Hasło Lacana "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione"
Sunday, 3. February 2008, 15:29:32
Aby zrozumieć, na czym polega owo zniewolenie intelektualne, którym objęte zostało życie polityczne w wolnej Polsce, nawiążmy do toczącej się między epokami dyskusji Nietzschego, Dostojewskiego i Lacana na temat Boga. Na ogłoszoną przez Nietzschego śmierć Boga reakcją Dostojewskiego była znana groźba: "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno", którą z kolei polemicznie sparafrazował słynący z przekornie brzmiących formuł francuski psychoanalityk Jacques Lacan: "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione". Rację oczywiście miał ten ostatni. Im bardziej ktoś myśli, że Bóg umarł i wszystko wolno, tym mniej czuje się poddany zewnętrznym zakazom, które wraz ze śmiercią Boga nie umarły, ale przeniosły się w głąb psychiki jednostki. Slavoj Z.iz.ek, najważniejszy komentator Lacana, wyjaśnia ten paradoks na przykładzie sytuacji, którą wszyscy pamiętamy z dzieciństwa. Wyobraźmy sobie nieszczęśliwe dziecko, które w niedzielne popołudnie zamiast bawić się z kolegami, musi iść z wizytą do babci.
Staroświecki autorytarny ojciec natychmiast łamie opór dziecka: "Nie obchodzi mnie twoje zdanie. To twój obowiązek, idź do babci i zachowuj się porządnie!". Dziecko wcale jeszcze nie jest w takiej złej sytuacji. Zostaje wprawdzie zmuszone, aby iść do babci, ale zachowuje wewnętrzną wolność i zawsze może później zbuntować się przeciw ojcowskiej władzy. Z.iz.ek zauważa, że paradoksalnie dużo trudniejsza jest sytuacja dziecka pod opieką nowoczesnego, nieautorytarnego ojca, który mówi: "Sam wiesz, jak babcia cię kocha, nie chcę cię do niczego przymuszać, rób, jak uważasz". Dziecko powinno nie tylko wypełnić rodzinny obowiązek wobec babci, ale uczynić to jeszcze z własnej woli. Fałszywy wybór, jaki rzekomo ojciec pozostawia dziecku, pozbawia go nawet wewnętrznej wolności. Rózga już nie grozi, ale nie ma też mowy o wolności.
Na razie nie umiem się do tego odnieść, bo nie za bardzo to rozumiem.

Anonymous # 4. February 2008, 21:28
Niby coś w tym jest ale kolega Slavoj Z.iz.ek jak na mój gust błądzi.
Ale dyskusja będzie miała sens jeśli Slavoj podzieli się z nami swoją definicją wolności.
Inaczej szkoda na niego czasu. :D
Anonymous # 5. February 2008, 11:35
Popatrz.
Slavoj stawia nas przed wyborem wolność-obowiązek.
Wolność wiąże jednoznacznie z brakiem ograniczeń i jednocześnie przyjemnością. To są nieprawdziwe uproszczenia: po pierwsze istnieją inne definicje wolności, po drugie taki całkowity brak ograniczeń jest nieludzki i jest dla mnie bardzo wątpliwe czy wiąże się tylko z przyjemnością (myślę, że nie. jest to raczej bolesny stan pustki).
Jednocześnie Slavoj demonizuje obowiązek.
I jeszcze jedno: Slavoj jest całkowicie oderwany od praktyki - takich wyborów w rzeczywistości nie ma (albo nie przebiegają w ten sposób). Rozważa problem abstrakcyjnie, a chwilę potem montuje koncepcje psychologiczne które powstały na bazie doświadczenia.
Tym sposobem to można udowadniać cokolwiek. Proces internalizacji jest rzeczą skomplikowaną i rozciągniętą w czasie. Dodatkowo obok niego człowiek przeprowadza inne procesy poznawcze.
Slavoj zdziwia. I jest albo niedbały, albo niezbyt radzi sobie z rozumieniem problemu, albo ma w tym jakiś interes i chce nas zmanipulować.
Tak czy inaczej podtrzymuję swoje przekonanie: szkoda na niego więcej czasu. :D
theDonkey # 9. February 2008, 23:31
Druidh, nie potrafię rozpatrywać tego z punktu widzenia wolności.
Nie wiem czy na podstawie tego tekstu można stwierdzić, że Żiżek rozumie wolność jako brak jakichkolwiek ograniczeń. I czy na pewno takich wyborów w rzeczywistości nie ma? Patrząc na życie dziecka podanego w przykładzie, zapewne umieści się to przykładowe zdarzenie jako drobną cegiełkę całego procesu internalizacji tego dziecka.
