wybór
Tuesday, 11. March 2008, 22:34:08
Monday, 3. March 2008, 00:38:19
Sunday, 3. February 2008, 15:29:32
Aby zrozumieć, na czym polega owo zniewolenie intelektualne, którym objęte zostało życie polityczne w wolnej Polsce, nawiążmy do toczącej się między epokami dyskusji Nietzschego, Dostojewskiego i Lacana na temat Boga. Na ogłoszoną przez Nietzschego śmierć Boga reakcją Dostojewskiego była znana groźba: "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno", którą z kolei polemicznie sparafrazował słynący z przekornie brzmiących formuł francuski psychoanalityk Jacques Lacan: "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione". Rację oczywiście miał ten ostatni. Im bardziej ktoś myśli, że Bóg umarł i wszystko wolno, tym mniej czuje się poddany zewnętrznym zakazom, które wraz ze śmiercią Boga nie umarły, ale przeniosły się w głąb psychiki jednostki. Slavoj Z.iz.ek, najważniejszy komentator Lacana, wyjaśnia ten paradoks na przykładzie sytuacji, którą wszyscy pamiętamy z dzieciństwa. Wyobraźmy sobie nieszczęśliwe dziecko, które w niedzielne popołudnie zamiast bawić się z kolegami, musi iść z wizytą do babci.
Staroświecki autorytarny ojciec natychmiast łamie opór dziecka: "Nie obchodzi mnie twoje zdanie. To twój obowiązek, idź do babci i zachowuj się porządnie!". Dziecko wcale jeszcze nie jest w takiej złej sytuacji. Zostaje wprawdzie zmuszone, aby iść do babci, ale zachowuje wewnętrzną wolność i zawsze może później zbuntować się przeciw ojcowskiej władzy. Z.iz.ek zauważa, że paradoksalnie dużo trudniejsza jest sytuacja dziecka pod opieką nowoczesnego, nieautorytarnego ojca, który mówi: "Sam wiesz, jak babcia cię kocha, nie chcę cię do niczego przymuszać, rób, jak uważasz". Dziecko powinno nie tylko wypełnić rodzinny obowiązek wobec babci, ale uczynić to jeszcze z własnej woli. Fałszywy wybór, jaki rzekomo ojciec pozostawia dziecku, pozbawia go nawet wewnętrznej wolności. Rózga już nie grozi, ale nie ma też mowy o wolności.
Sunday, 20. January 2008, 18:10:00
Na przykład, moja ocena niezbyt udanej, jak myślę, prezydentury Lecha Kaczyńskiego uległa złagodzeniu po zaobserwowaniu drobnego epizodu w czasie defilady wojskowej 15 sierpnia 2007 roku. Prezydent wręczał sztandar i, żegnając się, wyciągnął rękę do odbierającego ów sztandar oficera. Ten zasalutował i odszedł, nie podając swojej.
Wychwycony przez kamerę uśmiech zakłopotania na twarzy prezydenta, ale gdy podszedł kolejny żołnierz, ponowna próba uścisku ręki i ponowne ryzyko (choćby dlatego, że protokół przewiduje tylko salutowanie) zawiśnięcia ręki w próżni, które mogłoby być, w potocznym odbiorze, zinterpretowane jako brak szacunku. Inny może by owego ryzyka nie podjął, a Lech Kaczyński - tak. I ten epizod - odwaga w drobiazgach, na poły mechaniczna, instynktowna - zaimponowała mi. Takiej właśnie instynktownej odwagi zabrakło wielokrotnie już tu wspominanemu Lordowi Jimowi z powieści Conrada.
Instynkt podpowiedział mu, żeby ratował siebie, skoczył do szalupy, i mimo że rozbitkowie w końcu ocaleli - czuł się winny przez resztę życia i przez resztę życia uciekał przed, nierzadko wyimaginowanymi, oskarżeniami. W życiu często liczą się nie napuszone słowa, ale właśnie taka instynktowna odwaga (lub - odwrotnie - jej brak), pojawiająca się właśnie wtedy, gdy człowiek jest zaskoczony, nie ma się na baczności moralnie i estetycznie. Pamiętam mnóstwo takich właśnie szczegółów. I właśnie, jak by powiedział Nabokov, ten niezniszczony przez nadmiar interpretacji konkret staje się czasem reflektorem, pozwalającym - w nagłej iluminacji - coś zrozumieć o sobie.
Tuesday, 13. November 2007, 00:24:16
Arystotelesa znamy jako badacza, twórcę podstaw przyrodoznawstwa, logika, filozofa, "mistrza ludzi światłych". Jako pedagog jest on jednak mniej znany. (...)
