzenia i jakich jeszcze lepszych szmat.
A: Tak, tak. Ale wy chcecie coś więcej. On czegoś więcej chce.
(wskazuje palcem na głównego rozmówcę)
-- i on... i on...
Ja już wiem. Tak, tego, co wy chcecie - to jest słuszne, najsłuszniejsze. Właśnie o to chodzi, abyście tego chcieli. Nie mieć za wyrzutków, wydobyć się z tego trzęsawiska.
Tak, to jest słuszne... najsłuszniejsze.

(Jakiś niespodziewany wybuch)
Ale dlaczego domagacie się tych rzeczy ode mnie? Oczywiście, to byłoby jedyne rozwiązanie. Jedyne ludzkie załatwienie sprawy --
Ale dlaczego ode mnie?! To za wiele. To za wiele.
K1: Co pan? Przecież nie chcemy od pana nic nowego. Przynieś, co możesz, co dadzą... starczy.
A: Nie... toznaczy, rzeczywiście, wy już więcej nie chcecie, ale On... wystarczyło jedno słowo. Ktoś z was wypowiedział jedno słowo, jedno zdanie... i wystarczyło... Wiem, że On chce...
K2: Co się panu przywiduje? Jaki on?
A: Bo ja - to prawda - ja chciałem się wykupić... tu jakieś palto, tam jakiś bochen chleba, tu kogoś na nocleg ... A to wszystko nic nie znaczy... bo tak zostają ciągle dziady, łachmaniarze, ulicznicy...

(...)

A: A mają powstać bracia!
B: Tak pan myślisz? Ha. Ale co z tego? Dość już nagadali podobnych słów.
A: A mają być bracia.
I: - E, co tam: byle od czasu do czasu jaki łach --
- i byle cały --
- i mięsa na przynętę --
- i wódki --
A: Nie, nie! Dość!
B: Trzymajcie gęby! Trzymajcie dziadowski jazgot!
A: Bo tu chodzi o człowieka --
takiego jak ja --
a który stał się synem... --
(nagle wychodzi)"




- Jesteś jednak uparty.
- Ktoś mówi oprócz mnie.
- Jesteś jednak uparty; rozbijesz się o twój upór. Zobaczysz.




A - Adam
K - ktoś
"K: Kusisz już od dawna siebie samego i cały zespół sił, które cię przewyższają.
A: Znam zwłaszcza jedną taką Siłę, która mnie przewyższa. Przerasta mnie nieskończenie miłością. Nie mogę wytrzymać tego napięcia. To mnie zawstydza, upokarza mnie to, ale równocześnie prowadzi mnie, pozwala mi się rozwijać...
K: O człowiecze nieszczęśliwy, jakże daleko odszedłeś od przejrzystości myślenia!
A: (śmieje się głośno i dość długo)
K: Czemu się śmiejesz?
A: (śmieje się dalej. Jest to teraz śmiech zupełnie jasny i szczery, tak jak u młodego chłopca. Podobnie nie śmiał się Adam już od dawna. (...) )
K: No, czemu się śmiejesz jak jeden z tych idiotów, z którymi uwziąłeś się obcować?! Similis simili!
A: Przypuśćmy... W tej chwili raduję się tylko tak szczerze na myśl, że ktoś tak nieporadny jak ja, tak niezdarny, kuternoga, może jednak uwolnić sięod niezaprzeczalnej inteligencji --
może wejść w posiadanie czegoś, co ją wymija --
czegoś, co ją odkrywa --
demaskuje --
K: Powtarzam: wyszedłeś z kręgu idiotów!
A: Niech będzie. Uwolniłem się też za tę cenę od tyrani inteligencji.
K: Pozbawiłeś się prawdziwego obrazu świata.
A: Znalazłem obraz, o którym ty nie wiesz.
K: No i co?
A: No i nie będziesz mógł już udawać, że jesteś mną, że jesteś tym samym. Różnisz się, różnisz się bezgranicznie."




Natrudziłeś się w każdym z nich.
Zmęczyłeś się śmiertelnie.
Wyniszczyli Cię --
To się nazywa Miłosierdzie.
-- --
Przy tym pozostałeś piękny.
Najpiękniejszy z synów ludzkich.
Takie piękno nie powtórzyło się już nigdy później --
O, jakież trudne to piękno, jak trudne.
Takie piękno nazywa się Miłosierdzie.
-- --


Koniec ideologii wg Roberta Krasowskiego

, , , ...

Uwagi o "Edytorialu" pt."Koniec ideologii" R. Krasowskiego zamieszczonego w dodatku "Dziennika" pt."Europa - tygodnik idei" nr170 z 7 lipca 2007 na stronie 2:
Autor krótko opisuje znaczenie książek/poglądów Daniela Bella dla współczesnej
myśli politycznej/ideologicznej. Między innymi autor napisał o Bellu:

Jego "Koniec wieku ideologii" oznajmiał koniec epoki rządzonej przez wielkie cele polityczne. Koniec lewicowego marzenia o nowym człowieku żyjącym w nowym - bo doskonale sprawiedliwym - społeczeństwie. Oraz koniec prawicowego mitu o powrocie do starych dobrych czasów, w których rządził Bóg, Tradycja i Hierarchia.