Ale myślę, że nie o to tu chodzi. Te dwie przykładowe sytuacje nie są przytoczone jako rzeczywiste przykłady z życia jakiegoś człowieka, tylko mają one za zadanie pokazać jaki tak naprawdę(wg autora przykładów) jest stosunek Boga do człowieka. Chcę właśnie w taki sposób rozpatrywać te poglądy - w odniesieniu do obrazu Boga, jaki przedstawiają.
W pierwszym przykładzie Bóg jakby nie liczy się z wolną wolą człowieka, tylko autorytarnie ustala zasady i zmusza do ich przestrzegania. Ta pierwsza sytuacja wiąże, jak myślę, ze zdaniem Dostojewskiego "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno". Obraz Boga jaki wynika z tego zdania, to wg mnie Bóg jako ostatni gwarant sprawiedliwości. Tracąc tę ostatnią "instancję" gwarantującą sprawiedliwość ludzkość wpada w pewnego rodzaju anarchię, bo "nieistnienie Boga" daje możliwość uniknięcia odpowiedzialności za swoje czyny.
Drugi przykład pokazuje Boga jako przemyślnego manipulatora i obłudnika. Wg mnie z tego przykładu wynika obraz Boga, który daje fałszywą wolność, pozory wolności, jednocześnie przedstawiając swoją propozycją wyboru jako jedynie dobrą. Właśnie "jedynie dobrą", a nie "jedynie słuszną", bo ew. słuszności można się przeciwstawić łatwiej, ale jeśli jest to "jedynie dobry" wybór, to każdy inny wybór automatycznie zostaje zakwalifikowany jako jednoznaczne opowiedzenie się po tej "złej stronie mocy" - a tego nikt raczej nie chce, przynajmniej oficjalnie, chyba tylko jakiś perwersyjny prowokator. Zatem Bóg tak naprawdę nie daje wolności, bo nie daje suchego wyboru, tylko dodaje taką interpretację jednego z możliwych wyborów, że człowiekowi trudno się jej przeciwstawić. Więc Bóg jest wtedy obłudnikiem - bo oficjalnie mówi, że daje, a tak naprawdę jej nie daje. Manipulator, ponieważ używa manipulacji, aby tę wolność zabrać. Nie neguję tego, że w życiu może taka sytuacja się zdarzyć, ale przedstawienie sposobu działania tego "nowoczesnego ojca" jako sposobu działania właściwego Bogu jest jakimś totalnym nieporozumieniem.
Ten drugi obraz Boga jest fałszywy i przekręca prawdę o Bogu. I to jest właśnie paradoks, że ten przykład, który wydaje się bardziej przemyślany i głębszy może, właśnie ten jest fałszywy. Bóg jest przedstawiony tutaj jako ktoś, kto zabiera wolność w jakiś chytry i perwersyjny sposób, a przecież jest odwrotnie - to właśnie Bóg, i tylko Bóg, daje prawdziwą wolność. Na to ostatnie zdanie nie mam dowodów, ale wierzę, że tak jest, mam nadzieję, że będzie to także moim doświadczeniem.
Co do pierwszego obrazu Boga, jako ostatniego gwaranta sprawiedliwości, to rzeczywiście tak jest, Bóg gwarantuje sprawiedliwość, ale nie na sposób ludzki - na to wiele przykładów w Ewangelii, m.in. przypowieść o robotnikach, którzy wszyscy otrzymali tę samą zapłatę, chociaż czas ich pracy był różny, także kobieta pochwycona na cudzołóstwie, której Pan Jezus nie pozwolił ukamienować, także dobry łotr na krzyżu, któremu Pan Jezus obiecał niebo i wiele innych przykładów.
Jeszcze co do tego, że nie warto zajmować się Żiżkiem - chyba są ludzie, którzy się nim fascynują, bo jakąś popularność u tzw. intelektualistów chyba ma.
Przepraszam, że tak późno odpowiadam.
Anonymous # 14. February 2008, 00:40
A więc krążymy wokół pytania "Kim jest Bóg w kontekście moralności?"
1. Albo jest ostatecznym gwarantem sprawiedliwości i tu mamy dwie opcje:
a. rozumie sprawiedliwość (ogólnie: wartości) w sposób ludzki
b. ma swoje, niezrozumiałe dla człowieka pojęcie sprawiedliwości (i innych wartości).
ad a. z tego co mi wiadomo sposobów rozumienia sprawiedliwości jest wiele i jeden z nich bardzo dobrze pasuje do przypowieści o robotnikach: sprawiedliwie to wszystkim po równo. Z cudzołożnicą i łotrem jest trochę gorzej bo o sprawiedliwości można mówić gdy mamy kogoś innego do porównania.