A przecież Arystoteles zajmował się w takim samym stopniu nauczaniem, jak badaniami. Jest on prototypem dzisiejszego profesora. (...) W jego pismach przejawia się ciągła troska o ich pedagogiczną poprawność i edukacyjne konsekwencje. Warto więc podjąć studia nad zawartą w wykładach Arystotelesa problematyką pedagogiczną. Ujawniłyby one zapewne charakterystyczny dla niego sposób dochodzenia do problemów, a następnie rozważania ich przez analizę z różnych punktów widzenia - zgłębianie.
Możemy tu odnaleźć dydaktykę sokratejskiego i platońskiego dialogu. Niestety, nie dotrwały do naszych czasów dialogi, które Arystoteles napisał z myślą o popularyzacji wyników swych badań. Studia nad edukacyjnymi aspektami jego spuścizny ujawniły również stosowany przez niego sposób ilustrowania wykładów za pomocą przykładów, cytatów, dygresji i obrazów. "Dusza nie myśli nigdy bez wyobrażenia" - mawiał przy każdej okazji.
Badania naukowe, filozoficzna refleksja i działalność edukacyjna były w życiu i pracy Arystotelesa bardzo ściśle powiązane. Nic tedy dziwnego, że pasjonując się metodyczną analizą obejmującą wszystko, czym zajmował się jego chłonny umysł, podejmował również problemy edukacyjne.
Cel wychowania jest tożsamy z celem życia człowieka. (...) wychowanie jest niezbędne do tego, by człowiek mógł się w pełni zrealizować. Dobrem nadrzędnym zaś (...) jest szczęście. Jednakże człowiek szczęśliwy (...) jest człowiekiem wychowanym. Człowiek szczęśliwy to dobry człowiek, to człowiek prawy, lecz prawość zyskuje się wyłącznie przez wychowanie.
(...) Arystoteles pyta: "czy szczęście uzyskać można przez naukę, czy przez przyzwyczajenie lub inny jakiś rodzaj ćwiczenia, czy też dzięki jakiemuś zrządzeniu boskiemu lub dzięki przypadkowi?". Odpowiedź jest prosta: "rozstrzyga(...) o szczęściu działanie zgodne z nakazami dzielności". Są dwie kategorie cnoty: intelektualna i moralna. "Owóż zarówno powstanie, jak i rozwój zalet dianoetycznych (intelektualnych - przyp. tłum.) jest przeważnie owocem nauki, i dlatego wymagają one doświadczenia i czasu; etycznych natomiast nabywa się dzięki przyzwyczajeniu (...). Wynika stąd też, że żadna z cnót nie jest nam z natury wrodzona."
(...) Arystoteles konkluduje: "Jednym więc słowem, dzięki takim samym czynnościom powstają trwałe dyspozycje. Dlatego trzeba czynności swe ukształtować w pewien sposób, jako że za rozmaitymi czynnościami idą rozmaite dyspozycje. Niemałą więc stanowi różnicę przyzwyczajenie się od wczesnej młodości do takiego lub innego sposobu postępowania, lecz zależy od tego bardzo wiele, a raczej wszystko".
"... człowiek, który ma być dzielny etycznie, powinien być starannie wychowywany i przyzwyczajany do tego, co dobre...".
"Jak człowiek staje się cnotliwy?". (...) Trzy rzeczy czynią człowieka cnotliwym: natura, przyzwyczajenia i rozum.
Każdy urodzony jako człowiek musi odróżniać się od zwierzęcej bestii; musi posiadać pewne jakości zarówno ciała, jak i duszy.
Są wszelako pewne jakości, które - choć dane przy urodzeniu - zmieniają się pod wpływem przyzwyczajenia: natura bowiem wszczepia je w formie dopuszczającej zmianę ku dobru bądź ku złu wskutek działania impulsów związanych z przyzwyczajeniami.
Zwierzęce bestie kształtowane są głównie przez naturę, chociaż niektóre z nich w niewielkim stopniu rozwijają się również pod wpływem przyzwyczajenia. Człowiek żyje jedynie dzięki rozumowi, ponieważ jedynie rozum posiada.
Dlatego właśnie natura, przyzwyczajenie i zasady rozumu muszą pozostawać we wzajemnej harmonii;
to właśnie rozum podpowiadając człowiekowi, jak należy postępować, dość często powoduje, że człowiek nie działa zgodnie z przyzwyczajeniami i naturą. Określiliśmy już co w istocie człowieka w największym stopniu będzie regulowane przez prawodawcę. Wszystko pozostałe zależy od wychowania; są bowiem rzeczy przyswojone wskutek przyzwyczajenia, inne są przekazywane poprzez nauczanie.