Dla mnie, jako osoby wierzącej, trudne jest do przyjęcia twierdzenie, że nie ma możliwości, aby rządził Bóg...
Nie mam oczywiście na myśli jakiegoś fundamentalizmu religijnego. Te słowa o rządzeniu przez Boga, są w cytowanym tekście skojarzone z ideologią prawicową. Może nawet bardziej są skojarzone z jakimś stereotypem na temat prawicy. Aby się zorientować, o co tak naprawdę chodzi w tym krótkim fragmencie, należałoby się zapytać pana Roberta Krasowskiego, albo przeczytać przytaczane przez niego dzieło pana Daniela Bella. Nie mogę tego uczynić, więc tylko krótkie przemyślenia na ten temat:
Dla mnie trochę w opozycji do tego zdania o niemożności rządzenia przez Boga, stoją słowa, jakie wypowiedział papież Jan Paweł II: "Otwórzcie szeroko drzwi waszych serc Chrystusowi, otwórzcie przed Nim systemy ekonomiczne i polityczne." (inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II, słowa niedokładnie przytoczone, bo z pamięci). Ale po kolei. Źle, że Bóg został tutaj skojarzony z ideologią. Wiara w Boga, uznawanie Jego prawa w swoim życiu to nie jest żadna ideologia. Pomimo tego, wielu ludzi postrzega wiarę w Boga jako jeszcze jedną z wielu ideologii. Może dzieje się tak, prawdopodobnie, za sprawą słabego świadectwa chrześcijan(mówię o spojrzeniu całościowym, przekrojowym). Chodzi o to, co zauważyła Matka Teresa i Mahatma Gandhi - mało chrześcijan żyje tak naprawdę swoją wiarą. No ale przyczyny spojrzenia na wiarę jak na jeszcze jedną z ideologii są tematem na osobny tekst/notatkę. Na razie, prócz wytknięcia błędu takiego spojrzenia na wiarę, nie wiem co dalej napisać :frown:. Może jeszcze dołożę, że może także źle kojarzyć się zwrot "aby rządził Bóg". Czasownik "rządził" może być tutaj użyty w celu przerysowania i dzięki temu przedstawieniu takiego stwierdzenia jako absurdalnego. Bardziej mi odpowiada zwrot papieża "zrobienie miejsca Bogu w systemach politycznych".

Dalej Robert Krasowski pisze:

Ale jeszcze silniejszy cios myśleniu ideologicznemu zadał Bell w sławnych "Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu". Tam postawił twardą tezę ontologiczną. Nie da się opisać świata za pomocą jednej formuły ideowej, ponieważ świat nie jest już jednością. W fazie późnego kapitalizmu rzeczywistość społeczna pękła na drobniejsze fragmenty. Pojęć takich, jak socjalizm, konserwatyzm czy liberalizm można sensownie używać tylko do fragmentów rzeczywistości - można być konserwatystą w kulturze, a na przykład socjalistą w ekonomii. Ale nie można już być - chcąc zachować rozsądek - socjalistą po prostu.


Nic nie dodaję, przyjmuję, chyba za mało o tym wiem :frown:.

Następny fragment:

Bell miał rację. Pod koniec XX wieku ideologie przestały być generalnymi busolami, całościowymi opisami świata, które mówiły nam, jaki jest świat i jak mamy w nim żyć. Polityka wraca dziś do swych odwiecznych celów. (...) Bo po okresie ideologicznych zaburzeń cały świat znowu wie, że w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze.


Czy jeżeli zaprosimy do systemów politycznych Chrystusa, to dalej w polityce będzie chodziło o "władzę, pieniądze", itd. ?
A pomijając spojrzenie wiary... Może stwierdzenie "w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze" dehumanizuje politykę, bo nie chodzi już w niej o człowieka? Może wtedy w polityce załatwia się interesy, a nie ma uprawiania polityki jako służby społeczeństwu? Chociaż może jeszcze "solidne sojusze" mogą służyć społeczeństwu, ale reszta wymieniona przez pana Krasowskiego? Tu chyba chodzi o najważniejsze kwestie, bo jeśli polityka nie służy człowiekowi, to komu, albo czemu?

No i małe podsumowanie dotyczące Polski:

Polska na tym tle wygląda nieco naiwnie. Spory o kanon lektur, o państwo solidarne, o aborcję - mają oczywiście sens. Ale nie mogą być głównym celem polityki.


Może rzeczywiście kanon lektur to nie jest najważniejsza sprawa, ale dla mnie aborcja jest bardzo ważna, a państwo solidarne... szczerze mówiąc nie wiem co to jest i "z czym to się je".

Wiara i umysł (ew. wiara i rozum) - cytaty z Biblii

, , , ...

Mdr 7, 13-14 (fragment Mądrości-skarbu najcenniejszego)

Rzetelnie poznałem Mądrość, bez zazdrości przekazuję i nie chowam dla siebie jej bogactwa. Jest bowiem dla ludzi skarbem nieprzebranym: ci, którzy go zdobyli, zjednali sobie przyjaźń Bożą, podtrzymani darami, co biorą początek z karności.



Rz 12, 1-2 (Życie ludzkie składaniem ofiar Bogu)

Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.



Oz 4,6 (fragment Skargi przeciw kapłanom)

Naród mój ginie z powodu braku nauki:
ponieważ i ty odrzuciłeś wiedzę,
Ja cię odrzucę od mego kapłaństwa.
O prawie Boga twego zapomniałeś,
więc Ja zapomnę też o synach twoich.



Kol 1,21-23a (fragment Udziału adresatów w skutkach odkupienia)

I was, którzy byliście niegdyś obcymi [dla Boga] i [Jego] wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz znów pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych, bylebyście tylko trwali w wierze - ugruntowani i stateczni - a nie chwiejący się w nadziei [właściwej dla] Ewangelii.