Koniec ideologii wg Roberta Krasowskiego
Tuesday, 24. July 2007, 14:41:27
Autor krótko opisuje znaczenie książek/poglądów Daniela Bella dla współczesnej
myśli politycznej/ideologicznej. Między innymi autor napisał o Bellu:
Jego "Koniec wieku ideologii" oznajmiał koniec epoki rządzonej przez wielkie cele polityczne. Koniec lewicowego marzenia o nowym człowieku żyjącym w nowym - bo doskonale sprawiedliwym - społeczeństwie. Oraz koniec prawicowego mitu o powrocie do starych dobrych czasów, w których rządził Bóg, Tradycja i Hierarchia.
Dla mnie, jako osoby wierzącej, trudne jest do przyjęcia twierdzenie, że nie ma możliwości, aby rządził Bóg...
Nie mam oczywiście na myśli jakiegoś fundamentalizmu religijnego. Te słowa o rządzeniu przez Boga, są w cytowanym tekście skojarzone z ideologią prawicową. Może nawet bardziej są skojarzone z jakimś stereotypem na temat prawicy. Aby się zorientować, o co tak naprawdę chodzi w tym krótkim fragmencie, należałoby się zapytać pana Roberta Krasowskiego, albo przeczytać przytaczane przez niego dzieło pana Daniela Bella. Nie mogę tego uczynić, więc tylko krótkie przemyślenia na ten temat:
Dla mnie trochę w opozycji do tego zdania o niemożności rządzenia przez Boga, stoją słowa, jakie wypowiedział papież Jan Paweł II: "Otwórzcie szeroko drzwi waszych serc Chrystusowi, otwórzcie przed Nim systemy ekonomiczne i polityczne." (inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II, słowa niedokładnie przytoczone, bo z pamięci). Ale po kolei. Źle, że Bóg został tutaj skojarzony z ideologią. Wiara w Boga, uznawanie Jego prawa w swoim życiu to nie jest żadna ideologia. Pomimo tego, wielu ludzi postrzega wiarę w Boga jako jeszcze jedną z wielu ideologii. Może dzieje się tak, prawdopodobnie, za sprawą słabego świadectwa chrześcijan(mówię o spojrzeniu całościowym, przekrojowym). Chodzi o to, co zauważyła Matka Teresa i Mahatma Gandhi - mało chrześcijan żyje tak naprawdę swoją wiarą. No ale przyczyny spojrzenia na wiarę jak na jeszcze jedną z ideologii są tematem na osobny tekst/notatkę. Na razie, prócz wytknięcia błędu takiego spojrzenia na wiarę, nie wiem co dalej napisać
Dalej Robert Krasowski pisze:
Ale jeszcze silniejszy cios myśleniu ideologicznemu zadał Bell w sławnych "Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu". Tam postawił twardą tezę ontologiczną. Nie da się opisać świata za pomocą jednej formuły ideowej, ponieważ świat nie jest już jednością. W fazie późnego kapitalizmu rzeczywistość społeczna pękła na drobniejsze fragmenty. Pojęć takich, jak socjalizm, konserwatyzm czy liberalizm można sensownie używać tylko do fragmentów rzeczywistości - można być konserwatystą w kulturze, a na przykład socjalistą w ekonomii. Ale nie można już być - chcąc zachować rozsądek - socjalistą po prostu.
Nic nie dodaję, przyjmuję, chyba za mało o tym wiem
Następny fragment:
Bell miał rację. Pod koniec XX wieku ideologie przestały być generalnymi busolami, całościowymi opisami świata, które mówiły nam, jaki jest świat i jak mamy w nim żyć. Polityka wraca dziś do swych odwiecznych celów. (...) Bo po okresie ideologicznych zaburzeń cały świat znowu wie, że w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze.
Czy jeżeli zaprosimy do systemów politycznych Chrystusa, to dalej w polityce będzie chodziło o "władzę, pieniądze", itd. ?
A pomijając spojrzenie wiary... Może stwierdzenie "w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze" dehumanizuje politykę, bo nie chodzi już w niej o człowieka? Może wtedy w polityce załatwia się interesy, a nie ma uprawiania polityki jako służby społeczeństwu? Chociaż może jeszcze "solidne sojusze" mogą służyć społeczeństwu, ale reszta wymieniona przez pana Krasowskiego? Tu chyba chodzi o najważniejsze kwestie, bo jeśli polityka nie służy człowiekowi, to komu, albo czemu?
No i małe podsumowanie dotyczące Polski:
Polska na tym tle wygląda nieco naiwnie. Spory o kanon lektur, o państwo solidarne, o aborcję - mają oczywiście sens. Ale nie mogą być głównym celem polityki.
Może rzeczywiście kanon lektur to nie jest najważniejsza sprawa, ale dla mnie aborcja jest bardzo ważna, a państwo solidarne... szczerze mówiąc nie wiem co to jest i "z czym to się je".

Anonymous # 19. September 2007, 21:50
Celem prowadzenia polityki jak dla mnie jest silne państwo jako odrębny byt lub jako grupa jednostek. Jest w niej miejsce dla człowieka ale w inny sposób niż w przypadku kościołów.