Pewne atrybuty są przeto konieczne, by osiągnąć szczęście, pełny rozwój ludzkiej istoty. Konieczne jest tedy fortunne zrządzenie losu, by z urodzenia posiąść pewne dary natury, zarówno fizyczne jak i moralne (zdrowe i piękne ciało, pewną zdolność, inteligencję i wreszcie naturalną dyspozycję do życia cnotliwego).
To wszystko jednak nie wystarcza. Dopiero bowiem poprzez wychowanie potencjalne szczęście może stać się w pełni dostępne.
Wychowanie jest więc kamieniem probierczym Arystotelesowskiej etyki. Wszelkie cnoty, mądrość i szczęście osiągamy dzięki wychowaniu. Sztuka życia jest czymś, czego trzeba się nauczyć.
Arystotelesowska etyka opiera się na takich pojęciach, jak szczęście, złoty środek, stan spoczynku ("zażywanie wczasu"), ale i mądrość. Pojęcia te spotykamy również w jego teorii wychowania.
Oczywiście, według Arystotelesa wszystkie formy wychowania powinny orientować się na ów złoty środek. (...) "(...) oczywistą jest rzeczą, że te trzy wytyczne trzeba stosować przy wykształceniu muzycznym: właściwy środek, to, co możliwe i to, co właściwe".
Pojęcie złotego środka nie odnosi się wyłącznie do ostatecznych rezultatów wychowania, lecz jest również swoistym instrumentem, pedagogicznym imperatywem, do którego jeszcze nawiążemy.
Celem działania człowieka jest oddawanie się spoczynkowi; co więcej, "szczęście zdaje się tkwić w zażywaniu wczasu". Dlatego jednym z podstawowych celów wychowania, o którym zawsze należy pamiętać, jest właśnie spoczynek albo schole (etymologiczne źródło wyrazu "szkoła"). W Arystotelesowskiej filozofii wychowania centralną pozycję zajmuje wychowanie do korzystania z dobrodziejstw spoczynku. Jest to zasadnicza część przygotowania do "prawa bycia człowiekiem". Słusznie więc podkreśla Tricot, że spoczynek nie może być utożsamiany z bezczynnością z pewnym rodzajem dolce far niente. Jest to raczej zdolność i wiedza o tym, jak swobodnie korzystać z własnego czasu.
Wolność jest jednym z ostatecznych celów wychowania, szczęście zaś jest niemożliwe bez wolności.
Taka właśnie wolność jest osiągalna poprzez kontemplację lub życie miłujące mądrość, to znaczy poprzez aktywność umysłu uwolnionego od narzucanych przez wszelkie rzeczy ograniczeń. Dlatego właśnie tak szczególnie ważne jest, by wychowanie nie miało charakteru treningu przygotowującego do jakiegoś zawodu.
"Pośledni rzemieślnik żyje mianowicie w pewnej ograniczonej niewoli, a nadto niewolnik należy do tych, którzy z natury są tym, czym są, czego nie można jednak powiedzieć o żadnym szewcu czy jakimkolwiek innym rzemieślniku". (...) Twierdzi na przykład, że "nie trzeba przy nauce dopuszczać fletów, ani też żadnego innego instrumentu przeznaczonego tylko dla mistrza fachowego, jak kitara lub inne podobne, lecz stosować tylko takie, które by uczniów nimi się posługujących dobrze zaprawiały czy do wykształcenia muzycznego, czy też innego". Refleksję tę kończy zaś kategorycznym stwierdzeniem:
"Odrzucamy zatem w wychowaniu kształcenie w grze na instrumentach, zmierzające do mistrzostwa, a mistrzostwo przenosimy do zawodów. Kto bowiem w nich występuje, ten czyni to nie dla uszlachetnienia swej duszy, lecz dla przyjemności słuchaczy, i to przyjemności pospolitej. Dlatego uważamy, że takie wykonywanie swej sztuki niegodne jest wolnego człowieka, a jest raczej rzemiosłem. Jakoż doświadczenie pokazuje, że (tacy popisujący się zawodowo mistrze) stają się rzemieślnikami, gdyż cel, jaki sobie wytknęli, jest marny".
Spoczynek lub schole powinniśmy zatem uznać za naczelne cele wychowania, jako że dają one wolność, od której zależy rozstrzygnięcie zasadniczych problemów każdego z nas. Jest to przy tym ten rodzaj wolności, który prowadzi do mądrości, czyli życia w obcowaniu z filozofią, życia wypełnionego kontemplacją, przynoszącą rzeczywiste szczęście. Poprzez spoczynek, który jest wyznacznikiem wolności, wychowanie powinno prowadzić ku ostatecznemu celowi człowieka - życiu prawdziwie intelektualnemu, głęboko zakorzenionemu w jego umyśle. Taki jest tedy prawdziwy człowieczy obowiązek, zasadnicza funkcja wychowania polega zaś na przygotowaniu jednostki do tego obowiązku. Człowiek jedynie poprzez wychowanie może nauczyć się go spełniać.