Ale znajdziemy też w Biblii, jako podejrzewam, rozumienie sprawiedliwości jako dzielenia wg. zasług. Sugerowało by to, że nie mamy pojęcia jakie jest boskie rozumienie sprawiedliwości (nie możemy zrozumieć jak Bóg rozumie wartości takie jak wolność, sprawiedliwość, etc.) i to popycha nas do punktu b.
ad b. Jeśli już tu trafiliśmy to jesteśmy w kropce. Jeśli nie jesteśmy w stanie zrozumieć o co Bogu chodzi, a chcemy być zbawieni to zostaje nam ślepe wypełnianie poleceń i bożego kodeksu moralnego. Tu problemy są dwa. Który kodeks moralny jest tym dobrym? i jaka interpretacja tego kodeksu moralnego jest dobra.
Ponieważ nie ma tu innych rozstrzygnięć niż arbitralne jesteśmy zmuszeni dokonać wyboru jakieś religii mając nadzieję, że z bożą pomocą wybierzemy właściwie. Ale skąd możemy wiedzieć kto jest autorytetem w tej sprawie skoro nikt Boga nie rozumie?
2. Bóg jest istotą sugerującą pewne rzeczy, która jednocześnie wie najlepiej. I opcje:
a. robi to w dobrej wierze (Slavoj tą interpretację od razu odrzuca, co jest wg. mnie kardynalnym błędem),
b. robi to w złej wierze - miesza nam w głowach aby odebrać nam coś dobrego co możemy mieć jeśli go nie posłuchamy.
I teraz co człowiek ma zrobić. Będę głęboko kontrowersyjny ale odrzucę od razu opcje:
2b - jeśli to prawda to koniec z nami. Nawet śmierć nam nie pomoże jeśli najwyższa istota jest złośliwcem.
1b - tutaj wcale nie jest lepiej. Jesteśmy wobec Boga bez szans bo wymyka się naszemu zrozumieniu jakie są jego oczekiwania wobec nas. Stają się one dopiero zrozumiałe na gruncie konkretnej religii, ale my nie jesteśmy w stanie podjąć decyzji, która z nich jest dobra.
Ja trzymam się opcji 1a i 2a, które wcale nie stoją wobec siebie w sprzeczności.
1a. Bóg pozwala nam być dobrym człowiekiem w ludzkim rozumieniu i dążenie do lepszego zrozumienia świata, uczenie się go i wzrastanie w nim (w świecie) prowadzi nas do Boga. Żyjemy w świecie różnego rozumienia pewnych wartości i nie ma tu miejsca dla ostatecznych rozstrzygnięć. Musimy nieustannie myśleć co robimy.
2a. Bóg nie zostawia nas jednak samemu sobie. Mamy jego podpowiedzi, które pomagają nam poruszać się w tej gmatwaninie.
Tak więc dylemat wydaje mi się sprawiać wrażenie sensownego tylko w bardzo szczególnej sytuacji rozumienia wartości wolności i sprawiedliwości, która jest dla mnie nieprawdziwa i nie podejmuję się prowadzić dyskusji z Zizkiem, Lacanem i Dostojewskim.
Sprzeczność jest pozorna jak dla mnie.
theDonkey # 19. February 2008, 23:49
dodam tylko jeszcze, że to przedstawienie Boga, jako złośliwego kojarzy, który specjalnie zabiera człowiekowi przyjemności, aby się nad nim poznęcać - przypomina mi to strategię przyjętą przez węża podczas rozmowy z Ewą w raju.
Natomiast nie rozumiem albo nie zgadzam się co do punktu 1.