Zgadzam się z Bellem że czas idealnych systemów takich jak kapitalizm i socjalizm się skończył. Każdy z nich udowodnił, że nie jest doskonały głównie dlatego że stawiał człowiekowi nierealne wymagania. Kapitalizm w sumie prezentuje się tutaj najlepiej niemniej bez ludzkiego interwencjonizmu robi się z niego bestia równie zła jak każdy inny system.
Natomiast "Bóg, Honor, Ojczyzna" Bell najprawdopodobniej (życzliwie interpretując) traktuje jako ideologiczne hasło - bo tym ono w rzeczywistości było. W naszej katolickiej Polsce w imię Boga zabijało się żołnierzy nieprzyjacielskich, co chyba ma niewiele wspólnego z ewangelicznym nakazem nadstawiania drugiego policzka. Nauka Jezusa o tyle nie pasuje do polityki, że jest "nie-z-tego-świata". Prowadząc politykę (z akcentem na politykę międzynarodową - bo chyba na niej koncentrował się Bell) zgodnie z tymi zasadami można jedynie prędzej czy później (raczej prędzej) paść łupem państw ościennych. Jezus, jak myślę, nie ma co do tego wątpliwości mówiąc: "Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom." (J18:36)
Program chrześcijanina upatrywał bym raczej nie tyle w tworzeniu teokracji co raczej zachowywaniu się po chrześcijańsku w systemie w którym przyszło nam żyć, nie zwalając na system swoich chrześcijańskich obowiązków.
Bardzo ciekawa dyskusja (bo sam brałem w niej udział :) ) jak dla mnie odbyła się pod adresem: ciekawostka.wordpress.com/2007/05/28/strajkuja-lekarze-kolejarze-nauczyciele
theDonkey # 28. September 2007, 21:06
Zgadzam się, że ideologie się przeżyły, ale odniosłem, może mylne wrażenie, że wiara w Boga jest przez Bella traktowana jakko jedna z ideologii, i chciałem z takim rozumieniem wiary polemizować.
Wydaje mi się, że hasło "Bóg, Honor, Ojczyzna" nie było ideologiczne...
Nadstawianie drugiego policzka - tu trzeba sie zastanowic, czy jest to reguła obowiazująca chrzescijanina we wszystkich sytuacjach konfliktowych. Kiedyś słyszałem taką interpretację tego nakazu nadstawienia drugiego policzka:
w sytuacji doświadczenia przemocy/agresji na sobie człowiek ma naturalne/instyktowne dwie reakcje - odpowiedzieć przemocą albo uciec, a nakaz nadstawienia policzka wymaga tego, żeby nie pójść którąś z tych dwóch dróg, tylko "jakby wznieść się ponad to" i zareagować inaczej- np. tak jak Jezus zapytał się sługę arcykapłana, który Go spoliczkował, o sens bicia.
Co do teokracji, to jak czytałem:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Teokracja
http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=107970
, to jest to ustrój, w którym rządzą kapłani, lub ktoś namaszczony przez Boga.
Jeśli pisałem o miejscu Boga w polityce, to nie chodziło mi o takie rządy, tylko o zachowanie zasad etyki chrześcijańskiej w polityce, tzn. żeby politycy nie używali korupcji, byli uczciwi, nie walczyli o stołki, służyli społeczeństwu, nie szkalowali się nawzajem, tylko się za siebie modlili (również, a może przede wszystkim za przeciwników politycznych), żeby w debacie politycznej był wzajemny szacunek itd. Może takie podejście wydawać się utopią, ale wierzę, że można tak i tak naprawdę wygrywa ten, który się do tego stosuje.
Przeczytałem tą dyskusję na "ciekawostka.wordpress.com" i... nie wszystko z niej zrozumiałem, jest tam dużo o liberalizmie, a ja nie wiem do końca co to jest liberalizm, dopiero muszę się o tym nauczyć. Ale zgadzam się, że:
"Historia udowodniła, że żaden system społeczny nie jest w stanie stworzyć dobrych ludzi. Dobrzy ludzie byli w socjalizmie i byli i są w liberalizmie. Nadzieja, że jakiś system “załatwi” za nas naszą (jako społeczności) dobroć to nadzieja równie pusta jak portfel komunisty. Człowiek musi brać odpowiedzialność za siebie i myśleć co robi. Nie może “pogrążyć się” w systemie z nadzieją, że ulegając wpieranym przez ten system potrzebom, chuciom czy wymaganiom stanie się kimś lepszym."
Dru', jeśli o to Ci chodzi, kiedy pisałeś: "Program chrześcijanina upatrywał bym raczej nie tyle w tworzeniu teokracji co raczej zachowywaniu się po chrześcijańsku w systemie w którym przyszło nam żyć, nie zwalając na system swoich chrześcijańskich obowiązków.", to zgadzam się, więc program chrześcijanina upatrywałbym w tym, aby uczestniczyć w polityce w taki sposób jak to opisałem powyżej. Na tym polega wg mnie "wpuszczenie CHrystusa do systemu politycznego", nie wiem czy coś więcej chrześcijanin może zrobić... może to na początek wystarczy.