Człowiek wszelako - jak wynika z Arystotelesowskiej rozbudowanej definicji - jest w istocie zwierzęciem politycznym. "Kto zaś nie potrafi żyć we wspólnocie albo jej wcale nie potrzebuje, będąc samowystarczalnym, bynajmniej nie jest członkiem państwa, a zatem jest albo zwierzęciem, albo bogiem." Człowiek może się spełnić jedynie we wspólnocie rozwijającej się w polis. Tam tylko bowiem można znaleźć szczęście. (Należy zawsze pamiętać, że myśląc w ten sposób o polityce Arystotelesa ma na myśli polis wyłącznie jako państwo-miasto wraz z wszelkimi wynikającymi z definicji tego pojęcia ograniczeniami.)
(...)
Gdy zatem wychowanie wiedzie jednostkę ku cnocie, która jest podstawowym źródłem jej szczęścia, wówczas tworzy równocześnie warunki potrzebne do ustanowienia oraz stabilizacji opartego na cnocie polis - a więc takiego polis, które każdemu obywatelowi zapewnia szczęście. W ten sposób wspólnota jest tworzona przez wychowanie. "Ponieważ państwo (...) jest wielością, należy je przez wychowanie ukształtować jako wspólnotę i jedność". Rozpoczynając swoją Politykę Arystoteles dowodzi, że "państwo należy do twórców natury". Gdy wszelako opisuje idealne państwo, podkreśla, że "o tym, czy miasto jest cnotliwe, nie los rozstrzyga, ale wiedza i wola".
(...) Wychowanie jednakowoż nie tylko tworzy społeczeństwo, wspólnotę, z której rodzi się miasto, lecz również gwarantuje jego stabilność: (...)
wychowanie stanowi podstawowe i odwieczne zadanie prawodawcy:
"Nie ulega zatem żadnej wątpliwości, że prawodawca powinien się zająć w pierwszym rzędzie wychowaniem młodzieży. Jeśli się tak w państwach nie dzieje, to cierpią na tym ustroje, gdyż obywatele muszą być odpowiednio do każdego ustroju wychowani. Każda forma ustroju ma przecież swoisty charakter, który zazwyczaj zapewnia jej trwałość, tudzież stanowi zasadniczo o jej rodzaju... Wszelkie sprawności i kunszty wymagają pewnego uprzedniego przygotowania i wyrobienia do spełniania związanych z nimi czynności; potrzeba tego również i do uprawiania cnoty".
(...) Jeżeli bowiem spoczynek ma być celem wychowania jednostki, to wychowanie na poziomie państwowym powinno przysposabiać do pokoju. Tak jak spoczynek jest celem jakiegoś zajęcia, tak pokój należy uznać za cel wojny.
"Dochodzimy więc do wniosku, że życie jako całość jest wypełnione podziałami: działanie i spoczynek, wojna i pokój... Wojnę należy po prostu postrzegać jako środek do osiągnięcia pokoju, działanie jako środek prowadzący do spoczynku, działania są potrzebne lub użyteczne jedynie o tyle, o ile prowadzą one jako środki do tego, co jest dobre samo w sobie. Mąż stanu powinien wciąż o tym pamiętać, gdy stanowi prawa... Takie właśnie cele należy zawsze mieć na uwadze i do nich sposobić dzieci oraz młodzież w każdym momencie wychowania".
Wprowadzenie edukacji publicznej zawsze oznacza pewną jej demokratyzację. "Ponieważ zaś całe państwo ma tylko jeden cel, więc oczywiście i wychowanie musi być jedno i to samo dla wszystkich." Ale do jakiego wieku? 21 lat? Teksty niczego nam na ten temat nie mówią. W żadnym zachowanym do dziś fragmencie pism Arystoteles nie wspomina o selekcji, chociaż wielokrotnie podkreśla, że cnoty moralne i intelektualne uzdolnienia nie są równo rozdzielone. Zastanawiające, że Arystoteles najprawdopodobniej nie przewidział w swoim systemie edukacyjnym żadnej formy selekcji bądź współzawodnictwa, chociaż wychowanie w starożytnej Grecji przypisywało temu wielkie znaczenie.
"Jasną tedy jest rzeczą, że wychowanie musi być uregulowane dzięki prawu, i że przeprowadzać powinno je państwo. Trzeba jednak jasno zdać sobie sprawę z tego, co to jest wychowanie i jak należy je przeprowadzać, bo obecnie panuje pod tym względem rozbieżność poglądów. Nie wszyscy bowiem zgodni są co do tego, czego młodzież uczyć należy, czy przygotowywać ją do cnoty, czy do najlepszego życia, tak jak nie jest też jasne, czy wychowanie oddziaływać ma raczej na wyrobienie rozumu, czy też charakteru."