Druidh, podałeś dwie skrajne możliwości, co do tego, czy Bóg ma tzw. "ludzkie" rozumienie sprawiedliwości. Gdy w moim poprzednim komentarzu użyłem zwrotu "Bóg gwarantuje sprawiedliwość, ale nie na sposób ludzki", to jako "ludzki" rozumiałem "powszechny", "na pierwszy rzut oka". Chodziło mi o to, że sprawiedliwości bożej nie można zamknąć w prostym stwierdzeniu "jesteś dobry pójdziesz do nieba, jesteś zły idziesz do piekła". Będę się opierał na Piśmie Św. Jest w Ewangelii obraz Sądu Ostatecznego, gdzie Ci którzy nie interesowali się bliźnimi idą na potępienie, a Ci którzy pomagali bliźnim - idą do nieba. Ale są w Biblii także przykłady ludzi uwikłanych w zło(właśnie np. kobieta pochwycona na cudzołóstwie, dobry łotr), którzy nawracają się przy spotkaniu z Jezusem i dzięki temu dostępują zbawienia(na pewno dobry łotr, ale co potem było z kobietą pochwyconą na cudzołóstwie - nie wiemy, możemy mieć nadzieję, że się dobrze skończyło). Bo właśnie w Piśmie Św. jest napisane dużo o miłosierdziu bożym. Jest nawet fragment, mówiący, że "Miłosierdzie odnosi triumf nad sądem". Pisząc o "ludzkim rozumieniu sprawiedliwości" miałem na myśli takie proste rozumienie sprawiedliwości, które bardzo łatwo ocenia innych ludzi i ich skreśla (np. ten koleś ma gdzieś innych ludzi, tylko kasę zbiera, to na pewno pójdzie do piekła). A boża sprawiedliwość przejawia się w tym, że Bóg ma nadzieję, że taki człowiek jeszcze się opamięta i zmieni swoje postępowanie.
Może namieszałem tutaj pojęcia miłosierdzia i sprawiedliwości, chciałem jednak tylkko pokazać, że Bóg nie zostawia nas bez wskazówek co do oczekiwań jakie ma wobec nas. Jest w Biblii napisane abyśmy byli miłosierni, tak jak Bóg Ojciec jest miłosierny.
Jeszcze co do odpowiedzialności za swoje grzechy - w modlitwie "Ojcze nasz" mówimy: "odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszamy naszym winowajcom".
Myślę, że Bóg daje poznać w Piśmie Św. jakiego sposobu traktowania innych ludzi od nas oczekuje, czyli jakiej naszej sprawiedliwości. (nie wiem czy można zdefiniować sprawiedliwość jako sposób traktowania bliźnich).
Nie wiem czy słusznie, odniesienie do pojęcia sprawiedliwości takiej, gdzie wszystkim po równo - zrozumiałem jako aluzję do komunizmu
Jeszcze do fragmentu Twojej wypowiedzi:
"Bóg pozwala nam być dobrym człowiekiem w ludzkim rozumieniu i dążenie do lepszego zrozumienia świata, uczenie się go i wzrastanie w nim (w świecie) prowadzi nas do Boga." - zgadzam się.
"Żyjemy w świecie różnego rozumienia pewnych wartości i nie ma tu miejsca dla ostatecznych rozstrzygnięć." - Druidh, nie wiem co rozumiesz przez to, że nie ma miejsca dla ostatecznych rozstrzygnięć? Chyba nie chodzi Ci o relatywizm?
"Musimy nieustannie myśleć co robimy." - zgadzam się, odpowiedzialności z nas nikt nie zdejmie.
pozdrawiam
Anonymous # 3. March 2008, 08:56
Co to jest relatywizm?
theDonkey # 6. March 2008, 21:46
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Relatywizm):
"Relatywizm to pogląd filozoficzny, wedle którego prawdziwość wypowiedzi można oceniać wyłącznie w kontekście systemu w którym są one wypowiadane. Tym samym relatywizm stwierdza, że nie istnieją zdania niosące absolutną treść, których ocena byłaby identyczna i niezależna od jej kontekstu. Prawdziwość dowolnego sądu zależy od przyjętych założeń, poglądów czy podstaw kulturowych."
to tak na sucho...
chodziło mi, czy zdanie: "Żyjemy w świecie różnego rozumienia pewnych wartości i nie ma tu miejsca dla ostatecznych rozstrzygnięć" wyraża to, że poruszamy się w kręgu tak różnych kultur, że nie można znaleźć wspólnego języka(nie można, albo jest to prawie niemożliwe, gdzie "prawie" robi różnicę
Czy chodzi tu też o niemożność dojścia do jakiejś obiektywnej prawdy w kwestii najważniejszych wartości, które są ściśle związane z ludzką egzystencją,
tzn. czy można np. w dyskusji z Aborygenem, Latynosem z Brazylii, bankowcem z Manhatanu dojść do jakiejś wspólnej definicji wolności lub po prostu znaleźć jakąś nić porozumienia,która pozwoli przynajmniej pójść w kierunku wolności...
wolność to oczywiście przykład.
Anonymous # 13. March 2008, 11:49
Aha.
Ja uważam, iż konkretne wartości odnoszą się do konkretnych rzeczy. Wolność to brak ograniczeń. I czy będę rozmawiał z Aborygenem czy Latynosem to zawsze będę się odnosił to tego właśnie, on z resztą jak mniemam też.
Czy to wystarczy? :)