Tym samym więc Arystoteles stawia pytanie o treść kształcenia. Znowu jednak odpowiedź na nie dotrwała do naszych czasów jedynie we fragmentach. Co więcej, okazuje się, że zaginęły fragmenty najbardziej oryginalne.
Krótko rozważa zalety rysunku, natomiast w ogóle nie ma w jego pismach części poświęconej gramatyce. Zapewne jednak problematyka ta musiała szczególnie interesować Arystotelesa, zwłaszcza w związku z rolą, jaką w jego myśli odgrywa język.
(...)
Zastanawiając się nad ćwiczeniami fizycznymi, Arystoteles wierny jest swojej zasadzie złotego środka. Nie powinny one opierać się na nadmiernie rygorystycznym treningu, ani na przysposobieniu do brutalności. Nie należą one również do przygotowania paramilitarnego. Dla Arystotelesa ćwiczenia fizyczne nie są po prostu zorientowane tylko na tężyznę ciała; muszą one również kształtować charakter, a zwłaszcza odwagę i poczucie honoru.
(...) Arystoteles sporo uwagi poświęca wychowaniu muzycznemu. W większym nawet stopniu niż ćwiczenia fizyczne muzyka - jego zdaniem - kształtuje moralny charakter człowieka. Dlatego właśnie spełnia ona szczególną rolę. Należy oczywiście korzystać z dobrej muzyki, jako że z pewnością określone tonacje, rytmy są dla charakteru szkodliwe. Podobnie jak Platon, Arystoteles analizuje greckie melodyki i wyraźnie okazuje swe preferencje dla tonacji doryckiej, "jest ona najspokojniejsza i ma najbardziej męski charakter". Ponadto znajduje się ona pośrodku między innymi tonacjami. Wychowanie muzyczne jest również ważne ze względu na to, że uczy cenić piękno. Ma ono też wartość wychowawczą, ponieważ przysposabia uczniów do słuchania.
(...) Podobnie jak cała praktyczna filozofia Arystotelesa, jego teoria wychowania opiera się na zdrowym rozsądku. Wszelkich skrajności i ekstrawagancji należy unikać. (...) Uczniowie nie powinni być zmuszani do tego, co nie mieści się w granicach ich zdolności.
Młodych ludzi przeto nie należy wysyłać na lekcje polityki, jeśli nie mają oni dostatecznego doświadczenia w sprawach praktycznych.
W ogóle zaś zawsze należy brać w rachubę intelektualny poziom uczniów, jako że jest on różny u różnych jednostek. I wreszcie edukację należy ograniczyć do tego, co dla każdego ucznia właściwe, wziąwszy pod uwagę jego wiek, charakter i inne cechy.
Wychowanie powinno przebiegać przez studia odpowiadające naturze człowieka, na którą składa się dusza, ciało i rozum. "Dlatego troska o ciało musi wyprzedzać troskę o duszę, z kolei zaś nastąpi kształtowanie zdolności pożądania, mające na celu kształcenie myśli, tak jak pielęgnowanie ciała ma za cel urabianie duszy." Rozum bowiem i intelekt zaczynają się w dziecku rozwijać dopiero w pewnym wieku. Wychowanie zatem powinno rozpocząć się od ćwiczeń fizycznych.
Arystoteles określa dwie wzajemnie uzupełniające się kategorie wychowania: wychowanie oparte na rozumie i wychowanie oparte na przyzwyczajeniu. To drugie nie sprowadza się, według niego, do ćwiczenia opartego na bezrefleksyjnych powtórzeniach. Dzisiaj taki pogląd uznajemy za postulat aktywnego uczenia się. Co więcej, w Etyce Nikomachejskiej Arystoteles podkreśla: "rzeczy , których trzeba się nauczyć, by je wykonywać, tych uczymy się właśnie przez ich wykonywanie; tak np. budowniczowie kształcą się budując domy, a cytrzyści - grając na cytrze". Prawda ta dotyczy również wychowania moralnego: "Tak samo stajemy się sprawiedliwi postępując sprawiedliwie, umiarkowani przez postępowanie umiarkowane, mężni przez mężne zachowywanie się." Naturalne dyspozycje rozwijają się poprzez przyzwyczajanie lub też uczenie się aktywne.(...)
Dla Arystotelesa zatem wychowanie nie jest czymś, czemu uczeń ma się pasywnie poddać. Przeciwnie, jest to znacząca aktywność. (...) Uważa on, że związana z uczeniem się aktywność jest dla ucznia źródłem przyjemności. Równocześnie przejawia on dostatecznie dużo realizmu, by twierdzić, że młodzi ludzie powinni działać nie tylko pod wpływem impulsów płynących z przyjemności, lecz również pod wpływem bólu. Nie ulega wątpliwości, że Arystoteles był raczej autorytarnym wychowawcą!
Wychowanie przez przyzwyczajanie wiąże się z trzema pojęciami, o których należy tu wspomnieć: naśladownictwem, doświadczeniem i pamięcią. Człowiek lubi naśladować; wszystkie sztuki polegają w istocie na naśladowaniu przyrody. Naśladowanie jest jednak zarazem składnikiem kształcenia i wychowania. (...)
Dobry przykład jest jednakże potrzebny, jeżeli naśladownictwo ma służyć wychowaniu moralnemu: "Jeśli się bowiem nie świeci dobrym przykładem, nie można się spodziewać dobrych naśladowców tak w innych dziedzinach, jak i w zarządzie dóbr." Pewne cnoty i typy wiedzy mogą być przyswojone wyłącznie poprzez doświadczenie. Odnosi się to na przykład do rozwoju rozwagi jako postawy, ale również do wiedzy przyrodniczej: (...)
Efekt przyzwyczajenia (nawyku) opiera się na zjawisku pamięci, któremu Arystoteles poświęca tekst włączony do Parvia Naturalia (Drobne dzieła przyrodnicze - przyp. tłum.). Podkreśla on imaginacyjną funkcję pamięci i znaczenie powtarzanych aktów przypominania.
Wychowanie odwołujące się do rozumu uzupełnia wychowanie oparte na przyzwyczajeniu. Wychowanie nabiera właściwego znaczenia i sensu zwłaszcza w połączeniu z nauczaniem przyrodoznawstwa. Jego bowiem celem jest zrozumienie przyczyn: "nauka, która bada przyczyny, jest najbardziej pouczająca, bo tymi, którzy nas pouczają, są ci, którzy podają przyczyny każdej rzeczy". (...) "Myślimy (...), że poznanie i zdolność rozumienia należą raczej do wiedzy niż do doświadczenia i sądzimy, że ludzie wiedzy są mądrzejsi od empiryków, bo mądrość zależna jest we wszystkich przypadkach raczej od wiedzy. A dzieje się tak dlatego, ponieważ tamci znają przyczynę, a ci nie; empirycy znają skutek, ale nie znają przyczyny, a teoretycy znają i skutek, i przyczynę."
Język jest podstawowym narzędziem wychowania; jest on w istocie źródłem wykształcenia, które otrzymujemy. Dlatego istotną rolę odgrywa słuchanie.
(...) Edukacja odwołująca się do rozumu opiera się na dwóch metodach: epagoge, czyli na indukcyjnym wprowadzeniu do zagadnienia oraz na dowodzeniu: "nasze poznanie dochodzi do skutku bądź przez indukcję, bądź przez dowód. Otóż dowód przyjmuje za punkt wyjścia właśnie ogóły, indukcja - szczegóły". Epagoge stanowi ścieżkę, która prowadzi od doświadczenia do wiedzy. Przykłady są specyficznymi doświadczeniami. Oparta na epagoge Arystotelesowska pedagogika jest formą nauczania przebiegającego od przykładu do zrozumienia przyczyn; podobnie jak w nauce, która zawsze jest wiedzą o tym, co powszechne. (...) Tym samym więc kształcenie polega na uczeniu się znaczenia wyrazów, w istocie - na uczeniu się języka, a także na gromadzeniu wiedzy poprzez analizowanie przykładów.
Kształcenie w zakresie nauk teoretycznych - jak matematyka, fizyka, teologia - polega przede wszystkim na dowodzeniu, nie na podstawie przykładów jednakże, lecz zaczynając od uniwersalnych zasad. Taki jest właśnie najwyższy poziom kształcenia opartego na rozumie, które odbywa się poprzez rozumowanie.
Jak się więc okazuje, kształcenie odwołujące się do rozumu w znacznej mierze jest tożsame z podejściem naukowym lub z filozofią teoretyczną, tak jak kształcenie oparte na przyzwyczajaniu pokrywa się z działaniem etycznym lub filozofią praktyczną. Cel wszelako pozostaje ten sam: szczęście, jedność cnoty i mądrości, kontemplacyjne życie filozofa, mędrca.
Monday, 30. July 2007, 15:12:24
A, a, a. Znów jesteś ponad moją myślą. Przemawiasz wśród niej - cisza, cyt... Jest to chwila groźna i cudowna. Cisza --cyt -- cyt -- cyt.
Tylu ludzi na świecie żyło tym, że nie mogło sprostać tej chwili; jej urok przytłoczył ich słabość. Czy ja sprostam? --
-- --
A więc: tak, tak... Ja będę wartał tym wydziedziczeniem, będę wartał tyle, ile utracę. Ile zagubię. Ile pozbędę. Tak, tak -- tak, tak.
-- --
Ale powiedz -- czy możesz tego żądać od człowieka? Czy możesz tego żądać ode mnie? Jak mam przestać być tym kim jestem?
Więc to nieprawda, że utrwalam Cię w tylu ludziach.
W tylu duszach.
Największą moją pokusą jest ta myśl, że jednak można miłować inteligencją. Samą inteligencją. Że to wystarczy.
S - spowiednik
A - Adam
"S: (...)Wszystkim można miłować Boga --
A: Wszyscy też twierdzą to samo. Dlaczego więc dla mnie ta prawda ogólnie przyjęta nie staje się prawdą?
S: Nie wiem. są jeszcze różne kierunki w duszach, różny przebieg oczyszczeń.
A: A tak. Właśnie. Zacząłem znajdować brud w tym, co dawniej było ideałem.
S: Być może. Oczyszczenia są dla posłannictw.
A: Cóż mi powiesz na to, mój ojcze?
S: Daj się kształtować miłości.
A: Jak?
S: Nie wiem. Twoja miłość jest twoją własnością, jest dobrem tobie udzielonym. Ja nie mogę sądzić twej miłości aż do najmniejszych drgnień --
A: Gdybyś jednak zechciał przeważyć. Nakazqać coś lub zakazqać, odrzucić lub uznać --
S: To są zbyt wielkie sprawy i zbyt ażne.Takich spraw nie nakazuje się miłości. Pomyśl. Nasz Pan dokonuje przez nią tylu dóbr, tylu ogromnych dóbr. Ona nas łączy z Nim bardziej niż cokolwiek innego. Bo w niej odmienia się wszystko.
(spowiednik się zamyśla)
S: Daj się kształować miłości."
W ogrzewalni miejskiej
A - Adam
B - jakiś biedak
I - inni biedacy
K1 - jakaś kobieta
K2 - inna kobieta
"A: Tak, ale wy chcecie wyraźnie czegoś więcej. To widoczne.
B: No, jakbyś pan tak coś więcej do jedzenia i jakich jeszcze lepszych szmat.
A: Tak, tak. Ale wy chcecie coś więcej. On czegoś więcej chce.
(wskazuje palcem na głównego rozmówcę)
-- i on... i on...
Ja już wiem. Tak, tego, co wy chcecie - to jest słuszne, najsłuszniejsze. Właśnie o to chodzi, abyście tego chcieli. Nie mieć za wyrzutków, wydobyć się z tego trzęsawiska.
Tak, to jest słuszne... najsłuszniejsze.
(Jakiś niespodziewany wybuch)
Ale dlaczego domagacie się tych rzeczy ode mnie? Oczywiście, to byłoby jedyne rozwiązanie. Jedyne ludzkie załatwienie sprawy --
Ale dlaczego ode mnie?! To za wiele. To za wiele.
K1: Co pan? Przecież nie chcemy od pana nic nowego. Przynieś, co możesz, co dadzą... starczy.
A: Nie... toznaczy, rzeczywiście, wy już więcej nie chcecie, ale On... wystarczyło jedno słowo. Ktoś z was wypowiedział jedno słowo, jedno zdanie... i wystarczyło... Wiem, że On chce...
K2: Co się panu przywiduje? Jaki on?
A: Bo ja - to prawda - ja chciałem się wykupić... tu jakieś palto, tam jakiś bochen chleba, tu kogoś na nocleg ... A to wszystko nic nie znaczy... bo tak zostają ciągle dziady, łachmaniarze, ulicznicy...
(...)
A: A mają powstać bracia!
B: Tak pan myślisz? Ha. Ale co z tego? Dość już nagadali podobnych słów.
A: A mają być bracia.
I: - E, co tam: byle od czasu do czasu jaki łach --
- i byle cały --
- i mięsa na przynętę --
- i wódki --
A: Nie, nie! Dość!
B: Trzymajcie gęby! Trzymajcie dziadowski jazgot!
A: Bo tu chodzi o człowieka --
takiego jak ja --
a który stał się synem... --
(nagle wychodzi)"
- Jesteś jednak uparty.
- Ktoś mówi oprócz mnie.
- Jesteś jednak uparty; rozbijesz się o twój upór. Zobaczysz.
A - Adam
K - ktoś
"K: Kusisz już od dawna siebie samego i cały zespół sił, które cię przewyższają.
A: Znam zwłaszcza jedną taką Siłę, która mnie przewyższa. Przerasta mnie nieskończenie miłością. Nie mogę wytrzymać tego napięcia. To mnie zawstydza, upokarza mnie to, ale równocześnie prowadzi mnie, pozwala mi się rozwijać...
K: O człowiecze nieszczęśliwy, jakże daleko odszedłeś od przejrzystości myślenia!
A: (śmieje się głośno i dość długo)
K: Czemu się śmiejesz?
A: (śmieje się dalej. Jest to teraz śmiech zupełnie jasny i szczery, tak jak u młodego chłopca. Podobnie nie śmiał się Adam już od dawna. (...) )
K: No, czemu się śmiejesz jak jeden z tych idiotów, z którymi uwziąłeś się obcować?! Similis simili!
A: Przypuśćmy... W tej chwili raduję się tylko tak szczerze na myśl, że ktoś tak nieporadny jak ja, tak niezdarny, kuternoga, może jednak uwolnić sięod niezaprzeczalnej inteligencji --
może wejść w posiadanie czegoś, co ją wymija --
czegoś, co ją odkrywa --
demaskuje --
K: Powtarzam: wyszedłeś z kręgu idiotów!
A: Niech będzie. Uwolniłem się też za tę cenę od tyrani inteligencji.
K: Pozbawiłeś się prawdziwego obrazu świata.
A: Znalazłem obraz, o którym ty nie wiesz.
K: No i co?
A: No i nie będziesz mógł już udawać, że jesteś mną, że jesteś tym samym. Różnisz się, różnisz się bezgranicznie."
Natrudziłeś się w każdym z nich.
Zmęczyłeś się śmiertelnie.
Wyniszczyli Cię --
To się nazywa Miłosierdzie.
-- --
Przy tym pozostałeś piękny.
Najpiękniejszy z synów ludzkich.
Takie piękno nie powtórzyło się już nigdy później --
O, jakież trudne to piękno, jak trudne.
Takie piękno nazywa się Miłosierdzie.
-- --
Tuesday, 24. July 2007, 14:41:27
Jego "Koniec wieku ideologii" oznajmiał koniec epoki rządzonej przez wielkie cele polityczne. Koniec lewicowego marzenia o nowym człowieku żyjącym w nowym - bo doskonale sprawiedliwym - społeczeństwie. Oraz koniec prawicowego mitu o powrocie do starych dobrych czasów, w których rządził Bóg, Tradycja i Hierarchia.
Ale jeszcze silniejszy cios myśleniu ideologicznemu zadał Bell w sławnych "Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu". Tam postawił twardą tezę ontologiczną. Nie da się opisać świata za pomocą jednej formuły ideowej, ponieważ świat nie jest już jednością. W fazie późnego kapitalizmu rzeczywistość społeczna pękła na drobniejsze fragmenty. Pojęć takich, jak socjalizm, konserwatyzm czy liberalizm można sensownie używać tylko do fragmentów rzeczywistości - można być konserwatystą w kulturze, a na przykład socjalistą w ekonomii. Ale nie można już być - chcąc zachować rozsądek - socjalistą po prostu.
Bell miał rację. Pod koniec XX wieku ideologie przestały być generalnymi busolami, całościowymi opisami świata, które mówiły nam, jaki jest świat i jak mamy w nim żyć. Polityka wraca dziś do swych odwiecznych celów. (...) Bo po okresie ideologicznych zaburzeń cały świat znowu wie, że w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze.
Polska na tym tle wygląda nieco naiwnie. Spory o kanon lektur, o państwo solidarne, o aborcję - mają oczywiście sens. Ale nie mogą być głównym celem polityki.
Saturday, 21. July 2007, 15:18:10
Rzetelnie poznałem Mądrość, bez zazdrości przekazuję i nie chowam dla siebie jej bogactwa. Jest bowiem dla ludzi skarbem nieprzebranym: ci, którzy go zdobyli, zjednali sobie przyjaźń Bożą, podtrzymani darami, co biorą początek z karności.
Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.
Naród mój ginie z powodu braku nauki:
ponieważ i ty odrzuciłeś wiedzę,
Ja cię odrzucę od mego kapłaństwa.
O prawie Boga twego zapomniałeś,
więc Ja zapomnę też o synach twoich.
I was, którzy byliście niegdyś obcymi [dla Boga] i [Jego] wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz znów pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych, bylebyście tylko trwali w wierze - ugruntowani i stateczni - a nie chwiejący się w nadziei [właściwej dla] Ewangelii.
anonymous
Druidh writes: Aha. Ja uważam, iż konkretne wartości odnosz ...
Ściągnąłem z wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Relatyw ...
anonymous
Co do punktu 2, to się zgadzam... dodam tylko jeszcze, że to p ...
anonymous
druidh writes: A więc krążymy wokół pytania "Kim jest Bóg ...
Druidh, dla Ciebie kluczowe w odniesieniu do tych poglądów jes ...
| M | T | W | T | F | S | S |
|---|---|---|---|---|---|---|
|
| ||||||
| 1 | ||||||
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||